Kobiecość, sztuka, codzienność. Wywiad z Celiną Mioduszewską

Data: 2026-01-08 11:40:45 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Kobiecość, sztuka, codzienność. Wywiad z Celiną Mioduszewską z kategorii Wywiad

Ta opowieść zaczyna się od ciekawości, a kończy na odpowiedzialności. Z pojedynczego nazwiska na liście zasłużonych Podlasianek wyrasta literacki portret kobiety, która żyła sztuką, miłością i codziennym poświęceniem. To próba ocalenia od zapomnienia nie tylko biografii, lecz także świata wartości, relacji i wyborów, które dziś wydają się coraz bardziej ulotne. O książce Pela z białego miasta opowiada jej autorka, Celina Mioduszewska.

Jak trafiła Pani na swoją kolejną bohaterkę, Placydę Siedlecką-Bukowską? Co sprawiło, że poświęciła jej Pani swoją książkę?

Szukałam wykazu kobiet zasłużonych dla Podlasia. Placyda Siedlecka-Bukowska wymieniona była jako jedna z pięciu. Nie wiedziałam o niej nic, więc postanowiłam poświęcić jej swój czas i powieść. W ten sposób poznałam i utrwaliłam jej szlachetny wizerunek.

Powieść jest zbeletryzowaną biografią. Jak wyglądał proces decydowania, które fakty pozostają niezmienione, a które można było ująć w formie literackiej?

Niezmienione zostały fakty dotyczące jej nauki i osiągnięć artystycznych, o czym mogłam przeczytać i usłyszeć w dostępnych publikacjach. W formie literackiej ujęłam jej relacje z ludźmi.

Pela była zdolną uczennicą. Bystrą, chłonącą wiedzę jak gąbka. Plastyka już w dzieciństwie była jej konikiem, prawda?

Najprawdopodobniej tak, skoro wybrała artystyczny kierunek kształcenia. Zresztą umiejętności manualne mogła, tak przypuszczam, odziedziczyć po ojcu. Był przecież cenionym szewcem, a w tamtych czasach zawód ten był przejawem artyzmu.

Szczególną postacią w życiu Peli był Ludomir Śleńdziński. Kim był i dlaczego tak wiele znaczył?

Ludomir Sleńdziński, ceniony malarz i rzeźbiarz, był jej nauczycielem i mistrzem. Praktykowała w jego pracowni w Wilnie.

Jako dorosła kobieta, Pela wiele osiągnęła. To jej talent sprawił, że udało jej się zajść tak daleko?

Osiągnięcia Placydy to zapewne zasługa jej zdolności, pracowitości i konsekwencji w dążeniu do celu.

Pierwszy syn Peli sporo zmienił w jej życiu. Opowie Pani nieco więcej o ich relacji?

Trudno wiele powiedzieć na ten temat. Pierwsze dziecko Placydy żyło bardzo krótko. Jestem matką, toteż wyobraźnia dyktowała mi jej cierpienie, co starałam się oddać w powieści.

Zależy Pani na popularyzowaniu pozytywnego wizerunku Podlasianek. Co w historii Placydy jest dla Pani prywatnie najbardziej wartościowe dla współczesnych czytelników?

Prywatnie najbardziej cenię Placydę jako matkę bezgranicznie oddaną dziecku. Drugi syn, Andrzejek, był chory i wymagał szczególnej opieki. Nie zawahała się porzucić pracy zawodowej (pracowała w szkole artystycznej) i farb (na osiem lat), by dać z siebie jak najwięcej dziecku. Na uwagę zasługują bardzo pozytywne relacje bohaterki z mężem. Czułam tę ich miłość. Rodzinę Placyda postawiła na pierwszym miejscu, gdy zaś uznała, że może powrócić do swej pasji, uczyniła to. Reprezentowała kobiece wartości – to ważne. Ponadto  pracowitość i hobby. W jej życiu nie było czasu na marnotrawienie go – tak odczytałam jej ziemską wędrówkę.

Małżeństwo Peli było udane. Co tak mocno połączyło ją z mężem. Ich relacja w książce jest bardzo ciepła.

Myślę, że małżonków łączyła wielka miłość i charakter pasji. Byli artystami. Rozumieli się, wspierali i szanowali. Same pozytywy.

Zwraca Pani uwagę na relacje Placydy z artystami oraz na jej kontakty z Czesławem Miłoszem. Co szczególnie ważnego zobaczyła Pani w ich przyjaźni?

Studia w Wilnie umożliwiały liczne znajomości. Placyda otoczona była ludźmi kultury. Wielu z nich po wojnie pojawiło się w Białymstoku. Relacje z Czesławem Miłoszem dotyczą przede wszystkim okresu wileńskiego. Studiowali na tej samej uczelni. Mieli wspólnych znajomych. Placyda była subtelną i piękną kobietą, a poeta przystojnym mężczyzną, więc nic dziwnego, że mogli zwrócić na siebie uwagę. Czy mogło łączyć ich uczucie? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Prawdopodobnie przyjaźń przetrwała długo. Prawdziwym uczuciem Placyda darzyła jednak Stanisława Bukowskiego, który pojawił się w jej życiu na końcowym etapie studiów. Z nim założyła rodzinę i tego jesteśmy pewni.

Ta książka opowiada o pięknym życiu. A jak Pani ją odbiera? Udało się przekazać to, na czym pani zależało?

Chciałam ukazać bohaterkę i jej najbliższych jak najbardziej pozytywnie, bo taki wizerunek rodziny wybrzmiewał z materiałów, do których dotarłam. Czy mi się to udało? Nie potrafię dokonać obiektywnej oceny. Zapisując ostatnie zdanie powieści, miałam poczucie dobrze spełnionego zadania. Teraz nie wiem. Słyszę pochlebstwa, ale też rozczarowanie i zawód. I z tymi drugimi jako autorka nie czuję się dobrze. Teraz wiem, że na swoje barki wzięłam wielką odpowiedzialność. Czy sobie z nią poradzę? Cóż, pozostało mi tylko mieć nadzieję, że wszyscy ci, o których napisałam, patrzą na mnie z góry i nie mają do mnie żalu. Tak bardzo bym tego chciała.

Książkę Pela z białego miasta kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.