Każdy z nas nosi w sobie demona. Wywiad z Piotrem Lianą

Autor: Patryk Obarski

– Wierzę, że każdy z nas nosi w sobie demona, który kontestuje każdy jego krok. Wydaje się, że nie jesteśmy szczerzy wobec innych, bo samym sobie odmawiamy szczerości intencji. A przez takie nastawienie zaczynamy generalizować. Zupełnie bezzasadnie wierzymy, że każdy nasz krok spotka się ze społeczną krytyką, dlatego boimy się postawić ten następny krok, który zmieniłby nasze życie – mówi Piotr Liana, autor powieści Test tolerancji, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Oficynka.  

Piotr Liana wywiadFot. Adam Mikołajczyk / Pracownia męskich portretów

Brakuje w nas tolerancji? 

Parę lat temu obsługiwałem w aptece pacjenta, który okropnie utyskiwał na politykę, na świat, na życie w ogóle. Jakież było jego zdziwienie, kiedy powiedziałem, że lubię swoją pracę, mam godziwą pensję i dobrze żyje mi się w naszym kraju. Nie mógł zrozumieć, że ktoś myśli inaczej. Bo jak to możliwe, przynajmniej w jego opinii, że jestem Polakiem i nie mam genu malkontenctwa? Podobnie zachowałem się jeszcze przy kilku innych osobach, zawsze z tym samym skutkiem. Dopiero kiedy zaczynałem narzekać na zdrowie, pieniądze czy pogodę, moi rozmówcy otwierali się i zaczynali traktować mnie jak swojego. Nie wiem, czy to kwestia wychowania czy uprzedzeń, będących skutkiem homogenizacji polskiego społeczeństwa po II wojnie światowej. Być może odebrano nam okazję do „ćwiczenia” naszej otwartości na osobach innych narodowości, ras i wyznań.

Tolerancję testuje Pan – na wiele sposobów – w swojej książce. Osoba tolerancyjna jest więc jaka? Czy możemy być „tolerancyjni, ale…”?

Moim bohaterom podrzucam różne problemy, wiedząc, że i tak obleją test tolerancji. Ale wcale nie chodziło mi o to, by pokazać jak ułomną jednostką jest człowiek. Wręcz przeciwnie. Traktuję moich bohaterów jak szczury laboratoryjne, którym podkłada się pod nogi rozgrzaną płytę, by zaobserwować, jak będą się zachowywać w nieoczekiwanych, ekstremalnych okolicznościach. Czy będą w stanie wyciągnąć lekcję ze swoich porażek? Czy zrozumieją, że zupełnie nieświadomie zniszczyli inne istnienie?

Wydaje się, że kluczowi w Pana nowej książce są bezdomni. Na co dzień jednak bardzo często ich chyba nie zauważamy. 

Tak, nie zauważamy ich do tego stopnia, że nawet w powieściach istnieją przeważnie tylko po to, żeby zginąć. Są tylko sztafażem, dekoracją, która ma uwiarygodnić obraz świata stworzonego. Moim głównym założeniem było wysunąć ich na pierwszy plan. Chciałem, żeby mówili. Opowiadali o swoich losach. Bo przecież nikt z dnia na dzień nie ląduje na ulicy bez przyczyny. Zawsze coś za tym idzie. Niekoniecznie tylko pieniądze.

Bezdomność jest problemem. A bezdomni? 

W powieści napisałem, że miasto ucieszy się ze śmierci bezdomnych. Liczyłem wszak, że to urojone proroctwo, wymyślone na potrzeby powieści. Wystarczyło mi jednak przejrzeć media społecznościowe dotyczące budowy miejskich stref zielonych, by przekonać się, że większość internautów uważa, że te miejsca staną się wylęgarnią bezdomnych. To tak nawiązując do pierwszego pytania o to, czy brakuje nam tolerancji.

Każdy z bezdomnych ma swoją historię, której powinniśmy wysłuchać? 

Tak, jak ująłem to wcześniej, każda historia jest tak samo zajmująca i tak samo bolesna. Choć bohaterowie Testu tolerancji są fikcyjni, ich historie już niekoniecznie. Pomyśl o tym, co muszą czuć dzieci ściągające z przyblokowego trawnika nawaloną, nieprzytomną matkę, do tego w wigilijny wieczór. To jest historia, której nie wolno przemilczeć.

Ale może czasem bezdomność jest jedynie konsekwencją naszych własnych decyzji i życiowych wyborów?

Dlatego też wśród książkowych bezdomnych są bohaterowie, dla których bezdomność była naturalnym wyborem. Widocznie byli to osobnicy poszukujący wolności nieskrępowanej żadnymi zasadami. Choć nam, pracującym na etatach, kursującym na trasie praca–dom, dom–praca może się to wydawać dziwactwem i odstępstwem od normy, czy tak samo postrzegają to bezdomni? A może w gruncie rzeczy to my staliśmy się niewolnikami systemu, z których oni bezpardonowo sobie drwią? Może to właśnie oni mają wolność, o jakiej nam przyszło tylko marzyć?

W swoim wykładzie noblowskim Olga Tokarczuk mówiła, że czułość jest najskromniejszą odmianą miłości. Nie wydaje się Panu, że gdzie po drodze utraciliśmy czułość dla drugiego człowieka? 

Obawiam się, że obecna polityka tak bardzo spolaryzowała nasze społeczeństwo, że do znalezienia porozumienia będziemy potrzebować zmiany co najmniej jednego pokolenia. Do tego dochodzi bardzo poważny efekt Golema – przez to, że nie potrafimy znaleźć porozumienia z osobą o innych poglądach, automatycznie przypisujemy jej cały szereg negatywnych cech charakteru, o jakich w innych okolicznościach nawet byśmy nie pomyśleli. Dodajmy do tego również media społecznościowe, które testują naszą odporność na obce wpływy. Rezygnujemy z empatii i czułości na rzecz wyrachowania, pychy i arogancji. Każdy próbuje za wszelką cenę dobrnąć do szczytu, z którego wkrótce strąci go rywal. Mało widzę sytuacji, w których dwóch konkurentów wchodzi na jeden szczyt, pomagając sobie nawzajem.

Śmierć czeka każdego z nas, bez względu na status materialny. To jedyny element w społeczeństwie, który można nazwać egalitarnym? 

Ja nawet śmierć potrafiłem obedrzeć z człowieczeństwa. Wielu bohaterów ginie mimo całkowitej niewinności, innym z kolei odmawia się godziwego pochówku przez wzgląd na to, że za życia nie prezentowali jedynych właściwych postaw. Jest to forma bezczeszczenia zwłok, odbierania godności nawet po śmierci, której w naszym państwie, niestety, nie brakuje.

W Pańskiej książce dochodzi jednak do śmierci makabrycznej, do egzekucji. Sprawą zajmuje się komisarz Suda, która w życiu nie miała łatwo, jednak policjantka jest naprawdę twarda. Żeby móc przetrwać najgorsze, powinniśmy być przygotowani na wszystko? 

Nie tak dawno rozmawiałem z kobietą, która przez całe życie użerała się z terroryzującym ją mężem. Ów mąż zapadł niedawno na ciężko chorobę i jest zdany na łaskę i niełaskę swojej ofiary. Ta kobieta nie zrezygnowała z małżeństwa, przeciwnie, otoczyła męża opieką. Wniosek z naszej dyskusji był następujący: Człowiek całe życie wdrapuje się na górę, a kiedy już tam dotrze, to widzi, że za jedną górą jest następna góra. Dlatego twierdzę, że możemy próbować się hartować, ale mimo to zawsze zdarzy się coś, co nas złamie. Komisarz Suda jest tylko wymownym przykładem tego, czego może doświadczyć każdy z nas.

Suda ma gdzieś protokoły i prowadzi śledztwo zgodnie z własnymi przeczuciami. Powinniśmy bardziej wsłuchiwać się w swoją intuicję? 

Komisarz przechodzi wewnętrzną przemianę od czasu pierwszej powieści, Echo serca, w której uparcie trzymała się protokołów. Tamte metody spaliły na panewce, dlatego zupełnie zmieniła swoje postępowanie, ufając tym razem intuicji. Ten sprzeciw wobec ustalonych reguł zbudowałem na własnym przykładzie. Kilkakrotnie bowiem okazało się w mojej karierze zawodowej, że „szósty zmysł" ocalił życie pacjentowi, podczas gdy ustalona procedura prawdopodobnie okazałaby się dla niego tragiczna w skutkach.

Komisarz nie jest jednak główną wichrzycielką w powieści. Tę rolę odgrywa inna osoba – doktor Julia Nowobrzeska. Czasem trzeba sprzeciwić się skostniałemu systemowi, by zmienić świat? Zmiany zaczynają się od małych rzeczy i nas samych?

Wierzę, że każdy z nas nosi w sobie demona, który kontestuje każdy jego krok. Dałbym mu złotówkę, ale on na pewno ją przepije!, Za tą premią na pewno kryje się coś podejrzanego!, Ona na pewno nie mówi tego komplementu szczerze! Wydaje się, że nie jesteśmy szczerzy wobec innych, bo samym sobie odmawiamy szczerości intencji, a przez takie nastawienie zaczynamy generalizować. Zupełnie bezzasadnie wierzymy, że każdy nasz krok spotka się ze społeczną krytyką, dlatego boimy się postawić ten następny krok, który zmieniłby nasze życie. Bo co powiedzą inni staje się naszym mottem i wpędza nas w marazm. Julia Nowobrzeska jest typem osoby, która łamie wszystkie zasady. Jest kimś, kim byśmy byli, gdybyśmy tylko wykrzesali z siebie odrobinę odwagi.

Ale co, jeśli nasze działania przyniosą odwrotny skutek do zamierzonego? Mimo ewentualnych porażek warto próbować? 

A za tą górą czeka na nas następna góra... Ale kim bylibyśmy jako gatunek, gdybyśmy mimo porażek nie wstawali z kolan i nie próbowali iść dalej? To jedyne, co możemy zrobić na przekór beznadziei – wciąż przeć do przodu. Z tyłu została tylko przepaść.

Wydaje mi się także, że na przykładzie Julii porusza pan także jeszcze jeden ważny problem – kto daje nam prawo do decydowania, czyje życie jest ważniejsze? Zastanawiam się, czy taka „hierarchia” jest w ogóle humanitarna?

Czytałem kiedyś powieść Deana Koontza o psychopacie, któremu przyświecał utylitaryzm, czyli pogląd, według którego powinniśmy się pozbywać jednostek ułomnych na rzecz poprawy „jakości” rodzaju ludzkiego. Od czasu do czasu zaczynają się w mediach dyskusje o tym, czy takim ludziom powinno się pozwalać wchodzić w związki i posiadać dzieci. To nie są łatwe pytania i nie ma na nie prostych odpowiedzi. Dlatego nie stawiam się w pozycji autorytetu. Zadaję tylko pytania, a czytelnikom pozwalam snuć różne koncepcje.

Podobne rozważania, koniec końców, snują także bohaterowie Pana – jak by nie było – kryminału. Pisząc Test tolerancji, starał się Pan przełamać tradycyjny schemat powieści policyjnej?

Kryminał właściwie jest tylko otoczką do snucia rozważań na temat jakości naszego życia. Czy  takie, które akurat wiedziemy, w istocie jest tym, które powinno nas usatysfakcjonować? Czy może życie jednak przecieka nam przez palce? Co jest ważniejsze w życiu – posiadanie czy przeżywanie? Zbieramy przedmioty czy doświadczenia? I najważniejsze z nich wszystkich: A co, jeśli jutra nie będzie?

Swoją książkę kończy pan bezlitośnie dla czytelników – potężnym cliffhangerem! Rozumiem, że kolejną część historii komisarz Sudy czytelnicy dostaną do rąk niebawem? 

Bardzo bym chciał, aby interwał między Testem tolerancji a jego kontynuacją był mniejszy niż między Testem... a Echem serca ze względu na zawieszenie akcji w kluczowym momencie. Nie przyspieszę tego jednak ponad miarę, bo w kolejnej części wracam do tego, o czym mówiła Olga Tokarczuk, to jest do czułości. A to wymaga ode mnie odpowiedniego dystansu emocjonalnego.

Książkę Test tolerancji kupić można w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Test tolerancji
Piotr Liana

Warto przeczytać

Reklamy
Recenzje miesiąca
Informacja zwrotna
Jakub Żulczyk
Informacja zwrotna
Przyjdę, gdy zaśniesz
Agnieszka Lingas-Łoniewska
Przyjdę, gdy zaśniesz
Co zrobić z tą chmurą smogu?
Małgorzata Ogonowska; Artur Rogoś
Co zrobić z tą chmurą smogu?
Dopaść Leona Waganta
Wiktor Hajdenrajch
Dopaść Leona Waganta
Szpetnicy
Maciej Kapuściński
Szpetnicy
Tango
Ewa Cielesz
Tango
Na zawsze w lodzie
Owen Beattie; John Geiger
Na zawsze w lodzie
Cień Debory
Magdalena Mosiężna
Cień Debory
Każde twoje słowo
Marta Reich
Każde twoje słowo
Pokaż wszystkie recenzje