- Odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania. Wywiad z Niną Majewską-Brown

Autor: Sławomir Krempa

- Przygotowanie się do pisania nie było proste, bo niespodziewanie zrodziła się we mnie duża odpowiedzialność za słowa. Długo przeglądałam literaturę fachową i próbowałam jakoś przełożyć ją na własne emocje, a potem się z nimi uporać. Skontaktowałam się więc z psychologami, bo zrozumiałam, że trzeba czytelnikom podsuwać właściwe odpowiedzi, a nie tylko subiektywne odczucia. Przeszłam przez psychoterapię, która w ogromnym stopniu zaważyła na tym, jak postrzegam świat. To niezwykłe doświadczenie, polegające na udzieleniu sobie samemu odpowiedzi na obiektywnie proste pytania: gdzie jestem, gdzie chciałbym być za rok, co sprawia, że jestem szczęśliwa. Polecam absolutnie każdemu - mówi Nina Majewska-Brown, autorka powieści Wakacje, Zwyczajny dzień i Jak się nie zakochać.

Nie masz poczucia, że w Polsce za dużo osób pisze książki, a zbyt mało je czyta? Doświadczyłaś tego chyba lata temu podczas pracy dla wydawnictw… 

To niewątpliwie prawda - do wydawcy trafia średnio około 5 maszynopisów dziennie. Dlatego mogę mówić o dużym szczęściu w kontekście tego, że udało mi się tak szybko wydać pierwszą powieść - tym bardziej, że szukając wydawcy, nie posiłkowałam się kontaktami z czasów pracy w branży. 

 To pracując dla wydawców nauczyłaś się warsztatu? Bo polonistyka chyba nie była tu przesadnie pomocna?  

Zdecydowanie, podczas studiów polonistycznych nikt nie uczy warsztatu pisarskiego, raczej nie można się wówczas nauczyć również redakcji tekstu. A co najgorsze, filologia prezentuje literaturę głównie do lat pięćdziesiątych XX wieku - gdy w latach dziewięćdziesiątych studiowałam, w naszej prozie zaczynały się pojawiać naprawdę głośne dzisiaj nazwiska, tymczasem studia pozostawały jakby obok tego, co działo się w literaturze. Warsztatu uczyłam się więc samodzielnie, przede wszystkim oczywiście czytając. 

O tym, by pisać, po raz pierwszy pomyślałaś w Barcelonie, która zresztą stała się tłem dla Twojej debiutanckiej powieści - Wakacje

Mąż chciał chyba uniknąć mojego ciągłego gadania. Musiał być przekonany, że kiedy zacznę pisać, to przestanę gadać. Nie pomyślał, że wtedy zacznę czytać mu fragmenty tego, co napisałam (śmiech)

A napisałaś książkę mocno zaskakującą. Pierwsza część Wakacji to nawet nie fabuła - to codzienność, normalność opisana najzwyczajniej w świecie. Nuda? 

Zgadza się - i był to celowy zabieg. Chciałam zacząć od zwyczajności, od „uśpienia” czytelnika, by potem solidnie mu „dowalić”. Chciałam zderzyć codzienność, coś, co jest najzupełniej powtarzalne z najtrudniejszymi emocjami, jakie mogą spaść na człowieka. Chciałam pokazać, że jednego dnia możemy oddawać się najzwyczajniejszym czynnościom, nawet nieco nimi znudzeni, gdy kolejnego będziemy musieli zmierzyć się z tym, co najtrudniejsze. 

To nie jest typowa chick lit…

Zdecydowanie nie. Miałam nadzieję, że uda mi się zmusić czytelniczki do tego, by zatrzymały się w biegu, by przypomniały sobie, że życie pełne jest nieprzewidywalnych sytuacji. Chciałam też zwrócić uwagę na konieczność spisywania testamentu. Zazwyczaj odkładamy ten moment tak długo, jak tylko możemy - wydaje nam się, że to jeszcze nie czas, że to zupełnie niepotrzebne. A tymczasem uregulowanie spraw bieżących, gdy jeszcze jesteśmy w pełni zdrowi, pomoże w przyszłości naszym dzieciom - gdy nastąpi to, co nieoczekiwane, będzie im po prostu łatwiej. 

Często słyszę zarzuty, że okładka sugeruje typową powieść kobiecą - że będzie miło, romantycznie. Tymczasem Wakacje to nie jest harlequin. To powieść kobieca, napisana lekko, ale w pewien sposób grająca z czytelnikiem - miejscami wkurzająca, momentami - irytująca, ale na pewno wzbudzająca emocje, sprawiająca, że zaczynamy po prostu myśleć. Swoją drogą - moim bohaterom też wydawało się, że te wakacje będą najprzyjemniejszym czasem w ich życiu. Tymczasem te właśnie chwile „rozsadziły” ich dotychczasowe życie, zmieniły je nie do poznania.

Bohaterka Twojej książki nazywa się Nina Braun. Łączy Was imię, a i nazwisko w wymowie jest mocno zbliżone. Ile jest autorki w głównej bohaterce? I ile bohaterki - w autorce powieści?  

Zaznaczę może, że Nina Majewska-Brown to pseudonim literacki. Wybrałam go świadomie - i świadomie nazwałam główną bohaterkę Niną Braun, by czytelnik mocniej „wkręcił się” w ten świat. Dając bohaterce „swoje” imię i nazwisko, uwiarygadniałam całą historię. Zresztą na Messengerze otrzymuję wiele listów wsparcia od czytelników, którym sytuacja mojej bohaterki wydaje się tak rzeczywista, że ich zdaniem nie mogę opisywać emocji całkowicie zmyślonych. 

Podobno pierwszą książkę pisze się o sobie - i coś w tym jest. Nie jest to mój dziennik czy pamiętnik, to nie moja historia, ale sposób radzenia sobie z przeciwnościami i zmaganie się z emocjami już zdecydowanie tak.

Zwyczajny dzień to jakby próba utwierdzenia czytelnika w przekonaniu, że w żadnej, nawet najtrudniejszej sytuacji, nie wolno się poddawać i że zawsze życie może nieść dla nas jeszcze wiele niespodzianek. 

No właśnie - po sytuacjach ekstremalnych nadchodzi zwyczajny dzień i tylko od nas zależy, jak odnajdziemy się w nowej sytuacji. Tu nastrój, atmosfera powieści jest zupełnie inna, inny jest też jej przekaz. Jeśli mamy dzieci, to musimy się pozbierać i dla nich zbudować świat na nowo. Czy to się udaje? O tym opowiada już moja trzecia powieść, która właśnie trafia do księgarń. 

Przygotowanie się do pisania nie było proste, bo niespodziewanie zrodziła się we mnie duża odpowiedzialność za słowa. Długo przeglądałam literaturę fachową i próbowałam jakoś przełożyć ją na własne emocje, a potem się z nimi uporać. Skontaktowałam się więc z psychologami, bo zrozumiałam, że trzeba czytelnikom podsuwać właściwe odpowiedzi, a nie tylko subiektywne odczucia. Przeszłam przez psychoterapię, która w ogromnym stopniu zaważyła na tym, jak postrzegam świat. To niezwykłe doświadczenie, polegające na udzieleniu sobie samemu odpowiedzi na obiektywnie proste pytania: gdzie jestem, gdzie chciałbym być za rok, co sprawia, że jestem szczęśliwa. Polecam absolutnie każdemu. I piszę przecież o takich sprawach, jak kwestia rozmawiania z dzieckiem o śmierci rodzica, o tym, czy warto zabierać je na pogrzeb - to nie są rzeczy łatwe. 

Ale piszesz też o tym, że kobieta nigdy, ale to nigdy nie powinna przestać czuć się kobietą…

W tym sensie jest może w cyklu o Ninie trochę chick lit - tylko że opowiadam o „lasce” nieco starszej niż w przypadku większości reprezentantek tego gatunku. I nie ma się co dziwić - jestem kobietą czterdziestoletnią, więc mierzę się z rzeczami, które dotykają mojego pokolenia. Chcę więc mówić o relacjach z pokoleniem moich rodziców, wychowywanych w czasie wojny - z ludźmi, którzy mieli inne kanony miłości, tolerancji czy wzorce życia rodzinnego, bliskości niż my. Chcę zderzyć je z relacjami, jakie sami budujemy ze swoimi dziećmi. Chcę pisać o tym, jak życie zmienia się po bankructwie, utracie pracy, rozwodzie, rozstaniu czy utracie dziecka. Chcę pisać o budowaniu nowych związków, co również jest przecież niełatwe. Wyobraź sobie: masz 40 lat - masz ułożone życie, dzieci, dom i nagle się zakochujesz. W Twoim życiu pojawia się ktoś zupełnie nowy - jak zaprosić go do swojego domu? Jak poznać go z dziećmi? 

 Ewentualnie - jak się nie zakochać, gdy serce chce, a rozum nie bardzo pozwala? 

Dokładnie. 

Jak się nie zakochać to już finał historii Niny?  

Czytelnicy nie chcą, by tak się stało, ale ja mam już w głowie zupełnie nową historię. Zresztą przyznam się, że mam kiepską pamięć i, niesiona opowieścią, zaczęłam gubić się szczegółach  świata Niny. Zresztą zawsze było dla mnie ważniejsze meritum niż detal. Pisząc i kreując postać, lubię obserwować ludzi, bawić się dialogami, kazać postaciom odnaleźć się w jakiejś sytuacji i to oni pociągają mnie w swoją opowieść. Nie mam szczegółowej „rozpiski”, planu scena po scenie, linijka po linijce. Mam poczucie, że czas na zupełnie nową historię. Ale najpierw będzie jeszcze mała kulinarna niespodzianka, proszę w sierpniu podglądać księgarskie półki.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2016-06-17 13:06:02
0 +-
W 100% zgadzam się z opinią autorki na temat studiów filologicznych...
Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2016-06-16 21:08:47
0 +-
Wywiad bardzo mi się podoba i również doceniam prawdomówność autora.
Avatar użytkownika - violabu
violabu
Dodany: 2016-06-16 15:06:22
0 +-
"Duża odpowiedzialność za słowa" - powinien mieć ją każdy autor!