Szalona miłość

Autor: annakowalczak

Gdy Iza wróciła z zaległego urlopu, spotkało ją zaskoczenie. Prezes zakładu, który był okazem zdrowia, nagle się rozchorował prawdopodobnie dostał zawał serca. Natomiast jego stanowisko, objął ktoś zupełnie nieznany. Już na pierwszy rzut oka było można wywnioskować, że facet nie miał pojęcia, o powierzonym mu stanowisku, zaś wszystkie swoje niedociągnięcia nadrabiał miną. Rzekomo był przystojny, tak przynajmniej twierdziły wszystkie kobiety. Ona poza cynicznym uśmiechem, który nawet na chwilę nie znikał z jego twarzy, nic szczególnego w nim nie zauważyła. Jednym słowem nie przypadł jej do gustu, poza tym nie znosiła zarozumialstwa. Jednak miała dużo szczęścia, że jej biuro mieściło się w drugim końcu korytarza i nie musiała go w ogóle oglądać. Nie było dziewczyny, która by na jego widok nie wzdychała i nie robiła słodkich oczu. Iza była inna, nie interesował ją żaden mężczyzna w biurze ani poza biurem, miała naturę samotnicy. Ubierała się modnie, ale skromnie. Włosy miała zawsze starannie wymodelowane, a jej twarz rzadko, kiedy zdobił delikatny makijaż. Nigdy nie wdawała się w żadną dyskusję. Uważała, że nim mniej koleżanki o niej wiedzą, tym lepiej dla niej.
Minęły trzy miesiące, Iza akurat weszła do kadr, nawet nie pamięta, co w końcu miała załatwić. Kiedy wychodziła otworzyły się raptownie drzwi i ani się nie spostrzegła jak z rozpędem wpadł na nią prezes, oczywiście ten nowy. Przez chwilę popatrzyła mu w oczy, nie da się ukryć jest przystojnym, jak diabli - pomyślała.
- Przepraszam – wyjąkała.
- To ja najmocniej przepraszam – powiedział jakby trochę speszony. Odskoczył w bok, dał znak gestem dłoni, by wyszła a potem skłonił głową. Przez moment patrzył za nią, szła wyprostowana jak świeca, lekko poruszając biodrami. Był pewien, że gdzieś ją, kiedyś spotkał, ale nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy to było.  Spojrzał na siedzącą za biurkiem dziewczynę, nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Uśmiechnęła się do niego czarująco.
- Czym mogę służyć, panie prezesie? – spytała z naciskiem i zamrugała oczami.
Otrząsnął się i obrzucił ją pytającym spojrzeniem.
- Pani Iwonko, żeby było jasne. Nie jestem prezesem, a powierzone mi stanowisko, zajmuję tymczasowo. Zastanowił się, jakby nie wiedział jakich użyć słów. – Chciałem jeszcze spytać, kim była, ta niewiasta, która przed chwilą stąd wychodziła? Prawdę mówiąc, nigdy jej przedtem nie widziałem.
Dziewczyna za biurkiem, wydęła wargi i wypuściła z ust powietrze.
- Panna nikt, taka po prostu szara gąska. Nie potrafi za bardzo rozmawiać, a na widok mężczyzny rumienią jej się oba policzki aż po same uszy – powiedziała z lekką ironią.
- Mam rozumieć, że pracuje w tym biurowcu?
- Tak. Po drugiej stronie korytarza, zaraz za windą. Zajmuje się sprawami socjalnymi.
- To znaczy, jestem tutaj od trzech miesięcy, a nie zdążyłem poznać większej połowy pracowników? – roześmiał się wesoło.
- Dokładnie tak, ale skoro nie ma pan takiej potrzeby? Muszę przyznać, pracuję w tym biurowcu półtora roku, a również nie zdążyłam wszystkich poznać. Po prostu zbyt duży zakład, żeby tylu ludzi zapamiętać.
- Powiedziałbym, że bardzo duży - przytaknął i wyszedł.
Po dwóch dniach, kiedy wysiadał z samochodu, sprzed biurowca, odjeżdżała akurat karetka pogotowia.
- Czy coś się stało? – spytał stojącego przed wejściem ochroniarza.
- Dziewczyna złamała albo skręciła kostkę. Ale prawdę powiedziawszy, to musiało się zdarzyć. Zgłaszałem miesiąc temu, by naprawiono luźne kafelki, jednak każdy ma wszystko w nosie i dba tylko o swój tyłek.
- Komu pan zgłaszał?
-Jak, komu? Nie gdzieindziej niż w dziale technicznym, jednak każdy to olał. Teraz, gdy się wydarzył wypadek, behapowiec, będzie szukał winnego i latał, jak ze sraczką.
- Ma pan rację, że będzie lata

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy