Warto żyć z całych sił. Wywiad z Natalią Bieniek

Autor: Sławomir Krempa

– Mam nadzieję, że czytelnicy, którym spodoba się Dom sekretów, przez chwilę pomyślą nie tylko o tym, jak to kiedyś bywało, ale też o tym, jak wygląda ich życie. I czy na co dzień starają się w pełni wykorzystać to, co dał im los – mówi Natalia Bieniek, autorka powieści obyczajowych. 

Wszystko przez Zanussiego?

Tak, przez Zanussiego. A może raczej dzięki niemu. 10 lat temu uczestniczyłam w jednym z warszawskich spotkań z reżyserem, który, zapytany przez jednego ze słuchaczy, jak zacząć pisać, odpowiedział mniej-więcej w ten sposób: „Jeśli ktoś chce pisać, niech weźmie jakiś przedmiot – na przykład szkatułkę z kosztownościami, miejsce, które dobrze zna i które lubi, a potem niech zacznie snuć opowieść o tym przedmiocie w tym miejscu”. Tak właśnie zrobiłam. I choć nie napisałam od razu całej powieści, to powstało wówczas wiele scen, które znalazły się w książce Dom sekretów – na przykład historia Anny Wilhelminy, pięknej i dumnej córki fabrykanta.

Która, tak przy okazji, jest postacią całkowicie fikcyjną?

Najzupełniej, zresztą cała fabuła powieści jest fikcją. Nie zaczerpnęłam nic z konkretnej historii rodzinnej, z opowieści żadnego z bliskich. Autentyczne są tylko miejsca, które opisuję w powieści i sceny, które zobaczyłam podczas zwiedzania wystawy „Na wspólnym podwórku”, zorganizowanej w Pałacu Poznańskiego w Łodzi. Wystawa ta pokazuje, jak dawniej mieszkano w Łodzi, uwypukla wielokulturowe dziedzictwo miasta. Można na niej zobaczyć, jak przedstawiciele różnych nacji żyli tu razem, spędzali czas na wspólnych podwórkach i egzystowali w pokoju i zgodzie.

Napisała Pani w powieści, że każdy z nas ma miejsca, w których się wychowaliśmy i które na zawsze pozostały nam w pamięci, o których myślimy szczególnie ciepło, bez względu na to, jakie były nasze dalsze losy. Łódź jest dla Pani takim właśnie miejscem?

Tak, bo chociaż mieszkam w Warszawie, nadal mam w Łodzi rodzinę i spędziłam tam mnóstwo czasu. Z tym miastem wiążą się moje wspomnienia z dzieciństwa i młodości, uważam też, że Łódź to szalenie ciekawe miasto architektonicznie i dziejowo. Tu ślady przeszłości odnajduje się na każdym kroku – przecież Łódź niemal nie została zniszczona podczas wojny. Widać tu ślady rewolucji przemysłowej, przemysłu włókienniczego, Łodzi proletariackiej, ostrej rywalizacji między narodowcami i socjalistami, czasu upamiętnionego w Ziemi Obiecanej i krwiożerczego przedwojennego kapitalizmu. Łódź to miasto kontrastów – skrajna bieda sąsiaduje tu z wielkim bogactwem, wielkie hotele z rozpadającymi się domostwami dawnych rzemieślników. Tak było – tak jest i dzisiaj.

W tym właśnie mieście, wśród tychże kontrastów, stoi pewna kamienica... 

Kamienica, którą dałoby się odnaleźć również w rzeczywistości. Stoi w ścisłym centrum miasta, przy jednej z przecznic ulicy Piotrkowskiej – to kamienica, w której mieszkała moja babcia. Ale równie dobrze „bohaterką” mojej powieści mogłaby być którakolwiek z kamienic sąsiednich lub stojących przy równoległych ulicach, wyglądają podobnie, mają podobny układ pokoi, niemal identycznie wyglądają ich podwórka. Oczywiście, na potrzeby powieści trochę pozmieniałam rzeczywistość, ale miejsce, które opisałam, najpewniej da się rozpoznać.

Zmieniło się bardzo od czasów, które Pani opisuje?

Trochę na pewno, ale nie całkowicie. Podczas przygotowania się do napisania tej książki przeglądałam wiele książek, albumy, kolekcje poświęcone Łodzi – odwołuję się do nich w krótkiej bibliografii na końcu książki. Inspirowały mnie dawne pocztówki z Łodzi – zresztą taki pierwotnie miał być tytuł tej powieści. Można na nich zobaczyć, jak wyglądały dawne ulice miasta, podwórka i bardzo wiele miejsc można dość łatwo rozpoznać. Pewnie także dlatego całość zabudowy ulicy Piotrkowskiej została wpisana do rejestru zabytków.

Podwórko, o którym Pani pisze, było przed laty miejscem spotkań okolicznych mieszkańców. Żyli tu w zgodzie Żydzi, Polacy i Niemcy i Rosjanie, bo na atmosferę tego miejsca składa się też jego wielokulturowy charakter.

To prawda, ale ważne, by zaznaczyć, że chodzi mi o atmosferę konkretnego miejsca, a nie całego miasta czy kraju. Opisuję historię jednostkową konkretnych ludzi, nie chcę generalizować czy upraszczać. Pięć podwórek dalej mogły mieć miejsca dramatyczne wydarzenia i ogromne napięcia pomiędzy mieszkańcami. Tu jednak ci konkretni ludzie bardzo dobrze się ze sobą dogadywali. Zresztą, byłam w tym miejscu, słyszałam opowieści mojej babci. Kamienica, o której piszę, mieściła się w zamożnej dzielnicy i nie mieszkała tam raczej biedota.

Co ciekawe, przez dłuższy czas, jeszcze w XIX wieku, Żydzi mieli wyznaczony własny rewir i nie mogli osiedlać się w tych rejonach – chyba że dysponowali ogromnymi pieniędzmi. Jeśli zaś tu trafili, żyli z przedstawicielami innych nacji w zgodzie. Opisuje to Jerzy Grohman w swoich wspomnieniach, pokazując, że wprawdzie zdarzały się drobne animozje i konflikty, jednak generalnie panowała tu tolerancja i zgoda. Można było nie lubić konkretnych osób, zazdrościć komuś, złościć się na kogoś, jednak z pewnością mieszkańcy Łodzi nie byli takimi sąsiadami, jak ci z książki Grossa. Pomyślałam, że warto o tym napisać w momencie, gdy w Polsce zaczęło się pojawiać coraz więcej głosów pełnych strachu, że oto przedwojenni właściciele, Żydzi, zaczną przyjeżdżać i odbierać nam nasze mieszkania i kamienice, a na tym tle pojawiała się coraz większa niechęć do nich.

W Pani powieści współcześni „obcy” to jednak raczej nowi lokatorzy z Turcji niż Żydzi.

Tak, bo rzeczywiście widziałam, z jak dużą rezerwą wiele osób mieszkających w naszym kraju podchodzi do sąsiadów z tego kręgu kulturowego. Myślę, że taka niechęć rodzi się wówczas, gdy kogoś bliżej nie znamy. Kiedyś, gdy w Łodzi żyło tak wielu przedstawicieli innych nacji, mieszkańcy miasta stykali się z nimi na co dzień, poznawali ich bliżej i oswajali swój strach. Dziś nie ma po temu okazji, bo wielokulturowość Łodzi odeszła do przeszłości. To też chciałam pokazać w swojej książce, chciałam przypomnieć czytelnikom o tym dziedzictwie. Ale przede wszystkim chciałam stworzyć ciekawą historię obyczajową.  

Z elementami kryminału?

Bardzo drobnymi, ale rzeczywiście, podczas remontu jednego z mieszkań dochodzi do małej katastrofy budowlanej, a potem do nieprzyjemnego odkrycia – za ścianą znalezione zostają zwłoki. Jest też pewna szkatułka ze skarbem sprzed lat, a moi bohaterowie próbują odkryć związane z tym miejscem tajemnice z przeszłości.

I przy okazji odkrywają – jak je Pani opisuje – historie zza tej bliższej i zza tej dalszej ściany. Mniej lub bardziej swojskie. Od lat te same, choć ludzie już inni. Historie całkiem zwyczajne. Stara się Pani je upamiętnić? Zachować? Jest na nie miejsce w literaturze?

Mam nadzieję, że jest. Bo jeśli ktoś ma ochotę, znajdzie w mojej książce wiele ważnych i aktualnych tematów, ale przede wszystkim chciałam opowiedzieć ciekawą historię, pokazać zwyczajnych ludzi w konkretnych sytuacjach. Wszyscy mamy tendencję do generalizowania – ja też – ale warto traktować przypadki jednostkowo, oceniać zachowanie konkretnych ludzi, a nie przypisywać im etykietki wynikające z ich narodowości. W swojej książce pokazuję, że ktoś niekoniecznie krystalicznie czysty, nieskazitelny, mógł postąpić bardzo szlachetnie, gdy wymagała tego sytuacja. Można powiedzieć, że to historie zwykłe, codzienne, ale trywialność jest nieodłączną cechą naszego życia.

Myślę też sobie, że kiedy po moją książkę sięgną kobiety, zainteresują je aspekty uczuciowe i te związane z relacjami międzyludzkimi. Piszę trochę o niesamodzielności młodego pokolenia, o zbyt długim mieszkaniu wspólnie z rodzicami. O tym, że wiele osób niewiele ode mnie młodszych w internecie potrafi zrobić wszystko, tymczasem w życiu wciąż jest na garnuszku rodziców. Tak jest z Dorotą i większością współczesnych młodych bohaterów Domu sekretów. Dorota ma iście cieplarniane warunki, przez co jest na początku mało samodzielna, rozmarzona i trochę oderwana od rzeczywistości, a życie ucieka jej przez palce. Tymczasem czasy współczesne też przynoszą wiele wyzwań i warto żyć całą piersią, tu i teraz. Mam nadzieję, że czytelnicy, którym spodoba się Dom sekretów, przez chwilę pomyślą nie tylko o tym, jak to kiedyś bywało, ale też o tym, jak wygląda ich życie. I czy na co dzień starają się w pełni wykorzystać to, co dał im los. Bo warto żyć z całych sił! I tego wszystkim serdecznie życzę.

Książkę Dom sekretów kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Dom sekretów
Natalia Bieniek

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Trzecia strona medalu
Dariusz Grochal
Trzecia strona medalu
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Drogi Edwardzie
Ann Napolitano
Drogi Edwardzie
O melba!
Grażyna Bąkiewicz
O melba!
Pokaż wszystkie recenzje