Nie przepadam za Napoleonem. Wywiad z Zuzanną Orlińską

Autor: Barbara Garczyńska

– Przygotowując się do pisania, przeczytałam między innymi trzysta sześćdziesiąt numerów „Gazety Warszawskiej" z lat 1804-1807. Odkryłam, że najbardziej przydatne dla pisarza wiadomości znajdują się zawsze na ostatniej stronie, w dziale doniesień i drobnych ogłoszeń – mówi Zuzanna Orlińska, autorka serii Uczeń sztukmistrza, w skład której wchodzą powieści Król Myszy oraz Powietrzny żeglarz.

Akcja powieści, wchodzących w skład serii Uczeń sztukmistrza, toczy się w konkretnych, historycznych ramach czasowych. Skąd u Pani zainteresowanie akurat XIX-wieczną Warszawą?

Warszawa jest moim rodzinnym miastem, jej historia interesuje mnie od dawna i znajduje to odzwierciedlenie w moich książkach. W Warszawie międzywojennej toczy się część akcji Detektywów z klasztornego wzgórza, do Warszawy lat osiemdziesiątych XX wieku przenosi Biały teatr panny Nehemias, a tłem akcji Wstydu za grosz! jest współczesny warszawski Mokotów. Seria Uczeń sztukmistrza nie powstałaby, gdyby nie przewodnik-spacerownik po cmentarzu na Powązkach pod tytułem Miasto pamięci, który stworzyłam w ramach stypendium artystycznego miasta Warszawy. Spacerując po zabytkowej nekropolii, natrafiałam na niezwykłe historie pochowanych tam osób. Jedną z postaci, które dzięki temu poznałam, był Antoni Magier, uczony i meteorolog, działający w pierwszej połowie XIX wieku. Od razu wiedziałam, że jego biografia to materiał na coś znacznie większego niż tylko drobna wzmianka w przewodniku. Zaczęłam czytać o profesorze Magierze i wkrótce pojawiły się kolejne postaci: Ludwik XVIII, wygnany król Francji zamieszkujący Biały Dom w Łazienkach i Jordaki Kuparenko – linoskoczek, mechanik, twórca niezwykłych ruchomych teatrzyków i konstruktor balonów. Wkrótce do tego zestawu dołączył Ernest Teodor Amadeusz Hoffmann, znany w Polsce głównie jako autor Dziadka do orzechów niemiecki pisarz, kompozytor i rysownik, który w latach 1804-1807 pracował w Warszawie jako pruski urzędnik. Wokół tych głównych postaci zaczęła budować się akcja, a w mojej wyobraźni ożyła Warszawa z początku XIX wieku – pełna kontrastów, malownicza i fascynująca.

Na podstawie jakich źródeł ją Pani odtwarzała?

Najchętniej sięgam po wspomnienia i pamiętniki ukazujące epokę z indywidualnej, osobistej perspektywy. Do każdej książki tworzę też zbiór inspiracji wizualnych, którymi posługuję się przy pisaniu. Nie ukrywam, że bardzo mnie cieszy, kiedy ktoś mówi, że czytając moją książkę, czuł się tak, jakby był w opisywanym świecie. Taki efekt „zanurzenia" w powieściowej rzeczywistości zawdzięczam właśnie temu podręcznemu skarbczykowi. Sięgam do niego zawsze, gdy potrzebuję dowiedzieć się, jak wyglądał jakiś bohater lub miejsce, w którym toczy się akcja. Gromadzę także obrazki potrzebne do stworzenia obyczajowego tła, detali kostiumów czy przedmiotów z epoki.  

Przygotowując się do pisania serii Uczeń sztukmistrza, przeczytałam również trzysta sześćdziesiąt numerów „Gazety Warszawskiej" z lat 1804-1807. Odkryłam, że najbardziej przydatne dla pisarza wiadomości znajdują się zawsze na ostatniej stronie, w dziale doniesień i drobnych ogłoszeń. Na przykład anonse o zgubionych pieskach zainspirowały ważny powieściowy wątek, dotyczący pewnego przestępczego procederu. 

Jak długo zazwyczaj zajmuje pani research?

Niestety, jest to zadanie dla cierpliwych! Prace nad trzema tomami Ucznia sztukmistrza trwały ponad rok, co i tak jest rekordowym tempem, jak na moje możliwości. Paradoksalnie pomogła pandemia – odwołano mi wszystkie wyjazdy na spotkania autorskie, trwał lockdown i jedyne, co mogłam robić, to pracować, pracować, pracować… Zmusiło mnie to, co prawda, do posługiwania się głównie źródłami dostępnymi w internecie, ale okazało się na szczęście, że jest ich bardzo dużo. Myślę, że w normalnych warunkach samo gromadzenie potrzebnej wiedzy zajmuje mi około pół roku, a potem jeszcze trzeba książkę napisać… 

Żywe i barwne postacie, obecne w serii Uczeń sztukmistrza sprawiają, że chce się o nich wiedzieć więcej. Czy czytelnicy mogą liczyć na następne części cyklu? A może czeka nas prequel, opisujący wydarzenia, które miały miejsce przed Królem myszy?

Seria Uczeń sztukmistrza zamyka się w trzech tomach, bez dalszych sequeli ani prequeli. Oprócz już wydanych części, Króla Myszy i Powietrznego żeglarza, ukaże się trzeci tom, zatytułowany Sobowtór. Akcja zostanie doprowadzona aż do roku 1812, kiedy wielu spośród bohaterów, z Marcinem Ziębą na czele, wyruszy z Napoleonem na Moskwę. Czy wszyscy stamtąd powrócą i jakie czekają ich przygody? Tego Czytelnicy dowiedzą się, mam nadzieję, na początku przyszłego roku.

A może do niektórych spośród bohaterów zajrzymy również przy okazji Pani powieści spoza cyklu Uczeń sztukmistrza?

Chwilowo nie planuję powrotu do epoki napoleońskiej, ale nie wykluczam, że niektóre postaci, jak na przykład pan Magier, pojawią się w planowanej przeze mnie książce, rozgrywającej się w Warszawie lat dwudziestych XIX wieku. Będzie ona miała związek z Fryderykiem Chopinem, ale na razie nic więcej na ten temat nie mogę zdradzić.

Co zadecydowało o tym, że wzięła Pani pod lupę właśnie postać Napoleona Bonaparte?

Właściwie zajmuję się nie tyle samym Napoleonem – widzimy go raczej z daleka, a jako bohater pojawi się, na mgnienie, w ostatnim tomie – ile konsekwencjami, jakie przyniosły Europie jego działania. Muszę przyznać, że nie przepadam za Napoleonem jako człowiekiem. Natomiast dla pisarza czasy napoleońskie są wspaniałą materią literacką, bo to epoka wielkich i burzliwych przemian, kiedy z chaosu wyłaniają się powoli kształty nowoczesnego świata. 

Mówi Pani, że – gdyby to było możliwe – chciałby się Pani przechadzać ulicami Warszawy w obecności Magiera. Którą z wykreowanych na kartach książek postaci darzy Pani największą sympatią?

Akurat w Uczniu sztukmistrza bliscy są mi wszyscy bohaterowie – zarówno ci fikcyjni, jak historyczni. Lubię Marcina Ziębę, jego siostrę Petronelę i Francuza Jacquota, który przejdzie długą drogę od kuchcika na dworze hrabiego de Lille. Bardzo dużo sympatii czuję do Jordakiego Kuparenki, zegarmistrza Gugenmusa z jego wyżełkiem i, oczywiście, do samego pana Magiera. Podziwiam jego rozległą wiedzę i niezwykłą systematyczność, z jaką prowadził swe meteorologiczne obserwacje. Jednak w sporze między oświeceniem a romantyzmem zajęłabym chyba stanowisko bliższe panu Hoffmannowi i to z nim najbardziej się w tej książce utożsamiam. 

Czy wykształcenie związane z Akademią Sztuk Pięknych w jakiś sposób ułatwia Pani pracę nad książkami?

Ukończyłam studia na wydziale grafiki ASP w pracowni ilustracji, ale w tej chwili rzadko zajmuję się ilustrowaniem książek. Na pewno wyobraźnia plastyczna pomaga w pisaniu. Być może dzięki niej jestem w stanie pracować nad powieścią tak, jakbym kręciła film – widzę po prostu w wyobraźni całe sceny, zakomponowane w kadry i ujęcia. Jeśli chodzi o książki historyczne, przydatna jest też wyniesiona ze studiów znajomość historii sztuki, bo ułatwia poszukiwanie pomocy wizualnych, daje rozeznanie w stylach poszczególnych epok, modzie i architekturze. 

Jakie są Pani podstawowe oczekiwania, gdy zasiada Pani do pisania powieści? Czego wówczas życzy sobie Pani od powstającej książki – zarówno dla siebie, jak i dla czytelnika? 

Sobie i Czytelnikowi życzę tego samego – żeby książka wciągnęła nas do swojego świata i pochłonęła nas całkowicie. Wierzę, że moje zaangażowanie może przełożyć się na emocje Czytelnika.  

Książkę Powietrzny żeglarz kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.