Tuż przed...

Autor: samotny wilk

Noc. Pokój metr na metr. Bez tynku, mebli, okna. Szarość cegieł, chłód bijący z krat. Na dwóch spróchniałych deskach imitujących łóżko siedzi człowiek ubrany jedynie w spodnie koloru lata, plaży o zachodzie słońca. Jego cała postać jest zlana potem. Wargi drżą, zęby szczękają, pomimo upału nie do zniesienia.

- Dwadzieścia dwa lata i nic więcej? To ma już być koniec? Przecież tyle jeszcze mam do zrobienia, miejsc do odwiedzenia, ludzi do poznania. Tyle miłości jeszcze przede mną. I to wszystko ma się tak skończyć?

Słychać trzask. Tarcie metal o metal. Jakiś gwizd, wesoły pomruk, złowieszczy śmiech, małe oczka wpatrujące się w człowieka na „łóżku”:

- Czy masz ostatnie życzenie? Tak jakbyś mógł mieć!

Wraz z odejściem klawisza słychać oddalający się rubaszny śmiech.

- Jasna cholera więc to już koniec.

Celę wypełnia cichuteńki, usilnie tłumiony szloch.

Na horyzoncie pojawiają się pierwsze promyki słońca. Zapowiada się piękny dzień, na niebie nie widać ani jednej chmurki. Skazaniec powoli podnosi głowę. Jego wzrok napotyka promienie słoneczne. Pomimo usilnych starań ten widok wywołuje niemałe kaskady łez, płaczu tak długo wstrzymywanego.

- Mamo, tato proszę przebaczcie! Wiem, że to już nic nie zmieni, lecz żałuję.

Głuchy, pusty dźwięk, trzask otwieranych kluczem, ciężkich, stalowych drzwi. Przytłumiona rozmowa, kilka poleceń, rozkazów. Słychać większe zamieszanie niż zwykle, lecz także jakieś uszanowanie więźnia.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy