Z sentymentu do Geralta. Recenzja serialu "Wiedźmin" od Netflixa

Autor: Sławomir Krempa

O tym serialu będzie się mówiło jeszcze długo. Netflixowy „Wiedźmin" to bardzo solidna serialowa adaptacja prozy Andrzeja Sapkowskiego. Mroczna, nieco tylko przełamana poczuciem humoru, nieźle zagrana i sprawnie zrealizowana. Niestety, jest wyraźnie słabsza niż opowiadania polskiego pisarza. Czy dorównuje serialowej „Grze o tron”, po której pustkę miała wypełnić? To kwestia dyskusyjna.

Twórcy produkcji delikatni nie są: już na początku pierwszego odcinka oglądamy widowiskowe starcie wiedźmina Geralta z kikimorą. Komputerowe efekty specjalne nieco zgrzytają – podobnie jest w kolejnych odsłonach serialu – jednak dzięki temu błyskawicznie wpadamy w sam środek świata przedstawionego – mrocznego, ale pięknego i nieźle filmowanego. Dowiadujemy się, kim jest tytułowy bohater – łowca potworów, który strzeże ludzi przed zagrożeniem, wierny zasadom, jakie sam sobie narzucił. Nieco później zaś zmieniają się czas i miejsce akcji – obserwujemy losy księżniczki Cintry Cirilli i pewnej nietuzinkowej garbuski. Losy tych trojga biegną równolegle, ale łatwo przewidzieć, że w pewnym momencie będą musiały się spleść.

Wiedźmin NetflixFot. mat. prasowe / Katalin Vermes / Netflix

I tu tkwi – moim zdaniem – pierwszy poważny problem z nową produkcją Netflixa. Twórcy zdecydowali się – podobnie jak przed wielu laty ekipa polskiego serialu Wiedźmin – zacząć ekranizację prozy Andrzeja Sapkowskiego od opowiadań, które w zasadzie nie są powiązane żadną bardziej wyraźną linią fabularną. W efekcie o ile w serialowy świat wpada się z miejsca, od razu, o tyle trudno mocniej zaangażować się w tę historię. Całość przypomina popularne seriale detektywistyczne drugiego sortu, w których co odcinek rozwiązujemy kolejną zagadkę kryminalną. Tu Geralt – zgodnie z konwencją monster of the week – mierzy się z kolejnymi potworami, Yennefer i Ciri uczestniczą w kolejnych przygodach i… w zasadzie byłoby to na tyle. Nieznający sagi widz dość długo nie wie, dlaczego właściwie miałby zainwestować swój czas w tę historię. Dopiero pod koniec trzeciego odcinka produkcja nabiera tempa. Choć to pozory – nie kręci się raczej seriali odcinek po odcinku – wydaje się, że nad im dalszym odcinkiem twórcy pracowali, tym lepiej czuli się w świecie wiedźmina, tym pewniej się w nim poruszali. Podobnie może być z widzem – jeśli uda mu się zaangażować w całą tę historię, pod koniec pierwszego sezonu nie będzie już raczej mógł doczekać się na kolejną odsłonę produkcji.

Czytaj także: „Wiedźmin” za darmo na YouTubie. Fani wzięli sprawy w swoje ręce i stworzyli własny film

Bardzo mocno – w stosunku do książkowego oryginału – rozbudowano w serialu wątki Yennefer i Ciri. Fantastycznie zagrana przez Anyę Chalotrę Yennefer to najciekawsza, najbardziej wyrazista postać w tej produkcji. Nie ustępuje jej Joey Batey, przezabawny w roli barda Jaskra. Jego relacja z serialowym wiedźminem jest fenomenalna, świetnie też przy odrobinie uwagi widać jej zawiązywanie się i rozwój. To dzięki pieśniom barda Geralt przeistacza się z „rzeźnika z Blaviken" w obrońcę uciśnionych. Samemu zaś Jaskrowi Biały Wilk dostarcza nieustannej inspiracji – nawet jeśli wiedźmin o wielu swoich przygodach mówi niechętnie. Jodhi May w roli królowej Calanthe wypada fantastycznie, natomiast na to, by odkryć, jakie oblicze Ciri pokazuje Freya Allan, przyjdzie nam jeszcze nieco pocieszać – jej wątek jest, póki co, najmniej wyrazisty i interesujący w produkcji Netflixa. Henry Cavill imponuje muskulaturą i zachwyca w scenach walk (szczególnie w tej z pierwszego odcinka). Nikt też nie wymawia słowa „fuck" tak pięknie jak on. Co nie znaczy, że brzmi ono tak dobrze, jak przekleństwa w sadze Andrzeja Sapkowskiego.

WiedźminFot. mat. prasowe / Katalin Vermes / Netflix

W tym miejscu wypada na chwilę się zatrzymać, bo proza Sapkowskiego w dużej mierze opierała się na fenomenalnych dialogach, o wiele za długich na to, by zmieścić je w serialu – inaczej cały godzinny odcinek składałby się wyłącznie z rozmów pomiędzy postaciami. Cięcia są więc w pełni zrozumiałe, trudno też odmówić twórcom ekranizacji prawa do wprowadzania zmian w opowieści – tak, by bardziej pasowała do serialowej formy, do jakiej jest ona adaptowana.

Czytaj także: Serialowy „Wiedźmin" nie ucieka od literatury! Zobaczcie, jak Henry Cavill czyta „Wiedźmina" Sapkowskiego

To rzekłszy, wypada dodać, że w wielu miejscach dialogi w serialu wypadają bardzo blado. Bywają patetyczne, drętwe, pozbawione charakteru i nawet przedni aktorzy mają problem, by wykrzesać z nich coś więcej. Czasami – to przykład pierwszego odcinka – przycięto je tak bardzo, że widzowi trudno będzie zrozumieć, jakim sposobem wiedźmin zorientował się w planach swoich przeciwników. Czasami potwornie spłyca to opowieść czy wymowę danej historii. Zirytuje to fanów prozy Sapkowskiego, który w niektórych odcinkach znajdą jedynie blady cień oryginalnego opowiadania. Tu najlepszym przykładem będzie drugi odcinek, w którym przygody Geralta niewiele mają wspólnego z opowiadaniem Kraniec świata i stają się jedynie punktem wyjścia do opowiedzenia zupełnie innej historii.

Wiedźmin kadr z filmuFot. mat. prasowe / Netflix

I w tym może tkwi podstawowy problem z przygotowaną przez Netflix adaptacją prozy Andrzeja Sapkowskiego. W tym, że jego twórcy raczej prozę tę – właśnie – adaptują (a więc przystosowują do wykorzystania w inny sposób, niż pierwotnie zakładano) niż wiernie ekranizują. W tym, że nie mogą wszystkiego od razu powiedzieć nam wprost, bo inaczej zarzucalibyśmy, że któryś spośród bohaterów jest w serialu chodzącą ekspozycją. Historia stworzona przez Lauren S. Hissrich i jej „pokój scenarzystów" wcale nie musi więc ostatecznie okazać się gorsza od tej wymyślonej przez Andrzeja Sapkowskiego.

Czytaj także: Obejrzyjcie finałowy zwiastun serialu Wiedźmin od Netflixa!

Fani oryginalnej sagi wiedźmińskiej doskonale pamiętają, jak stopniowo rosły oczekiwania przed wydaniem ostatnich tomów, te jednak raczej rozczarowywały, niż zachwycały. Dziś wspominamy Wiedźmina jako całość, jako pewien fenomen, jako – w niektórych wypadkach – nieodłączny element naszej młodości czy okresu dorastania, a sentyment każe nam pamiętać wyłącznie to, co było dobre. Czytana ponownie po latach, saga nadal się broni, szczególnie zachwycając tym, jak przystaje do czasów, w których dziś żyjemy, jak mówi o tolerancji i odrzuceniu, jak można odnieść ją do współczesnej sytuacji na świecie (to już materiał na zupełnie inny tekst). Ale o wiele wyraźniejsze są też wszystkie jej braki, „szwy" na literackiej materii. Dziś dostrzegamy wszystkie „szwy" w serialu, wszystkie niedopowiedzenia i scenariuszowe braki, nie mając obrazu Wiedźmina jako całości. I chyba warto z ostatecznym skreśleniem produkcji Netflixa jeszcze trochę poczekać, na razie ciesząc się tym, co dostaliśmy. Dostaliśmy zaś całkiem spory kawał solidnej serialowej produkcji, która z czasem może okazać się hitem na miarę Gry o tron. Ciepłe jej przyjęcie na świecie i bardzo wysokie oceny widzów – szczególnie tych, którzy literackiego pierwowzoru nie znają – wyraźnie wskazuje, że jest to możliwe. A jeśli największym sukcesem serialu będzie po prostu to, że nawet na krańcu świata jeszcze więcej osób sięgnie po książki Andrzeja Sapkowskiego (przypomnijmy: te w Amazonie wyprzedały się do cna), to nawet jeśli liczyliśmy na coś więcej, głos rozsądku podpowiada mi, że to kwestia ceny, którą ostatecznie warto przecież zapłacić.             

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - JolaJola
JolaJola
Dodany: 2020-01-10 08:39:33
0 +-

Głośno o tym serialu. Może kiedyś obejrzę.

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2020-01-03 12:27:34
1 +-

Książek nie czytałam, ale serial mam zamiar obejrzeć. 

Avatar użytkownika - centka3
centka3
Dodany: 2020-01-02 08:42:39
Edytowany: 2020-01-03 08:50:50
0 +-

Moim zdaniem ten serial to istna porażka. Pomijając efekty graficzne i oczywiście jakość wykonania, ten Netflixowy serial nie umywa się do Wiedzmina z 2001 roku. Pierwszoplanową postać Wiedzmina zagrał Henry Cavill, wcześniej nie oglądałam filmów z jego udziałem i nie żałuję. Cavill w roli Wiedzmina to zupełne drewno, nie widziałam w nim ani żadnych emocji ani jakichkolwiek oznak wczucia się w rolę.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-12-31 19:25:41
0 +-

Mam w planach książkę.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-12-31 19:10:13
0 +-

Nie mam N.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-12-31 17:33:14
0 +-

Dużo ostatnio tego "Wiedźmina" wokół nas.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-12-31 15:40:50
0 +-

Zamierzam obejrzeć....

Książka
Wiedźmin. Gra wyobraźni
Andrzej Sapkowski

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Trzecia strona medalu
Dariusz Grochal
Trzecia strona medalu
Czwarta władza szóstej B
Adam Studziński;
Czwarta władza szóstej B
Drogi Edwardzie
Ann Napolitano
Drogi Edwardzie
Pokaż wszystkie recenzje