By Polska była niepodległa. "Harcerki z Ravensbrück"

Data: 2021-03-05 10:12:56 Autor: Piotr Piekarski

Reporterska opowieść o jedynej funkcjonującej w czasie II wojny światowej drużyny harcerskiej w obozie koncentracyjnym. To był fenomen na skalę światową. Drużyna powstała w 1941 r. Tworzyły ją więźniarki Ravensbrück, w większości przedwojenne harcerki. Odbywały się regularne zbiórki. Harcerki pomagały innym więźniarkom, chorym i ,,królikom".

Obrazek w treści

Drużyna miała swój sztandar - znaleziony w czasie sortowania rzeczy nowoprzybyłych do obozu proporzec 13 warszawskiej drużyny harcerskiej. Drużynę tworzyło 7 zastępów, działały w nich aż do wyzwolenia w sumie 102 osoby. Te, które przeżyły, tworzyły do końca swych dni "drużynę" bardzo bliskich sobie osób, połączonych niewymazywalnymi wspomnieniami...

Do lektury książki Harcerki z Ravensbrück Anny Kwiatkowskiej-Biedy zaprasza Wydawnictwo Bellona. Ostatnio mieliście szansę przeczytać drugi fragment publikacji, tymczasem już dziś prezentujemy jego kolejną część:

Mijają miesiące. Wiosna oglądana tylko przez zakratowane okno przywodzi na myśl: harcerskie rajdy, upalne lato, obozy. W końcu przychodzi wrzesień, już druga rocznica wybuchu wojny, która przecież tak szybko miała się skończyć. A 12 września 1941 roku grupie więźniarek z tarnowskiego więzienia ogłoszono wyrok: obóz koncentracyjny w Ravensbrück. Nie mają pojęcia, co to znaczy, ale wierzą, że wszystko jest lepsze od tarnowskiego więzienia. „Wam będzie łatwiej przetrwać, bo wychowało was harcerstwo” – słyszą od współwięźniarek Józefa Kantor, Maria Rydarowska i Zofia Janczy, także harcerka i nauczycielka, 35-letnia hufcowa z Nowego Sącza. Zofia Janczy do harcerstwa wstąpiła w 1918 roku. Zdobyła wszystkie stopnie młodzieżowe i instruktorskie, harcmistrzynią została w 1937 roku. Siedem lat wcześniej ukończyła Państwowy Wyższy Kurs Nauczycielski w Krakowie. We wrześniu 1939 roku przedostała się na Węgry, gdzie prowadziła lekcje dla polskich dzieci. Jednak nie wytrzymała na obczyźnie – w 1940 roku wróciła do okupowanej Polski i została łączniczką ZWZ. Pomagała uchodźcom z Poznańskiego i Pomorza. Aresztowano ją 7 maja 1941 roku.

Przeżycia harcerek z września 1939 roku i drogi, które zaprowadziły je do Ravensbrück, są podobne, choć mieszkały w różnych częściach Polski, różniły się wiekiem, wykształceniem, rodzinnymi tradycjami. Łączyło je zaangażowanie w sprawy Polski i w sprawy ludzi, których spotykały na swojej drodze. Przedwojenne harcerstwo było jedną z najliczniejszych i najpopularniejszych organizacji społecznych w II RP. Andrzej Małkowski, twórca tego ruchu, określił go najprościej jako skauting plus niepodległość. W 1911 roku, kiedy zakładał pierwsze drużyny harcerskie w Polsce, dla Polaków walka o niepodległą ojczyznę była sprawą kluczową, podobnie jak pielęgnowanie wartości narodowych i patriotycznych w warunkach zaborów. W duchu pracy dla wreszcie wolnej Polski i obowiązku dbania, by wywalczoną po 123 latach niepodległość utrzymać, wychowane zostało pokolenie Kolumbów. Tradycja walki o niepodległość była fundamentem II Rzeczpospolitej. Spotkania z żyjącymi jeszcze weteranami powstania styczniowego – dziadkami ówczesnych nastolatków – kształtowały wrażliwość młodych ludzi. Dla ich rodziców pokoleniowym doświadczeniem była zaś bezpośrednia walka o Niepodległą: w konspiracyjnych organizacjach przed pierwszą wojną światową, w Legionach czy innych formacjach militarnych i paramilitarnych w czasie wojny i tuż po niej, kiedy kształtowały się polskie granice. Dla pokolenia Kolumbów było jasne, że w sytuacji napaści hitlerowskich Niemiec i Związku Radzieckiego na Polskę to oni muszą włączyć się do walki o niepodległą ojczyznę. W sytuacji zagrożenia na drugi plan zeszły debaty o kształt ustrojowy i społeczny Polski, które trwały przez całe dwudziestolecie międzywojenne. Te debaty dotyczyły także kształtu harcerstwa. Jednak obliczu zagrożenia spory o to, jaka ma być Polska i jakie harcerstwo, zeszły na dalszy plan. Najważniejsze, podobnie jak przez okres zaborów, stało się to, by była Polska i by była niepodległa.

W związku z tym harcerze i harcerki od pierwszych chwil wojny brali czynny udział w walce z okupantami. Nic więc dziwnego, że członkinie tej organizacji pojawiały się w Ravensbrück już w pierwszych transportach. Anna Burdówna – wiosną 1940 roku. Została aresztowana przez gestapo w kilka godzin po napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę. Kiedy szła wraz koleżanką, także nauczycielką, Kunegundą Pawłowską na poranną mszę, towarzyszył im huk dział niemieckiego krążownika Schleswig-Holstein ostrzeliwującego Westerplatte. Kilka godzin później, po powrocie z mszy w Trąbkach Wielkich, zostały aresztowane przez gestapo. Hanka Burdówna na Pomorzu pracowała zaledwie od roku. Pochodziła z Łodzi. Tam jako 12-latka wstąpiła do Związku Harcerstwa Polskiego, do drużyny noszącej imię Baśki Wołodyjowskiej. Przeszła wszystkie szczeble harcerskiego wtajemniczenia. Po elitarnym łódzkim gimnazjum im. Sczanieckiej ukończyła Seminarium Nauczycielskie z wykładowym językiem francuskim. Dostała pracę w szkole w Konstantynowie Łódzkim i tam w 1932 roku zorganizowała drużynę harcerską. Ze swoimi druhnami jeździła na obozy harcerskie nad morze, bo dzięki temu, że znała francuski, zapraszali ją organizatorzy wakacji organizowanych dla dzieci Polonii belgijskiej. Tam też zetknęła się z Polską Macierzą Szkolną w Wolnym Mieście Gdańsku i w 1938 roku zdecydowała się przeprowadzić na Pomorze. Tu podobnie jak na Śląsku czy w jej rodzinnej Łodzi, mieszały się kultury, wpływy i języki – polski, niemiecki, kaszubski. Ścierały się interesy polityczne i narodowe.

Hanka uczyła początkowo w Szymankowie, a w 1939 roku została kierowniczką szkoły w Ełganowie. Szlakiem najdawniejszej historii Polski zorganizowała dla swoich uczniów wycieczkę do Poznania, a 3 maja 1939 roku, w dniu święta konstytucji, od Przysposobienia Wojskowego Kobiet odebrała ufundowany przez nie sztandar szkoły z wyhaftowanym Orłem Białym w koronie i wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Wakacje – nerwowe w atmosferze nasilającego się hitlerowskiego terroru – skończył telefon, który odebrała 28 sierpnia o 14:00. Dzwonili z Macierzy Szkolnej, by przekazać jej polecenie Komisariatu Generalnego RP: ma natychmiast zamknąć szkołę i najlepiej wyjechać z Pomorza. Długo rozmawiała z Kunegundą Pawłowską, nauczycielką Macierzy Szkolnej, oraz rodzicami swoich uczniów – i postanowiła zostać. Pawłowska, starsza od Hanki o 23 lata, na Pomorzu działała od 1929 roku. Była szefową ochronki Macierzy Polskiej w Trąbkach Wielkich. W sprawie jej ponownego otwarcia, na które Niemcy nie chcieli się zgodzić, interweniowała nawet Liga Narodów. Żarliwa katoliczka i nieustępliwa patriotka stała się przyjaciółką Burdówny.

Zostały aresztowane kilka godzin po napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę jako „fanatyczne Polki” wraz z najbardziej aktywnymi Polakami z: Ełganowa, Czerniewa i Postołowa. Ciężarówkami przewieziono więźniów do Pruszcza, gdzie byli także aresztowani z: Gołębiewa, Kleszczewa i Trąbek. Przesłuchiwano ich i bito przez wiele godzin. Później zwolniono wszystkie kobiety prócz dwóch nauczycielek – Anny Burdówny i Kunegundy Pawłowskiej. Teraz i je wezwano na przesłuchanie. Zarzucano wrogość wobec Niemców i repolonizację niemieckich dzieci. „Wasze knucie na nic się nie zdało” – oświadczył gestapowiec i włączył radio. Popłynął głos spikera z Częstochowy. Mówił po niemiecku. „Ale wojna nie jest skończona” – odezwała się Anna Burdówna, także po niemiecku. To przypieczętowało ich los. Zostały zamknięte w ciasnej komórce, dopiero po dwóch dniach od aresztowania przyniesiono posiłek i pozwolono im wyjść na podwórko, a 4 września zostały przewiezione do więzienia w Gdańsku. Jako „element wrogi i niebezpieczny dla Rzeszy” skazano je na wyniszczenie. Zanim zginą, miały jeszcze pracować na rzecz Niemiec. Z gdańskiego więzienia skierowano je najpierw na roboty przymusowe w majątku Wyszecino pod Wejherowem, a w marcu 1940 roku wysłano do Ravensbrück. Był to pierwszy większy, bo liczący 58 osób, transport Polek do obozu. Pierwszy sondertransport – czyli „transport specjalny”.

Więźniarki z takich transportów skazane były na zagładę przez wyniszczającą pracę, głód, choroby. Według hitlerowskich oprawców ideologów miały zniknąć. Tymczasem Kunegunda Pawłowska mimo zakazów i surowych kar wzywała kobiety do modlitwy, organizowała nabożeństwa. W obozie szybko nazwano ją „kanonikiem”. W posłudze religijnej pomagały jej Maria Szpitterówna, była uczennica Polskiego Gimnazjum w G dańsku, nazwana przez współwięźniarki „Białym wikarym”, bo była blondynką, oraz Hanka Burdówna, brunetka, która zyskała przydomek: „Czarny wikary”. Do tego grona kobiet organizujących życie religijne i prowadzących nielegalne nabożeństwa jesienią 1941 roku dołączy Józefa Kantor, która określana była jako „Proboszcz”. Spotkały się w roku trzydziestych urodzin Hanki. „Piękny charakter i piękny człowiek. Miała w sobie tyle dobroci i tyle wyrozumiałości dla ludzkich ułomności, że wydawało się to czasem nierealne. Hanka nie tylko nie «miała żółci», ale jakby była utkana z samych słonecznych promieni. Nigdy się nie pogniewała, nigdy nikomu nie odpowiedziała ostro” – wspominała po wojnie Annę Burdównę Renée Skalska, która w Ravensbrück prowadziła drużynę „Szarych Szeregów”. Była nauczycielką i harcerką, aresztowano ją za działalność w organizacji „Orzeł Biały” – jednej z pierw szych, które powstały w okupowanej Polsce już we wrześniu 1939 roku. Do Ravensbrück Skalska trafiła w 1940 roku.

Nauczycielką była także Aniela Wideł, przedwojenna komendantka hufca harcerek w Bielsku. Jej brat, major Stanisław Wideł, brał udział w kampanii wrześniowej, a po kapitulacji wrócił do Nowego Sącza. Pod pseudonimem „Kruk” w październiku 1939 roku zorganizował pierwszy obwód Służby Zwycięstwa Polski, później przemianowany na Związek Walki Zbrojnej, i został jego komendantem. Major Wideł wciągnął do ruchu oporu kolejarzy. Byli kolporterami nielegalnej prasy, łącznikami, ukrywali wielu działaczy wojskowego ruchu oporu, od nich czerpano też wiadomości o ruchach transportów i wojsk niemieckich. W pracy konspiracyjne j wspomagała go siostra. Aniela była główną łączniczką wewnętrznej sieci dowodzonego przez brata obwodu ZWZ. Wiosną 1941 roku oboje zostali aresztowani. Stanisława po bestialskim śledztwie wywieziono do Oświęcimia i tam rozstrzelano. Jego siostra, aresztowana w Marcinkowicach, trafiła po okrutnym śledztwie do Ravensbrück.

Wanda Szczęsna przed wojną była zastępową, przyboczną, drużynową, a w końcu hufcową I Mazowieckiego Hufca Harcerek w Mławie. W 1936 roku zdobyła stopień podharcmistrzyni. Organizowała kursy dla drużynowych i szkolenia dla harcerek. Latem 1939 roku w obliczu zbliżającej się wojny dotyczyły one już nie umiejętności życia na łonie natury, ale przede wszystkim obrony cywilnej i pomocy sanitarnej. Kiedy wybuchła wojna, ta wiedza była jak znalazł. Wanda Szczęsna podjęła służbę samarytańską w 70. pułku 20. Dywizji Piechoty Wojska Polskiego, który bronił Mławy. Kiedy rozpoczął się ostrzał artyleryjski, rozpętało się piekło. Piechota przez trzy dni broniła się przed przeważającymi siłami niemieckich dywizji pancernych. Szpital, w którym pracowała Wanda, był coraz bardziej przepełniony, nie sposób było nadążyć z opatrywaniem rannych, bo wciąż przynoszono kolejnych i kolejnych. Sanitariuszki dwoiły się i troiły. Wiedziały, że jest bardzo źle. W końcu w nocy z 3 na 4 września przyszedł rozkaz odwrotu. 20. Dywizja Piechoty tylko tym sposobem mogła się uchronić przed śmiertelnym okrążeniem.

W Modlinie, dokąd trafili, załoga z uznaniem patrzyła na żołnierzy, którzy mimo trzydniowych ciężkich walk byli pełni wigoru i gotowi do dalszej obrony. Przez dwa tygodnie do Modlina ściągały kolejne oddziały polskiego wojska, które wobec niemieckiego blitzkriegu zmuszone były do odwrotu. Było pewne, że wszystkie siły będą bronić Warszawy. Część 20. Dywizji rzucono na odsiecz stolicy. Wanda z sanitariuszkami zostały w twierdzy Modlin. Była tam też, gdy 17 września rozpoczęło się mordercze bombardowanie twierdzy przez eskadry Luftwaffe, liczące w sumie ponad 100 samolotów. Następnego dnia Niemcy przypuścili atak artyleryjski. Walki trwały nieustannie przez dziesięć dni; ustały 28 września. Dzień później generał Thommée podpisał kapitulację twierdzy. W szpitalach panowało piekło. Wanda nie wiedziała, że w Modlinie było w sumie ponad 4 tysiące rannych polskich żołnierzy. Po klęsce wrześniowej, podobnie jak inne harcerki, zaczęła pracę w konspiracji. Aresztowano ją w styczniu 1941 roku; trafiła do obozu przejściowego w Działdowie, a wiosną do Ravensbrück.

Maria Masłowska jako piętnastolatka zorganizowała w Oświęcimiu I Drużynę Harcerek im. Królowej Jadwigi. Na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie studiowała geografię i biologię, stworzyła drużynę starszoharcerską. W krakowskiej komendzie harcerek prowadziła kursy dla drużynowych. Po wybuchu wojny pracowała w punkcie sanitarnym PCK w Krakowie. We wrześniu 1939 roku spędziła wiele dni na krakowskim dworcu, pomagając tłumnie przybywającym do miasta przesiedleńcom z ziem wcielonych do Rzeszy i jeńcom wojennym. Udzielała im pierwszej pomocy, opatrywała rany, przynosiła wodę, a przede wszystkim ze szpitalika PCK ściągała lekarzy, którzy pomagali w poważniejszych przypadkach, a tych było bez liku. Wspólnie z innymi studentami i absolwentami Uniwersytetu Jagiellońskiego organizowała tajne nauczanie i prowadziła regularną pracę konspiracyjną. Aresztowana w lipcu 1941 roku, osadzona w więzieniu na Montelupich, mimo że sama skatowana, w śledztwie pomagała współwięźniom. W końcu została wywieziona do Ravensbrück.

Janina Stefaniszyn od podstawówki należała do ZHP. W Nowym Sączu, gdzie pracowała w biurach adwokackich, po pracy prowadziła zorganizowaną przez siebie harcerską drużynę żeglarską. Uczyła też pływać i żeglować, organizowała zawody sportowe. Jej młodsza siostra Ziuta była sportsmenką i także harcerką; po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego w Starym Sączu uczyła na kursach organizowanych dla żołnierzy analfabetów, udzielała korepetycji, a służbę harcerską pełniła w świetlicach dla biednych dzieci. Prowadziła akcje charytatywne na rzecz ubogiej młodzieży. W kampanii wrześniowej poległ ich brat Tadeusz. Jego koledzy oficerowie wciągnęli siostry do konspiracji. Były kurierkami – łączniczkami w oddziałach ZWZ. Ziuta wpadła 25 marca 1941 roku, Janka trzy tygodnie później. Obie trafiły do nowosądeckiego więzienia. Były torturowane, ale nikogo nie zdradziły. Ich także w czasie konfrontacji nie wydał żaden z aresztowanych oficerów. Przewiezione do Tarnowa transportem wrześniowym w 1941 roku przyjechały do Ravensbrück.

Janka i Ula Janowskie z Poznania zostały aresztowane z całą pięcioosobową rodziną – rodzicami i bratem. Wszyscy byli zaangażowani w konspirację. Janka roznosiła podziemne gazety. Po śledztwie najpierw w poznańskim Forcie VII, a później w Berlinie, wiosną 1940 roku siostry i ich matka trafiły do Ravensbrück. Ula w chwili aresztowania nie miała nawet 18 lat. Równie młodziutka jak Ula Janowska była Kama Janowicz – harcerka z Brześcia, córka legionisty walczącego u boku marszałka Józefa Piłsudskiego, która w 1939 roku zorganizowała w swoim mieszkaniu punkt przerzutowy dla ukrywających się żołnierzy i oficerów wojska polskiego. Kama sama została żołnierzem ZWZ – kurierką przewożącą meldunki na trasie Warszawa–Lublin–Zamość–Terespol. Aresztowana w listopadzie 1940 roku, była bestialsko torturowana w czasie przesłuchań. Do Ravensbrück trafiła z wyrokiem śmierci, który w każdej chwili mógł być wykonany. Miała wówczas ledwie dwadzieścia lat.

Do pokolenia Kolumbów należała także Katarzyna Kawurek. Pochodziła z Kędzierzyna-Koźla. Jej rodzina musiała opuścić dom, kiedy Kasia miała zaledwie dwa lata. Jej ojciec w trzecim powstaniu śląskim uczestniczył w bitwie o Kędzierzyn, więc po plebiscycie dotyczącym podziału Śląska musiał uciekać z przyznanych Niemcom ziem. Przeprowadzili się zatem do leżącego już za polską granicą Radzionkowa. Tam Kasia skończyła szkołę, a kiedy wybuchła wojna, zaczęła pracę w konspiracji. Aresztowana 20 października 1941 roku, po śledztwie w mysłowickim więzieniu została zesłana do Ravensbrück.

Janina Potoczek w maju 1944 roku, kiedy trafiła do Ravensbrück, miała zaledwie osiemnaście lat. Kiedy wybuchła wojna, chodziła jeszcze do szkoły. Kończyła ją na tajnych kompletach. I szybko naukę zaczęła łączyć z pracą w konspiracyjnej drużynie harcerskiej. Wiosną 1942 roku złożyła przyrzeczenie harcerskie na ręce komendanta krakowskiego hufca „Podgórze” „Szarych Szeregów” Franciszka Baraniuka. Był dowódcą i założycielem plutonu „Alicja” Armii Krajowej, w którym działali krakowscy harcerze. A wśród nich Janina Potoczek, jedna z dwunastu dziewcząt w 60-osobowym plutonie. Pełniła funkcję łączniczki, miała pseudonim „Telimena”. Aresztowania harcerskiego plutonu rozpoczęły się wraz z wpadką Franciszka Baraniuka, jesienią 1943 roku. W ciągu pół roku gestapo zatrzymało niemal wszystkich członków plutonu. Zdradził ich kolega Sławomir Mądrala – pseudonim „Pirat”. Został za to skazany przez podziemny Wojskowy Sąd Specjalny na karę śmierci, którą wykonano w marcu 1944 roku. Jednak przez jego zdradę członkowie plutonu ginęli w więzieniu na Montelupich, a ci, którzy przeżyli bestialskie przesłuchania, byli rozstrzeliwani w publicznych egzekucjach. Wojnę przeżyło tylko dwoje harcerzy z plutonu – Stanisław Pławecki i Janina Potoczek.

„Telimena”, kiedy zaczęły się aresztowania, ukrywała się w różnych miejscach. Wiedziała, że rodzinnego domu musi unikać, bo tam groziło jej aresztowanie. Jednak po miesiącu tułaczki kompletnie wyczerpana postanowiła, że choć na chwilę zobaczy się z matką. Był 10 grudnia 1943 roku. Nie wyszła przed godziną policyjną, postanowiły więc, że przeczeka noc w domu – pierwszą od długiego czasu noc we własnym łóżku. Niestety o czwartej nad ranem do drzwi krakowskiego mieszkania załomotało gestapo. Janinę przesłuchiwano na Pomorskiej, niespełna tydzień po aresztowaniu usłyszała wyrok śmierci. Nie wykonano go od razu. Trzy miesiące spędziła w celi zakładników, z której codziennie wyprowadzano kogoś na rozstrzelanie. Po pół roku karnym transportem wysłano ją d o Ravensbrück z adnotacją „NN”, oznaczającą, że ma zostać unicestwiona. Nie wolno jej było otrzymywać paczek ani listów. Po kwarantannie większość więźniarek z jej transportu została wysłana do fabryk broni i amunicji, ona z wyrokiem śmierci musiała zostać w obozie.

 

Książkę Harcerki z Ravensbrück kupić można już w popularnych księgarniach internetowych: 

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Harcerki z Ravensbruck
Anna Kwiatkowska-Bieda0
Okładka książki - Harcerki z Ravensbruck

Reporterska opowieść o jedynej funkcjonującej w czasie II wojny światowej drużyny harcerskiej w obozie koncentracyjnym. To był fenomen na skalę światową...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Szczęśliwy zegar z Freiburga
Robert M. Rynkowski
Szczęśliwy zegar z Freiburga
Czarny Bałtyk
Maciej Paterczyk
Czarny Bałtyk
Ślady. Rudy warkocz
Katarzyna Kielecka
Ślady. Rudy warkocz
Wszyscy jesteśmy kosmitami
Krzysztof Kochański
Wszyscy jesteśmy kosmitami
Dobry od listopada
Mariusz W. Kliszewski
Dobry od listopada
Jak zdobyć supermoce
Ewa Martynkien
Jak zdobyć supermoce
Na wieki wieków Pani Amen
Bianka Kunicka - Chudzikowska
Na wieki wieków Pani Amen
Zmarnowany rozsądek
Izabela Grabda
Zmarnowany rozsądek
Apokalipsy według Joanny
Anna Robak-Reczek
Apokalipsy według Joanny
Wielki Post i Wielkanoc. Przewodnik
Christian Albini, Asunta Steccanella
Wielki Post i Wielkanoc. Przewodnik
Pokaż wszystkie recenzje