Przywrócić pamięć o cichych Bohaterach. Wywiad z Małgorzatą Czerwińską-Buczek

Autor: Adrianna Michalewska

– Ciągle żyją wśród nas anonimowi, nieznani cisi Bohaterowie – nie tylko Powstańcy, ale również ludność cywilna walczącej Warszawy - mówi Małgorzata Czerwińska-Buczek, autorka książki Ziutek. Chłopiec od „Parasola", w której opisuje historię Józefa Szczepańskiego pseudonim Ziutek, Powstańca, autora jednej z najbardziej znanych piosenek powstańczych „Pałacyk Michla". 

Józef Szczepański żył w strasznych czasach...

Józef Szczepański urodził się na początku lat dwudziestych XX wieku. Polska dopiero co po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość, „Ziutek" należał więc do pierwszego pokolenia żyjącego w wolnym kraju. Pokolenie to wychowane było przez ludzi, którzy tę wolność wywalczyli i znali jej cenę, dlatego swoje dzieci wychowywali w duchu umiłowania wolności i odpowiedzialności za losy Ojczyzny. Wierzyli jednak, że o wojnach dzieci te będą czytały już tylko w książkach. Miały żyć w wolnym kraju, uczyć się, pracować, kochać i być szczęśliwymi ludźmi. Rówieśnicy „Ziutka" mieli różne charaktery, osobowości, pasje, oczekiwania, pomysły na długie i szczęśliwe życie. Wojna zniszczyła ich młodość, zmusiła do szybkiego dorastania. Byli świadkami i uczestnikami koszmarnych tragedii, śmierci swoich bliskich, poniżani i traktowani jak zwierzyna łowna, stanęli do nierównej walki. Wielu z tych młodych ludzi, m.in. „Ziutek", oddało swoje młode życie za Ojczyznę.

Dlaczego w różnych źródłach podawane są różne miejsca urodzenia Szczepańskiego?

„Ziutek" urodził się w Warszawie 30 listopada 1922 roku w Wojskowym Szpitalu Ujazdowskim. Był pierwszym dzieckiem Matyldy i Józefa Szczepańskich. Jego matka była bardzo słaba po porodzie, niepewna swoich macierzyńskich umiejętności, dlatego mąż zawiózł ją i dziecko do jej rodziców do Łęczycy. Tam 31 grudnia 1922 roku Józef Szczepański został ochrzczony, tam wystawiono akt chrztu i to na jego podstawie bardzo często podaje się mylne miejsce urodzenia. Ojciec „Ziutka" był zawodowym żołnierzem, oficerem Wojska Polskiego. Kierowano go w różne miejsca, w związku z czym rodzina kilkakrotnie zmieniała miejsca zamieszkania. Ostatecznie w 1935 roku rodzina Szczepańskich z Jabłonnej przeniosła się na stałe do Warszawy. Zamieszkali na Pradze przy ulicy Targowej. Wojna znowu zmusiła ich do opuszczenia stolicy.

„Ziutek" jest autorem najbardziej znanej powstańczej piosenki. Jak poznała Pani jej historię?

O piosence „Pałacyk Michla” opowiadał mi nieżyjący już generał Janusz Brochwicz-Lewiński, pseudonim Gryf. 3 sierpnia żołnierze z plutonu „Gryfa” zajęli pozycje w młynie i w Pałacyku Michlera, zwanym również Pałacykiem Michla. Wspierał ich oddział „Ziutka", I pluton pod dowództwem kpr. pchor. „Mietka” Antoniego Sakowskiego. 4 sierpnia było jeszcze w miarę spokojnie. Wieczorem zorganizowano wieczornicę, na którą przyszło około 50 osób – młodość rządzi się przecież swoimi prawami, bez względu na okoliczności. Dziewczęta zrobiły kanapki, były konserwy, herbata, kawa. Było również wino, kilka butelek znalezionych w zatrzymanym niemieckim samochodzie. Około 21:00 Józef Szczepański usiadł do fortepianu i zaczął grać. Wszyscy uczestniczący w spotkaniu otoczyli go. Najpierw zagrał ludową melodię „Hymn Podhala”, do niej ułożył słowa. Tak powstał „Pałacyk Michla”, który bardzo szybko stał się hymnem Batalionu „Parasol”. Piosenka śpiewana była przez całe Powstanie, a po wojnie przez kolejne pokolenia harcerzy – i nie tylko. Niewiele jest osób, które nie słyszały tej piosenki. O okolicznościach jej powstania opowiadali świadkowie, Powstańcy, którzy przeżyli.


