Tygrys w Tobie. Recenzja filmowego "Życia Pi"

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Tygrys w Tobie. Recenzja filmowego

Historia wydaje się bardzo prosta. Syn właścicieli ogrodu zoologicznego w Indiach wraz z rodzicami i należącymi do nich zwierzętami wyrusza w podróż do Kanady. Cóż, kiedy w wyniku morskiej katastrofy jako jedyny człowiek ocaleje z katastrofy. Mając wybór pomiędzy powolną śmiercią na przytroczonej do łodzi ratunkowej tratwie a zmaganiami z tygrysem, któremu udało się zadomowić na samej łodzi, będzie musiał tak naprawdę stoczyć prawdziwą wojnę z własnymi słabościami, z żywiołem i z dzikim zwierzęciem.

 

Czy jednak naprawdę o tym opowiada "Życie Pi"? Czytelnicy powieści Yanna Martela, którzy znają już tę historię, wiedzą, że tak nie jest. Że prosta opowieść przygodowa stanowi tylko pretekst do refleksji nad człowieczeństwem, nad naszym zachowaniem w sytuacjach skrajnych, nad sposobami "oswajania rzeczywistości". 

 

Trzeba powiedzieć otwarcie: powieść Martela balansuje na cienkiej granicy kiczu i w dużej mierze to od wrażliwości czytelnika zależy, czy odbierze on ją jako banał, czy spróbuje dotrzeć głębiej. Podobnie jest w przypadku filmu Anga Lee. Reżyser tworzy obrazy baśniowe, obrazy olśniewające widza, wbijające w fotel. Obrazy - nie bójmy się tego powiedzieć - momentami niebezpiecznie bliskie kiczu. Czerpie również garściami z bogactwa technologii 3D. Operator Claudio Miranda wykonał wspaniałą pracę, film jest zmontowany znakomicie, muzyka potrafi zachwycić. Rzecz w tym, że - na szczęście - ta wizualna uczta służy w filmie konkretnemu celowi. Po obejrzeniu ostatnich scen zrozumiemy, czemu była tak barwna, że aż nierzeczywista.

 

Dobrze poradził sobie Irrfan Khan w roli Piscine'a Patela. Jego kolejne zmagania z tygrysem nie wydają się przesadzone, aktor nie przeszarżował. Obsadzenie w epizodycznej roli Gerarda Depardieu jest trafieniem wręcz obrzydliwie udanym. Irytować mogą za to dialogi, jakie dorosły już Pi toczy z Pisarzem. Te sceny, choć skromne, miejscami wydają się przegadane. 

 

Metafora czy banalna, naciągana opowiastka? Wizualna uczta czy bolesnie miałki kicz? Ważne pytania czy miałka "pseudofilozofia"? Na te pytania bardzo trudno jednoznacznie odpowiedzieć. I fakt, że widz zostaje z nimi po obejrzeniu filmu, że nie zapomni on o "Życiu Pi" kilka chwil po wyjściu z kina stanowi tak naprawdę bardzo dobrą rekomendację dla obrazu Anga Lee. 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy