Matka Herezji - Rozdział II

Autor: KonradStaszewski
Matka Herezji Rozdział II : Papież w kielichu krwi. Rozglądał się dookoła z szeroko otwartymi oczami. Nie wiedział jak się tu znalazł ani tym bardziej gdzie jest. Przecież nie wychodził z domu. Pamiętał tylko, że poszedł spać ale nie spał - miał co innego do roboty. Uśmiechnął się na samo wspomnienie minionej nocy. Zastanawiał się gdzie jest jego nocna towarzyszka. Rozejrzał się jeszcze raz. Znajdował się w jakimś małym pomieszczeniu. Po umeblowaniu poznał, że musi to być jakaś prywatna komnata. Z zewsząd otaczały go śnieżnobiałe ściany. Wisiały na nich różnej wielkości arrasy i obrazy. Przyjrzał się im dokładniej i z niemałym zdziwieniem zauważył, że wszystkie przedstawiają sceny z historii Kościoła ale było w nich coś nienaturalnego. Na każdym wyeksponowana była krew a postacie dziwnie się uśmiechały. Podszedł do jednego z obrazów, wiszącego najbliżej łukowego, oszklonego okna i ciarki przeszły go po całym ciele. Obraz, na który spoglądał przedstawiał scenę Ostatniej Wieczerzy ale Pan Jezus miał dziwne rysy twarzy, takie kobiece. Uderzyło go jeszcze coś - jakby skądś ją znał, ale wprost odrzucała swoją surowością i zawziętością. Nie dostrzegał w niej ani śladu miłości ani miłosierdzia. Im bardziej się jej przyglądał tym bardziej mu się nie podobała. O mało nie krzyknął gdy zdało mu się, że dostrzegł zimny błysk w oczach Pana. Cofnął się kilka kroków i przeżegnał na głos. Sięgnął po krzyżyk, który zawsze pod kolczugą na piersi. Miał w zwyczaju całować go w takich chwilach ale go nie znalazł. - "Przecież nigdy go nie zdejmuję". - Pomyślał. Cofnął się jeszcze parę kroków. Zatrzymał się dopiero gdy poczuł na plecach kant biurka. Odwrócił się tyłem do obrazu. Popatrzył jeszcze raz na komnatę. Musiał znajdować się w jakimś nieznanym sobie skrzydle Watykanu. Oprócz obrazów i arrasów zdobiących swą wątpliwą urodą ściany, jego przypuszczenia zdawały się potwierdzać złote żyrandole i bogato rzeźbione meble, także inkrustowane złotem. Mimo tego przepychu, segmentu pełnego starych ksiąg i haftowanego dywanu cała komnata emanowała jakimś nieokreślonym złem. Nawet stojący przed nim na biurku krucyfiks był jakiś dziwny. Przyjrzał mu się dokładniej i dostrzegł czerwone krople. Miał nadzieje, że to tylko farba ale szybko jego nadzieje okazały się płonne. Pod palcami poczuł lepkość. - Boże! - Krzyknął. Jakby w odpowiedzi dobiegł go inny krzyk. Dochodził zza drzwi naprzeciwko. Podbiegł do nich i szarpnął za klamkę. Były zamknięte od wewnątrz. - Otwierać! - Krzyknął ale znów usłyszał tylko krzyk. Dopiero teraz rozpoznał głos i nie miał najmniejszych wątpliwości - to był głos Wielkiego Ojca. Naparł na drzwi całym swoim ciężarem ale bez rezultatu. Poczuł dotkliwy ból, pewnie otworzyły mu się rany ale nie zwracał na niego uwagi. Jakby go wcale nie czuł. Chyba miał za dużo wrażeń jak na te kilka dni bo dosyć, że nie wiedział jak się tu znalazł to nawet nie pamiętał kiedy się przebrał. Najważniejsze, że miał przy sobie miecz. Postanowił nie czekać dłużej na innych Rycerzy Kościoła. Dobył miecza z pochwy i rękojeścią uderzył kilka razy z całej siły w zamek. Za którymś razem usłyszał oczekiwany trzask i zamek upadł mu pod nogi. Nadstawił ucha ale już nic nie słyszał. Kopnięciem otworzył drzwi, które omal nie wypadły z zawiasów. - Ekscelencjo?! Nadal cisza. Nie wiedział czy od uderzenia czy od krzyku obraz wiszący tuż nad drzwiami spadł ze ściany. Obraz przedstawiał płaczącego, leżącego w kałuży krwi Ojca Świętego. Ze zgrozą zauważył, że obecnego. Gdy tylko przekroczył próg komnaty poczuł się jakby dostał ataku apopleksji. Cały trząsł się na widok tego co zobaczył w środku. Stał z mieczem w ręku i mimowolnie zaczął się cofać. Nawet on, chociaż wiele już przeżył nie był przygotowany na taki widok. Nikt chyba nie mógłby być na niego przygotowanym. Znajdował się w sypialni Papieża. Na samym środku w pełni światła wpadającego przez otwarte okiennice widział leżącego na łożu z baldachimem Konstantyna. Papież miał tak s

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy