Quantcast

Każdy jest bohaterem własnego życia. Wywiad z Magdaleną Wolff

Data: 2023-01-03 15:31:11 Autor: Sławomir Krempa
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Każdy jest bohaterem własnego życia. Wywiad z Magdaleną Wolff z kategorii Brak kategorii

– Każdy jest bohaterem własnego życia, własnej historii. A czyny, które do tego prowadzą, wcale nie muszą być wielkie, jak w przypadku Warcisławy. Każdy może być bohaterem, bo nauczy się stawiać granice, być własnym przyjacielem, a nie wrogiem. To niby drobne sprawy, które mogą zmienić życie człowieka na lepsze – mówi Magdalena Wolff, autorka książek Kukułka i wrona oraz Szata z piór, należących do cyklu Moc korzeni

fot. Wiktoria Korzeniewska

Myśli Pani, że Słowiańszczyzna wciąż żyje?

Nie tylko żyje, ale wręcz ma się bardzo dobrze. W ostatnim czasie daje się zaobserwować prawdziwy słowiański boom. Po okresie fascynacji wikingami czy Celtami coraz więcej osób zaczyna interesować się przeszłością terenów, na których żyjemy. Wydaje się też dużo książek o tej tematyce. Do niedawna w księgarniach funkcjonował tradycyjny podział na kryminały, powieści obyczajowe, literaturę piękną, obecnie tworzy się całe działy z książką słowiańską. 

Ale kiedy zaczynała Pani interesować się tą tematyką, nie było takiej klęski urodzaju? 

Ja tego nie uważam za klęskę, wręcz przeciwnie! Jednak tworząc moje książki, nie próbowałam wpisać się w żadną modę, napisałam je z potrzeby serca. Później okazało się, że dobrze wstrzeliłam się w moment – i na pewno pomogło mi to w debiucie, w znalezieniu wydawcy dla moich książek.   

Ale nie mamy chyba już dziś osób naprawdę wierzących w bóstwa i fantastyczne słowiańskie istoty? 

Myślę, że mamy ich bardzo wiele. I choć sama do takich osób nie należę, to mam znajomych, którzy naszą rzeczywistość postrzegają nieco inaczej – na przykład wchodzą do pomieszczenia i czują, czy wypełnione jest ono dobrą, czy niedobrą energią. Wydaje mi się, że nie chodzi tu o wiarę, ale o dostrzeganie aspektów rzeczywistości, których większość z nas nie widzi.

Dlaczego chcemy wracać do tych opowieści? 

Bo wszyscy jesteśmy zbudowani z elementów, z których część wpisana jest w słowiańskie tradycje. Ja po poznaniu mitologii greckiej i rzymskiej zainteresowałam się również słowiańską, ale naprawdę wróciła ona do mnie, gdy wyprowadziłam się na kilka lat za granicę. Dopiero to pozwoliło mi na nabranie dystansu, dostrzeżenie piękna czegoś, co u nas jest powszechne, a czego nie znają obcokrajowcy. Kiedy opowiadaliśmy znajomym o Zaduszkach, Andrzejkach, kiedy urządzaliśmy z mężem nad rzeką ogniska i zapraszaliśmy innych na Noc Kupały, kiedy robiliśmy wianki i puszczaliśmy je, wszyscy byli tym zachwyceni i traktowali to jak coś bardzo egzotycznego. Takich tradycji jest w nas bardzo dużo, część z nich wyssaliśmy z mlekiem matki, inne wspominamy z nostalgią. Wiele osób pamięta, jak w dzieciństwie u babci lało się wosk i wróżyło. Dla części z nas powrót do tych zwyczajów – z własnymi dziećmi czy ze znajomymi – to jak powrót do przeszłości.   

I spora odskocznia od coraz bardziej powszechnej globalizacji. 

Właśnie. Wydaje mi się, że po czasie, gdy uwierzyliśmy, że świat jest wielką globalną wioską i wszyscy chcieliśmy się tak samo ubierać, żyć według tych samych zasad, wróciliśmy do poszukiwania własnych korzeni. Odkryliśmy, że dobrze jest poznać przeszłość, by się osadzić w sobie, w kulturze, tożsamości i dopiero z tej pozycji wchodzić w kontakt z innymi kulturami, dostrzegać różnice czy podobieństwa. Mam kontakt z ludźmi zza oceanu – wiele osób szuka tam obecnie takiego osadzenia, bo Stany Zjednoczone to wielki tygiel kulturowy. O ile zaś tradycje anglosaskie, germańskie i celtyckie są stosunkowo popularne, dobrze zbadane, o tyle nasze, słowiańskie, wydają się po prostu niszowe. Na szczęście ostatnio mocno się to zmienia. 

Mamy Mitologię Parandowskiego, książki Kubiaka. Słowiańszczyzna na razie jednak chyba nie ma swojego Parandowskiego?

Ma głównie Aleksandra Gieysztora i jego Mitologię Słowian. Niedawno została ona wznowiona, uzupełniona o dodatkowe materiały i posłowie, w którym ponownie przyjrzano się wnioskom i postulatom autora. Mamy też wiele innych publikacji naukowych, które pozwalają lepiej zrozumieć słowiańskie tradycje. Ale obawiam się, że wiele spraw pozostanie u nas na zawsze w sferze przypuszczeń, bo nie mamy tak bogatego materiału pisanego jak w przypadku mitologii Greków czy Rzymian. Mamy przede wszystkim domysły i badacze robią wszystko, by je uporządkować. Pamiętajmy jednak, że to, co znamy z zapisów greckich czy rzymskich, to pewna synteza, nie pozbawiona polityki i późniejszych naleciałości. To, co znamy z książek, to tylko pewne wyobrażenie o dawnych wierzeniach. Na różnych terenach, w różnych wioskach, wyobrażenia o bóstwach mogły bardzo mocno się różnić.  

Pani te mity, opowieści znane z mitologii przenosi na karty powieściowe. Ale robi to Pani „po swojemu". Można powiedzieć, że hasłom, definicjom słownikowym, biogramom nadaje Pani charakter. 

Przede wszystkim chciałam wyobrazić sobie społeczeństwo, w którym mity stanowią nieodłączny element postrzegania świata. Białe plamy wypełniłam zaś, oczywiście, wyobraźnią. 

Porozmawiajmy może przez chwilę o fantastycznych istotach, które Pani opisuje. Wśród nich szczególną rolę odgrywają leszy. To strażnicy porządku leśnego, choć las niekoniecznie kojarzy nam się dziś z porządkiem. 

Bo las to po prostu inny świat, który rządzi się swoimi prawami, a człowiek może być w nim co najwyżej gościem. Nie nam oceniać ten porządek, nie nam sądzić, czy wszystko to jest dobrze urządzone. Wydaje mi się, że tak właśnie żyli nasi przodkowie: pewne zjawiska dostrzegali, ale ich nie oceniali.  

Wróćmy do leszego. To bóg? Demon?

Bóg czy demon – to tylko kwestia nomenklatury i pytanie wyłącznie współczesne. Wydaje się, że leszy wywodzi się z czasów bardzo dawnych, z wierzeń animistycznych. Wówczas wierzenia wynikały z obserwacji świata, a animizm przeplatał się z religią. Leszy to pan puszczy, duch miejsca, który ma władzę nad zwierzętami i roślinami. By korzystać z dobrodziejstw lasu, trzeba było okazać mu szacunek. Zaakceptować zasady, opierające się na tym, by nie bruździć w jego domenie, by porządnie zachowywać się u niego w domu, nie niszczyć, nie śmiecić i nie eksploatować go zanadto. Wyobraźmy sobie, jak wyglądałyby nasze lasy, gdybyśmy nadal wierzyli w leszego.  

Ale las dla Słowian był chyba nie tylko źródłem pożywienia. 

Oczywiście, to także miejsce pewnych przeżyć duchowych. To inny świat – podobnie jak świat wody. Wody w wyobraźni dawnych Słowian zasiedlone były całą masą duchów, stworów, boginek, utopców, z którymi także należało żyć w zgodzie. Składano im ofiary, zwracano się do nich w czasie suszy. I las, i woda utożsamiane były z zaświatami. To w wodzie chował się księżyc w nowiu – wówczas wierzono, że umierał on na 3 dni i potem powracał z zaświatów.  

Szczególnym leszym – przynajmniej dla głównej bohaterki – jest Szary. To istota trochę dzika, dziwna, ale choć to bóg lasu, to jest on również bardzo ludzki. 

Szary ma sporo ludzkich cech – to efekt tego, że leszy w moich książkach mają ludzką duszę. Duszą leszych obdarowuje matka, gdy zdejmuje je z drzewa świata. Leszy nie należy do świata ludzi, jest mocno związany z lasem, naturą, ale jednocześnie nie są mu obce ludzkie emocje, jak zazdrość czy miłość.

Inaczej jest z pozostałymi bogami w Pani powieściach. Współczesna literatura tworzy bogów na wzór i podobieństwo ludzi. W Kukułce i wronie oraz Szacie z piór tak nie jest. 

Dziś w popkulturze bogowie pokazywani są jak ludzie, jedynie obdarzeni są specjalnymi mocami. Zwykle też bywają dość podli i wydaje się, że niczym nie zasługują na szacunek, jakim darzą ich wyznawcy. Kiedy poznawałam mity greckie, zastanawiałam się nad tym, co właściwie ludzie widzieli w tych bogach. Hera w mitologii przedstawiana jest jak kłótliwa żona, mściwa, zazdrosna, sekutnica. Dlaczego w takim razie obdarzano ją tak wielkim szacunkiem? Mity spisane zostały już w czasach, gdy ludzie nie do końca wierzyli w greckich bogów, a więc na ich kształt wpłynął mocno późniejszy światopogląd. Mnie interesował obraz społeczeństwa, które odczuwa osobisty kontakt z bogami. 

Skoro bogowie, to i magia. Brakuje nam dziś tej magii, transcendencji? A może dostrzegamy ją w zupełnie innych miejscach niż pierwotnie? 

Chyba brakuje. Proszę na przykład zwrócić uwagę na to, jak w ostatnim czasie zaczęto cenić rzeczy hand made. Ciekawe jest to, że w czasie pandemii wiele osób zainteresowało się tradycyjnymi pasjami, którym można oddać się w domu. Zaobserwowałam też znaczący wzrost liczby ludzi, którzy zajęli się wyszywaniem czy szydełkowaniem. Odkryli wówczas, że to jest bardzo dobre na stres, że rzeczy konkretne, które robimy własnymi rękami, a nie wirtualnie, w komputerze, przynoszą nam spokój, radość, dają poczucie sprawczości i satysfakcji: oto coś wykonaliśmy, stworzyliśmy. Dla wielu był to ratunek w czasach powszechnego niepokoju i niepewności. Dawniej rękodzieło miało zarówno funkcję praktyczną, jak i magiczną, ochronną.

Porozmawiajmy przez chwilę o głównej bohaterce cyklu. Jest nią Warcisława – młoda kobieta, której życie zupełnie się zmienia. 

Warcisława to najmłodsza córka księcia ziem, na których toczy się akcja mojej książki. Nigdy nie czuła się dostrzeżona, traktowano ją jak osobę, z którą nie należy wiązać zbyt wielkich nadziei. Nie wyróżniała się szczególną urodą ani talentami, była dobra w robótkach, tkała, wyszywała, ale tego się wówczas od kobiet oczekiwało. Wyrosła w cieniu rodzeństwa. I nagle jej świat się zawalił: stała się ostatnią nadzieją swego rodu. W pierwszym tomie Warcisława odkrywa, kim właściwie jest, wyrusza do lasu, gdzie wchodzi bardziej w głąb siebie. Drugi tom to następny poziom trudności: zetknięcie z ludźmi, z którymi poradzić sobie jest jeszcze trudniej. 

Myśli Pani, że każdy może być bohaterem?

Każdy jest bohaterem własnego życia, własnej historii. A czyny, które do tego prowadzą, wcale nie muszą być wielkie, jak w przypadku Warcisławy. Każdy może być bohaterem, bo nauczy się stawiać granice, być własnym przyjacielem, a nie wrogiem. To niby drobne sprawy, które mogą zmienić życie człowieka na lepsze. 

Warcisławie w tej przemianie pomaga Baba Jaga. Ta postać kojarzy się zwykle z zielarką, kobietą mądrą. To ona prowadzi do przemiany Warcisławy, ona wyzwala w niej moc…  

Baba Jaga jest skomplikowaną postacią. Nałożyło się na nią mnóstwo aspektów czy postaci, a jedną z nich jest osoba pomagająca młodzieży w inicjacji. U wielu pierwotnych ludów osoby mające przejść inicjację musiały udać się na odludzie – u Słowian był to zapewne las. Tam należało, w odosobnieniu, skonfrontować się z samym sobą, przejść rozmaite próby, wykazać się, przełamać. Na skraju lasu, na granicy między światami, stała zwykle chatka Baby Jagi. Baba Jaga była trochę straszna – i musiała taka być, byśmy przełamali w sobie lęki. Próby składające się na inicjację nie miały być łatwym zadaniem. One miały nam pójść w pięty – tak, byśmy je zapamiętali na całe życie.  

Bohaterkami Pani cyklu są silne kobiety – silne, bo tak je ukształtowało życie, lub też bo w kluczowych chwilach znalazły w sobie tę moc, potrzebną, by przetrwać, przejść próbę, przemianę… 

Interesuje mnie kobieca perspektywa – to naturalne, bo sama jestem kobietą, a ponadto najczęściej podobne historie są opowiadane z perspektywy męskiej, bohaterka zaś stwarza możliwość opowiedzenia innej, świeższej historii. Chciałam pokazać, co dla kobiety oznaczało życie w mocno patriarchalnym społeczeństwie, na przykład wzięcie ślubu, jak bardzo różniły się prawa i reguły dla kobiet, nawet księżniczek, od tych dla mężczyzn.

Warcisława ma doświadczenie bycia żoną – i nie było to przeżycie najlepsze. Wie, że jeśli ponownie wyjdzie za mąż, będzie musiała bardzo wiele oddać. Dla książąt ślub nie był problemem – oznaczał po prostu dobry sojusz i kontynuację dotychczasowego stylu życia. To kobieta wyprowadzała się zwykle do królestwa nowego małżonka, to ona zmieniała miejsce zamieszkania, odrywała się od korzeni, a mąż w dużej mierze decydował o jej losie. Przy kobiecej bohaterce pojawiają się zupełnie inne możliwości rozwiązań fabularnych.

Na styku świata lasu i świata ludzi rodzi się uczucie, uczucie między bohaterką cyklu a Szarym. Nie mówmy może o tym, jak się ono rozwinie. Powiedzmy raczej o tym, na ile tomów zaplanowała Pani cykl i czego dowiemy się w kolejnym tomie.

W pierwszym tomie mieliśmy las, w drugiej części – świat ludzi, trzeci zapewne będzie ich syntezą, choć sądzę, że to ludzi będzie w nim więcej. Cały cykl zaplanowałam na trzy tomy, w trzecim planuję zamknięcie wielu wątków, w tym głównego, ale mam pomysł na jednotomowy sequel z bohaterami żyjącymi w tym świecie. Co będzie później – zobaczymy.  

Książkę Szata z piór kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.