Historia alternatywna

Autor: Edytella

Historia alternatywna

 

            Miałam 18 lat i był początek maja 1993 roku. To było w Olsztynie. A co tam robiłam? Byłam na praktyce w Biolacie, czyli zakładzie produkującym między innymi tabletki jogurtowe, czy też pleśnie do serów pleśniowych.

            To ma być historia alternatywna, a więc nie wszystko będzie prawdą. Powiem więcej piszę o rzeczach, które nie miały miejsca i już nie będą miały miejsca. Bo czasu nie można wrócić, ani ja już nie jestem tamtą osiemnastoletnią dziewczyną. Ale dziś postanowiłam puścić wodzę wyobraźni, a także wspomnieniom i przenieść się do tamtego miasta i czasu.

            To był tak naprawdę mój pierwszy w życiu samodzielny wyjazd bez rodziców tak daleko i na tak długo. Co prawda wyjechałam z koleżankami z klasy i z nimi mieszkałam w pokoju w hotelu robotniczym. Niemniej był taki weekend, że one pojechały do domów, a ja zostałam sama. Jestem z natury samotnikiem i przyznaję cieszyło mnie, że pojechały, bo mogłam dowoli słuchać radio Olsztyn, bo na moje szczęście w pokoju było radio, ale czas trochę pofantazjować.

            W tym hotelu na parterze była cukiernia, do której przychodziła też młodzież z miasta, bo w hotelu mieszkało wówczas dużo studentów i oni przychodzili siłą rzeczy. Dodaje hotel mieścił się przy ulicy, która prowadziła do Kortowa, czyli miasteczka studenckiego w Olsztynie, a ten zakład, w którym miałyśmy praktykę też znajdował się przy Kortowie.

            Jeszcze jedno dzięki radio Olsztyn pewnej soboty wraz z koleżanką znalazłyśmy się, co prawda na chwilę, bo tylko weszłyśmy i wyszłyśmy, ale to jest fakt na imprezie. Tą imprezę zorganizowali ludzie w moim wieku w domu niedaleko hotelu, w którym mieszkałyśmy.  Mało tego chłopcy, a może też dziewczęta, które tam były, były też gośćmi tej cukierni, o której pisałam – nazywała się Śnieżka.

            Ciągle kiepsko z moją fantazją. Ale spróbuję.  Jak przychodziłam do Śnieżki, głównie na lody, bo też tam były, a maj był upalny (Nie pamiętam, aby padał deszcz) był też tam ten chłopak znany mi już nie tylko ze Śnieżki, ale także z tej imprezy i  wodził za mną wzrokiem. Ja to czułam, ale ja nie podrywam chłopaków z natury. Wodzę, co najwyżej za nimi wzrokiem, a jak poznam lepiej to rozmawiam. A tu on za mną wodził wzrokiem. Czasami wydawało mi się, że specjalnie do Śnieżki przychodzi, aby na mnie popatrzeć. Może to zarozumiałość mi to podpowiadała. Na pewno nie siedział tam cały dzień, bo przecież chodził do szkoły.

            Do cukierni przychodziłam zawsze z koleżanką, a on był sam. Może to go onieśmielało, aby mnie zaczepić.

            Już pisałam o tym weekendzie, kiedy zostałam sama. To było piątkowe popołudnie i do cukierni poszłam sama, a on tak jak zwykle od tygodnia był i pożerał napoleonkę. Właściwie pomyślałam, że to po nim nie widać, że je tyle ciastek. Nie wyglądało też żeby go kiedykolwiek mdliło od słodyczy.

            W każdym bądź razie to ja podeszłam do niego i po prostu zapytałam, co ciekawego do zobaczenia może mi zaproponować w Olsztynie. Zatkało go, że się odezwałam do niego – zaniemówił, po sekundzie się odezwał i powiedział, że jak chce to pokaże mi swoje ulubione miejsca, ale jutro, bo musi wracać, bo musi jeszcze dziś musi być w hufcu, bo jest harcerzem i ma odczyt o Ponurym. Zapytałam, kto to jest Ponury, a on powiedział mi, że to  Bohater Gór Świętokrzyskich i żachnął się, że ja nie wiem, kto to jest. Było mi głupio, bo zawsze kochałam historię, a o Ponurym nie słyszałam.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy