Quantcast

To, o czym historia milczy. Wywiad z Joanną Wtulich

Data: 2022-05-05 13:43:52 Autor: Patryk Obarski
udostępnij Tweet

– W powieści Uciekinierka i ułan chciałam pokazać, że wojna, konflikty, rozgrywki polityczne poza tą warstwą chwały oręża, bohaterskich czynów, brawurowych szarż i zwycięstw mają jeszcze zupełnie inne oblicze. Zniszczenia, bieda, poświecenie, śmierć, bezprzykładne okrucieństwo, ludzkie dramaty to wszystko, o czym często historia milczy, a co jest ceną, jaka muszą płacić często niewinni ludzie – mówi autorka książki, Joanna Wtulich

Uciekinierka i ułan to opowieść o wolności czy o miłości?

Po trosze o jednym i drugim, ale sądzę, że jednak pragnienie wolności jest tu najważniejsze, mimo że pojawia się wątek trudnej miłości, która rodzi się pomiędzy bohaterami: Antonim i Émilie.

Rzeczpospolita zniknęła pod koniec XVIII w. z map świata, a akcja powieści rozgrywa się na początku wieku XIX, ale wciąż żywe pozostaje wspomnienie szlacheckiej wolności. Natomiast główna bohaterka, Émilie, również pragnie wolności dla siebie i swojego dziecka, a to pragnienie staje się motorem jej działania.

Akcja powieści toczy się w czasach, gdy trwała wojna Napoleona z Rosją. Jednak walki Cesarstwa Francuskiego miały szczególne znaczenie nie tylko dla Francuzów, ale i dla Polaków?

Rzeczywiście wśród Polaków istniało przekonanie, że Napoleon może być kimś, kto pomoże im odzyskać utraconą państwowość. Podsycał je umiejętnie zwłaszcza generał Dąbrowski. Natomiast historia pokazała, że cesarz, owszem, doceniał możliwości polskiego oręża, natomiast niekoniecznie zależało mu na tym, by odtworzyć państwo polskie. Co prawda pokojem w Tylży w 1807 r. ustanowił Księstwo Warszawskie, ale nawet z nazwy nie był ten twór tym, o co walczyli Polacy u boku Napoleona w wojnie przeciw Rosji i Prusom, ale też w wielu innych konfliktach. Zależny od Francji, z francuską konstytucją i Sasem w roli władcy, stanowił zalążek, który jednych rozczarowywał, w innych rozbudzał nadzieję na więcej.

W działania zbrojne angażowali się również przedstawiciele rodziny wielkich patriotów, Podolskich. Dziedzic rodziny – Antoni Podolski – za zasługi staje się pułkownikiem w armii napoleońskiej. Antonii był idealistą? Wierzył, że wspólnie z Francją uda się wywalczyć polską niepodległość?

W Antoniego tchnęłam odrobinę tej nieufności wobec cesarskich zamiarów, która cechowała początkowo księcia Józefa Poniatowskiego. Podolski poza tym, że jest młody, odważny i nie boi się ryzykować, to mimo wszystko ma dość rozsądku, by wiedzieć, że żaden władca nie pomaga bezinteresownie, żaden cesarz nie przywraca państwa na mapy, jeśli nie ma w tym interesu.

Gdy do posiadłości Podolskich przybył tajemniczy gość, Podolscy czuli się w obowiązku go przyjąć. Tak nakazywała rodzinie osławiona polska „grzeczność”, a może raczej to przejaw empatii w trudnych czasach?

Trzeba pamiętać, że wieś i majątki pomniejszej szlachty nie był w najlepszej kondycji. Zresztą w pewnym momencie ojciec Antoniego wspomniał o ciężarach, które nałożyli na dwór najpierw pruscy urzędnicy, a potem zaopatrzeniowcy Wielkiej Armii Napoleona i – wreszcie – sami Polacy, którzy pragnęli wystawić jak największą liczbę żołnierzy. Wszystko to odbywało się kosztem ludzi znajdujących się na dole społecznej piramidy. Do tego dochodziły grabieże, których dopuszczało się wygłodzone wojsko, a których tak obawiał się Antoni, wiedząc, że jeśli jakiś oddział znajdzie się w pobliżu Podolan, to wieś i dwór podzielą losy innych złupionych i zniszczonych przez żołnierzy. Trudno tu mówić o gościnności. Mimo to Podolscy, kierowani współczuciem dla żołnierza, który trafił do nich w Boże Narodzenie, przyjęli go pod swój dach. Matka Antoniego widziała w nim syna i miała nadzieję, że Bóg ustrzeże Antoniego przed złem, jeśli ona uratuje życie niespodziewanego gościa. I to właśnie ten układ z Bogiem, który zawarła ze strachu o syna, sprawił, że Podolska za wszelką cenę chce uratować życie Émilie.

Emilie to osoba niezwykle tajemnicza. Antoni pełen był wątpliwości i uprzedzeń wobec niej. Czy to dlatego, że przyjęcie pod swój dach uciekającej w męskim mundurze kobiety mogło przynieść jedynie kłopoty?

Zdecydowanie w tamtych czasach kobiety przebrane za mężczyzn zdarzały się rzadko, a już zwłaszcza takie, które uciekałyby skądkolwiek w środku nocy, w Boże Narodzenie. To nie znaczy, że nie zdarzały się wyjątki.

Jeśli ktoś ucieka, to musi być poszukiwany. Jeśli ucieka z armii, jest dezerterem, a to oznacza, że ciągną się za nim kłopoty. Antoni był nieufny, bo powodował nim lęk o rodzinę, bo konsekwencje przyjęcia pod swój dach zbiega mogły być niewyobrażalne. Mimo wszystko jednak ciekawiło go, kim jest kobieta, a żeby się upewnić, że zniknie jak najszybciej z dworu, zaoferował jej swą pomoc w dotarciu do Warszawy.

Relacja między Antonim a Émilie cały czas pozostaje napięta. Jednak czy nie jest tak, że przeciwieństwa się przyciągają?

Odpowiem nieco przewrotnie, by nie zdradzić zbyt wiele, jeśli chodzi o fabułę. Antoniego i Émilie dużo dzieli. Pochodzą z różnych światów, mają zupełnie inne priorytety, a w pewnym momencie stają się wrogami. Jednak wbrew pozorom łączy ich determinacja i upór w dążeniu do celu, a także troska o najbliższych, dla których gotowi są do najwyższych poświęceń.

Émilie – ze swoim uporem i determinacją, ale również własnymi tajemnicami – nie należy do kobiet, do których towarzystwa przywykł młody pułkownik?

Antoni dotąd nie myślał o żadnej kobiecie w kategoriach towarzyszki życia i przyszłej pani Podolskiej. Traktował kobiety raczej instrumentalnie, a jeśli angażował się w relacje, to wyłącznie dla przyjemności i zaspokojenia próżności. Stąd spotkanie ze zdeterminowaną, a nawet przebiegłą kobietą, w dodatku odporną na jego urok osobisty, jaką jest Émilie, mogło stanowić dla niego szok i tym bardziej zmotywować go do zdobycia jej względów.

Wraz z przybyciem Émilie do Warszawy okazuje się, że sytuacja kobiety jest znacznie bardziej skomplikowana, niż się wydawało. Emilie trafia w samo centrum politycznych rozgrywek.

Émilie jest mimowolnym uczestnikiem wydarzeń, które zmienią oblicze Europy. Z jednej strony Polacy bardzo chcą odzyskać utracone państwo, ale z drugiej walczą między sobą o to, pod czyimi auspicjami się to odbędzie. Szybko okazuje się, że to naród specyficzny, skłócony, a jego elity walczą o władzę. Nie jest tajemnicą, że byli wśród Polaków tacy, którzy nie w Napoleonie, a w carze widzieli tego, kto pomoże nam zrekonstruować państwo.

Bohaterka nie zamierza jednak pozostać bezwolnym narzędziem w rękach mężczyzn. Mężczyźni często nie doceniają zaradności kobiet?

Zdecydowanie nie doceniają i to się nie zmieniło do dziś. Prywatnie mam w sobie pewien rodzaj przekory, który przejmują ode mnie moje bohaterki. Bardzo mocno zdziwiło mnie, że wśród czytelniczek pojawiły się głosy, że Émilie nie miała prawa w taki sposób się zachowywać, bo w tamtych czasach, czyli na początku XIX w., kobiety zajmowały się wyłącznie wyszywaniem, nic nie znaczącymi rozmowami, względnie domem. Owszem, ale były też takie, które organizowały powstańcze oddziały i w męskich przebraniach walczyły w niejednej bitwie. Wystarczy poczytać o Emilii Plater, Nadieżdzie Durowej czy Laskarinie Bubulinie. Przy nich moja Émilie wypada dość blado. Zresztą po Emilii Plater dostała imię, by tym wyraźniej zasugerować, podpowiedzieć, gdzie należy szukać genezy tej bohaterki. Natomiast trzeba pamiętać, że nie ma takiej rzeczy, której matka nie zrobiłaby dla swojego dziecka i to właśnie ta miłość pcha Émilie tam, gdzie normalnie kobiety nie mają wstępu.

W Uciekinierce i ułanie odwołuje się Pani do wydarzeń z czasów kampanii napoleońskiej. Historia Émilie również inspirowana jest prawdziwymi zdarzeniami, czy to wyłącznie fikcja literacka?

Historia Émilie jest fikcyjna. Nie przeszkodziło mi to jednak wpleść losy moich bohaterów w prawdziwe wydarzenia. Staram się wiernie trzymać faktów historycznych, jednak lubię popuścić wodze fantazji, jeśli chodzi o to, jak mogło dojść do niektórych wydarzeń i co motywowało postaci takie jak książę Józef Poniatowski czy sam cesarz Napoleon albo cesarscy generałowie. Staram się jednak, by wszystko to podać w przystępnej formie, tak żeby czytelnika nie zanudzić, ale też zmusić do refleksji, zainteresować danym okresem.

Myśli Pani, że wydarzenia, w których uczestniczyła Émilie, mogły mieć miejsce w rzeczywistości?

Uważam, że mogło się zdarzyć tak, że kobiety wikłały się w polityczne rozgrywki, nawet jeśli z tego powodu nie przemierzały połowy Europy i nie musiały uciekać. Pamiętajmy, że w tamtych czasach kobieta niejednokrotnie stawała się elementem gry politycznej, a mężowie chętnie szafowali wdziękami swoich żon, by wywrzeć wpływ na potencjalnych kochanków i zrealizować swoje cele polityczne.

W czasie wojny trudno mówić o czyjejkolwiek uczciwości?

Mówi się, że w miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. Wojna, moim zdaniem, wydobywa z ludzi albo to, co najlepsze, bo muszą ryzykować, wykazywać się odwagą lub po prostu przyzwoitością, natomiast bywa tak, że wydobywa te najciemniejsze, najgorsze instynkty, bo zmusza do walki o przetrwanie, ale też generuje niepotrzebne okrucieństwo. I nie jest to wyłącznie kwestia wyboru, a bardzo często kwestia przeżycia. Natomiast wojna nigdy nie niesie ze sobą niczego dobrego, co moi bohaterowie wprost mówią.

[T]o nasza choroba narodowa, patriotyzm. Lubimy nią tłumaczyć wiele rzeczy, od tego, jak się ubieramy, po to, za co giniemy. Patriotyzm nazbyt często staje się wymówką?

Nie tyle wymówką, ale wygodnym usprawiedliwieniem dla realizacji własnych interesów. To dotyczy zwłaszcza magnackich rodów, które miały duże ambicje polityczne. Często tak bardzo zależało im na odzyskaniu niepodległości, bo upatrywano w tym szansy na zdobycie władzy. Dlatego nierzadko posuwano się do podstępów, szantaży i zakulisowych rozgrywek. Stawka mogła być naprawdę wysoka. Bycie księciem to nie to samo, co bycie na przykład królem Polski.

W Uciekinierce i ułanie chciała więc Pani trochę odbrązowić naszą historię?

Chciałam raczej pokazać, że wojna, konflikty, rozgrywki polityczne poza tą warstwą chwały oręża, bohaterskich czynów, brawurowych szarż i zwycięstw mają jeszcze zupełnie inne oblicze. Zniszczenia, bieda, poświecenie, śmierć, bezprzykładne okrucieństwo, ludzkie dramaty to wszystko, o czym często historia milczy, a co jest ceną, jaka muszą płacić często niewinni ludzie.

W kontekście przygód bohaterów Pani powieści można uznać, że duma narodowa może doprowadzić do ludzkich nieszczęść...

Duma w ogóle, a także egoistyczne pobudki oraz ambicje jednostki. To doprowadziło do wielu tragedii nie tylko jednostki, ale i całe narody. Jesteśmy przykładem takiego narodu, który był mocarstwem, a między innymi właśnie wewnętrzne niesnaski doprowadziły go do utraty państwowości.

Mieliśmy takich przypadków więcej w historii? I czy coś się w tej kwestii zmieniło?

Ludzie się nie zmieniają. Niestety, często do władzy dochodzą tacy, którzy kierują się wyłącznie egoistycznymi pobudkami, a interesy narodu schodzą na dalszy plan. Myślę, że to się dzieje na naszych oczach, a czasy, w których przyszło nam żyć, dostarczają wielu przykładów na to, że tak jest.

Powieść Uciekinierka i ułan kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.