 

„Ziutek" to także kolejny utracony w Powstaniu polski poeta…

Pierwsze rymowanki Józef Szczepański tworzył już we wczesnym dzieciństwie. Wiersze zaczął pisać w szóstej klasie szkoły podstawowej. Opisywał w nich życie szkolne i otaczający go świat. Nauczyciele byli pełni podziwu, wróżyli mu wielkie sukcesy w dziedzinie literatury. Rodzice byli dumni z syna, wiedzieli, z jak ogromną łatwością swoje emocje przekłada na wiersze, ale nie przypisywali tego wielkiemu talentowi literackiemu, a raczej bujnej wyobraźni, łatwości wypowiadania się i ogromnemu poczuciu humoru. W okresie dorastania i wczesnej młodości Józef Szczepański pisał najwięcej wierszy miłosnych. Okupacyjne i powstańcze powstawały na okoliczność jakichś ważnych wydarzeń, tragicznych przeżyć, były prezentowane przez autora koleżankom i kolegom z konspiracji i to oni najczęściej je spisywali i przekazywali dalej. „Ziutek" nigdy nie był związany z żadną grupą literacką, nigdy nic nie publikował. Pozostała po nim niewielka spuścizna.

Najwcześniejsze wiersze zostały zniszczone albo zaginęły w czasie zawieruchy wojennej, dlatego odnalezienie niektórych jego przedwojennych wierszy ma tak ogromne znaczenie do pełniejszego poznania twórczości „Ziutka".

Jak pani natrafiła na wiersze Szczepańskiego?

W marcu 2019 roku Tomasz Mordziński podczas porządkowania zdjęć i dokumentów swojej mamy, Haliny z d. Kolbińskiej, zmarłej w 1995 roku, znalazł niewielki zeszycik z 21 wierszami, w większości miłosnymi. Pokazał je swojej żonie, która szybko zorientowała się, że ich autorem jest Józef Szczepański „Ziutek”. Halina wiele razy o nim opowiadała, jednak zawsze jako o szkolnym koledze, żołnierzu Batalionu „Parasol”. Nigdy nie wspomniała o łączącym ich uczuciu i wierszach pisanych dla niej. Tomasz natychmiast poinformował o odkryciu swojego starszego brata, Krzysztofa. Przeprowadzili prywatne śledztwo i kiedy mieli już stuprocentową pewność, że są to wiersze pisane przez Józefa Szczepańskiego, skontaktowali się z Januszem Szczepańskim, bratem „Ziutka". Po zebraniu opinii ekspertów i prawników oraz konsultacjach z wydawnictwem uznali, że wiersze należą do polskiego dziedzictwa kulturowego i zdecydowali, że muszą zostać udostępnione czytelnikom.

Szczęśliwy zbieg okoliczności spowodował, że Wydawnictwo Bellona zaproponowało mi napisanie książki z wykorzystaniem odnalezionych wierszy „Ziutka". Wtedy poprosiłam synów Haliny Kolbińskiej o przesłanie wszelkich materiałów, które są w ich posiadaniu, a mogą być wykorzystane w trakcie pisania. Po gruntownym przejrzeniu pozostawionych przez nią pamiątek, natrafili oni na listy pisane przez „Ziutka" do ich mamy. Dzięki tym bezcennym dokumentom po ponad 80 latach od ich napisania i ponad 75 latach od śmierci Józefa Szczepańskiego mogła powstać ta książka o żołnierzu-poecie i ludziach z nim związanych, a światło dzienne mogą ujrzeć nieznane dotąd młodzieńcze wiersze i listy „Ziutka" dedykowane Halinie.

„Ziutek" wydawał się szalenie sympatycznym chłopakiem. Takim zadziornym, równym kumplem. Nie rezygnował łatwo z raz obranego celu?

Od dziecka i przez całe swoje niedługie życie był wrażliwy, niepokorny, zbuntowany, ale nawet w najtrudniejszych momentach starał się nie tracić wiary, nadziei i pogody ducha. Bardzo łatwo nawiązywał kontakty, był bardzo lubiany. Do końca swojego krótkiego życia snuł plany na przyszłość.

Jak „Ziutek" trafił do powstania?

Rodzina „Ziutka" we wrześniu 1939 roku opuściła Warszawę. Mieszkali kolejno w Krakowie, Dębicy i Rzeszowie. „Ziutek" czuł się wówczas coraz bardziej zagubiony, nie był w stanie odnaleźć właściwej drogi. Nie godził się z otaczającym światem, z niemiecką okupacją, z brakiem perspektyw. Chciał robić coś, co dałoby mu nadzieję na zmiany. Coraz bardziej tęsknił za Warszawą i wszystkim tym, co tam pozostało.

Przed Wielkanocą 1943 roku w Rzeszowie odwiedził go Tadeusz Zalewski, kolega z Gimnazjum im. Władysława IV i to zapewne za jego namową „Ziutek" zdecydował się na powrót do Warszawy.

Krótko po przyjeździe do stolicy wstąpił do konspiracji. Przyjął pseudonim, który przypisany był mu od urodzenia – „Ziutek”.

Do oddziału do Zadań Specjalnych Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK „Agat”, później „Pegaz”, został wprowadzony przez kolegę, Antoniego Sakowskiego, ps. Mietek. W maju 1944 roku na bazie tego oddziału powstał Batalion „Parasol”.

Już 1 października 1943 roku „Ziutek" rozpoczął kurs Szkoły Podchorążych Piechoty Szarych Szeregów „Agricola”. Brał udział w kilku ważnych i trudnych akcjach, m.in. w Krakowie w akcji „Koppe”, podczas której miał być wykonany wyrok na Wilhelma Koppego, wyższego dowódcę SS i Policji w Generalnej Guberni.

„Ziutek" był żołnierzem. Składał przysięgę, do walki przygotowywał się od początku konspiracji. Podobnie jak jego koledzy czekał na ten moment. Dlaczego młodzi ludzie chcieli walczyć? Przytoczę słowa pułkownika Kazimierza Iranka-Osmeckiego: Trzeba było przeżyć pięć lat okupacji w Warszawie, aby czuć to, co czuła ludność i żołnierze. Trzeba było żyć dzień po dniu, godzina po godzinie przez pięć lat w cieniu więzienia na Pawiaku, trzeba było w ciągu tych miesięcy widzieć, jak znikają przyjaciele jeden po drugim, odczuć za każdym razem skurcz serca w piersi, trzeba było codziennie słyszeć odgłosy salw – tak, że się już przestawało je słyszeć, przyzwyczaić się do nich jak do dzwonów kościelnych, trzeba było milcząco asystować na rogu ulicy w smutny zimowy wieczór lub świetlisty poranek wiosenny przy egzekucji dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu przyjaciół, braci lub nieznajomych, wziętych przypadkowo z tłumu, spędzonych pod mur, z ustami zaklejonymi gipsem i oczami wyrażającymi rozpacz lub dumę. Trzeba było to wszystko przeżyć, aby zrozumieć, że Warszawa nie mogła się nie bić.

Rozczarowany bierną postawą Sowietów, „Ziutek” napisał do nich wiersz-odezwę. To przejmujący apel, bardzo różny od zawadiackiego „Pałacyku Michla”. Te dwa teksty dzieli kilka tygodni, a wydaje się, że dzieli je wszystko. Jakby pisały je dwie osoby.

Pod koniec sierpnia Starówka dogorywała. Zza Wisły ciągle słychać było huk dział Armii Czerwonej, ale Warszawa nie otrzymała od Rosjan żadnej pomocy. Walczący Powstańcy zdawali sobie sprawę z tego, że skazani są na samotną walkę, na zagładę. 29 sierpnia Józef Szczepański napisał ostatni swój wiersz – „Czerwoną Zarazę”. Zbigniew Rylski, pseudonim Brzoza – przyjaciel „Ziutka” – wspomina: Przyjaźniliśmy się, chociaż nasza znajomość trwała krótko, poznaliśmy się w czasie walk o Pałacyk Michla. Mieliśmy dużo wspólnego, obaj bardzo kochaliśmy swoje matki, w wielu kwestiach zgadzaliśmy się, dobrze nam się rozmawiało. Byłem świadkiem powstawania „Czerwonej zarazy". Ziutek napisał ten wiersz na kwaterze w Pałacu Krasińskich, na pierwszym piętrze.” Wieczorem po raz pierwszy przeczytał go kolegom. Wyrażał on myśli i uczucia ich wszystkich: zawód, gniew i bezsilność.

To ten wiersz był powodem tego, że przez wiele powojennych lat starano się wymazać Józefa Szczepańskiego z pamięci następnych pokoleń. Nie udało się. Wiersze „Ziutka", podobnie jak w czasie okupacji przekazywane były ustnie, drukowane w nielegalnych pismach, wygłaszane na wieczorach poezji niepokornej. Nie zapomnieli o nim młodzi ludzie, dla których stał się wzorem, symbolem odwagi, prawości, ale i młodzieńczej fantazji.

