KAY-rozdział siódmy

Autor: Robert-Altamiro

Rozdział siódmy


Z samego rana do San Bernardino wkracza policja.Zakuwa w kajdanki zdezorientowanych lekarzy i pielęgniarki. Jeden z nich skalpelem atakuje Kay.Wytrąciwszy mu go policjantka obezwładnia doktora.

Ordynatora John zatrzymuje przed tylnym wyjściem:

-Wybierasz się gdzieś? Prycza w więzieniu już czeka.
-Nic nie zrobiłem.
-Tak,tak a ja jestem arcybiskubem Ralphem.

Do Kay:

-Mamy ich.
-Jeszcze nie,brakuje dyrektora.

Granatowy mercedes gwałtownie zawraca. Kay rusza z spiskiem opon.Samochody ostro skręcają na czerwonym,powodując zderzenie... biała mazda przejechawszy przez chodnik uderza w drzewo:

-Potrzebna karetka na Sunset Bulvard.Pospieszcie się.

Przestępca niemalże potrąca młodą parę,która cudem ratuje swe życie:

"Co on wyprawia? ...rozum postradał?"

Uciekinier wjeżdża do parku-tarasuje stoiska z lodami,ciepłymi przekąskami.Przerażeni ludzie odskakują ,dzieci uciekają z krzykiem.

Policjantce udaje się uniknąć potrącenia matki z małą dziewczynką:

"Mój Boże...o mało ich nie zabiłam"

Wyjechawszy na ulicę pojazdy zwiększają predkość...pędzący merc z trudem wyrabia się przy skręcie na most-przy zjedzie traci przyczepność,zaczyna dachować...Kay gwałtownie hamuje...samochód obraca sie...wpada na przeciwległy pas drogi-policjantka w ostatniej chwili ucieka przed nadjeżdżającym tirem...w powietrze wznosi się kula ognia...Kierowca ciężarówki ginie w płomieniach...
Z rozbitego merca Kay wyciąga przestępcę...po przyjeździe ambulansu i partnera:

-Wszystko w porządku?
-Nic mi nie jest.
-Podziękuj swojemu aniołowi stróżowi,czuwa nad tobą.

"Dziękuje Mamo"

-Biorą dyrektora...
-Pojadę z nimi.
-Weź mój samochód i jedź odpocząć.
-Dzięki
-Tylko nie rozbij go
-Przecież mnie znasz
-Znam...
-Nie martw się,nawet go nie zarysuję-z uśmiechem na twarzy.


********


Późnym popołudniem Kay wraca do domu,słysząc już od progu radosne wołanie:

-Mamusia...mamusia-Sara z radością wpada w objęcia matki:
-Mój kochany aniołeczku....Byłaś grzeczna?
-Tak.
-Nie sprawiała najmniejszych kłopotów.
-Jak się czujesz Alicio?
-O wiele lepiej,dziękuje
-Nie ma za co.
-Aresztowaliście tych ludzi?
-Tak,wszystkich.
-Jakich ludzi?
-Bardzo złych skarbie.
-Co z dzieckiem Lockhardów?
-W ramionach szczęśliwej mamy.
-Bogu dzięki
-Tak..."i pewnej kobiecie w czerni"
-Wiesz mamo...
-Co aniołku?
-Jestem z ciebie dumna...robisz tyle dobrego dla ludzi.
-Kochanie...dziękuje-ze wzruszeniem.

Chwilę później:

-Kto dziś ma święto?
-Tata.
-Pamietałaś o prezencie?
-Tak
-Zuch dziewczyna.
-Chodź pójdziemy odebrać tort a później zrobimy kolację.
-Daj adres ja odbiorę.
-Nie mogę cię oto prosić.
-Przy najmniej tak się odwdzięczę za okazaną pomoc.
-Dziękuje.
-Nie ma sprawy...lecę
-A my moja panno idziemy do "centrum dowodzenia"
-Tak jest-radośnie
-Mianuje cię moim pierwszym asystentem.
-Do usług...

W kuchni :

-Co dziś zaśpiewamy?
-Królową tańca.
-Świetny wybór...panie i panowie przed Wami muzyczny duet  beautiful girls i...królowa tańca:

Możesz tańczyć, możesz żyć
Masz czas by korzystać z życia
Och

Po drodze Alicia pozwala sobie na chwilę przyjemności-kupuje pysznego włoskiego loda w polewie...tymczasem w domu państwa Richards trwa muzyczna fiesta kulinarna:

Spójrz na tą dziewczynę na scenie
Odnalazła w sobie królową tańca
Piątkowa noc i niewyraźne światła
Spójrz w to miejsce
Gdzie grają

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy