Technologia jest magią naszego świata. Wywiad z Joanną W. Gajzler

Autor: Przemysław Garczyński

– Ludzie marzą o tym, by w naszym świecie istniały czarodziejskie moce, ale przecież to technologia jest magią naszego świata. Komputer, na którym można robić wszystko, od napisania książki przez granie w złożone gry po komunikację z całym światem? Magia. Pilot do telewizora? Magia. Samoloty? Magia! To jest najbardziej fascynujące, a nie jakieś rzucanie kulami ognia (a i na to pozwala technologia!). Zadziwia mnie, jak to możliwe, że dokonano tak niesamowitych odkryć i podziwiam ludzi, którzy za tym stoją.

Joanna W. Gajzler opowiada o swojej debiutanckiej powieści, zatytułowanej Bóg Maszyna. To historia o młodzieńczych marzeniach, wielkich ambicjach i władzy, od której łatwo się uzależnić.

Dlaczego fantastyka? 

Fantastyka fascynuje mnie od najmłodszych lat. Zaczęło się od Opowieści z Narnii, poczynając od ekranizacji BBC i książek, a także filmu Niekończąca się opowieść oraz gry Heroes of Might and Magic III. Nieco później zakochałam się w filmie Wyprawa Jednorożca – maksyma Credendo Vides (łac. wierząc – widzisz), której użyłam w dedykacji, pochodzi właśnie z niego. Później, oczywiście, dzieł, które mnie inspirowały, wciąż przybywało. Wśród tych, które były największym natchnieniem przy powstawaniu Boga Maszyny wymieniłabym ogół uniwersum Warhammera 40 000 z zakonem Adeptus Mechanicus na czele, film animowany Książę Egiptu oraz postać Viktora z gry League of Legends. Wiele nauczyło mnie również granie w gry RPG i odgrywanie różnych postaci, a moim ulubionym systemem jest Amber DRPG na podstawie powieści Rogera Zelaznego.

Bardzo szybko zatopiłem się w stworzonym na potrzeby powieści świecie. Królestwo Antianu jest dość mocno rozbudowanym tworem wyobraźni – ma własny ustrój, religię, prawo, geografię, ma też problemy oraz przedstawicieli, którzy prezentują poglądy adekwatne do różnych obozów politycznych. Długo zajęło Pani kreowanie samego świata na potrzeby powieści?

Trudno powiedzieć, bo jeśli liczyć od samego początku, czyli opowiadania, które później rozwinęłam w powieść, to wyjdzie kilkanaście lat. Szczegóły uniwersum powstawały i zmieniały się nawet w trakcie pisania, bo wychodzę z założenia, że – cytując prawa Murphy’ego – plan operacji wygląda świetnie do pierwszego kontaktu z nieprzyjacielem, a w tym przypadku: do momentu rozpoczęcia pisania. W każdej chwili może się okazać, że jakiś element świata przedstawionego jest problematyczny, że czegoś brakuje albo wpadnie się na nowy pomysł, który jeszcze bardziej rozwinie uniwersum i uczyni je bardziej wiarygodnym.

Powiedzieć o Bogu Maszynie, że to wielowątkowa opowieść, to nie powiedzieć nic. Mamy tutaj wątek miłosny (a nawet kilka takich wątków), polityczny, mamy też swoistą grę o tron, gierki i podchody przypominające momentami te z powieści George'a R.R. Martina. Mamy także wątki społeczne: bunty, walkę o równość klasową, podglądamy akademickie życie Tagarda. Który z tych wątków przysporzył najwięcej trudności?

Zdecydowanie najtrudniejsze są dla mnie sceny akcji. Może i nie ma ich w Bogu Maszynie zbyt wiele, ale te, które są, przyprawiły mnie o mały ból głowy. Nie było też łatwo opisywać polityczne intrygi i tu dużą pomocą był mój narzeczony, doświadczony Mistrz Gry. Uwielbiam za to wątki, które rozwijają bohaterów, pokazują ich wewnętrzne zmagania i przemiany oraz relacje i konfrontacje z innymi postaciami w powieści.

W pierwszym rozdziale powieści poznajemy Gawiera – nastolatka z garbem na plecach, który zgodnie z obowiązującym w Antianie prawem trafia na służbę do szlacheckiego rodu Logor Szalanów. Dość szybko okazuje się jednak, że to nie Gawier, a Tagard – syn Logor Szalanów – gra pierwsze skrzypce w tej powieści... 

Tagard zawsze miał być głównym bohaterem. Pierwszy rozdział jest opisany z perspektywy Gawiera, by oddać moment zapoznania się z przyszłym wynalazcą – zarówno Gawier, jak i czytelnik spotykają Tagarda po raz pierwszy. Ale to nie ostatni raz, kiedy czytelnicy będą mogli obserwować świat oczami sługi – w drugim tomie szykuję dla niego własny, obszerny wątek.

Mawia się, że autor zawsze – nawet, jeśli stara się tego uniknąć – mniej lub bardziej świadomie przemyca w bohaterach cząstkę siebie. W której postaci – i w jakim aspekcie – odnajdziemy cząstkę Joanny W. Gajzler?

Po prawdzie to prawie każdy bohater ma nieco ze mnie. Tagard i jego niechęć do alkoholu, Teremi, maskująca niepewność humorem, nieśmiałość Gawiera… Jeśli miałabym wskazać postać, w której jest mnie najwięcej, to byłby to książę Drodenian wraz ze swoją miłością do zwierząt, brakiem wiary w siebie i ciekawością świata.

Jakie to uczucie postawić tę ostatnią kropkę po ponad siedmiuset stronach opowieści? Ulga, czy może jednak nadal niedosyt, bo chciałoby się opowiedzieć czytelnikowi dalsze losy Antianu?

To było niezwykłe doświadczenie. Łatwo skończyć opowiadanie, ale na początku pisania powieści nie miałam pewności, czy starczy mi umiejętności i uporu, by podołać takiemu zadaniu. Skończenie tej powieści było dla mnie najbardziej satysfakcjonującym doznaniem w życiu – szczególnie, że była pierwszą i okazała się być niezłą cegłą (czego naprawdę nie planowałam; tak po prostu wyszło!).

Tagard, jakiego znamy, od dzieciństwa interesuje się narzędziami, wynalazkami, maszynami i technologią. Czy z Panią też tak było? Rozkręcane na części odbiorniki radiowe, podbierana tacie skrzynka z narzędziami, czy też zainteresowanie przyszło później? Bo zakładam, że – nazwijmy to – „wynalazczość” jest wpisana w Pani życie.

Cóż, to prawda, że fascynują mnie wszelkiego rodzaju maszyny i technologia, ale jest to fascynacja, którą porównałabym do zachwytu magią. Ludzie marzą o tym, by w naszym świecie istniały czarodziejskie moce, ale przecież to technologia jest magią naszego świata. Komputer, na którym można robić wszystko, od napisania książki przez granie w złożone gry po komunikację z całym światem? Magia. Pilot do telewizora? Magia. Samoloty? Magia! To jest najbardziej fascynujące, a nie jakieś rzucanie kulami ognia (a i na to pozwala technologia!). Zadziwia mnie, jak to możliwe, że dokonano tak niesamowitych odkryć i podziwiam ludzi, którzy za tym stoją. Dorastając, nie miałam wielkich możliwości poznania tajników technologii, bo nie było to uważane za dziewczęce, a szkolne problemy z przedmiotami ścisłymi utwierdzały mnie w przekonaniu, że się do tego nie nadaję – za co obwiniam system edukacji. Mimo to zachwycały mnie – i wciąż zachwycają – programy naukowe, jak „Pogromcy mitów” czy walki robotów, a także bohaterowie popkultury będący wynalazcami, naukowcami czy cyborgami, poczynając od Inspektora Gadżeta, na uniwersum Warhammera 40 000 kończąc. Dość powiedzieć, że moja ulubiona scena w Titanicu to widok maszynerii przełączanej na całą wstecz.

W pewnym momencie w życiu Tagarda Logor Szalana pojawia się kobieta – Ilya. Doskonale odzwierciedla ona powiedzenie, że być może mężczyzna jest głową, ale to kobieta jest szyją, która nią porusza, czy też prawdę życiową, że za każdym wielkim mężczyzną stoi jeszcze większa kobieta. Być może błędnie, ale z tego powodu jej imię przywodzi mi na myśl francuski zwrot il y a, oznaczający, że coś lub ktoś „jest” (na takiej samej zasadzie, co angielskie there is/are). Literacka Ilya też „jest” – tuż obok Tagarda, lub w oddali, ale stale przy nim, wspierając go lub popychając do działania...

To zbieg okoliczności. Pierwotnie, we wspomnianym wcześniej opowiadaniu, Ilya miała na imię Ija, ale uznałam, że to wygląda głupio, więc nieco je zmieniłam. Większość imion w Bogu Maszynie to losowe zlepki liter, które uznałam, że brzmią ładnie i tylko kilka z nich ma pewne  ukryte znaczenie. Jednym z nich jest Gawier, które jest skrótem od „słuGA WIERny”, co ma uzasadnienie fabularne – lecz to zostanie wyjaśnione dopiero w drugim tomie.

Studiowała Pani twórcze pisanie na Uniwersytecie Łódzkim. Takie studia ratują w życie w przypadku pisania powieści takiej, jak Bóg Maszyna?

Studia nauczyły mnie przede wszystkim tego, że główny rozwój człowieka odbywa się poza nimi. Tak jak Tagard więcej nauczył się pod okiem mistrza oraz dzięki własnym eksperymentom, jak i ja umiejętności rozwijałam głównie poza uczelnią. Nie znaczy to, że niczego nie wyniosłam ze studiów i nie żałuję, że na nich byłam, niemniej doświadczenia z uczelni nie do końca pokryły się z moimi wyobrażeniami. Najbardziej zapadły mi w pamięć słowa jednego z doktorów, który po przeczytaniu którejś mojej pracy zaliczeniowej powiedział, że może i piszę dobrze i fajnie, ale dlaczego nie jak Ursula K. le Guin albo Piers Anthony? Cóż, może dlatego, że nie jestem Ursulą K. le Guin ani Piersem Anthonym.

Chowa w pisarskiej szufladzie jakieś powieści, czekające na publikację? Opowiada Pani w domowym zaciszu dalsze losy królestwa Antianu, czy też zamierza Pani niebawem przenieść nas do zupełnie innej rzeczywistości?

Obecnie pracuję nad drugim tomem Boga Maszyny, Kaleką Boginią, w którym skupiam się nie tylko na Tagardzie, ale i Ilyi. Ich historia jest zaplanowana na dwa tomy, ale być może jeszcze kiedyś wrócę do tego świata, by opowiedzieć zupełnie nową. Piszę też opowiadania z uniwersum Boga Maszyny i wysyłam je na różne nabory – jedno z nich dostało się do antologii Gastronomicon Fantazmatów i czeka na premierę. Poza tym najbliższa ukończenia jest powieść z gatunku LitRPG, której główna bohaterka zostaje uwięziona w świecie gry komputerowej. Planuję też historię weterynarza-nekromanty i kilka innych powieści.

Książkę Bóg Maszyna kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.