Ciepłe maile i herbata cz. 4

Autor: wusia

-Jesteś już, chodź, usiądź z Nami, Adam wyciągnął z zaproszeniem dłoń w kierunku Ewy. Lubił czuć ją koło siebie. 

-Izunia zasnęła tak szybko, nawet nie zorientowałam się kiedy...

 Ewa usiadła blisko Adama i wtuliła się w kołnierzyk jego koszuli. Adam pachniał męskim Chanel, kwiatowym aromatem z ostrymi przyprawowymi nutami przeplatającymi się z miękkością białej skóry. Tak pachniało bezpieczeństwo. Grejpfrut, mięta pieprzowa , piżmo i miód, to tajemnica, siła która przyciągała. Lubiła otaczać się jego zapachem, uwielbiała, gdy ta woń muskała jej skórę, czasem kilka kropel na jej szaliku w zimne dni, ogrzewało ją od wewnątrz, ciepłym, przyjemnym uczuciem. Adorował ją bezsprzecznie. Kiedy zupełnie nieproszone, przychodziły samotne noce, zasypiała w jego koszuli, przytulała się do rękawów, do pachnącej jeszcze snem poduszki, okrywała się szczelnie kołdrą jego myśli i czekała niecierpliwie na jego powrót.

 - Ładnie razem wyglądacie, tworzycie fajną łagodną całość, lubię na Was patrzeć, bez wątpienia.

-  Właściwie, to jak się poznaliście ? 

- Mamo, wyszeptał Adam. Po prostu, odnaleźliśmy się w tym wielkim ogrodzie życia.

- Zaraz, zaraz, tak po prostu ? już? koniec? O nie, nie zgadzam się , zaraz wszystko mi opowiecie, jak na spowiedzi. Koniec kropka. Idę po nalewkę.

 -Kiedy zobaczyłem Ewę po raz pierwszy, stojącą na moście staromiejskim, poczułem słodki i smaczny stan.

-Do dziś pamięta jaki kolor sukienki miałam na sobie.

-Tak, zielony, kolor nadziei...Zauroczyła mnie całego. Wydawało mi się, jakby cały świat było tym moim zauroczeniem oblepiony. Przez cały czas, czułem, tfuuuuu nadal czuję mrowienie w podbrzuszu, gdy tylko jest blisko.To było takie nagłe, zaskakujące i gwałtowne uczucie. Wciąż słyszałem jej głos, ciepły i soczysty. Ona ma w sobie, takie wewnętrzne światło. Prywatne słońce dobra. Kiedy ujrzałem Ją pewnego, czerwcowego wieczoru, stała na moście, jakby czekając, wyczekując.

-Na  swoją miłość. Wyszeptała Ewa, pierwszą miłość. Cała trójka uśmiechnęła się do siebie.

- Kiedy przyjrzałem się Jej bliżej, wydawało mi się, że jest smutna, a po jej policzku      spłynęła łza. Zatrzymałem samochód, wysiadłem i podszedłem do Niej. Zapytałem czy nic się nie stało, czy potrzebuje pomocy...

-Tak typowe dla lekarzy – oznajmiła Irena. 

-Wtedy, Ona podniosła swój wzrok. Spojrzała w moje oczy, swoimi, wielkimi, jak u sarny oczami. Uwiodło mnie jej spojrzenie, pełne tęsknoty, głębokiego żalu, jakby gorzkiej skargi, cierpkiego smutku, pretensji, mglistego niepokoju. Piękne głębokie spojrzenie czarnych źrenic. Czarnych do granic możliwości niczym węgiel, atrament, otoczonych ciepłą, orzechową obwódką. Nie zastanawiając się podałem jej chusteczkę. Wchłonęła jej łzy. Czyste krople najłzawszych łez. Uśmiechnęła się lekko, podała dłoń, szepcząc „ Ewa”. Miała delikatne, gładkie, miękkie dłonie. Jak aksamit. Przedstawiłem się i zapytałem, dlaczego, stoi tu zupełnie sama. Powiedziała, że przyjechała tu z przyjaciółkami, że spędzają razem wieczór, ale Ona opuściła ich na chwilę, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.

 -Nie zdawałam sobie sprawy z szybkości upływającego czasu, tak przyjemnie spacerowało mi się pod pachę ze słodkim czerwcowym powietrzem. Nogi same mnie niosły. Miałam za sobą, długi niczym szyja żyrafy dzień, naszpikowany licznymi przykrościami i troskami. Widok z mostu, zapierał dech w piersiach, tafla jeziora Nyskiego układała się jakby do snu, częstowała mnie swoją łagodnością. Światła pobliskich latarni, szlifowały piękne kształty, które tworzyły piękną oprawę całej bajkowej scenerii. Korony drzew odbijające się w spokojnej już wodzie, wyglądały, jakby przytulały się z czułością do zmęczonej dniem wody. Ten widok zawsze mnie mimowolnie rozczula. Dźwięki miast układały się powoli do snu. Z dala słychać było przyćmione już odgłosy ulicznego ruchu.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy