Tajemnice Róży-rozdział trzeci

Autor: Robert-Altamiro

ALTAMIRO

TAJEMNICE RÓŻY

Opowiadanie zastrzeżone prawami autorskimi.Wszelkie kopiowanie,publikowanie bez zgody autora zabronione

Rozdział Trzeci


Promienie słońca z sympatią otulają przestronne,jasnobeżowe przestrzenie z których patrzą oczy poprzednich właścicieli a także królów i książąt Zjednoczonego Królestwa.Spojrzawszy na nich radosne chochlik tańczą w lustrze na kryształkach żyrandoli.Z sympatią obserwują mężczyznę będącego na progu późnego lata swych dni.Jego szlachetną twarz...gdzie niegdzie siwe włosy.Zasłuchane rozkoszują sie drzwiękami nutek granych z wyczuciem i wrażliwością na czarnym fortepianie.W muzyce którą poza rezydencję przenosił Bard Podróżnik słychać było paletę rozmaitych uczuć i ogromną pasję płynacą prosto z serca...tak jakby palce mężczyzny poruszała jakaś nieznana siła.One nie grały one jak na skrzydłach motyla dotykały klawiszy.Unosiły się nad nimi lekko falując falowały...W ich mowie słychac było tchnienie duszy która w subtelny sposób oczarowywała otoczenie...wszystkich słuchajacych...Rosnące w pobliżu kwiaty zdawały się byc jakby pełniejsze...barwniejsze...bardziej uśmiechnięte.... zawsze tak rozmowne...tak rozśpiewane ptaki zamikły jakby nie wiedziały co powiedzieć...jakby im zabrakło słów...a może nie chciały nic mówić a jedynie chłonać dzwięki magii.Nawet będące tuż za oknem ptaki zawsze głośne i prowadzace rozmowy teraz siedziały cichutko...oniemiałe z zachytu.Przepełniona ciepłem nostalgi atmosfera nie trwała zbyt długo przerwana krzykiem huraganu który w postaci Pani domu wparował do sali burząc wszystko.Cały spokój i sielankowy nastrój:

-Znowu to zrobiła! Znowu! Co za dziewucha
-I wszystkie miłe doznania szlak trafił.
-Co tam mruczysz?
-Nic...to i tak nie dla Ciebie.
-Czyli że jestem zagłupia?
-Skoro tak twierdzisz.
-Jak możesz?
-Co?
-Nie ważne.
-O co ci chodzi kobieto?
- O Emmę! A niby o kogo?
-Skąd mam wiedzieć.
-Ciebie wcale to nie obchodzi.
-Jaką zbrodnie znów popełniła?
-Nabijasz się ze mnie.
-Ależ skąd...no więc?
-No więc pojechała na tej chabecie.
-Klaczy.
-Ze jak?...ty znów swoje a to jest ważne.
-Niezmiernie...
-Przestań...pojechała i nie wraca.
-Jej szczęście.
-A zaraz przyjdzie Watson.
-Też musze się ulotnić.
-Drwisz a ja chcę ją z nim wyswatać.
-Właśnie ty a czy Ona tego chce?
-Nie ważne,zrobi co jej każe.
-Nie byłbym tego taki pewien.
-Przepraszam...
-Czego chcesz?
-Przyjechał Pan Watson.
-Mój Boże!-chodząc wkółko.Co ja teraz zrobie?
-Coś wymyślisz.
-Ja?
-W końcu to twój gość.Ty go zaprosiłaś to sobie radz.
-No tak,jak zwykle bardzo pomocny.

Do służącej:

-Powiedz by chwile poczekał.
-Dobrze prosze Pani.

Nie słuchając już swej żony mężczyzna opuszcza salę:

-I sobie poszedł.Ignorant jeden.


*******

W Darby Shire życie płyneło swoim własnym rytmem.Ludzie żyli tym co przyniósł dzień.Przeżywając swe radości i smutki.Wzloty i upadki.Myśląc o innych ludziach.Swych sąsiadach.Często pomagając im w miarę swych możliwości.Starali trzymać się razem,stanowić jedna społeczność.Niejednokrotnie wewnętrznie rozdarci przeżywali wewnętrznę rozterki.Często tak czuła się córka właścicielki piekarni Tiffany.Czasami wydawało jej się ze mieszkają w niej dwie osoby.Zgoła od siebie odmienne.W myślach nie raz miała słowa swej matki:

"jesteś zmienna jak wiatr...jak pogoda-Raz spokojna...nastrojowa...cicha romantyczka a kiedy indziej dzika i wojownicza.Gotowa walczyć ze wszystkim i wszystkimi...całym światem.

Taka już jestem mamo-odpowiadała ale wiedziała że nie powinna taka być.Że to jest złe-ale czy napewno?-zadawała sobie pytani

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy