Szczęście nosimy w sobie. Wywiad z Katarzyną Kozłowską

Autor: Adrianna Michalewska

– W poszukiwaniu szczęścia skupiamy się na tym, czego nam brakuje, nie ciesząc się z tego, co mamy. Tworzymy wizje wielkiej miłości, majątku czy sukcesu, które mają być gwarantem lepszego życia, a nie są nim. Z braku akceptacji samych siebie wylewamy frustrację i gubimy sens życia. Szczęście trzeba potrafić dostrzec, trzeba zatrzymać się na moment, nim się je przegapi. Ono się w nas kreuje i wyzwala wtedy, gdy mu na to pozwolimy – mówi Katarzyna Kozłowska, autorka książki Jak przeżyć 50 lat i nadal cieszyć się życiem.

Pięćdziesiąty rok życia to umowna granica połowy naszego istnienia?

Z najnowszego raportu GUS wynika, że w 2019 r. przeciętne trwanie życia mężczyzn w Polsce wyniosło 74,1 roku, natomiast kobiet – 81,8 roku. Na przestrzeni ostatnich stu lat zdołaliśmy dodać do każdego przeżywanego przez nas roku średnio cztery miesiące życia. Jesteśmy predysponowani do tego, żeby dożyć stu lat i coraz więcej osób osiąga ten etap w niezłej sprawności ciała i umysłu. W Polsce mamy ponad 2,3 tysiąca stulatków i ta liczba wciąż rośnie. Uważam, że moment, w którym kończymy 50 lat powinniśmy potraktować jako półmetek naszego życia. Ta świadomość zwiększy tylko naszą motywację do tego, żeby się sobą lepiej zaopiekować.

Kiedyś istniało pojęcie kryzysu wieku średniego. Czy można ten stan łączyć ze stanem, który opisuje Pani w swoim poradniku?

Kryzys wieku średniego może mieć różne oblicza. Czasem po prostu hormony zaczynają nam na nowo układać życie, mężczyźni zmieniają żonę na nowszy model, żeby udowodnić swoją atrakcyjność, kobiety poprawiają swój wizerunek, bo boją się upływającego czasu. To może także być czas związany z utratą sensu życia albo poszukiwaniem nowego, co może stanowić punkt zwrotny, bo nastąpi w nas jakaś wewnętrzna przemiana. W ten sposób mamy szansę wywołać refleksje podobne do tych, które opisuję w książce. Jednak tutaj chodzi o rozwój siebie, przewartościowanie tego, co jest naprawdę ważne w naszym życiu, co – wreszcie – nam samym posłuży najlepiej i przyniesie radość istnienia. Już wiemy, czym się nie przejmować, jakim ludziom nie dać się wykorzystywać, w co inwestować swój cenny czas. To moment, w którym wyznaczamy nowe cele.

Co się dzieje z ciałem człowieka, który ukończył piąty krzyżyk?

Nie da się ukryć, że przez 50 lat życia zużywamy się i marniejemy. Biologicznie mija nasz czas płodności, kobiety przechodzą menopauzę, panowie mierzą się z andropauzą, słabną mięśnie, skóra wiotczeje, osłabiają się zmysły wzroku i słuchu. Jednak badania potwierdziły, że w procesie starzenia się czynniki środowiskowe są znacznie ważniejsze niż geny, nawet w stosunku 80 do 20! Czyli to, jak szybko będziemy się starzeć zarówno fizycznie, jak i umysłowo, zależy głównie od nas. Styl życia determinuje naszą formę i kondycję, a nie wiek.  Jeśli wprowadzimy do swojego życia zdrowe nawyki, możemy być sprawniejsi i młodsi niż wskazuje nasza metryka.

Kobieta – ale też mężczyzna – po ukończeniu pięćdziesiątego roku życia wchodzi w nowy etap. Całkiem interesujący.

Wszystko, co doskonałe, dojrzewa powoli. Wystarczy powiedzieć, że nasz mózg rozwija się ponad 30 lat, zaś w kwestiach rozumienia cudzych emocji ten proces trwa znacznie dłużej. Długo uczymy się siebie, swoich potrzeb, nie mówiąc o zrozumieniu partnera. Wiek 50 lat to etap życia, w którym jesteśmy w pełni ukształtowani. Ma to duże znaczenie również w życiu seksualnym. Kilka dekad doświadczenia robi swoje. Dojrzałe kobiety nie mają już problemów ze swoim ciałem, znają je i akceptują. Mają dystans do siebie, pełna nagość w dziennym świetle ich nie krępuje. Wiedzą także co nieco o męskiej cielesności i o tym, czego potrzeba partnerowi. Seks bez pruderii, nadmiernego wstydu i kompleksów smakuje inaczej. To wspaniały etap w życiu także dlatego, że odchowaliśmy już dzieci, mamy więcej czasu dla siebie, nie musimy się już z nikim ścigać, żeby coś udowadniać. Swój wolny czas inwestujemy w zainteresowania, podróże, w siebie.

Książka Jak przeżyć 50 lat i nadal cieszyć się życiem powstała na bazie Pani osobistych doświadczeń. Czy chciała Pani, aby była to autentyczna próba pokazania światu, że dojrzała kobieta ma setki powodów do szczęścia?

Zdecydowanie tak. W wieku 52 lat wyruszyłam w samotną podróż dookoła świata. W wieku 53 lat napisałam i wydałam książkę o swojej podróży, rok później poszłam na studia podyplomowe, teraz napisałam i wydałam kolejną książkę. W międzyczasie rzuciłam pracę etatową, podjęłam różne projekty. Życie nabrało nowego rozpędu. Chciałam zainspirować inne kobiety (nie tylko) do tego, by nie bały się dokonywać zmian na lepsze w swoim życiu i uwierzyły, że nigdy nie jest na nic za późno. Czuję się szczęśliwa, spełniona, pełna mocy. Dopiero teraz jestem taka, jaką pragnęłam być, dzięki temu, co robię. Najważniejsze, że sama o tym wyborze zadecydowałam.

Ale to szczęście nie bierze się znikąd. Trzeba na nie zapracować. Jak?

Ludzie są na tyle szczęśliwi, na ile sobie pozwolą. Szczęście nosimy w sobie, często tego nie widząc. To trochę tak jak pan Hilary i okulary, których szuka, lecz nie wie, że ma je na własnym nosie. W poszukiwaniu szczęścia skupiamy się na tym, czego nam brakuje, nie ciesząc się z tego, co mamy. Tworzymy wizje wielkiej miłości, majątku czy sukcesu, które mają być gwarantem lepszego życia, a nie są nim. Z braku akceptacji samych siebie wylewamy frustrację i gubimy sens życia. Szczęście trzeba potrafić dostrzec, trzeba zatrzymać się na moment, nim się je przegapi. Ono się w nas kreuje i wyzwala wtedy, gdy mu na to pozwolimy. Rodzi się, gdy dostrzegamy drobiazgi wokół, rośnie, gdy się wewnętrznie rozwijamy, gdy jesteśmy życzliwi dla otoczenia i pozbawieni złych emocji oraz gdy nie ograniczamy swojego świata do posiadania wciąż nowych rzeczy. Powinniśmy robić rzeczy, które karmią naszą duszę, a nie ego. Wiecznego pragnienia posiadania nigdy bowiem nie sposób zaspokoić, a tylko wewnętrznie nas ono zniewala. Zachodzi paradoks, gdy nadmiar rodzi deficyt. Gromadzimy, przywiązujemy się i wcale nie jest nam lepiej. Narzekanie i bycie smutnym są poza tym bardzo męczące, zabierają dużo energii i wyczerpują. Znacznie łatwiej funkcjonować w dobrym nastroju i czuć się szczęśliwym, mimo wszystko.

Ludzie, którzy ukończyli pięć dekad, często zaczynają robić kariery. A może po prostu wchodzą w etap, w którym wysoka pozycja zawodowa i społeczna jest zwieńczeniem ich wcześniejszej pracy? Co z tego, że większość prezesów i każdy papież ma już dobrze po pięćdziesiątce. Na to trzeba uprzednio ciężko zapracować.

Nie można być dobrym szefem firmy, nie mając pojęcia o pracy na niższym szczeblu. Najlepsi menadżerowie, to ludzie, którzy przeszli całą drabinę kariery i znają firmę. Ludzie w wieku dojrzałym tworzą także wielkie dzieła i dokonują odkryć. Średni wiek noblistów to 61 lat. Myślę, że to oczywista konsekwencja ich wiedzy, wcześniejszego doświadczenia, ale także wielu lat ciężkiej pracy i wytrwałości. Właśnie wytrwałość jest cechą ludzi dojrzałych i być może jednym z najważniejszych powodów sukcesu. Ci ludzie nie porzucają zabawek, gdy im coś nie wychodzi, tylko próbują to poprawić, udoskonalić. Inaczej niż młodzi, którzy są niecierpliwi i chcieliby mieć sukces zaraz. Najbardziej produktywny wiek intelektualnie przypada na lata między 65 a 95 rokiem życia. Faktycznie wielu wybitnych ludzi stworzyło swoje dzieła w sędziwym wieku. Michał Anioł, Pablo Picasso czy George Bernard Shaw tworzyli grubo po osiemdziesiątce. Tak więc pięćdziesiątka to dopiero linia startowa.

Podaje Pani 5 zasad, które są w życiu dojrzałej kobiety niezwykle ważne. Dokładnie opisuje je Pani w poradniku. Czy któraś z nich jest nadrzędna?

Uważam, że moje zasady są uniwersalne zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet, chociaż piszę je z perspektywy kobiety i bardziej się skupiam na swojej płci. Dla mnie osobiście stały się kanwą mojego stylu życia, pomogły mi czuć się zdrowo i dobrze, dlatego zbudowałam na nich swoją filozofię 5S. Wszystkie razem stanowią o moim balansie mentalnym, duchowym i fizycznym. Żadna z zasad nie jest mniej lub bardziej ważna. One niejako się przenikają, działają jak dobra maszyna, gdy są stosowane razem i gdy wszystkie równo pielęgnuję. Czasem się śmieję, że mam deficyt 1S albo mam ochotę na 3S. To jest rodzaj grypsu, który  rozumie tylko mój mąż.

Pisze Pani o tym, że pięćdziesięciolatka może być kondycyjnie i wytrzymałościowo lepsza od ludzi młodszych o kilkanaście lat. A wydawałoby się, że jest odwrotnie. Jak to możliwe?

Wielokrotnie z satysfakcją obserwowałam, jak sobie lepiej radziłam od młodszych osób na stromych podejściach górskich. To pewnie zasługa tego, że sport uprawiam od wielu lat regularnie. Biegam, pływam, jeżdżę na nartach, ćwiczę jogę – jestem po prostu uzależniona od ruchu. Niektóre parametry naszej sprawności pogarszają się z wiekiem, na przykład szybkość czy siła. Jednak odpowiednio trenując, możemy zwiększyć np. swoją pojemność tlenową – nabrać lepszej wydolności. To samo dotyczy elastyczności. Mówi się, że jesteś tak stary, jak twój kręgosłup, a nic tak źle nie robi nam na kręgosłup, jak długie siedzenie. W dzisiejszych czasach pokolenie fotelowe, spędzające czas głownie siedząc, to także ludzie młodzi. Myślę więc, że aktywna ruchowo pięćdziesięciolatka jest sprawniejsza nie tylko od unikającej ruchu trzydziestolatki, ale także od osiemnastki.  

Po pięćdziesiątce czas zacząć żyć dla siebie. Ale nie chodzi tu o zwykły egoizm?

Egoizm to pojęcie pejoratywne. To myślenie wyłącznie o sobie kosztem innych, zabieranie innym czegoś, żeby sobie dogodzić. Nie oto tutaj chodzi.

Zdrowy egoizm to szacunek do siebie i stawianie granic. Polega na tym, że umiesz siebie obserwować i wybierasz te rzeczy, które służą tobie i pozwalają ci dobrze funkcjonować w otoczeniu, w jakim akurat się znajdujesz. Możesz być w ten sposób najlepszą sobą. Często jesteśmy people pleaser – zadawalaczem ludzi, który bardziej niż na siebie, ogląda się na to, co powiedzą i pomyślą o nas inni. Wiele kobiet tak postępuje. Próbują zrobić coś niemożliwego, poświęcają własny komfort i szczęście dla innych, by zaspokoić oczekiwania wszystkich bliskich, dzieci, męża, rodziców. Rzecz karkołomna. Im szybciej zrozumiesz, że powinnaś podejmować najlepsze decyzje dla siebie, tym lepiej. Oczywiście zwróć uwagę, czy swoimi wyborami nie krzywdzisz innych. Pamiętaj jednak, że poświęcanie się nikomu jeszcze nie wyszło na dobre. A bycie asertywną naprawdę popłaca. Zamiast starać się przypodobać innym, podobaj się sobie. Jeśli czegoś nie czujes, nie rób tego. Zanim zaczniesz zbawiać świat, zadbaj o siebie i popraw swój dobrostan. To jest niezbędne także po to, abyś miała z czego czerpać i dawać innym.

Umie pani powiedzieć „nie”, gdy świat coś na Pani próbuje wymusić?

Teraz umiem i nawet uczę tego innych. Jako młoda dziewczyna często czułam presję, ale chciałam być jak najlepsza w pracy, dać z siebie wszystko. Budowałam sobie przez lata gruby mur ze wszystkich powinności, przymusów, wymagań wobec siebie i innych. Wyglądałam czasem zza tego muru, aż w końcu przebiłam go siłą woli i wyszłam na wolność. Nauczyłam się budować własne granice, tworzyć swoją przestrzeń i asertywnie odmawiać. W końcu zamieniłam pracę, która mnie nie rozwijała, na inną, zastąpiłam toksycznych ludzi życzliwymi, zaczęłam słuchać siebie. Sugestia pochodząca od innych ludzi ma wielki wpływ na nasze życie i sposób myślenia. Nasze wychowanie w domu i szkole w taki sposób, aby być grzeczną dziewczynką i nie pyskować, także nie ułatwia tego zadania. Nie mamy wpływu na społeczność, religię i rodzinę, w której wyrastamy, na relacje, jakie w niej panują, obyczaje i kulturę, na zachowania kierowane w naszą stronę. Z czasem poznajemy lepiej siebie samych i swoje potrzeby. Zaczynamy więcej dostrzegać, wyciągać wnioski i myśleć samodzielnie. Podejmujemy decyzje, na jakie traktowanie chcemy sobie pozwolić, jak zamierzamy pokierować swoim życiem, jakiego szacunku oczekujemy od innych. Tylko od nas samych zależy, co będziemy akceptować w życiu. Sami możemy dokonać wyboru, jak o siebie zadbać. Nikt nie powinien i nie zrobi tego lepiej niż my sami. Każdy z nas jest swoim własnym sternikiem i od niego zależy, dokąd i jak będzie płynąć na oceanie życia.

Można się tego nauczyć? Czy może po prostu przychodzi taka chwila i człowiek wie, że ma prawo odmawiać?

Ma prawo zawsze odmówić, jeśli to narusza jego wolność osobistą i przestrzeń. Do tego się jednak dojrzewa, gdy zrozumiemy, że bez względu na wszystko powinniśmy robić swoje i że wszystkich nie zadowolimy. Uganianie się za osobami, które nas nie szanują, nigdy nie wiąże się z byciem wolnym i co – gorsza – nie wychodzi na zdrowie. Chociaż dążymy często w życiu do tego, by zyskać uznanie ludzi wokół nas, zazwyczaj jest to działanie, które tylko kradnie nasz czas, naszą energię, niszczy nasze zdrowie. Z całą pewnością nie żyjemy na Ziemi po to, aby podążać za tłumem lub spełniać czyjeś oczekiwania. Jesteśmy tutaj, aby tworzyć i realizować swoją własną wizję życia. Aby podążać za tym, co nam służy, co jest dla nas dobre i nas wzbogaca bez szkody dla innych. Jesteśmy także po to, by żyć szczęśliwie. Dlatego powinniśmy realizować wartości i pasje, ponieważ dzięki nim się rozwijamy i dajemy innym najlepszą cząstkę siebie.   

Co można powiedzieć pięćdziesięciolatkom, które nie mają sił, aby pokochać siebie?

Jeśli masz poczucie straty z upływających lat, potraktuj każdy dzień jak wyjątkowy dar i staraj się nim cieszyć. Po prostu pamiętaj, że twoje szczęście zależy od ciebie. Akceptacja tego, jak się czujesz i wyglądasz, jest stanem, który zmienia wszystko w naszym życiu na lepsze.  Sztuka życia jest sztuką właściwego zarządzania swoimi wyobrażeniami. Nasz obraz siebie determinuje nasze przeznaczenie, to, kim chcemy się stać i jacy chcemy być. Stajemy się tym, o czym intensywnie myślimy, czemu poświęcamy swoją energię i uwagę. Kiedy tworzysz wyobrażenia, tworzysz siebie. Nasze przekonanie jest energią, która staje się wibracją myśli. Kiedy co dzień praktykujesz pozytywne przekonania o sobie, twoje myśli wykreują pozytywne doświadczenia, które to potwierdzą. Jeśli tworzysz fałszywe wyobrażenia, robisz sobie krzywdę. To nie magia, to siła przyciągania. Myśli mają moc sprawczą. Jedna z największych rzeczy, jaką możemy zrobić dla siebie w życiu, to uwierzyć bezgranicznie w siebie i zaufać sobie. Ta wiara wymaga odwagi i siły, ale gdy się na to zdobędziesz, przysporzysz sobie największej na świecie satysfakcji i dostarczysz sobie największego sojusznika w postaci samego siebie. Gdy sobie ufamy, wiele rzeczy staje się łatwymi i prostymi, a niemożliwe staje się wówczas możliwe. I nawet, gdy jest ciężko i beznadziejnie, dzięki własnej sile i pozytywnemu widzeniu siebie możemy pokonać trudności.

Kluczem do tego, aby żyć w zgodzie i miłości z innymi, jest bezwarunkowe akceptowanie siebie, z tym wszystkim, czego u siebie nie lubisz. Chociaż trudniej jest kochać siebie niż innych, trudniej jest wybaczać sobie i mniej żądać od siebie niż gdy dotyczy to innych, to nikt inny poza tobą nie może też sprawić, byś był szczęśliwy. Skoncentruj się na tym, dokąd chcesz dojechać, a nie na tym, czego się boisz. Nie ma dla ciebie nic niemożliwego, dopóki żyjesz!

Książkę Jak przeżyć 50 lat i nadal cieszyć się życiem kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.