Cisza jest warunkiem spotkania. Wywiad z Miranem Orszu

Data: 2026-01-12 12:35:37 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet

– Cisza jest warunkiem spotkania – z emocją, z pamięcią, z sensem. Nie oznacza pustki, lecz gotowość na usłyszenie tego, co subtelne. W tym tomie cisza nie oddziela, lecz łączy: staje się mostem pomiędzy doświadczeniem a jego przyjęciem. To w niej słowa mogą wybrzmieć bez presji i bez konieczności natychmiastowego zrozumienia – mówi Miran Orszu, autor tomu Miłość, która budzi się w Tobie

Tomik otwiera zdanie: Miłość nie przychodzi z zewnątrz. Ona budzi się w Tobie. Jakie doświadczenie było punktem wyjścia do takiego postawienia miłości w centrum wewnętrznego świata, a nie relacji z drugim człowiekiem?

Punktem wyjścia jest przekonanie, że miłość nie zaczyna się od spotkania, lecz od gotowości na nie. Od momentu, w którym człowiek przestaje jej szukać na zewnątrz i pozwala jej się w sobie obudzić. Ten tom nie neguje relacji, ale przesuwa akcent – relacja staje się konsekwencją wewnętrznej obecności, a nie jej warunkiem. Miłość nie jest tu odpowiedzią na brak relacji, lecz efektem dostrzeżenia tego, co już istnieje.

Narratorka wypowiada się w rodzaju żeńskim. Jednak dla Pana ten tomik nie ma podziału na płeć?

Rodzaj żeński nie pełni tu funkcji biograficznej ani tożsamościowej. Jest raczej nośnikiem wrażliwości i otwartości – pewnego sposobu mówienia o doświadczeniu. Głos ja w tym tomie nie jest przypisany do konkretnej płci; ma pozostać przestrzenią, w której czytelnik może rozpoznać siebie bez konieczności utożsamiania się z autorem. To świadome i celowe przesunięcie: od osoby ku doświadczeniu.

W pierwszej części dominuje motyw przebudzenia: iskra, świt, lekkość. Jakie emocje chciał Pan uchwycić w tym początkowym momencie budzenia się miłości?

To moment bardzo delikatny – jeszcze niepewny, ale już pełen potencjału. Emocje, które się tam pojawiają, są kruche: ciekawość, zdziwienie, pierwsza zgoda na bliskość. Przebudzenie nie jest euforią, lecz raczej cichym poruszeniem, które dopiero zapowiada zmianę. Ta część tomu oddaje stan, w którym coś zaczyna się dziać, choć jeszcze nie wiadomo, dokąd to prowadzi.

Cisza powraca niemal w każdym fragmencie tomu. Bywa rozmową, mostem, przestrzenią ukojenia. Czym jest cisza w Pana poezji?

Cisza jest warunkiem spotkania – z emocją, z pamięcią, z sensem. Nie oznacza pustki, lecz gotowość na usłyszenie tego, co subtelne. W tym tomie cisza nie oddziela, lecz łączy: staje się mostem pomiędzy doświadczeniem a jego przyjęciem. To w niej słowa mogą wybrzmieć bez presji i bez konieczności natychmiastowego zrozumienia.

Druga część tomu nosi tytuł Rozpad i cisza. Miłość w tych wierszach boli, ale nie znika. Czy rozpad jest dla Pana końcem relacji, czy raczej momentem przejścia?

Rozpad nie jest końcem, lecz momentem odsłonięcia prawdy. To etap, w którym iluzje przestają łudzić, a emocje tracą swoją gwałtowność. Ból nie oznacza tu porażki — jest raczej koniecznym procesem oddzielania tego, co było projekcją, od tego, co może i powinno przetrwać. Cisza, która towarzyszy rozpadowi, nie jest pustką, lecz przestrzenią przemiany.

W wierszu Kiedy uczysz się nie tęsknić opisuje Pan proces, który dzieje się powoli, niemal niepostrzeżenie. Czy ta nauka dotyczy bardziej odchodzenia od drugiej osoby, czy powrotu do siebie?

To przede wszystkim proces powrotu do siebie. Nie polega na zapomnieniu ani na wyparciu, lecz na zmianie relacji z brakiem. Tęsknota przestaje być szukaniem na zewnątrz, a staje się sygnałem, że coś wewnątrz domaga się uwagi. To nauka obecności — wcześniej nieobecnej, bo przykrytej oczekiwaniem.

W wielu tekstach pojawia się ciało jako nośnik pamięci i emocji. Co Pana interesuje bardziej: cielesność jako zapis doświadczeń czy jako droga do uważności?

Ciało jest tu zarówno zapisem, jak i drogą. Przechowuje ślady doświadczeń, zanim zostaną one nazwane, a jednocześnie pozwala wrócić do teraźniejszości. Uważność cielesna nie jest celem samym w sobie — jest raczej narzędziem powrotu do kontaktu z tym, co rzeczywiste. Ciało nie interpretuje, lecz reaguje — i w tym sensie bywa bardziej prawdziwe niż słowa.

Trzecia część tomu mówi o świadomej miłości: dojrzałej, spokojnej, nienarzucającej się. Jak zmienia się język poezji, gdy miłość przestaje być gwałtowna?

Język staje się prostszy i bardziej oszczędny. Znika potrzeba intensyfikacji — metafory nie muszą już niczego udowadniać ani wzmacniać emocji. Pojawia się zgoda na pauzę, na ciszę między wersami, na niedopowiedzenie. Świadoma miłość nie potrzebuje deklaracji; wystarcza jej obecność.

W części czwartej miłość przestaje potrzebować wzajemności. Jaką rolę odgrywa samotność w tym etapie drogi?

Samotność przestaje być niedosytem, a staje się przestrzenią wolności. Nie oznacza izolacji, lecz brak przymusu bycia potwierdzanym. To moment, w którym miłość może istnieć bez oczekiwań i bez lęku przed jej utratą. Samotność w tej części tomu jest spokojna — nie domaga się wypełnienia.

W tomiku obecny jest wyraźny wymiar duchowy: cisza, światło, modlitwa. Czy duchowość była naturalnym językiem mówienia o miłości, czy odkrywała się stopniowo w trakcie pisania?

Duchowość nie była założeniem wstępnym, lecz stała się konsekwencją. Wyłaniała się stopniowo, wraz z upraszczaniem języka i rezygnacją z nadmiaru znaczeń. Cisza i światło pojawiają się nie jako symbole religijne, lecz doświadczenia uniwersalne — momenty skupienia, obecności i zgody. Modlitwa w tym kontekście jest raczej formą uważności niż deklaracją.

W posłowiu pisze Pan, że te wiersze nie chcą opowiadać historii, lecz towarzyszyć. Jakiego rodzaju obecności oczekuje Pan od czytelnika?

Nie oczekuję aktywnej interpretacji, lecz gotowości na samą obecność w tekście. Te wiersze nie prowadzą i nie wyjaśniają — raczej idą obok czytelnika, który nie musi ich rozumieć w całości ani w określonej kolejności. Wystarczy, że pozwoli im wybrzmieć we własnym tempie.

Więcej informacji o książce „Miłość, która budzi się w Tobie” można znaleźć na stronie miranorszu.com.

Poszczególne części tomiku mają dedykacje. Co one dla Pana znaczą?

Dedykacje są gestem wdzięczności i uznania dla wpływu, jaki relacje — nawet zakończone — mają na wewnętrzną drogę człowieka. Nie są kluczem interpretacyjnym ani zapisem biografii. To raczej cichy ukłon wobec spotkań, które coś w nas poruszyły i pozwoliły pójść dalej.

W przygotowaniu jest już drugi tom wierszy. Czego możemy się spodziewać?

Drugi tom pogłębia motyw ciszy i wewnętrznego dialogu. Jest bardziej surowy językowo, mniej afirmacyjny, ale równie istotny. To kontynuacja drogi — nie przez powtórzenie, lecz przez przesunięcie akcentów.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.