Detektyw Wąs. Sprawa Pirwsza

Autor: rafalus79
/>- Panie Wąs, komisarz Frytosław McCann i śledczy Kogut do panów. Niestety komisarz nie miał już żadnych biletów wizytowych, wręcza więc panu ten oto bilet na autobus trasy King Cross – Heymarket, ważny do trzeciego marca z dodatkową zniżką w weekendy ( do 50%) oraz upustem ( do 15%) jeśli jedzie pan tylko dwa przystanki, lub dwa razy po 10% jeśli jedzie pan jeden ale w dwa razy w tym samym dniu, w odstępie nie dłuższym niż dwie godziny.... – Powiedziała gosposia podając bilet. 
- Daj nam 5 minut po czym proś ich na górę używając akcentu londyńskiego z pierwszej polowy XVI w. - Poprosił Wąs.
„Mama jednak dobrze radziła abym skończyła lingwistykę ze specjalizacją semantyki XVI wiecznego Londynu” pomyślała gosposia zamykając drzwi.
Dr. Klakson przywdział ubarwione meksykańskim wzorem pantofelki z peruwiańskiej lamy, powalonej zatrutą kukurydzą zawistnego sąsiada którego stado i rodzinę uśmierciła „choroba wściekłych lam” – plaga spowodowana nadmiernym spożyciem kawy Inki pośród plemion prekolumbijskiej ameryki łacińskiej.
Sam detektyw Wąs stanął przy oknie i przybrawszy zamyśloną pozę, rzucając sprośny cień na ścianę,( który rozbudził wyobraźnię Klaksona tak iż zmuszony był do nóg skrzyżowania) czekał ze spokojem na nadchodzących gości.
Po chwili w drzwiach pojawili się komisarz McCann, a tuż za nim posterunkowy Kogut.
- Nim pan usiądzie, komisarzu, pozwolę sobie powiedzieć co nieco.... Przyjechał pan w pośpiechu o czym świadczy brak marynarki, oraz kapelusz ubrany „odwrotną stroną”... – Powiedział Wąs.
- Brawo! – Zadziwił się komisarz....
- ...Uprawia pan wspinaczkę, o czym świadczy ten czekan zapasem...
- Genialne... – Westchnął McCann. 
- Lubi pan lody waniliowe, o czym świadczy ich resztka na pańskim nosie...
- Nadzwyczajne!
- ...Zapomniał pan aparatu słuchowego, o czym świadczy pańskie bezsensowne potakiwanie na wszystko co powiem...
- ... Słucham?
- Mniejsza z tym... – Odparł Wąs. 
Komisarz wraz z posterunkowym usiedli na sofie przywiezionej przez Wąsa z Bułgarii na pamiątkę zlotu „Ludzi Którzy Chcieli by Przywieść Sofę na Pamiątkę z Bułgarii”. Sam detektyw podszedł do stolika kładąc swą kościstą dłoń na karafkę o falicznym kształcie. W kącie słychać było ciężkie, miarowe sapanie doktora Klaksona.
- Jack?...
- Nie... „Frytosław” – Poprawił komisarz.
- Jack Daniels czy Gin? – Sprecyzował pytanie Wąs.
- Nie piję na służbie... pocieszę się zatem skrętem z marihuany...- Odpowiedział komisarz sięgając do kieszeni.
Padał deszcz....
W akompaniamencie rytmicznego stukania o parapet siedzieli przez chwilę ćmiąc i dymiąc. Wąs ponownie przyłożył skrzypce do ramion i... zaskrzypił instrumentem z którego pośród kłębów dymu popłynęła „Kuper-Tura” z „Afery Carmen” Maurycego Bideta. Muzyka popłynęła falą po ścianach, zdmuchując z nich kurz oraz zasuszone powłoki skór pajęczych. Skrzypce rzęsiły, iskrzyły, popiskiwały, trelowały, nuciły, wyły, zrywały tapetę ze ścian. Posterunkowy Kogut uronił łzę z lewego oka oraz strużkę krwi z prawego ucha... Po chwili komisarz rozpoczął swą opowieść o tym co go sprowadza;
- Jak zapewne słyszeliście, hrabiego von Sznycla dręczy ostatnio fala dość niecodziennych kradzieży. Otóż hrabia, jak wiadomo, jest właścicielem największej w hrabstwie Woodcock kolekcji nie tylko baloników na druciku czy odwodnionych pustynnych zwierzątek futerkowych. Ma on również pok

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy