Zmierzch bogów II

Autor: Divide

Słońce chyliło się powoli ku zachodowi, gdy szedł w kierunku chatki Elleny. Soczysta trawa uginała się lekko pod jego stopami. Gdy znalazł się niedaleko furtki, doszedł go zapach świeżych, kwitnących ziół. Mimo, że za dnia przeszkadzała mu ostra woń niektórych roślin, teraz, gdy zmieszały się z innymi zapachami przyrody, stanowiły wspaniały balsam na skołatane nerwy. Zbliżył się do drzwiczek malutkiej chatki lekkim krokiem i zapukał. Nie było odpowiedzi. Pchnął lekko odrzwia i wszedł do środka. Przestrzeń zajmowały suszące się pęki ziół, szklane fiolki i ampułki, oraz stosy ksiąg i zwojów. Nad jednym z dokumentów, pochylała się drobna kobieta o płomienistych włosach spiętych w koński ogon, wielkich oczach, przywodzących na myśl polną łąkę, usłaną zielenią- i pełnych ustach. Na widok mężczyzny odłożyła pismo i zarzuciła mu ręce na ramiona. Po chwili wypuściła ukochanego z uścisku i spojrzała mu prosto w oczy. Zawsze potrafiła przejrzeć o czy myślał, co czasami bywało irytujące.

- Archer, co się dzieje? – głos jej drżał, nie ukrywała lęku.

- Nic takiego – odparł zdecydowanie zbyt szybko.

- Przecież widzę, że coś ci leży na sercu. Wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać… - powiedziała Ellena.

- Wiem i jestem za to wdzięczny. W każdym razie, Sammael wspominał, że chcesz mi coś przekazać. Osobiście. O co chodzi?

- A tamta sprawa?

- To naprawdę nic ważnego. Mów prędko, co się stało, Nie wytrzymam dłużej tego napięcia!    

- Archer… my…ja – spuściła wzrok. – Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy zeszłego lata?

- Cóż, mówiliśmy o wielu rzeczach. – zastanowił się przez chwilę. – Ale… Elleno, ty chyba nie mówisz o…

Nagle, za oknem rozległ się ogromny, oślepiający błysk. Zewsząd dobiegały wrzaski panikujących ludzi, oraz krzyki orkowych wojowników. Raz po raz ktoś przebiegał obok mieszkania zielarki. Gdy tylko rybak chciał uchylić drzwiczki by sprawdzić co się dzieję, z łoskotem wbiła się w nie strzała. Na zewnątrz ktoś głośno jęknął.  Odrzwia samoistnie runęły do wnętrza chatki pod ciężarem przybitego do nich człowieka. W przedsionku wił się postawny człowiek odziany w fartuch, z wyhaftowanym wzorem” Tawerny Mo” . Grot przebił płuco karczmarza, obryzgując wszystko dookoła posoką.

- Sammael! – wrzasnął Archer. Bez zastanowienia wciągnął mężczyznę wraz z drzwiami do domu, po czym krzyknął na narzeczoną. – Pomóż mu! Proszę!

Ellena stała jednak na uboczu. Dobrze wiedziała, że szynkarz umrze, niezależnie od podjętych działań. Skoro strzała miała na tyle energii by przebić się przez ciało i drewno na raz, wnętrzności Sammaela musiały być całkowicie zmasakrowane. Blady na twarzy właściciel gospody rozejrzał się niespokojnie dookoła.

- Prędzej! – ryknął rybak na zielarkę, widząc, że nawet nie ruszyła się z miejsca.

- Archer… - oberżysta przyciągnął ku sobie przyjaciela, podczas gdy medyczka krzątała się wśród ziół. – Archer, słuchaj… Na zewnątrz.. żołnierze króla. Zabijają wszystko, co napotkają na swej drodze. Musicie… się ratować – wystękał.

- Spokojnie, przyjacielu. Wszystko będzie dobrze. – chciał dodać otuchy rannemu, lecz sam czuł się co najmniej fatalnie.

- Lekarstwo jest gotowe. – zakomenderowała Ellena, nie odwracając się od stołu z alembikami. – Wystarczy teraz tylko wyjąć strzałę z piersi. Archer, mógłbyś…

Ale rybak już nie słuchał. Wpatrywał się w puste oczy przyjaciela, ściskając jego stygnącą rękę. Samotna  łza stoczyła się po jego policzku, gdy ukochana przyklęknęła obok i objęła go ramieniem. Siedzieli tak razem pośród wojennej pożogi. Komuś przyglądającemu się z zewnątrz mogło by się wydawać, że czas dla tych dwojga zwolnił kilkakrotnie. Kilka minut później mężczyzna podniósł się powoli.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy