OGRODNICZKA. Gra wstepna.

Autor: kkodik

Kandydat przekroczył próg pałacyku z wypalanej cegły w iście tempie panczenisty. Po schodkach udał się na parter prosto do wskazanej komnaty przez Ogrodniczkę. Ona sama zamknęła drzwiczki do domku na skobelek ,  by nikt nie powołany przypadkiem nie wszedł . Choćby przez pomyłkę. Wolała mieć zagwarantowaną dyskrecję i spokój podczas namiętności . Pomimo iż zakazała jakichkolwiek wizyt  to tak na wszelki wypadek nawet usunęła potencjalnych  możliwych świadków do bliższej lub dalszej rodziny w tym część sikorek oraz domowego chomiczka. W końcu konsultację to konsultacje. 

Udała się do kuchni . Tam przygotowała w pięknych z ekologicznej porcelany kubeczkach z malowanymi rumakami - tybetański afrodyzjak. Zaparzając go przez chwile pomyślała skąd właściwie go mam? Nie przypominam sobie bym była w Himalajach. Co chwile z uśmiechem zerkała przez framugę, cóż też czyni w pokoiku Kniaź. A On jak przystało na dobrze wychowanego starszego pana rozwalił się na jednej z dwóch kanap , ściągnął swoje kozaczki a po pokoju rozniósł się świeży zapach, z delikatna nutą pleśni , białych skarpet z zielonym delikatnym meszkiem .Ogrodniczka potrzebowała tego  samczego zapachu który pieścił jej stęsknione nozdrza.

Ale by sobie bidulek nie pobrudził skarpetek  do końca zawczasu dała mu przygotowane kapciuszki, które bez trudu opakowały stópki Chłopca. Ogrodniczka wiedziała czego potrzebuje mężczyzna po długiej podróży i ciężkiej pracy.   Zajęła się przygotowywaniem chipsów do konsumpcji. Trzeba było je wypakować i przesypać do miseczki. Ale której , jakiej? Nie chciała popełnić faux pas . W końcu Panicz to nie byle kto, a jego lekko przybrudzone paznokcie nie powinny zanurzać się w byle jakiej misce.

Wzięła śliczną białą chromowaną miseczkę z pięknymi muchomorami sromotnikowymi   ,które znalazły swoje miejsce na jej obwodzie. W tym czasie oczekujący Kniaź badał teren. Gdybym był psiakiem z cała pewnością by go oznaczył , ale wystarczył zapach jaki spod kapciuszków się wydobywał . Obszedł całą komnatę , zerknął na akwarium, gdzie rybki na jego widok przebudziły się i stanęły jak wryte. W pionie. Nawet płetwy zmieniły swoją pozycję.

- no – co się gapicie – oślizgłe  stworki – no ? – zagaił z urokiem i delikatnie z wdziękiem  popukał w szklaną szybkę. Ogrodniczka zauważyła przez drzwi jego czułość w stosunku do stworzeń Bożych.

- ach , kocha naturę – szepnęła z westchnięciem do siebie i zaczęła walkę z torebką z chipsami. Nie łatwo bowiem było ją otworzyć.

Kandydat po obejrzeniu stworzeń wodnych , zbadała miękkość kanap. Nie lubił jak jego książęce pośladki z różowymi chrostkami  siadają  na twarde podłoże.

Rozglądał się po komnacie. Zauważył na ławie pudełko z dziwną żółta twarzą i skośnymi oczkami na pokrywce.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy