Mistrz Haftowanego Listowia

Autor: krudzinski

przepadnie, zbiesi się do szczętu. Rękopis wyrzeknie się mnie i nie popłynie więcej. Nie odnajdę

nieodległego już źródła, nie zaczerpnę zeń i nie napiję się.

Korytarzyk był wąski i pełen obaw, czasami przenikał ściany i rozszerzał się w nigdy

wcześniej nie widziane pomieszczenia, a czasem jakby znajome, w których się już kiedyś było.

Za jedną z kolejnych ścian, przez którą przeszedłem z niejakim trudem, ukazał się był niewielkich

rozmiarów pokój.

Ściana bezszelestnie zamknęła się za mną. Stanąłem zamurowany. Pokój powoli spełniał się w nikłym świetle, płynącym niewiadomo skąd. Było tu bardzo zimno.

Nieusuwany od dawna kurz zalegal nieliczne sprzęty.Łóżko pozostawiono w nieładzie.

Lustro jakby umarło, zapomniawszy własnego odbicia, a jeśli żyło, to wyobcowane i już nie można

się było w nim przejrzeć. Nie poznawało nikogo.

Rozejrzałem się, ani żywej duszy. Na nie uprzątniętej podłodze walały się strzepy nici.

Naokoło ze ścian zwieszały się makaty pełne zakurzonej zieleni haftowanego listowia.

Łóżko zdawało się świadczyć, że ktoś tu mieszkał. Czyżby stąd właśnie przychodził,

by mnie podpatrywać?

W górze w rogu pokoju, pod sufitem coś zaszeleściło. W zalegającym półmroku

z trudem dostrzegłem wpatrzone we mnie małe, świdrujące guziczki oczu. Ktoś bardzo niewielki

zwisał jak nietoperz z awieszonej ustropu poręczy i wpatrywał się we mnie.

Od razu go poznałem, był to ten sam nieznajomy, którego widziałem poprzedniego wieczora zza lustra sali restauracyjnej.

Zdawalo mi się, że znalem go już wcześniej z moich lektur przed wieloma laty, zanim

zdecydowałem się wyruszyć w tę podróż. Nie wiedziałem, że będzie tak cudowna, że odnajdę

rękopis.

 

Czekałem na pana już od dawna – niespodziewanie odezwal się człowieczek.- Wie-

działem, że musi pan kiedytś tutaj przyjść, ostatecznie wszyscy przecież mieszkamy w tym samym

pokoju naszej samotności. Tylko nieliczni potrafią stąd wyjść. Gdybym pana nie obserwował

od bardzo dawna,nigdy nie pozwoliłbym się panu tutaj odnależć. Wiem jednak, że panu nic nie grozi i będzie pan mógł później stąd powrócić. Oczywiście o ile pan zechce, w gruncie rzeczy

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy