Czarny Mag. Adeptka. Tom 2

Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2019-01-30
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788328061408
Liczba stron: 416

Ocena: 4.22 (9 głosów)

Ryiah przetrwała próbny rok w Akademii Magii, ale dopiero teraz zaczyna się dla niej prawdziwa nauka.

Dziewczyna dostała się do wymarzonej frakcji bojowej, ale musi stawić czoła nauczycielowi, którego nie znosi, i wrogo nastawionej Priscilli. Sytuacji nie ułatwia też relacja z Darrenem, oscylująca między wrogością a sympatią, może nawet fascynacją...

Kiedy jeden z uczniów zostaje zabity w nieprzyjacielskim ataku, nauka schodzi jednak na dalszy plan. W powietrzu wisi wojna, być może Ryiah będzie musiała wykorzystać swoje umiejętności szybciej, niż sądziła.

Tagi: Fantasy

Kup książkę Czarny Mag. Adeptka. Tom 2

Zobacz także

Opinie o książce - Czarny Mag. Adeptka. Tom 2

Nie tak dawno w ofercie wydawniczej Uroborosa pojawiła się książka, która od razu przykuła moją uwagę - Czarny Mag. Pierwszy rok Rachel E. Carter. Ponieważ uwielbiam takie klimaty, to książkę po prostu pochłonęłam i chciałam więcej. Na szczęście na kontynuację nie musiałam długo czekać. Tak oto Czarny Mag. Adeptka doczekał się opinii także na moim blogu.


Pierwsza część Czarnego Maga została zapowiedziana jako połączenie dwóch serii, które pokochały tłumy (nie przesadzam): Harry'ego Pottera i Igrzysk śmierci. Pozwoliłam sobie wyrazić własne zdanie, w którym nie zgadzam się z podobieństwem do tych cykli. Według mnie najbardziej podobna jest do Trylogii Czarnego Maga Trudi Canavan (i nadal tak uważam). Jednak to czego się obawiałam, to drugi tom. Niestety dla dużej części cykli, drugie tomy są z reguły gorsze (nie mam pojęcia dlaczego) – stąd moje obawy. Cieszę się, że mój niepokój został szybko rozwiany, a drugi tom serii okazał się lepszy.


Ryiah, główna bohaterka i narratorka, spełniła swoje marzenia i jako jedna z sześciu osób, po dziesięciu miesiącach morderczych treningów, pracy ponad siły i wytężonej nauki, dostąpiła zaszczytu nauki w elitarnej Akademii w Jerarze. Ale jeśli ktoś myśli, że teraz jej życie w Akademii ulegnie zmianie to się myli. Szkolenie, które naszykowano dla adeptów nie jest niczym przyjemnym i na pewno nie łatwym. Nadal trwają mordercze treningi, które muszą przyszykować przyszłych magów do rzucania zaklęć w potężnym stresie. A stres będzie nieodłączną składową, bo nad krajem zawisło widmo wojny. Dodatkowo Ryiah stresuje się postępowaniem swoich przyjaciół, a Priscilla, która dawała się jej we znaki już wcześniej, teraz stała się jeszcze bardziej uszczypliwa. Muszę jeszcze wspomnieć o Ianie i Darrenie, choć sprawy sercowe  w tej książce schodzą na dalszy plan.


Rachel E. Carter zaserwowała nam opowieść, w której bez ustanku coś się dzieje. A dzieje się naprawdę bardzo dużo i intensywnie. Jestem pewna, że każdy kto weźmie się za tę książkę, nie będzie znudzony. Prawdę mówiąc/pisząc z chwilą przeczytania pierwszej kartki przepadłam. Gdyby ktoś zabiegał w tym czasie o moją uwagę, musiałby się naprawdę mocno wysilić.


Spodobało mi się to (a tego się obawiałam), że autorka nie weszła na znaną drogę znanego z cyklu o młodym czarodzieju i nie podzieliła części serii na poszczególne lata nauki. Adeptka to cztery kolejne lata w Akademii. Czeka nas niebezpieczeństwo, intrygi, walki i „wisząca nad głowami” wojna. Wkraczamy wraz z bohaterami w obszar bitew, w których nie obywa się bez ofiar. Akcja jest bardzo dynamiczna i dzięki temu ma się wrażenie, że lektura książki trwa zaledwie chwilkę.


Duży plus dla autorki za wykreowanie postaci. Bardzo się cieszę, że bohaterowie nie stanęli w miejscu. Dojrzewają i rozwijają się z rozdziału na rozdział. Widać, jak nabywane doświadczenia ich kształtują. Nie wiem czy Ry jest jedną z moich ulubionych postaci, ale trzeba przyznać, że zadziorna, uparta i bardzo wojownicza jest ta młoda, rudowłosa adeptka. I przyznam wam się, że polubiłam ją już w pierwszym tomie i cały czas trzymam za nią kciuki. Carter się postarała i przybliżyła nam trochę lepiej inne postacie, dzięki czemu bardziej można zrozumieć niektóre ich posunięcia i decyzje. Wyniosły i ironiczny książę Darren nadal zdaje się mocno niezdecydowany, choć czytając niemal przez kartki czuje się, jak między nim a Ry iskrzy.


Adeptka to bardzo dobra kontynuacja i interesująca powieść fantasy nie tylko dla młodzieży. Napisana lekko i nieskomplikowanie pozwala na przyjemną lekturą. A uwierzcie mi, czas spędzony z tą książka to naprawdę czysta przyjemność. Bawiłam się wyśmienicie i chcę tę przygodę powtórzyć. Adeptkę polecam wielbicielom szeroko pojętej fantastyki z naciskiem na magię i walkę. Polecam.

Link do opinii
Avatar użytkownika - zuzanna_czerniak-kloc
zuzanna_czerniak-kloc
Przeczytane:2019-02-03, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam,

Pierwszy tom serii Czarny Mag mnie nie zachwycił, zdołał jednak wzbudzić moją ciekawość na tyle, by sięgnąć również po kolejną część. Liczyłam na więcej akcji i na to, że będę mogła lepiej poznać także bohaterów drugoplanowych. Jak potoczyły się dalsze losy Ryiah i jej przyjaciół? Czy zdoła ukończyć praktyki i zyskać upragniony status maga? Jak rozwinie się jej relacja z aroganckim, zarozumiałym nienastępcą?

Ryiah, Alex i ich przyjaciele rozpoczynają drugi rok nauki w Akademii. Początki były dla nich naprawdę trudne, ale - poza lepszymi komnatami i smaczniejszym jedzeniem - nie mogą liczyć na łagodniejsze traktowanie. Wreszcie nadchodzi czas praktyk, które odbywają się w różnych częściach Jeraru. We frakcji naszej bohaterki nadzoruje je Byron. Nie dość, że znany z wyjątkowej niechęci do kobiet, to właśnie Ry staje się obiektem szczególnej nienawiści z jego strony. Jednak nie tylko on dręczy dziewczynę przy każdej możliwej okazji. Wredny książę i złośliwa Priscilla również zdają się czerpać olbrzymią przyjemność z uprzykrzania jej życia.

Akcja "Pierwszego roku" obejmowała jeden rok nauki i tutaj spodziewałam się tego samego. Dlatego początkowo nie mogłam się odnaleźć w sytuacji, gdy autorka podeszła do sprawy zupełnie inaczej. Czułam się, jakbym czytała nie kolejną książkę serii, lecz tylko jakieś wybrane jej fragmenty. A wszystko przez to, że w jednym tomie upchnięto wydarzenia z czterech lat (tak, czterech!). A ostatniemu, najważniejszemu z nich poświęcono zaledwie 18% tekstu (w egzemplarzu recenzenckim 80 stron). Ten zabieg zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Odniosłam wrażenie, jakby autorce zabrakło pomysłów, by wypełnić te wszystkie lata jakimiś ciekawymi wydarzeniami. Tymczasem skupiła się na pozorowanej bitwie i balu przesilenia, które powtarzały się każdego roku, a także na wątku miłosnym. Z jednej strony cieszę się, że tym razem obeszło się bez przynudzania opisywaniem wszystkich zajęć, z drugiej jednak zastanawia mnie, po co tak to wszystko rozciągać w czasie, skoro zamiast tych pięciu lat, równie dobrze można było zrobić dwa, a fabuła wcale by na tym nie ucierpiała.

Ryiah, choć tak odważna i gotowa na największe poświęcenie dla osób bliskich jej sercu, z czasem zaczęła mnie irytować. Czytanie o tym, jak chciałaby być we wszystkim najlepsza, działało mi na nerwy. Rozumiem ambicję, ale w nadmiarze raczej odpycha niż budzi podziw. Nie podobało mi się także to, jak rozwijała się jej relacja z księciem. Na zmianę albo była na niego wściekła, albo zachowywała się jak chora z miłości masochistka. On z kolei sprawiał wrażenie chorego na schizofrenię - raz niby mu na niej zależy, przyjaźnią się, a za chwilę traktuje ją jak śmiecia. No i jak długo można ciągnąć coś takiego? Rok, dwa? Zdaniem autorki, niestety, jeszcze dłużej.

Pomimo wspomnianych wyżej zastrzeżeń ta część serii bardzo mocno mnie wciągnęła. Nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam zwracać uwagę na to, o którym roku nauki mowa. Akurat te zdarzenia, na jakich autorka skupiła uwagę, zostały przez nią przedstawione niezwykle ciekawie (poza tą nieszczęsną operą mydlaną, ciągnącą się bez końca). Sceny walki i pozorowane bitwy zrobiły na mnie niezaprzeczalnie najlepsze wrażenie. Śledziłam je z zapartym tchem, chcąc dowiedzieć się, jak się potoczą i kto odniesie ostateczne zwycięstwo. Te fragmenty zostały dopracowane w najmniejszych szczegółach, a napięcie rosło z każdą chwilą. Czytałam je z prawdziwą przyjemnością. Ta część powieści spełniła moje oczekiwania w stu procentach. Zakończenie zupełnie zbiło mnie z tropu, a to też niemała zaleta. Bardzo lubię, gdy fabuła mnie zaskakuje i akurat pod tym względem się nie zawiodłam. 

Ucieszyło mnie również powtórne spotkanie z Ellą i Aleksem, a także poznanie najmłodszego brata Ry, Derricka. Wciąż żałuję, że autorka poświęciła im tak niewiele uwagi. Nawet wątek Iana wydał mi się mocno okrojony. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ta postać jeszcze kiedyś powróci i tym razem odegra nieco większą rolę w tej historii. Poza tym liczę na dużo więcej Mariusa w następnych tomach, gdyż zapowiada się na naprawdę ciekawego bohatera. Z każdym kolejnym spotkaniem intryguje mnie coraz bardziej i trzymam kciuki za to, by Rachel E. Carter udało się wykorzystać w pełni jego potencjał.

Chociaż pomysł streszczenia całych czterech lat akcji i upchnięcia ich w jednym tomie początkowo mnie zbulwersował, z czasem skupiłam się na opisywanych przez autorkę wydarzeniach tak bardzo, że niemal przestałam zwracać na to uwagę. Nadal mam nadzieję, że w kolejnych tomach przeczytam więcej o pozostałych bohaterach, nie tylko o Ry i Darrenie. Liczę ponadto na wiele spektakularnych walk, bo to akurat ogromnie mi się w "Adeptce" podobało. Ta historia wciągała mnie coraz bardziej i bardziej. Broniłam się dzielnie, szczególnie na początku, ale tej emocjonującej akcji chyba po prostu nie sposób się oprzeć. Mimo pewnych zastrzeżeń, i tak polecam, zwłaszcza jeśli lubicie magiczne pojedynki.

ogrodksiazek.blogspot.com

Link do opinii

Ryiah spełniła swoje marzenia. Po roku ciężkiej pracy dostała się do Akademii Magii. Dziewczyna wraz z bratem Alexem musi zmierzyć się z wymagającymi nauczycielami i uprzedzeniami względem nisko urodzonych. W całym ferworze walki i ciężkiej rywalizacji pojawia się zagrożenie, które może zaważyć na losach całego królestwa. Czy bohaterowie odnajdą się w nowej rzeczywistości? Wojna! Miłość! I Zdrada! Wiele emocji i wrażeń, które zaskoczą Was wielokrotnie.

Dużo sprzecznych opinii można znaleźć o tej serii, ale ja przeczytałam pierwszy tom i choć nie powalił mnie na kolana, to był bardzo lekką i przyjemną lekturą. A to właśnie jest dla mnie najważniejsze. „Pierwszy rok” to wprowadzenie do nowego świata, w którym magie mają tylko nieliczni, a i ci szczęśliwcy muszą ostro trenować, by ową magie rozwinąć. Ryiah nie zapowiadała się obiecująco, a jednak dostała promocję do Akademii i to dzięki determinacji oraz ambicji. Bez znajomości pierwszego tomu, trudno będzie się odnaleźć w tym. Początek serii może być nieco irytujący, bo piętnastoletni bohaterowie postępują lekkomyślnie, a główna bohaterka jest naiwna. Ten tom jest znacznie lepiej napisany i bardzo różni się od pierwszej części.

Ryiah opowiada o swoich czteroletnich praktykach. Akcja jest zawrotna! Bardzo dużo pozorowanych walk, podczas których adepci starają się wykazać. Częsta zmiana miejsca wydarzeń i bardzo duże przeskoki czasowe, lecz wszystko jest spójne i dzięki temu możemy śledzić najlepsze momenty. Pojawia się też polityka, która bardzo dużo podniosła wartość tej serii, ponieważ zaczęło się robić niebezpieczni i napięcie wzrasta.

Bohaterowie również przeszli niemałą zmianę, bo w końcu czas mija i nie są już nieśmiałymi piętnastolatkami, a młodymi ludźmi, przed którymi świat stoi otworem! Zmężnieli, dojrzeli i stali się świadomi swoich możliwości. Ryiah nadal jest wyszczekana i ja to lubię, jednak ma też swoje gorsze momenty, a wszystko to ma związek z wątkiem miłosnym, bo ten temat jest dla mnie bardzo zagmatwany i czasami denerwujący. Darrena nigdy nie zrozumiem i chyba nie obdarzę go sympatią, bo jest okrutny i postępuję dziwnie. Może w kolejnym tomie mnie zaskoczy, ale musiałby się mocno postarać, bym chociaż zaczęła go tolerować. Ian natomiast jest bohaterem o wielkim potencjale, dla którego straciłam głowę i szkoda, że w całym tym szaleństwie i walkach gdzieś przepadł, bo jego poczucie humoru i optymizm mnie urzekły. Wątek Alexa jest miłym dodatkiem!

„Adeptka” to nie tylko świetna kontynuacja, ale i dobrze napisana powieść! Jest ciekawie i zaskakująco. Akcja jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Walki, nawet te pozorowane, są niebezpieczne i bardzo magiczne. Nowi bohaterowie dają się lubić, a niebezpieczeństwo wiszące nad całym królestwem idealnie dopełnia tę historię. Książka znacznie lepsza od pierwszej części i aż zacieram ręce na myśl o kolejnym tomie, choć mam nadzieję, że wątek miłosny zejdzie na dalszy plan. Polecam! 7/10

Link do opinii

Ry spełniła swoje marzenie. Ukończyła próbny rok w Akademii Magii i dostała się do upragnionej frakcji bojowej. Jeśli jednak myślicie, że teraz nauka pójdzie jej już lekko i nie ominą jej problemy, to jesteście w błędzie. Dziewczyna musi stawić czoła nauczycielowi, którego nie znosi (z wzajemnością) oraz wciąć wrogo nastawionej Priscilli. Relacja z Darrenem też jest wciąż skomplikowana, dziewczyna go kocha, ale czy książę odwzajemnia jej uczucia? Ich relacja będzie oscylowała między wrogością a sympatią, czy jednak do czegoś między nimi dojdzie? Ryiah będzie także musiała wykorzystać swoje magiczne umiejętności szybciej, niż sądziła. W nieprzyjacielskim ataku zginie jeden z uczniów, a w powietrzu wisi wojna.

W „Adeptce” wyraźnie już widać, jakie postępy poczyniła Ry. Podziwiałam jej pracowitość i dążenie do celu i to się nie zmieniło. Dziewczyna nadal będzie miała wzloty i upadki, lecz to tylko wzmocni jej determinację do nauki. Udało się jej przecież zrealizować największe marzenie! W pierwszej części największą zagadką był dla mnie książę Darren i to się nie zmieniło w „Adeptce”. Kilkanaście razy zastanawiałam się, o co tak naprawdę mu chodzi i w jaką pogrywa grę. Relacja między Ry i Darrenem, ku mojej ogromnej radości, jest już tutaj pogłębiona, a nawet pojawi się miłosny trójkąt. Nie podobało mi się bardzo postępowanie księcia i byłam zła na Ry, za to, że tego nie dostrzega. W jednej scenie dosłownie pękło mi serce. Jak tak można!

„Adeptka” ma już dużo bardziej dynamiczną akcję. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że książka nie opowiada już tylko o całym roku nauki, ale opisano w niej aż cztery lata praktyk. Każdy rok rozgrywał się już w innym miejscu – w bastionie Ishir na Czerwonej Pustyni, w bogatym Porcie Langli, w Devonie – stolicy Jeraru oraz w Ferren’s Keep. Adepci będą musieli dostosować metody walki do każdego miejsca. Lekko nie będzie! Pozorowane walki będą bardzo niebezpieczne i będą kulminacją każdego roku. Zwroty akcji będą liczne, a na dodatek pojawi się widmo wojny!

Obawiałam się bardzo, że drugi tom serii Czarny Mag okaże się gorszy. Na szczęście tak nie było! Moja ciekawość odnośnie do wątku Ry i Darrena została zaspokojona, zakończenie jest satysfakcjonujące. Nie mam pojęcia, co może się dziać w trzeciej części, ale na pewno nie będzie nudno!

Link do opinii
Avatar użytkownika - katooola
katooola
Przeczytane:2019-04-09, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2019,

Bardzo fajna książka dla młodzieży. Nie odczułam, że to drugi tom więc ma u mnie ogromnego plusa. Jest o Ryiah, dziewczynie z niższych sfer, przezywanej pogardliwie plebejuszką, która jest adeptką w szkole magii. Codziennie walczy z wrednym szykanującym ją Mistrzem Byronem. Rozdarta między dwoma chłopakami, Darrenem a Ianem. Książka napisana lekko, czyta się bardzo szybko. Chętnie przeczytam pierwszą część i kolejne :)

Link do opinii

Książka, którą czyta się szybko, łatwo i powiedzmy że bez większych oporów, a jednak jest potężnie rozczarowująca. Na przeszło czterystu stronach nie ma prawie żadnej treści. Cztery lata nauki w akademii magii zamykają się w schemacie: walka - bal, walka - bal. Wątek miłosny jest śmieszny. Więcej zawartości nie stwierdzono.

Link do opinii

Książkę czyta się wręcz ekspresowo myślę, że to za sprawą łatwego języka i akcji która bardzo szybko się rozwija. Jestem ciekawa jak potoczą się losy bohaterów w kolejnej częśći o ile taka powstanie.

Link do opinii

Książkę czyta się bardzo szybko, język jakim operuje autorka jest bardzo lekki i płynny. Akcja ciągle pruje do przodu i nie ma czasu, aby się zatrzymać, choć nie obeszło się bez zgrzytów. Ja przeczytałam tę część w niespełna dwa wieczory i wciąż jeszcze głowa buzuje mi od różnych emocji, tych lepszych i niestety też gorszych. Częściowo jestem zadowolona z tego co przeczytałam, częściowo zaś nie. Zarzut mam do sposobu, w jaki pisarka postanowiła nas przeprowadzić przez wszystkie lata praktyk Ryiah. Pani Carter sama stworzyła sobie pewien niezbyt pasjonujący schemat i wbiła się w niego z uporem maniaka w jednej tylko książce, powtarzając go aż cztery razy! 


Książka została podzielona na cztery lata praktyk i każdy rok ma różną ilość rozdziałów, niemniej jednak w każdym pokutuje wspomniany przeze mnie schemat. Adepci trenują oraz uczą się w różnych zakątkach królestwa i przeprowadzają tam pozorowane walki. Lwia część każdego roku to wspomniane przeze mnie walki, które trwają zaledwie jeden dzień, po czym następuje jakiś dodatek w fabule (czasami też przed), jak dodatkowa misja, nieszczęsna wyprawa na pole walki, dramatyczne perypetie miłosne i tragiczne zmagania z wrogiem. Dzień praktyk plus większe lub mniejsze wydarzenia również dziejące się w krótkim czasie. Naturalnie nasi bohaterowie w kilku zdaniach przemieszczają się tygodniami lub godzinami z miejsca na miejsce, ale nie odczuwa się upływającego czasu. 


Przez te zabiegi tekst zdaje się być rwany, stracił spójność, byłam niemile zaskoczona zawsze, gdy natykałam się na stronę informującą mnie o kolejnym przeskoku w czasie. Autorka chyba za wszelką cenę chciała skrócić nam cały okres praktyk, dała jakby konspekt, by - być może - przejść w następnej książce do głównego wątku. Mam nieśmiałe podejrzenia co do niego, chociaż wcale nie odkrywcze, bo czytając sam opis tego tomu wiemy, że czeka nas wojna. Przez to bardzo czekam na kolejną część, bo opisy walk, taktyki, wszelkie przeciwności fajnie autorce wychodzą, chociaż wszystko zdaje się dziać tu i teraz, a nie jeszcze dodatkowo w tle. No nic, zobaczymy, co będzie dalej.


W „Adeptce” dostaniemy więcej zawirowań miłosnych, zarówno w życiu najlepszej przyjaciółki Elli, jak i samej Ryiah. Co rok, to inaczej, raz na górze, raz na dole, momentami emocjonująco, ale na poły dramatyczne sceny wprawiały mnie w lekką konsternację, typu: Serio? Nie mogliście o tym pogadać? Albo: Minęły 2 lata? Kiedy?


Na pierwszym roku praktyk nie kupiłam wyboru sercowego Ryiah, było schematycznie, oklepanie, zbędnie, jednakże spodobała mi się jej konsekwencja w momencie, gdy to sobie z mocą uświadomiła. Głównymi bohaterami ciągle szargają ogromne emocje, ich wzajemny pociąg do siebie spala ich od wewnątrz, reagują bardzo wybuchowo i w sumie już samo zakończenie mało mnie ruszyło. Jakby nie było, to cały czas im jednak kibicowałam, bo jest mnóstwo chemii między nimi i pasują do siebie idealnie, przez co super się o tym czytało. Dwa, niezwykle mocne charaktery, zdecydowane, nastawione na ciężką pracę i sukces. Generalnie ogólne zakończenie książki jest dobre, zaskakujące, ale sfera uczuciowa mniejszą rolę już dla mnie odegrała.


Dlaczego mimo wszystko bardzo dobrze oceniam tę powieść? Bo ma w sobie niezaprzeczalnie te nieuchwytne „coś”. Bohaterka jest ciężko zasuwającą, dumną, silną kobietą o jasno postawionych celach, w których uczucia, choć trochę mieszają, to jednak nie przyćmiewają wszystkiego, ba, wręcz nie mogą i basta. Ryiah jest świetna i chciałabym mieć choć połowę jej niezłomnej woli. Inna sprawa, to ogromnie podobają mi się opisy walk, treningów, tych wszelkich mordęg, jakie są zsyłane na adeptów oraz to, że czarowanie nie jest cudownie łatwe, nawet dla najpotężniejszych. Trzeba myśleć, planować, oszczędzać rezerwy, a i tak jest ich za mało. Nie można walki opierać tylko na magicznej sile, z tego powodu też wszyscy adepci z każdej frakcji muszą trenować. Dzięki już tylko powyższym, lektura staje się przyjemnością, ciekawi, co będzie dalej i wciąga. Mam jednak nadzieję, że następny tom nie będzie już tak pocięty.


W „Adeptce” Ryiah nie ma lekko, boryka się nie tylko z problemami w przyjaźni i miłości, czy też z okropnym nauczycielem, ale również z samą sobą, jej pragnieniami, marzeniami i wiszącą nad głową wojną, która zdaje się mieć jakieś większe dno. Kim tak naprawdę są wrogowie? Czy Ry uda się otrzymać upragnione czarne szaty? Jak potoczą się jej sprawy sercowe? Czy uniknie straty najbliższych? Czy podejmie służbę na wymarzonej północy w Ferren’s Keep i zdobędzie chwałę? Czy też może Korona będzie miała większy teraz wpływ na jej los? Jak podoła swej nowej roli i co zamierza zrobić teraz Darren? Żadna postać nie jest mi obojętna i mam szczere nadzieje, że zostaną mocniej rozbudowane w przyszłej części, która na pewno ukarze się w tym roku.

Link do opinii
Inne książki autora
Pierwszy rok
Rachel E. Carter0
Okładka ksiązki - Pierwszy rok

Rudowłosa piętnastolatka Ryiah (zwana Ry) i jej brat bliźniak Alexander mają jedno marzenie: zostać magami. Realizacja tego celu się przybliża, gdy zostają...

Zobacz wszystkie książki tego autora