Pisanie jest najprostszym sposobem wyrażania emocji. Wywiad z Krzysztofem Kościelskim

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Pisanie jest najprostszym sposobem wyrażania emocji. Wywiad z Krzysztofem Kościelskim z kategorii Brak kategorii

– Pisanie – nie tylko wierszy – od dawna jest najdokładniejszym, najtańszym i rzekomo najprostszym sposobem wyrażania emocji. Od czasu likwidacji analfabetyzmu w Polsce – w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia – jest również sposobem najpopularniejszym. Żeby stworzyć wyrób wierszopodobny, wystarczy kartka, długopis i parę klas podstawówki. W tej całej zabawie aspekt autoerotyczny pojawia się wraz z przekonaniem, że jest się wyjątkowym i ma się coś do powiedzenia, a uwidacznia wraz z upublicznieniem swojej twórczości. Wtedy najczęściej okazuje się, że się nie jest i się nie ma. Ale niekiedy okazuje się coś innego - mówi Mickiewicz Facebooka, Szekspir Instagrama, Prometeusz polskiej poezji, a ponadto czarny koń poezji Internetu i autor książki Ego – Krzysztof Kościelski

Poezja rodzi się w Żabce?

Poezja rodzi się w bólach egzystencjalnych, frywolnym duchu albo rozbuchanym ego. W tej dziurze, która zostaje w kręgosłupie moralnym po metaforycznym nożu. W wielkiej tęsknocie i złamanym sercu. Sporadycznie w rzemieślniczym umyśle.

I jej tematem może być wszystko?

W Polsce mamy wolność twórczości artystycznej gwarantowaną przez Konstytucję w art. 73. – tak że być może wszystko, choć może wszystko być nie powinno.

Internet powinien w niej być?

W moich wierszach jest dużo Internetu, bo publikuję je na Facebooku oraz Instagramie. Gdybym prezentował je na spotkaniach koła gospodyń wiejskich, to bym pisał, oj bym pisał o życiu sołtysa.

Więcej czasu spędza Pan w sieci niż „w realu”

Dużo czasu spędzam w realu przed ekranem Worda.

Czytuje Pan współczesnych poetów? Dąbrowski, Bargielska…

Nie.

A klasyków?

Tak.

Bliżej Panu do autora „Nowych wierszy sławnych poetów” niż do – powiedzmy – Julii Hartwig?

Bliżej. Nie znam tej pani – tak jak i państwa, których z nazwisk wymienił Pan wcześniej – ale pan Grzegorz Uzdański obił mi się o oczy. On jest trochę jak taki krnąbrny absolwent ASP, którego zatrudnia muzeum, żeby odmalował replikę, a on zamiast „Damy z łasiczką” maluje „Karynę z buldogiem francuskim”. Nie wiem, czy pisząc pastisze, ma szacunek do samego siebie i robi to, co naprawdę by chciał i do czego jest zdolny, ale ja go szanuję, bo to rzemieślnik i analityczny umysł. No i ma coś, czego reszta nie ma: warsztat i poczucie humoru. Większość wierszokletów może mu czyścić buty.

A Pan? Jak Pan wpadł na to, by tworzyć poezję internetową? 

Wpadłem kiedyś na jednego wykształconego gamonia na wysokim stanowisku, który nieopatrznie powiedział mi, że „rymy nie imponują nikomu od czasów Horacego”. To było jak wyładowanie elektryczne, które w końcu ożywiło składanego latami potwora. Mam nadzieję, że jest mu teraz co najmniej głupio.

Umberto Eco napisał kiedyś, że pisanie wierszy ma podobną przyczynę sprawczą, co trądzik młodzieńczy...

Moim zdaniem większość ludzi zabiera się za tworzenie poezji z powodów autoterapeutycznych. Pisanie – nie tylko wierszy – od dawna jest najdokładniejszym, najtańszym i rzekomo najprostszym sposobem wyrażania emocji. Od czasu likwidacji analfabetyzmu w Polsce – w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia – jest również sposobem najpopularniejszym. Żeby stworzyć wyrób wierszopodobny, wystarczy kartka, długopis i parę klas podstawówki. W tej całej zabawie aspekt autoerotyczny pojawia się wraz z przekonaniem, że jest się wyjątkowym i ma się coś do powiedzenia, a uwidacznia wraz z upublicznieniem swojej twórczości. Wtedy najczęściej okazuje się, że się nie jest i się nie ma. Ale niekiedy okazuje się coś innego.

Czyli nie zaczął Pan pisać z miłości?

Zacząłem z nienawiści.

A jednak miłość w ogóle często pojawia się w Pana wierszach. I choć sprawnie posługuje się nowymi technologiami, to momentami raczej niezbyt lirycznie wypada…

Nie jestem ekspertem, bo kochałem w życiu tylko jedną kobietę, ale wydaje mi się, że kochać to nie znaczy zawsze to samo. Bo miłość jest niewiadomą. To potęga burz i wichrów moc. Przepłynięte rzeki, pokonane góry i nieprzespane noce. I pluszowy miś. I kwiaty. I bezkresy mórz. I „zajebałem się w tobie jak ch*j”. I serduszko czekające na Messengerze.

O – to, to właśnie. Czytając niektóre spośród Pańskich wierszy, niemal słyszy się w głowie znane piosenki…

Zdarza mi się z premedytacją nawiązywać do popkultury. Chodzi o reminiscencje. Ludzie bardziej lubią rzeczy, które są dla nich jakby znajome.

Ich popularność Pana zaskoczyła?

Najbardziej zaskoczyło mnie, że najpopularniejsze okazały się te wiersze, które miałem opory opublikować.

Wygląda więc na to, że potrzebujemy poezji – także na Instagramie...

Myślę, że jedna rzecz zmuszająca do myślenia dziennie to miła odmiana od codziennej dawki tych samych twarzy i wnętrz.

Pogadajmy przez chwilę o formie i języku: dlaczego rymy?

Nie lubię iść na łatwiznę.

„Częstochowszczyzna" – to jest łatwizna!

Takie praktyki to polowanie na czarownice uprawiane przez ignorantów, którzy powinni zajmować się co najwyżej analizą semantyczną tak zwanych wierszy białych. Nie przypominam sobie, żeby wybitni teoretycy literatury kiedykolwiek używali tego sformułowania. Co innego samozwańczy eksperci, którzy uzbroili się w ten termin, wypaczyli go i teraz machają nim jak cepem, podczas gdy nie mają pojęcia, co to jest pantum, vilanella, o czym pisali Dłuska i Krzyżanowski, a samo brzmienie słowa proparoksytoniczny powoduje, że muszą pić olej z anapestu.

Przez takich opiniotwórców, ilekroć posłużę się rymami gramatycznymi, sięgam po rumianek i nadużywam melisy, ale i tak zawsze budzę się w środku nocy, zlany potem, krzycząc: Zbrodnia to niesłychana! Oj dana, oj da dana!, bo zgodnie z ich nowożytną teorią częstochowszczyzny co trzeci rym u Mickiewicza okazuje się dzisiaj tak zwanym rymem częstochowskim.

W całej tej nagonce niesłusznie obrywają też Częstochowa i jej mieszkańcy. Sam pochodzę z okolic równie – jeśli nie bardziej – znanego miejsca kultu, gdzie przez setki lat czczono najgorszego pogańskiego demona, a niedawno zmieniono orientację i wybudowano Disneyland dla katolików. Z tego tytułu chciałbym zaproponować, żeby posądzano mnie o „licheńszczyznę”, czyli „makiaweliczne bogactwo grandilokwentnych współbrzmień imponujące tysiącom wiernych followersów wrażliwych na foniczne walory regularnej powtarzalności”.

Pozdrawiam czule.

W Bezrymskich ugorach bardzo mocno Pan pisze o twórcach wierszy białych… 

Tak się tylko droczę. Nikomu nie zawdzięczam tyle, co autorom tak zwanych wierszy białych.

Gdyby nie doprowadzili polskiej poezji do ruiny, tzn. nie wydawali własnym sumptem kilkuset tomików rocznie w cenie 25 zł za 25 wyrobów wierszopodobnych, nie zdominowali przeglądów poetyckich i nie zamęczyli polskiego społeczeństwa oraz największych wydawców, to teraz byśmy nie rozmawiali.

No to weźmy się jeszcze za te wszystkie wulgaryzmy...

Jak się ktoś boi wulgaryzmów, to od tradycyjnej poezji powinien się trzymać z daleka.

Według mojej najlepszej wiedzy mistrzem w przeklinaniu był Fredro – jego wulgarologizmy przeszły do języka codziennego, a nierzadko dokazywał wers pod wersem. Boy poszedł w jego ślady. Jak dziwnie by to nie zabrzmiało, Tuwim też momentami w słowach nie przebierał. Ale dobra, może to nie jest tradycyjna poezja, może to byli mało znani buntownicy. Może tradycyjny jest Rej, który pisał o „sraniu za drzewem” albo Kochanowski, który piętnował trzymanie „kurwy w domu”. A może powinniśmy się cofnąć jeszcze wcześniej, do czasów republiki rzymskiej i Gajusza Waleriusza Katullusa, którego poezja przetrwała dwa tysiące lat prawdopodobnie tylko i wyłącznie dzięki obscenicznym treściom vide jego wiersz 69. Może to jest tradycyjna poezja.

Wszystkim wyżej wymienionym przeklinanie uszło frazeologicznym płazem i dzisiaj uczą o nich w szkołach i na uczelniach, ponieważ odbiór jednego utworu wcale nie musi wpływać na postrzeganie pozostałych. Nie rezygnuje się z najbardziej wziętego lokalu w mieście, bo na swojej najbardziej popularnej pizzy podają kawałek ananasa, który nam akurat nie podchodzi. Oczywiście, można się za to obrazić i zamknąć drzwi z drugiej strony, ale tak postępują tylko ludzie ograniczeni. Co innego, jeśli właściciel lokalu pisał w więzieniu o swojej walce albo zapraszał na ranczo dzieci. Wtedy lepiej jeść suchy ryż.

Nie mamy tego za dużo w normalnym życiu?

Nie mogę odpowiadać za ogół, ale mi się w wierszach okazjonalnie przydają. Jeden funkcjonalny wulgaryzm pojawia się średnio co dziesięć utworów.

To może jeszcze o reklamie: wydawca twierdzi, że jest Pan „czarnym koniem poezji internetu”.

Ach, ten wydawca i te przydomki: czarny koń poezji internetu, biały kruk polskiej beletyrystyki, prometeusz polskiej poezji. Nie mam pojęcia, jak oni to wymyślają i o co im chodzi.

Myśli Pan, że kiedy buzz w social mediach opadnie i skończy się szum wokół wydanej właśnie książki, te wiersze przetrwają?

Panie, ja mam trzydzieści tysięcy fanek w wieku reprodukcyjnym. Tu i teraz. Co mnie obchodzi, czy jakieś wiersze przetrwają.

No dobra, żartuję. Mam nadzieję, że kiedy wyłączą już Internet i za pomocą broni elektromagnetycznej zniszczą całą elektronikę, moja książka błyśnie komuś na strychu niczym kapsuła czasu. I weźmie on ją, i od drzwi do drzwi pójdzie, i nauczać będzie o czasach popapranych.

A gdyby powstała jeszcze jakaś grupa wyznaniowa odmawiająca przed snem psycholinki i świtezianki, to by dopiero… A nie, przepraszam xD

Bądź co bądź, popiszemy, zobaczymy.

Właśnie: popiszemy. Pisze Pan od ponad dwóch lat. Formuła się nie wyczerpała?

Jeśli potraktujemy wiersz jako komentarz na otaczającą rzeczywistość, to mamy do dyspozycji studnię bez dna. Podobnie ma się sprawa z wierszami miłosnymi, bo miłość zawsze jest na topie. Tak to się kula od stuleci i można to ciągnąć w nieskończoność. Sam piszę rymowane utwory od przeszło dwudziestu lat. Wiersze wyczynowo od roku. Ale to wszystko i tak tylko przykrywka. Przygrywka. Proszę się nie rozchodzić.

Dziękuję za rozmowę.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - kanon
kanon
Dodany: 2019-03-28 09:34:12
0 +-

Z chęcią zapoznam się z twórczością Pana Krzysztofa 

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-03-27 15:22:31
0 +-

Zaintrygowały mnie wiersze pana Krzysztpfa, jak i on sam. Chyba dołączę do grona... :)

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2019-03-26 23:24:46
0 +-

Nie znam twórczości Pana Krzysztofa Kościelskiego, ale wywiad przeprowadzony z nim prezentuje się zgodnie z tym , co ma do ofiarowania  współczesny  świat.

Avatar użytkownika - Justyna641
Justyna641
Dodany: 2019-03-26 17:00:00
0 +-

Bardzo lubię poezje, a ta nad wyraz oryginalna.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-03-26 13:01:34
0 +-

Może i ja przekonam się do poezji. Ciekawy wywiad.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-03-26 12:26:12
0 +-

Rzadko sięgam po poezję, ale tym razem chyba poszukam :)

Avatar użytkownika - katiewa92
katiewa92
Dodany: 2019-03-26 12:19:46
0 +-

Poezja jest piękna ale nie dla wszystkich. Wywiad ciekawy.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-03-26 11:55:48
0 +-

Zaintrygował mnie ten wywiad. I ta poezja jakaś taka aktualna.

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Pod naszym niebem
Sylwia Kubik
Pod naszym niebem
Tylko dla dorosłych
Nina Majewska-Brown
Tylko dla dorosłych
My Secret Youtube Life
Charlotte Seager
My Secret Youtube Life
Marzycielka
Katarzyna Michalak
Marzycielka
Cecylio, obudź się!
Dorota Wójcik
Cecylio, obudź się!
Ojciec, czyli o Pieronku
Szymon Wróbel
Ojciec, czyli o Pieronku
Kolory pawich piór
Jojo Moyes;
Kolory pawich piór
Coco i jej mała czarna sukienka
Annemarie Van Haeringen
Coco i jej mała czarna sukienka
Pokaż wszystkie recenzje