Od urodzenia

Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 2016-03-29
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788365442024
Liczba stron: 272
Dodał/a książkę: elibri

Ocena: 4.46 (13 głosów)

Tak opisanego macierzyństwa jeszcze w literaturze nie było...

Minął już rok, odkąd Ari -feministka i żona o piętnaście lat starszego od niej Paula, profesora uniwersyteckiego - urodziła Walkera. Kobieta przeżywa ogromne trudności w odnalezieniu się w nowej dla siebie rzeczywistości. Nie mogąc przyzwyczaić się do specyficznego rytmu opieki nad małym dzieckiem oraz do zmian, które zaszły zarówno w jej ciele, jak i w psychice, Ari zaczyna przypominać samotne, chyboczące się na zimowym wietrze drzewo, któremu ni stąd, ni zowąd wyrwano korzenie.  

Kiedy w sąsiedztwie pojawia się Mina - niegdyś kultowa piosenkarka rockowa, a teraz przyszła matka w dziewiątym miesiącu ciąży - Ari, mimo że zwykle nie ufa kobietom, widzi w niej potencjalną bratnią duszę. Wkrótce kobiety się zaprzyjaźniają i łączą siły we wspólnej macierzyńskiej walce, jaką obie na co dzień staczają.

Elisa Albert, z wyjątkową przenikliwością, a zarazem niezwykłym dowcipem - który można tu określić jako czarny humor - daje upust żywiołowi uczuć i emocji, jakie towarzyszą kobiecie wychowującej małe dziecko. Od urodzenia to niezwykły manifest współczesnego macierzyństwa - swoiste ,,laboratorium",  w którym pogłębionym analizom poddano kontrowersyjne emocje i uczucia młodej matki. To także pogłębione studium nad małżeństwem i kobiecą przyjaźnią.

Prowokacyjna... Emocjonująca... Szokująca...

Książka określana mianem ,,skutecznej pigułki antykoncepcyjnej".Tego nie można przegapić!

Kup książkę Od urodzenia

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - Olga_Majerska
Olga_Majerska
Przeczytane:2016-03-10, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2016, Mam,
Czy powieść o feministce-wegetariance, która rok temu urodziła dziecko i nadal nie może pozbierać się z depresji poporodowej, może być dobra? Czy historia dziewczyny opuszczonej przez matkę, poszukującej przyjaźni i wzorca, które mogą uratować ją przed autodestrukcją, może rozczulić, rozbawić, skłonić do refleksji? O tak, z całą pewnością.   Synek Ari przyszedł na świat już rok temu, a jej nadal trudno jest myśleć o nim inaczej niż dziecko. Przecież to dziecko ma imię. Walker, jej mały przystojniak, największa miłość i największe utrapienie. Istota, za którą jest odpowiedzialna, którą karmi samą sobą – krew z jej krwi. Jednak utrapienie nieprzespanych nocy, bólu i zapomnienia o własnych potrzebach nie pozwala jej wyrwać się z depresji, którą podsyca jeszcze myśl o niechcianej cesarce: rozerwaniu na pół jej własnego ciała, by wyciągnąć z niego małe, ledwo ukształtowane życie. Być może znajomość z ciężarną artystką, która wprowadziła się do domu przyjaciół Ari, pozwoli jej zaczerpnąć tchu i wrócić do normalności...   To świetny chłopak, mały równiacha. Ale jednak dziecko, a od dzieci lepsi są nawet opresyjni faszystowscy, łajdaccy, narcystyczni dyktatorzy.   Po powieści Elisy Albert spodziewałam się spojrzenia na skomplikowaną sztukę kochania własnego dziecka, na trudy macierzyństwa, na depresję i próbę radzenia sobie z ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Od urodzenia

Avatar użytkownika - FireDancer
FireDancer
Przeczytane:2016-04-02, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2016, Mam,
W życiu kobiety przychodzi taki moment, kiedy wszystko wywraca się do góry nogami, a dotychczasowe życie obraca się o 180 stopni. Tym momentem jest zajście w ciążę, poród, a także macierzyństwo. Wszystkie te sytuacje są od siebie zdecydowanie różne, jednak wspólnie od siebie zależne. Każda kobieta w najlepszy dla siebie sposób musi się odnaleźć w nowej sytuacji, nauczyć się żyć z nową świadomością. Kobiety zaczynają się diametralnie zmieniać, zarówno na zewnątrz jak i w środku. Zmienia się ich wygląd, jednak jeszcze bardziej zmianie ulega psychika. Każda z kobiet inaczej reaguje na szereg zachodzących zmian. Jedne rozpiera ogromna radość, euforia i niebywałe szczęście, lecz pozostałe popadają w lęki i stany depresyjne. To jak każda przyszła mama odnajdzie się w nowej sytuacji, nowej roli w dużej mierze zależy od jej otoczenia, wsparcia najbliższych i odpowiedniego przygotowania psychicznego. Ari jest niezwykle uzdolnioną doktorantką, żoną o 15 lat starszego profesora wykładającego na uczelni. Dziewczyna zachodzi z Paulem w ciążę i rodzi chłopca - Walkera. Jednak poród, który kończy się cesarskim cięciem i następujące po tym macierzyństwo wprowadzają Ari w wielkie zagubienie. Kobieta jest rozdarta emocjonalnie, w ciągu jednej chwili potrafi przejść z miłości do wrogości i agresywnych zachowań. Naszą bohaterkę poznajemy rok po przyjściu na świat małego Walkera. Ari jednak ...