Rodzina i przyjaciele, w szczególności Matylda Szczepańska, matka „Ziutka" i Janusz Szczepański, jego znacznie młodszy brat, zrobili wiele dla ocalenia tego, co po młodym poecie zostało, choć pozostało tak niewiele. Młodszy brat ze wzruszeniem opowiada, że w jego domu zawsze wisiał portret „Ziutka" z umieszczonym obok wierszem „Dziś idę walczyć, mamo”.
W dzień pogrzebu koleżanki „Ziutka" z jego oddziału przekazały matce wiersze powstańcze jej syna. Był wśród nich rękopis „Czerwonej zarazy”. Dla ówczesnej władzy utwór ten stał się śmiertelnym wrogiem. Należał do zakazanych, miał być zapomniany, podobnie jak jego autor wymazany z pamięci następnych pokoleń. Matylda Szczepańska w obawie o swoją rodzinę zakopała wiersz w okolicy posesji w Otwocku, gdzie po wojnie przez jakiś czas mieszkali. Do dzisiaj nie został odnaleziony.

W pani książce poznajemy też dwie ważne dla Szczepańskiego kobiety. Pierwsza to matka, która musiała zidentyfikować ekshumowane zwłoki syna.

Dla Matyldy Szczepańskiej „Ziutek" od pierwszego oddechu stał się największą radością i miłością. Drżała o niego i rozpieszczała go. Po przeprowadzce do Warszawy matka, osoba bardzo pobożna, w każdy pierwszy piątek miesiąca rannym świtem chodziła z synem do kościoła ojców kapucynów przy ulicy Miodowej, uczestniczyli we mszy i przyjmowali komunię. Któregoś dnia Józef powiedział do Matyldy: „Mamo, jeżeli kiedyś coś nas rozdzieli, to w te piątki zawsze duchowo będziemy razem”. Wtedy ani on, ani jego matka nie zdawali sobie sprawy z tego, jak okrutnie zostaną rozdzieleni. Matylda Szczepańska po raz ostatni spotkała syna u swoich rodziców w czerwcu 1944 roku. Później przez długie miesiące nie wiedziała co się z nim dzieje.

Po Powstaniu rodzina Ziutka uzyskała informację o jego śmierci, ale w obawie o zdrowie Matyldy nikt nie chciał przekazać jej tej hiobowej wieści. Dowiedziała się przypadkiem w styczniu 1945 roku z korespondencji, która była skierowana do koleżanki „Ziutka", a w zupełnie niezrozumiałych okolicznościach trafiła do niej.

Nie była w stanie pogodzić się ze śmiercią ukochanego syna. Widziała go zarówno w snach, jak i na jawie. Pewną ulgę przynosiły łzy, więc bezustannie płakała, po latach sama się dziwiła jak to możliwe, że wtedy nie wypłakała oczu.

Na początku grudnia 1945 roku dziewczyny z „Parasola” przesłały jej informację, że będzie przeprowadzana ekshumacja cmentarzyka przy Marszałkowskiej 71, gdzie pogrzebany został jej syn. Prace mogły potrwać nawet kilka dni, a ona nie chciała na dłużej zostawiać młodszego syna. Zdecydowali z mężem, że to on uda się do Warszawy, a ona dojedzie, gdy zostanie odnalezione ciało ich syna. Jednak po wyjeździe męża Matylda nie mogła znaleźć sobie miejsca, spokoju nie dawała jej myśl, że „Ziutek" ją przywołuje. Młodsze dziecko zostawiła pod dobrą opieką, a sama najbliższym pociągiem pojechała do Warszawy.

Józef Szczepański, ojciec, już na miejscu dowiedział się o przesunięciu terminu ekshumacji. Wiedząc, w jakim stanie zostawił żonę, postanowił natychmiast wracać do Krakowa. Kiedy Matylda dojechała do znajomych, u których mąż miał się zatrzymać, jego już nie było. Przyjazd miał jednak sens, bo jeszcze tego wieczoru okazało się, że następnego dnia odbędzie się ekshumacja cmentarzyka przy Marszałkowskiej. Już pierwszego dnia, 5 grudnia 1945 roku odnaleziono ciało „Ziutka". „Ziutek" miał na piersiach kartkę z imieniem, nazwiskiem i innymi danymi osobowymi. Pogłaskała go po głowie i położyła na piersi obrazek z Komunii Świętej.

Druga ważna kobieta w życiu „Ziutka" to jego ukochana. Było ich więcej, ale to historia jego miłości do Haliny zwanej Halupeckiem okazała się najbardziej dramatyczna.

„Ziutek" był bardzo kochliwym młodzieńcem. Cieszył się ogromnym zainteresowaniem u dziewcząt, był przystojny, inteligentny, dowcipny, miał nienaganne maniery i do tego pisał wiersze. Niejedna koleżanka do niego wzdychała, a on wielką sympatią obdarzył Halinę Kolbińską, uczennicę Żeńskiego Gimnazjum im. Marii Skłodowskiej-Curie. Poznali się w lutym 1939 roku na szkolnej zabawie. On zakochał się od pierwszego wejrzenia, ona początkowo nie była pewna swoich uczuć, ale urokowi „Ziutka" trudno było się oprzeć. Rozpoczął się dla nich najpiękniejszy okres życia. Razem z wiosną rozkwitła ich romantyczna miłość, która – jak im się wydawało – miała trwać całą wieczność. Z wierszy „Ziutka" wiemy, że narobiła – szczególnie w jego życiu – mnóstwo zamieszania. Zaczęły się wakacje, każde z nich spędzało je w innym miejscu. Pisali do siebie, tęsknili i snuli plany na jesień. Niestety, ich wspólnej jesieni już nie było. „Ziutek" z rodzicami nie wrócił do Warszawy, Halina czuła się samotna i opuszczona, z utęsknieniem czekała na jego listy, które najpierw przychodziły bardzo często, potem rzadziej.

W grudniu 1940 roku poznała Eugeniusza Mordzińskiego, który dawał jej zainteresowanie oraz poczucie bliskości i bezpieczeństwa. Początkowo nie brała pod uwagę, że ich przyjaźń mogłaby się przerodzić w miłość. Ostatecznie wyszła za mąż za Eugeniusza. Ale czy to był koniec miłości „Ziutka" i Haliny? Najpewniej nigdy nie zapomniała o swojej pierwszej i największej miłości. Jej małżeństwo rozpadło się, przechowywała listy i wiersze „Ziutka". W jego życiu również były inne dziewczęta. Czy nie zapomniał o Halinie? Tego nie wiemy…

Ilu jest takich zapomnianych bohaterów powstania warszawskiego? Czy są w nich tacy jak „Ziutek”?

Niestety, bardzo wielu Bohaterów odeszło w zapomnieniu, przecież prawdę o Powstaniu mówić i opisywać możemy od przełomu lat osiemdziesiątych oraz dziewięćdziesiątych. Jednak bardzo wielu Powstańców nawet wtedy jeszcze nie miało odwagi, by wracać do dni Powstania. Pamiętali, co groziło po wojnie za przynależność do AK. Spotykam ludzi, którzy tworzyli historię, dokonywali wielkich rzeczy, byli Bohaterami, takimi prawdziwymi, nie stworzonymi przez okoliczności czy na potrzebę chwili, ale nie potrafią się otworzyć. Kilka lat temu poznałam niezwykłą osobę, Marię Pajzderską, po wojnie los rzucił ją do Poznania. Zaprzyjaźniłyśmy się, opowiedziała mi o sobie, ale nie zgodziła się, żebym o niej pisała. „Moje wspomnienia to przeszłość, zamknęłam je w szufladzie, a kluczyk wyrzuciłam. Nie ma do nich powrotu” – mawiała. Wreszcie zaufała mi i mogłam jej losy opisać. Pan Marian Gałęzowski, przedwojenny oficer, po wojnie nie wrócił do Polski, tu dla niego nie było miejsca. W wieku 97 lat zdecydował się wrócić, by spocząć na rodzinnej ziemi. W ostatniej chwili udało mi się opisać jego losy. Ciągle żyją wśród nas anonimowi, nieznani cisi Bohaterowie – nie tylko Powstańcy, ale również ludność cywilna walczącej Warszawy.

Książka Ziutek. Chłopiec od „Parasola" dostępna jest w księgarni swiatksiazki.pl Możecie ją kupić również w innych popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Ziutek. Chłopiec od Parasola
Małgorzata Czerwińska-Buczek

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Topielice
Sylvia Wilczyńska
Topielice
Siódma ofiara
Aleksandra Marinina;
Siódma ofiara
N.P.
Banana Yoshimoto
N.P.
Hotel Aurora
Emilia Teofila Nowak;
Hotel Aurora
Dom z widokiem na szczęście
Klaudia Duszyńska
Dom z widokiem na szczęście
Pokaż wszystkie recenzje