(czytaj dalej)
Avatar użytkownika - Aleksji
Aleksji
Przeczytane:2016-04-19, Ocena: 5, Przeczytałam,
www.stanzaczytany.blogspot.com Czarny humor to chyba podstawa w tej książce. Śmiałam się do łez, czytając komentarze głównej bohaterki. Jej umysł jest przeciążony rolą matki, stara się radzić ze wszystkim po swojemu. Jako że nie ma pierwowzoru, bo jej rodzicielka nie słynęła z opiekuńczości i miłości, musi sama dojść do tego, jak opiekować się synem. Popada w depresję i omamy, widzi wszystko w przyćmionym świetle. Niby to źle na nią działa, jednak dla Czytelników jest to duża porcja rozrywki. Jeśli więc nie lubicie ,,depresyjnego" humoru, chaotycznych myśli i przebiegu zdarzeń, nie znajdziecie w tej książce niczego dla siebie. Ja osobiście bawiłam się całkiem dobrze. Ale o tym zaraz... Przyznam, że drażnił mnie czasem sposób myślenia Ari. Macierzyństwo jest trudne, jednak nie każda kobieta ma z nim aż taki problem. Główna bohaterka wkłada matki do jednego worka, sądząc, że wszystkie popadają w depresje i nie radzą sobie z nowym etapem życia. Oczywiście, znam przypadki, które idealnie odzwierciedlają pokazany nam w książce obraz, ale są również takie, które z radością przejmują nową rolę. To zależy od człowieka i jego organizmu. Starałam się uzasadnić jej sposób myślenia depresją poporodową, jednak... Mimo to został mi taki niesmak. Podobały mi się natomiast ,,przejścia czasowe". Ari często wspomina czasy, kiedy nie miała jeszcze swojego synka. Co się dziwić, jeśli właśnie z jego powodu popadła w depresję? Wracała do czasów nauk, pierwszych miłostek, czasów luzu i swobody. Właściwie teraz sobie myślę, że z chęcią przeczytałabym książkę o jej początku. Interesujące, normalne życie, pełne szczęścia i niespodziewanej - zakazanej miłości. ,,Od urodzenia" byłoby dodatkiem, które pokazałoby moc prawdziwego życia. Czasem dziecko nas wzbogaca i unosimy się ponad wszystko, czasem powoduje, że spadamy z impetem na beton. Podobała mi się także wizja matki. Jako że umarła, gdy Ari była młoda, trochę się zdziwiłam, kiedy zawitała u niej po urodzeniu dziecka. Szybko jednak zdajemy sobie sprawę, że są to tylko omamy. Jak już wspomniałam, główna bohaterka nie ma pierwowzoru matki, więc zaczęła sobie wyobrażać postać, którą dobrze znała. Co najważniejsze, nie otrzymuje od niej żadnych słów poparcia. Negatywne komentarze jeszcze bardziej wpływają na umysł głównej bohaterki. Sama zresztą dokłada oliwy do ognia, nie chcąc zaczerpnąć pomocy. Wszystko, co nie zależy od niej i nie należy do niej, jest surowo zakazane. Wszystko bierze na swoje barki, chcąc być jak najbardziej odpowiedzialną osobą. Choć czasem odczuwamy ,,szczeniackie" zachowanie, nie można nie zauważyć, że Ari kocha swojego syna. Dba o niego, myśli tylko o nim. Wie, jakie słowa kojąco na niego działają i co dla niego dobre. Choć główna bohaterka cierpi na depresję i ma często destrukcyjne myśli, jej umysł działa jak najbardziej pozytywnie. To jest właśnie więź rodzicielska i wcale mnie nie dziwi, że są tu takie sprzeczności. Ari może jest trochę dziwna, ale naprawdę polubiłam tę postać. Co najważniejsze, jest duża doza wulgaryzmów, które dodają do książki jeszcze więcej emocji. Podejrzewamy, że główna bohaterka była wcześniej uważana za szczęśliwą kobietę, jednak teraz, z powodu zwiększonej liczby obowiązków, jej czarna, druga strona przyćmiewa blask. Widzimy prawdziwą kobietę, silną, ale jednocześnie emocjonalnie słabą, która w kółko chodzi i zauważa wady wszechświata. Podobało mi się to, ale niestety wiem, że nie dla wszystkich będzie to odpowiednie. To już zależy od gustu. Reasumując - książka fajna, jednak nie zadziałała na mnie, niczym pigułka antykoncepcyjna. Pokazany jest szary świat z lekkimi przebłyskami światła. Depresja głównej bohaterki jest czasem przerażająca, a niekiedy zabawna. Historia jest sama w sobie przyjemna, jednak ta pozycja nie jest dla wszystkich. Jeśli więc lubicie czytać o depresyjnym świecie, książka jest jak najbardziej dla Was odpowiednia.
Link do opinii
Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Przeczytane:2016-04-11, Ocena: 3, Przeczytałam, 52 książki w 2016 r.,
Na tym właśnie polega problem: nikt nas niczego nie uczy. (s. 139) W me ręce trafiła najnowsza powieść amerykańskiej pisarki Elisy Albert "Od urodzenia". Książka jest między innymi reklamowana jako ,,skuteczna pigułka antykoncepcyjna". Czy rzeczywiście tak jest? Główną bohaterką i narratorką jest Ari, doktorantka z niedokończonym doktoratem, feministka, która nienawidzi kobiet, żona profesora starszego od niej o 15 lat i matka rocznego synka Walkera. Kobieta zagubiona. Kobieta rozdarta. Kobieta samotna. Kobieta walcząca sama ze sobą i z całym światem: To świetny chłopak, mały równiacha. Ale jednak dziecko, a od dzieci lepsi są nawet opresyjni faszystowscy, łajdaccy, narcystyczni dyktatorzy. (s. 27) Kobieta się kompletnie pogubiła, a nikt jej nie pomaga i nie przygotował ją na zmiany w życiu po urodzeniu dziecka. Ari nie radzi sobie z opieką nad synem, z nowym rytmem dnia Nie może się pogodzić ze zmianami, które zaszły w jej psychice i ciele (cały czas się katuje oglądaniem filmu z cesarki): ... nie jestem już tak zgrabna, jak byłam zanim wyprodukowałam i chirurgicznie wyeksmitowałam nową istotę ludzką. (s. 29) Dziwne może się wydawać to, że feministka nienawidzi kobiet, zamiast mężczyzn. Jej punkt widzenia diametralnie zmienił się po porodzie. Nikt jej nie przygotował na 'traumatyczne' wydarzenia, żadna z kobiet nie wyciągnęła do niej pomocnej dłoni, a ona sama czuje, że traci głowę, że wariuje. Problem polega na tym, że dziecko otwiera kobietę. Nie da się tego obejść. (...) Jest to, co przed, i to, co po. Życie we własnym ciele przed to jedna rzecz. Życie we własnym ciele po to druga rzecz. Niektóre kobiety radzą sobie dzięki próbom mikrozarządzania; niektóre wariują; inne od razu idą w cholerę. Albo wszystko naraz. (s. 242) Ari ma pretensję do kobiet, bo: ... mnie nie przygotowały. Bo mi nie pomogły. Bo zostawiły mnie z tym samą. Bo w większości same wolały nie wiedzieć. Jak mogły pozwolić mi wpaść do tej króliczej nory? Wiedziały, co się wydarzy. Każda kobieta na świecie powinna wiedzieć. (s. 183) Normalność do tej powieści i życia Ari wnoszą sąsiedzi - para gejów, Crispin i Jerry. To oni są ostoją normalności w chwilach załamania bohaterki. Obecność dawno zmarłej matki i rozmowy z nią w różnych wydarzeniach z Ari w roli głównej nie przekonały mnie. Czasami gubiłam się w bohaterach, bo ci epizodyczni pojawiali się na chwilę i ginęli w czeluściach stron. Wydarzenia rozgrywają się w ciągu trzech miesięcy: listopada grudnia i stycznia. Mają one dość wolne tempo, ale bez nagłych zwrotów akcji. Za to chaosu tu nie brak. Co rusz rzeczywistość poprzeplatana jest różnymi wspomnieniami Ari, z jej życia i jej żydowskiej rodziny. Czasami się gubiłam, o kim jest mowa albo kiedy rozgrywa się akcja. Do tego bohaterka analizuje swoje kontakty z koleżankami ze szkoły i studiów, ukazuje swe myśli i obserwacje o macierzyństwie nie tylko swoim, ale też spotkanych kobiet. Chaos i brak chronologii, po prostu zlepek różnych sytuacji i wydarzeń. Nie podobał mi się język powieści - niby przystępny, zrozumiały, czasami bogaty w nietypowe metafory i porównania, lecz... Najpierw zraziło mnie do książki pierwsze zdanie: W tym zasranym mieście są genialne budynki. (s. 11) A potem były i wulgaryzmy, i obelgi, i przekleństwa. To mnie bardzo odrzucało. Nie mogłam polubić chamskiej bohaterki, która nie potrafiła się do syna zwrócić jego imieniem. Nawet jej depresja poporodowa nie była według mnie usprawiedliwieniem. Tego wizerunku nie złagodziły nawet zdrobnienia i spieszczenia, jakimi czasami zwracała się do syna. Nie podobały mi się jej poglądy. Bohaterka zyskała w moich oczach w dwóch sytuacjach. Zrozumiała, że ona musi pomagać innym kobietom w podobnej do swojej sytuacji, ale odniosłam wrażenie, że robiła to mimowolnie, podświadomie. Okazuje się, iż Ari ma ludzkie uczucia ukryte gdzieś głęboko w sobie. Pewnego dnia zaprzyjaźnia się z Miną. I ta kobieca przyjaźń ma siłę przebicia. Ten wątek był najlepszy. "Od urodzenia" to powieść o macierzyństwie z depresją poporodową naszpikowana chaotycznie wspomnieniami, z dużą ilością epizodycznych bohaterów, nie stanowi dla mnie pigułki antykoncepcyjnej. Na mnie to nie działa tak, jak i obraz udręczonej ,,matki Polki" (w tym wypadku Amerykanki). Do tej książki należy podchodzić z dystansem i ponoć lepiej mieć czarny humor. Na pewno takiego ujęcia tematu macierzyństwa, trochę wyolbrzymionego i przejaskrawionego, do tej pory w literaturze nie było, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem. A na koniec zdanie, które poprawi humor kobietom: Jeśli inne dziewczyny cię nienawidzą, nie masz wyjścia, potraktuj to jako komplement: musisz być świetną laską. (s. 229 )
Link do opinii
Avatar użytkownika - Erna
Erna
Przeczytane:2016-04-10, Ocena: 5, Przeczytałam,
Ciąża, poród, posiadanie ukochanego dziecka — brzmi pięknie. Jednak są kobiety, które czują przytłoczenie. Tak mocne, że bolesne. Obijają się o ściany własnej psychiki i szukają wyjścia. Jak mogą naprawić myśli? Jak mogą sprostać tak odpowiedzialnemu zadaniu? Ostatnio spotkałam się z wieloma skrajnymi opiniami o tej książce. Emocje, które wzbudziła w czytelnikach zafascynowały mnie na tyle, że postanowiłam sama zapoznać się z treścią. Jak wspominałam przy okazji innej recenzji — nie jestem jeszcze matką, ale interesują mnie powieści poruszające tematykę macierzyństwa. Szczególnie, jeśli są trudne i wymagające pewnego skupienia. „Książka określana mianem najskuteczniejszej pigułki antykoncepcyjnej” — głosi opis na okładce. Trochę przerażające, ale równocześnie ciekawe. Czego się tak naprawdę spodziewać? Szata graficzna utrzymana w błękicie i różu. Już po lekturze mogę stwierdzić, że treści bliżej do odcieni szarości. Przytłaczające, lecz refleksyjne. Myślę, iż niektóre kobiety wspomnieniami wrócą do swoich początków, gdy stawały się matkami. Inne, tak jak ja, pomyślą przyszłościowo. Czy rodzicielstwo jest rzeczywiście na tyle trudne, aby chcieć przed nim uciec? Zwłaszcza, gdy biegamy po omacku między skrajnościami. Ariella, zwana przez wszystkich Ari, właśnie tworzy pracę doktorską. Rok temu urodziła Walkera, żyje w związku z piętnaście lat starszym Paulem. Kobieta próbuje odnaleźć się w roli matki, co przysparza jej wielu trudności. Maksymalnie skupia myśli na dziecku. Niestety, są to refleksje pełne bólu i rozpaczy. Ciągle nie może wyrzucić z siebie traumy po cesarskim cięciu, walczy z napadami złości i histerycznego płaczu. Zbliża się do depresji, gdy na jej drodze staje ciężarna Mina. Ari nie czuje wsparcia w nikim ze swoich bliskich, więc postanawia zaprzyjaźnić się z Miną. Wierzy, że wzajemnie dojdą do porozumienia i ważnych wniosków w walce ze swoimi demonami… „Od urodzenia” jest pozycją mocną w przekazie. Bardzo chaotyczną, jednak uważam, że to zamierzony efekt. Autorka pokusiła się o krótkie akapity i często przeskakiwanie z jednego tematu na drugi, najczęściej kompletnie oderwany od poprzedniego. Gorzkie słowa Ari dotyczą nie tylko jej wrażeń z przebywania z małym Walkerem, ale także wraca do czasów własnego dzieciństwa. Bohaterka dużo opowiada o swojej matce i ich trudnych relacjach. Ten wątek chyba najbardziej mnie zaciekawił, bo poniekąd wyjaśnia rozchwianie emocjonalne, które towarzyszy Ari. Równocześnie widać, że to zaledwie jeden z powodów. Inne pochodzą gdzieś z zakamarków, które wcześniej były głęboko uśpione. Styl Elisy Albert należy do tych ostrych i konkretnych. Wkłada do ust swoich bohaterek słowa dosadne. Niczego nie woaluje w piękne określenia, wręcz ociekające od słodyczy. Nazywa rzeczy po imieniu, choć może się to nie spodobać osobom, które wolą łagodniejsze klimaty. Ja doceniam taką szczerość, mimo ocierania się o wulgarność. Albert chyba całkiem dobrze wykonała swoją pracę, bo momentami miałam ochotę udusić Ari, gdy wpadała w rzewne tony. A za chwilę żałowałam. Dużo miejsca poświęcono Minie, jednak to główna bohaterka najmocniej zapadła mi w pamięć. Ari to piekielnie inteligentna kobieta i często rzuca nazwiskami artystów. Przyznam, że wiele z nich sobie zapisałam poznając w ten sposób naprawdę interesujące persony. Taki sympatyczny dodatek do tej, nie ukrywajmy, trudnej lektury. „Od urodzenia” wzbudza we mnie mieszane uczucia, bo czasem trudno połapać się w chronologii — a raczej jej braku. Trafiłam na słabsze i lepsze momenty, ale w ogólnym rozrachunku książka wychodzi na plus. Przede wszystkim dzięki prawdzie, którą w niej zawarto. Depresja poporodowa może dotknąć każdą świeżo upieczoną matkę. Nie zgadzam się z oceną widniejącą na tyle okładki. „Pigułka antykoncepcyjna”? Nie. Daleko mi do zniechęcenia względem posiadania dziecka. Jednak większą uwagę zwracam na to, że nie zawsze początki są różowe. „Od urodzenia” polecam osobom zainteresowanym tematyką. To porządnie skonstruowane studium psychiki kobiety potrzebującej pomocy. I to nie tylko takiej z otoczenia, ale płynącej z wewnątrz, z ukrytych pokładów energii. Będę miała na uwadze dalszą twórczość Elisy Albert. Myślę, że każda kolejna książka będzie jeszcze bardziej dopracowana.
Link do opinii
Avatar użytkownika - kasiatuszek
kasiatuszek
Przeczytane:2016-04-09, Ocena: 6, Przeczytałam,
"Późno w nocy zaczyna mnie przerażać myśl, że Walker jest osobą; słyszy, co mówię, patrzy na mnie i chce mnie kochać, ale nie ma jeszcze pojęcia, jak bardzo jestem popieprzona. Jest z nami, sprowadziliśmy go tutaj, jest teraz jednym z nas, żyjących. Sprawa jest całkiem prosta : niemowlę trzeba przytulać, otulać, nosić. Karmić, pielęgnować, chronić. Bezbronne stworzenie. Człowiek uczy się uniżać wobec tego boga o pyzatej twarzy. A chcesz odczuć całą potworność tej sytuacji ? Dostać prosto w twarz ? Wyobraź sobie, że stanie mu się krzywda. Wyobraź sobie, że cierpi. Wyobraź sobie, że ktoś go zabierze. Wyobraź sobie, że umrze. Wyobraź sobie swoje puste ramiona. Wyobraź sobie, wyobraź, wyobraź." "Od urodzenia" to książka, którą koniecznie musiałam przeczytać, ze względu na podjęty w niej temat. Byłam bardzo ciekawa, czy rzeczywiście po zapoznaniu się z nią, zmienię w jakimś stopniu swoje podejście do ciąży czy macierzyństwa. Ponadto poprzez tą książkę chciałam poznać uczucia i doświadczenia innej kobiety. Sama jestem mamą, zatem wiedziałam, że pewnie jakaś część uczuć czy przeżyć związanych z porodem czy macierzyństwem głównej bohaterki nie będzie mi obca, a nawet będę mogła się z nią utożsamiać. Dziecko jest największym i najpiękniejszym szczęściem. A jego narodziny dla każdego rodzica są zapewne wielką rewolucją. Wówczas wszystko się zmienia głównie w życiu kobiety, bo przecież to my jesteśmy w ciąży, nosimy maleństwo pod sercem przez dziewięć miesięcy, przygotowujemy się do porodu. Ale czy tak naprawdę możemy się przygotować ? Część kobiet marzy o porodzie naturalnym, ponieważ to jest lepsze dla dziecka i matki z medycznego punktu widzenia, po prostu noworodek rodzi się wtedy, kiedy jest już na to gotowy. Zaletami porodu siłami natury dla kobiety są m.ni. łatwiejszy proces laktacji, brak blizn na brzuchu, niemowlę układane jest od razu na brzuchu mamy. Jednak wiąże się on z bólem, który może trwać nawet kilka godzin. Natomiast w przypadku cesarskiego cięcia wszystko wygląda inaczej. Przede wszystkim podczas "cesarki" kobieta jest znieczulona, zatem nie odczuwa bólu. Jednak nie zawsze otrzymuje maleństwo, które może przytulić. Ponadto musi dłużej zmagać się z czasem połogu, chociażby ze względu na ranę pooperacyjną, odczuwa ból kręgosłupa i brzucha, a przez pół roku nie może dźwigać np. zakupów. Niestety nie możemy być nigdy przygotowane na jakąkolwiek z tych opcji. Nie zawsze jest tak, jak chcemy i pragniemy. Zdarzają się różne sytuacje, przeciwwskazania, problemy w trakcie porodu. Jednak w każdym z tych przypadków walczymy ze strachem i niepewnością. A później po narodzinach dziecka, nasze życie zmienia się o kilkadziesiąt stopni. Każdy kolejny dzień jest zupełnie inny od poprzedniego. Jesteśmy szczęśliwe, radosne, spełnione, a zarazem zmęczone, bezradne i niekiedy popadamy w depresję. Ari jest młodą doktorantką i żoną piętnaście lat starszego od siebie profesora - Paula. Niedługo po ślubie, zaszła w ciążę i poprzez cesarskie cięcie przyszedł na świat ich synek - Walker. Kobieta zarówno sam poród, jak i czas połogu wspomina bardzo nieprzyjemnie. Opisuje swoje emocje związane z karmieniem piersią, które sprawiało jej trudności. Ponadto początkowe dni i tygodnie mijały praktycznie tak samo, a więc karmienie, przewijanie, przebieranie, usypianie. Narzeka na brak snu, ogólne zmęczenie, a także brak zrozumienia. Czuje się nieatrakcyjna, niedowartościowana. Zaniedbała swój wygląd, ubiór. Gdy zostawiała syna z opiekunką i wychodziła z domu, z jednej strony czuła radość, że w końcu ma czas dla siebie i mogła na chwilę pobyć sama ze sobą, a z drugiej strony po jakimś czasie już tęskniła za małym. Wracała wspomnieniami do lat wcześniejszych, nawiązanych i utraconych przyjaźni, dylematów rodzinnych, śmierci mamy, a także krytykowała ojca za nieumiejętność radzenia sobie z własną córką. Nie rozumiała pytań i ciągłego przyglądania się ludzi na ulicy, kiedy karmiła dziecko. Dlaczego jest to tematem tabu ? Uczęszczała również na spotkania grupy wsparcia dla matek, gdzie rozmawiały o karmieniu, butelkach, pieluchach itp. Jednak to wszystko w pewnym sensie ją przygnębiało, czuła się samotna. Pewnego dnia poznaje Minę, która również boryka się z macierzyństwem. Nawiązują przyjaźń, dzięki której wszystko staje się dla nich łatwiejsze. Pomagają sobie nawzajem i mogą liczyć na swoje wsparcie. Książka "Od urodzenia" wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Prawdę mówiąc wciągnęła mnie już od pierwszej strony i trudno mi było się od niej oderwać, kiedy wzywały obowiązki domowe. Być może dlatego, że sama też jestem mamą i pewne ukazane sytuacje są mi po prostu znane, bo sama niektórych momentów doświadczyłam. Powieść czyta się szybko i przyjemnie, mimo, iż przedstawiane były również trudne życiowe momenty. Czytając ją powracałam myślami do wspomnień z mojego porodu i połogu. Przypominałam sobie te emocje, które wtedy mną targały, chwile wzruszenia i niesamowitego szczęścia, ale również bólu i przemęczenia. W wielu kwestiach nie zgadzałam się z bohaterką, przykładem może być nazwanie pierwszych urodzin synka w specyficzny i zaskakujący sposób : "dzień operacji", "rocznica wielkiej porażki". Ponadto wiele zachowań, wyciąganych wniosków i nazywanie różnych rzeczy czy czynności przez Ari, mnie zaskoczyło. Jednak w wielu przypadkach utożsamiam się z bohaterką. Zapewne większość matek po przeczytaniu tej książki będzie czuła tak samo. W książce przeplata się teraźniejszość z przeszłością. Ari opowiada o swoim codziennym życiu w chwili obecnej oraz cofa się kilka lat wstecz do czasów szkolnych, młodzieńczych. Dzięki temu poznajemy również jej losy przed przyjściem na świat Walkera. Reasumując, książkę polecam zarówno przyszłym jak i obecnym matkom. Dla jednych będzie ona doskonałym ukazaniem macierzyństwa przez kobietę, która miała odwagę przedstawić swoją historię w autentyczny sposób, nie bojąc się wyrazić swoich uczuć i myśli w danym momencie. Zapewne większość kobiet, czytając tę książkę będzie się utożsamiać z główną bohaterką. Natomiast na części kobiet wywrze sprzeczne emocje, a może nawet zniechęci. Na tylnej okładce można przeczytać, że powieść ta jest "określana mianem najskuteczniejszej pigułki antykoncepcyjnej". Ja się z tym stwierdzeniem nie zgadzam. W żaden sposób ta książka mnie nie zniechęciła do samego porodu czy macierzyństwa. Być może dlatego, że już przez to przeszłam i wiem jak to "smakuje". Uważam też, że każda z nas - kobiet na swój inny, własny sposób zinterpretuje tę opowieść. Tym bardziej, że macierzyństwo nie jest tutaj idealizowane, ani krytykowane, a jedynie przedstawione takim, jakim jest w rzeczywistości, a czasem nawet ukazane w ironiczny i zabawny sposób. Przecież każda matka, każdy ojciec, mimo iż darzą swoje dziecko ogromną miłością, to nie zaprzeczą, że sprawowanie opieki nad dzieckiem, jego wychowywanie nie jest łatwym zadaniem i wymaga wiele cierpliwości i wyrozumiałości. "W życiu tych małych ludzi nie chodzi o ciebie. Oni nie są dla ciebie. Nie należą do ciebie. Są pod twoją opieką, to wszystko, a ty masz za zadanie okazać się przyzwoitym człowiekiem, kochać je właściwie i wystarczająco, nie przerzucać na nich swoich własnych problemów, nie czynić swoich problemów ich problemami, nie wykorzystywać ich do zapełniania pustych miejsc w sobie samym." "Nauczyłam się jednak paru ważnych rzeczy. Stój prosto, przestań się ciągle uśmiechać, przestań upodabniać wszystkich do siebie. Nazwij to feminizmem. Nazwij to, jak chcesz. Rozluźnij twarz. Nie bądź bez przerwy taka miła i przyjacielska, nie stawiaj siebie na ostatnim miejscu, nie przejmuj się w pierwszej kolejności uczuciami wszystkich dookoła." Serdecznie polecam ! http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com/
Link do opinii
Avatar użytkownika - addictedtobooks
addictedtobooks
Przeczytane:2016-03-29, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Egzemplarze recenzenckie,
Ari nigdy nie podejrzewała, że po urodzeniu dziecka jej życie aż tak bardzo może się zmienić. Kobieta wyszła za mąż za piętnaście lat starszego od niej profesora, który choć bardzo stara się pomóc żonie w tych trudnych chwilach, to jednak nie jest w stanie zrozumieć, przez co Ari teraz przechodzi. Po narodzinach Walkera kobieta ma problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, a perspektywa macierzyństwa coraz bardziej zaczyna ją przerażać. Czy uda jej się zaakceptować zmiany jakie zaszły w jej życiu? Jak wiele czasu będzie musiało upłynąć, żeby Ari udało się w końcu zapanować nad nową sytuacją oraz odnaleźć się w roli matki? ,,Czasami, kiedy jestem z dzieckiem, myślę sobie: jesteś moim sercem i moją duszą, oddałabym za ciebie życie. Innym razem myślę: ty mały debilu, zostaw mnie, kurwa, w spokoju, żebym mogła podciąć sobie żyły w wannie i spokojnie umrzeć." Ari już jako mała dziewczynka musiała mierzyć się z wieloma przeciwnościami losu. Kobieta nigdy nie zaznała ciepła matczynej miłości, przez co wychowywanie własnego dziecka wywołuje u niej jeszcze większe przerażenie. Jej jedyne wspomnienia związane z matką wiążą się z ogromnym bólem oraz smutkiem, który towarzyszył Ari niemal przez całe jej życie. Zaraz po porodzie wszystko w życiu kobiety jeszcze bardziej się skomplikowało. Każdy jej dzień wypełniony jest opieką nad synkiem oraz prowadzeniem domu. Czy Ari zrezygnuje ze wszystkich swoich ambicji oraz doktoratu, żeby całkowicie poświęcić się swojej rodzinie? ,,Nie możemy wyrzec się tego, co nasze, choćbyśmy bardzo się starali." Wszystko się zmienia, gdy w sąsiedztwie pojawia się Mina, która była kiedyś rockową piosenkarką. Mina jest teraz w dziewiątym miesiącu ciąży i sama musi odnaleźć się w nowej sytuacji. Kobiety bardzo szybko nawiązują kontakt i są dla siebie prawdziwym wsparciem w najtrudniejszych chwilach. Czy ich znajomość może przerodzić się w prawdziwą przyjaźń? Jak Ari oraz Mina poradzą sobie w roli matek? Już wkrótce najbliższe wydarzenia pokażą, jak wiele poświęcenia oraz trudu będzie wymagało od nich wychowywanie dzieci. Czy kobiety są na to gotowe? Czy macierzyństwo okaże się dla nich największym darem od losu, czy też prawdziwym przekleństwem? ,,Litość jest tak cholernie definitywna, nieskończenie bardziej przykra niż pogarda." ,,Od urodzenia" to niezwykła książka, która pokazuje macierzyństwo od zupełnie innej strony. Autorka niczego nie upiększa, ani nie idealizuje w swojej książce, przez co cała historia wydaje się jeszcze bardziej autentyczna oraz prawdziwa. Czytelnik poznaje przemyślenia głównej bohaterki oraz jej wspomnienia. Choć zdarzały się nudniejsze fragmenty, to i tak lektura tej książki jest naprawdę bardzo interesująca. Najbardziej spodobało mi się to, że historia stworzona przez Elisę Albert jest zupełnie inna od wszystkich i pokazuje niezwykłą walkę, jaką obie kobiety podejmują każdego dnia. Historia Ari jest niezwykle poruszająca i wywołuje u czytelnika wiele emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i czasami negatywnych. Już dawno nie przeżyłam tak ogromnego szoku, jak podczas czytania właśnie tej książki. W ,,Od urodzenia" nie znajdziecie raczej nagłych zwrotów akcji, ani trzymających w napięciu fragmentów. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się raczej powoli, co dla niektórych może okazać się niewielką przeszkodą podczas czytania tej książki. Historia stworzona przez autorkę zmusza do głębszej refleksji oraz zastanowienia się nad istotą naszego życia. Polecam!
Link do opinii
Avatar użytkownika - werka777
werka777
Przeczytane:2016-03-23, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam,
,,Problem polega na tym, że dziecko otwiera kobietę. Nie da się tego obejść, chyba że ma się ochotę zapłacić komu innemu za rodzenie. Jest to, co przed, i to, co po. Życie we własnym ciele przed to jedna rzecz. Życie we własnym ciele po to druga." Narodziny dziecka przewracają życie młodych rodziców do góry nogami. Obecność nowego członka rodziny, chociaż tak maleńkiego, wymaga przebudowy codzienności i zmian mających na wstępie szokującą siłę rażenia. Człowiek przecież od tej chwili zaczyna odpowiadać nie tylko za siebie, ale i kogoś jeszcze. Kogoś - czyli za cudowny dar, zawierający w sobie ułamek nas samych. W Internecie, telewizji czy prasie o macierzyństwie mówi się wiele. Możemy sięgnąć po porady, sugestie i przestrogi. A jednak bycie rodzicem to wielka próba, podczas której indywidualnie mierzymy się z kolejnymi etapami, miewając chwile słabości, a nawet i załamania. O ciemnej stronie rodzicielstwa, o bolesnych wspomnieniach poporodowych i o stawianiu czoła kolejnym problemom pisze Elisa Albert w kontrowersyjnej i zdecydowanie mocnej książce ,,Od urodzenia". Zainteresowani tematem? Zatem czytajcie dalej. Ari jest doktorantką i feministką, dumną kobietą i żoną starszego o piętnaście lat profesora. Od chwili narodzin małego synka jest jednak głównie matką, a nowa funkcja sprawia, że wszystkie pozostałe bledną w jej obliczu. I nie chodzi tutaj o zaślepiającą miłość, o radość przeżywania macierzyństwa i o celebrowanie każdej chwili bycia rodzicem. Ari nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji i popadając w coraz głębszą depresję, gaśnie. Rozliczne pretensje, słabości i desperacja wzmożone zostają poczuciem samotności. Zaś brak wsparcia, powodowany otoczeniem, ale i jej własną postawą, odbiera jej nadzieję na lepsze jutro. Czy tak ma wyglądać macierzyńskie szczęście? Na drodze bohaterki staje jednak inna kobieta, ciężarna Mina, z którą zaczyna łączyć ją przyjacielska więź bratnich dusz. Czy mając u boku kogoś, kto będzie podążał podobną drogą, Ari zawalczy o wiarę w spokojne życie? Główną bohaterką książki jest kobieta, która decydując się na dziecko nie miała pojęcia jak wiele wyrzeczeń będzie kosztował ją taki wybór. Nieświadoma czekających ją obowiązków i zmian, chowająca w sercu urazy i negatywne nastawienie do świata, zaczyna od tragicznych wspomnień samego cesarskiego cięcia, kiedy to ujrzawszy malutkiego Walkera najwyraźniej nie poczuła tego, co u większości młodych mam w takiej chwili następuje - wszechogarniającego szczęścia. Ari kocha swoje dziecko. Dba o nie wręcz obsesyjnie nie chcąc dać sobie pomóc. A jednak mając je przy sobie niejednokrotnie myśli o tym, by je oddać, tłumiąc złość powodowaną karmieniem, płaczem czy wypróżnianiem się noworodka. Z każdym kolejnym dniem traci też pewność siebie, a zbyt duża ilość nazbieranych w czasie ciąży kilogramów tylko utwierdza ją w przekonaniu, że wygodne i przyjemne życie to przeszłość, która nie powróci. ,,Od urodzenia" to szokująca i odważna książka, po przeczytaniu której niejedna kobieta może zwątpić w urok macierzyństwa. Intencją autorki nie jest wywołanie ujemnego przyrostu naturalnego, a zwrócenie uwagi na to, że posiadanie dziecka to nie zabawa lalką, którą w dowolnej chwili można odłożyć na bok. To trud, nieprzespane noce i niejednokrotnie wylane łzy, na które nieświadoma sytuacji osoba z zewnątrz patrzy z niezrozumieniem. Bycie mamą to obowiązek pochłaniający wiele energii i sił i właśnie taka lekcja płynie z książki Elisy Albert, która postanowiła przedstawić temat od zupełnie innej, często krytej i nierozpatrywanej strony. A jednak mam wrażenie, że dochodzi tutaj do wyolbrzymienia sytuacji. Być może nie powinnam przywoływać własnych doświadczeń, ale z pewnością znacznie różnią się one od tych, z którymi zmierzyła się bohaterka książki. Mnie Ari jawi się więc jako osoba nie do końca dojrzała do roli, którą przejęła i zarazem zbyt zapatrzona w przeszłość, która stale wkrada się w jej teraźniejsze odczucia. Czasami słyszy się o groźnych depresjach poporodowych i jedna z nich zagościła najwyraźniej na kartach ,,Od urodzenia". Nie sądzę, że warto brać sobie do serca przedstawioną tutaj historię, która jest skrajnością statystycznie rzadko mającą zastosowanie w praktyce . Sama książka jest jednak odważną prezentacją odmiennego zdania, a przecież opinie sprzeczne z ogólnie przyjętym wizerunkiem zawsze spotykają się z negatywną krytyką. Ja dzięki niej uświadomiłam sobie to, że jestem kobietą sukcesu, skoro jako matka nie przeżywam tak emocjonalnych upadków jak bohaterka powieści. Kwestią sporną i zapewne dla wielu niewygodną może okazać się język jakim posługuje się narrator, czyli Ari we własnej osobie. Występujące często wulgaryzmy rażą, tym bardziej, że padają z ust kobiety mającej stać się wzorem dla małego człowieczka, którego sprowadziła na świat. Rozumiem jednak, że taki zabieg literacki w pełni oddaje przeżywane emocje, przez co książka wstrząsa jeszcze mocniej, rozpoczynając mocnym tąpnięciem i tym samym kończąc nim. Złośliwie doczepię się także do stylu, ponieważ momentami treść wydaje się odrobinę niespójna. Gdyby poukładać wszystko chronologicznie, eliminując powtórzenia, całość wypadłaby o wiele lepiej. ,,Od urodzenia" to publikacja, która wzbudza we mnie sprzeczne uczucia. Nie zgadzam się z kreowanym w niej wizerunkiem udręczonej matki, chociaż podziwiam autorkę za to, że zrobiła wielki krok w stronę oryginalności, odważnie wystawiając siebie na nagonkę i potępienie. Szanuję jej pomysł, a wręcz zachęcam do tego, by zakosztować jego goryczy wyrabiając sobie na ten temat własne zdanie. Bo chociaż nie radzę przenoszenia tej treści do własnego życia, warto potraktować ją jako bardzo delikatną przestrogę zwracającą uwagę na fakt, że dziecko to nie zabawka i decydując się na nie należy mieć na uwadze nieodwracalne zmiany, które na pewno nastąpią. http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com
Link do opinii
Avatar użytkownika - barwinka
barwinka
Przeczytane:2016-03-17, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam,
Depresja poporodowa zawsze kojarzyła mi się z cichą, zamkniętą w sobie, oderwaną od życia osobą, która nie potrafi, lub nie może sama zająć się dzieckiem, spędza długie godziny w samotności i dopiero duże wsparcie ze strony rodziny i lekarzy pozwala jej dojść do siebie. Wizja, jaką przedstawia autorka w powyższej książce jest zupełnie inna. Ari walczy, jest wściekła, nie potrafi pogodzić się ze zmianami. Jej nastroje są nie do przewidzenia, raz kocha swoje dziecko, raz go nienawidzi. Doskonale wie, że nikt nie potrafi jej zrozumieć, jest sama ze swoimi problemami, ale nie ma najmniejszego zamiaru spotykać się z lekarzem. Wściekłość kobiety jest niezwykle widoczna poprzez ciągłe inwektywy podczas wewnętrznych monologów. Książka z jednej strony przedstawia wydarzenia bieżące, które bardzo mocno przedstawiają emocje kobiety, z drugiej jest pewną formą wspomnień, podczas których młoda matka wraca do dzieciństwa, swojej młodości ale również przedstawia fakty o swoich przodkach sprzed jej urodzenia. Ari to zagubiona młoda kobieta, która nie ma wsparcia ze strony bliskich. Mąż rzeczywiście nie potrafi zrozumieć jej zachowania, chciałby jej pomóc, ale nie wie jak poradzić sobie z tym tematem. Kobieta nie ma matki ani innej bliskiej kobiety, która mogłaby ją pokierować, zrozumieć i dać wsparcie. Obraz, który wyłania się ze wspomnień bohaterki pokazuje jak daleko sięgają jej problemy, od wielu lat gromadzone emocje i nierozwiązane problemy. Pojawienie się drugiej kobiety, w podobnej sytuacji, która również jest sama, sprawia, że panie zbliżą się do siebie, znajomość im pomaga.
Link do opinii
Avatar użytkownika - justyna929
justyna929
Przeczytane:2016-03-18, Ocena: 3, Przeczytałem, 52 ksiąkżki 2016, Mam,
Od urodzenia to bardzo kontrowersyjna książka, jedni będą zachwyceni inni zniesmaczeni (jak ja). Liczyłam na gorzki smak macierzyństwa, a dostałam mocno wulgarną i chaotyczną opowieść. Co by jednak nie mówić, historia ta może otworzyć odrobinę oczy na pewne problemy kobiet, nie jest schematyczna, jest oryginalna i świeża, ale mnie nie kupiła. http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/2016/03/baby-blues.html#disqus_thread
Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, Mam,
Od urodzenia rzuca nowe światło na macierzyństwo. Dotychczas kojarzone z najcudowniejszym doświadczeniem w życiu kobiety, pełnym radosnych chwil, kolorowych ubranek i śmiechu dziecka, tutaj zostało potraktowane z zupełnie innej strony. Ciemnej strony. Na pierwszy plan wychodzą tu bóle poporodowe, nieprzespane noce, skoki nastrojów, zmiany hormonalne i wiele, wiele więcej. W tej książce macierzyństwo jest jak najcięższe wyzwanie, któremu kobieta musi stawić czoła. Poznajemy realia ciąży oraz późniejszej opieki nad noworodkiem, a to wszystko w bardzo surowej i dosłownej formie. Bez zbędnego koloryzowania, czy idealizowania. Mimo że jako mężczyzna nie jestem grupą docelową tej książki, to i tak dużo z niej wyniosłem. Autorka zawarła w niej wiele wartościowych treści oraz bardzo ważnych przesłań. Nie tylko o macierzyństwie, ale także o podejściu do życia, radzeniu sobie z problemami, stosunku do otoczenia. Pomiędzy licznymi przekleństwami oraz niewybrednymi komentarzami na temat otaczającego nas świata, da się znaleźć wiele złotych myśli oraz ciekawych spostrzeżeń. Od urodzenia stanowi nie tylko obraz macierzyństwa, ale i całego współczesnego świata. Od urodzenia jest bardzo specyficzną książką. Nie jest to powieść dla każdego, a osoby wrażliwe bez wątpienia nie mają tu czego szukać. Chwilami niesmaczna, chwilami przejawiająca przerost formy nad treścią, jednak w ostatecznym rozrachunku, daje dużo do myślenia. Ukazuje macierzyństwo takie, jakie jest naprawdę. Od urodzenia wzbudzi wiele kontrowersji, wywoła liczne dyskusje... Ale to chyba dobrze - od tego przecież jest sztuka. Czy ta publikacja zmieniła coś w moim życiu? Nie wiem. Wiem natomiast, że jeszcze długo o niej nie zapomnę. http://mybooktown.blogspot.com/2016/03/od-urodzenia-elisa-albert.html
Link do opinii
Czytając opinie widziałam podzielone zdania na temat tej książki. Sama mam mieszane uczucia i tak naprawdę nie jestem do niej przekonana. Muszę przyznać, że lektura nie należy do najłatwiejszych. Cięte riposty, które pojawiały się jako czarny humor, nie do końca do mnie przemawiały. Ari to młoda i wykształcona kobieta, która nie boi się wyrażać swoich emocji. Ma cięty język, nie stroni od przekleństw, które pojawiają się niemalże na każdej stronie książki. Targają nią jednak sprzeczne emocje - raz kocha swoje dziecko, raz nienawidzi. Nie mogę powiedzieć, że polubiłam bohaterkę, ale też nie mogę powiedzieć, że jej nienawidziłam. Miałam jej jednak za złe to, że doskonale wiedziała, że cierpi na depresję, a mimo to nie szukała pomocy, wręcz świadomie to olewała. "Czasami, kiedy jestem z dzieckiem, myślę sobie: jesteś moim sercem i moją duszą, oddałabym za ciebie życie. Innym razem myślę: ty mały debilu, zostaw mnie, kurwa, w spokoju, żebym mogła podciąć sobie żyły w wannie i spokojnie umrzeć." Temat macierzyństwa to temat rzeka. Tutaj autorka stara nam się otworzyć oczy i uświadomić jak wygląda życie kobiety, która jest w ciąży i którą dopadła depresja poporodowa. Targają nią sprzeczne uczucia, czuje się samotna, gdyż nikt nie daje jej wskazówek dotyczących życia z dzieckiem u boku. Raz cieszy się z narodzonego dziecka, a raz wolałaby, aby się ono nie narodziło. "Mówi coś o tym, że jak jest taka gówniana pogoda, to ciężko wybrać się na spacer, ja odpowiadam, że no tak, zima to gówniana pora na rodzenie dzieci, a ona na to, że chyba każda pora jest gówniana na rodzenie dzieci, prawda?" Nie mam jeszcze dzieci, ale doskonale zdaję sobie sprawę, jak życie kobiety wywraca się go góry nogami, kiedy pojawia się dziecko. Kończy się życie pełne rozrywek, a nastaje czas stabilizacji i świadomość, że stajemy się za kogoś odpowiedzialni i to na naszych barkach spoczywa, na kogo ta mała istotka wyrośnie i jak będzie sobie radziła w życiu. Książka jest określana mianem "skutecznej pigułki antykoncepcyjnej", na mnie jednak tak nie podziałała. Wydaje mi się, że ciąża w życiu każdej kobiety powinna być przemyślana. Jeśli nie jesteśmy gotowi na to, by zostać matką, powinniśmy skutecznie się zabezpieczać, aby do tego nie dopuścić. Dziecko to nie zabawka, którą możemy oddać, gdy nam się znudzi. Elisa Albert przedstawiła nam rodzaj macierzyństwa, do którego wiele kobiet być może nie ma odwagi się przyznać. Pokazała nam, że ciąża nie dla wszystkich jest stanem błogosławieństwa. Nie wszystkie kobiety przepełnia instynkt macierzyński. Zdarzają się takie, które mają wątpliwości, czy będą w stanie pokochać swe dziecko, czy będą w stanie należycie się nim zaopiekować. Ari zabrakło w życiu matki, która zbyt wcześnie odeszła, a ojciec nie potrafił poradzić sobie z jej dorastaniem. Być może te czynniki miały wpływ na emocje, którymi kierowała się będąc już dorosłą kobietą. Z całą pewnością książka nie szokuje, jej przekaz jest jak najbardziej prawdziwy. Teraźniejszość łączy się z przeszłością, co nie zawsze jest łatwe w odbiorze tej książki. Trzeba się skupić, by zrozumieć jej sens. Dodatkowo przesyt wulgaryzmów pojawiających się w niej, jest irytujący, a wręcz denerwujący. Każda kobieta po przeczytaniu będzie wyciągała inne refleksje. Kobiety, które są już matkami, momentami być może będą mogły utożsamić się z Ari, natomiast te, które jeszcze nie mają dzieci staną się bogatsze o nowe doświadczenia i przemyślenia. Powieść nie ma na celu zachęcić bądź zniechęcić do rodzicielstwa. Pokazuje nam, że macierzyństwo to ciężka przeprawa, w której bardzo ważne jest wsparcie bliskich osób. Jest interesująca, porusza ważny temat, ale po jej przeczytaniu nie odebrało mi mowy. Z całą pewnością po jej przeczytaniu, nie zniechęciłam się do tego, aby urodzić dziecko.
Link do opinii
Avatar użytkownika - kasiulek17
kasiulek17
Przeczytane:2016-03-17, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2016, Mam,
Prawie każda kobieta pragnie dziecka. Te kolorowe malutkie ubranka, niesamowity zapach noworodka, malutkie rączki i nóżki do scałowania. Jednak czy macierzyństwo jest naprawdę tak kolorowe jak pokazuje telewizja czy prasa? Czy te uśmiechnięte kobiety, wymalowane i pięknie ubrane prowadzące wózek to przypadkiem nie ułuda? Do tej pory o macierzyństwie pisano wiele i zazwyczaj były to dość pochlebne i ociekające słodyczą historie. Elisa Albert postanowiła napisać całkiem inną historię, wywróconą wręcz na drugą stronę, która całkowicie zmienia percepcję ciąży i macierzyństwa. Więc jaka jest prawda? Na to pytanie potrafią odpowiedzieć jedynie kobiety, które doświadczyły uroków macierzyństwa. Jeśli chodzi o mnie dzieci jeszcze nie mam, ale ta książka pomimo, że dobitnie pokazująca prawdę nie zniechęciła mnie do niego, bo raczej takiego zamiaru autorka nie miała. Postanowiła pokazać po prostu drugą stronę tego zagadnienia. Ari to feministka która jest w trakcie pisania doktoratu. Od roku jest matką małego Walkera i żoną o piętnaście lat starszego od siebie mężczyzny. Kocha swego syna nad życie, jednak wspomnienie o cesarskim cieciu któremu została poddana do tej pory nie potrafi jej opuścić. Według niej ona Walkera nie urodziła, a został on z niej wręcz brutalnie wyjęty. Ta trauma nie pozwala jej cieszyć się z chwil z synem, ciągły płacz, bolące piersi, brak czasu dla siebie, niemożliwość chociaż w małym stopniu zorganizowania się, całkowite podporządkowanie się pod ,,zachcianki" dziecka, brak zainteresowania ze strony męża, karmienie, przewijanie... codzienna rutyna. Na drodze Ari staje Mina, kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, która w końcu staje się jej bratnią duszą. Od tej chwili kobiety razem przemierzają trudy macierzyństwa. Od urodzenia, to historia która budzi kontrowersje. Pełna kolokwializmów, burzy emocji, słów i wydarzeń które nie raz wstrząsają czytelnikiem powoduje całkiem inne, wręcz świeższe spojrzenie na zagadnienie macierzyństwa. Elisa Albert w swojej książce stworzyła obraz kobiety pozostawionej samej sobie. Nikt nie potrafi zrozumieć jej rozterek, jej obaw, bólu, ciągłych ataków paniki. Opowieść Ari czyta się z obawą co też za chwilę się wydarzy, jak również z pewnym zrozumieniem kobiety tak naprawdę uprzedmiotowionej. Bo kobieta ma sprzątać, rodzić, opiekować się dzieckiem i siedzieć w domu. Od urodzenia to książka z drugim dnem, książka którą gdy przeczytamy za jakiś czas po raz kolejny odkryje przed nami jeszcze inne tajemnice, na które wcześniej nie zwróciliśmy uwagi. Polecam.
Link do opinii
Avatar użytkownika - muszkasia
muszkasia
Przeczytane:2016-12-30, Ocena: 6, Przeczytałam, 26 książek w 2016, Mam,
Reklamy