Handel ludźmi jest powszechny na całym świecie. Wywiad z Przemysławem Piotrowskim

Data: 2022-12-19 10:50:31 Autor: Sławomir Krempa
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Handel ludźmi jest powszechny na całym świecie. Wywiad z Przemysławem Piotrowskim z kategorii Brak kategorii

– Kiedyś w Ustroniu Morskim zniknęła mi z oczu dwuletnia córka. Starałem się mieć ją na oku, ale tak się stało, że w pewnym momencie jej ręka wysunęła się z mojej i Lenka zniknęła. Poszukiwania trwały może 10-15 minut, ale w tym czasie moja wyobraźnia bardzo mocno pracowała. Na szczęście skończyło się na strachu, ale wiedziałem, że te emocje kiedyś będą musiały znaleźć ujście. Tak narodziła się ta historia – mówi Przemysław Piotrowski, autor powieści Prawo matki.

Żołnierz z dużym doświadczeniem, człowiek silny, aktywnie trenujący sztuki walki, który potrafi posługiwać się bronią i posunie się tak daleko, jak trzeba, w obronie bliskich. Brzmi jak modelowy bohater kina akcji. Tyle że bohaterka Prawa matki jest... kobietą. Skąd wzięła się Luta Karabina?

Jak Pan wspomniał, bohaterów kina akcji jest wielu, ale bardzo rzadko obsadza się w tej roli kobiety. Pomyślałem, że mamy dobry moment, by to nadrobić.

A może rzadko obsadza się je w głównych rolach dlatego, że po prostu tak silne bohaterki nie występują w rzeczywistości?

I tu Pana zaskoczę – istnieją. Postać Luty Karabiny było mi o tyle łatwo tworzyć, że miałem świetny pierwowzór. Moja przyjaciółka jest żołnierzem, trenuje sztuki walki – to kobieta silna fizycznie, mentalnie i życiowo. Nie musiałem tworzyć takiej postaci od zera, wystarczyło opisać rzeczywistość – i, oczywiście, trochę ją „podrasować".

Postaci kobiece w literaturze sensacyjnej pełnią zwykle zupełnie inną rolę.

Myślę, że czytelniczkom brakowało bohaterki, która brałaby odwet na tych wszystkich złych facetach, którzy zwykle pełnią w literaturze rolę oprawców. Kobiety najczęściej są porywane, maltretowane, bite, gwałcone, przetrzymywane i wiązane. Uznałem, że już dość tego.

Dlatego Luta to kobieta, której nikt nie chciałby zaleźć za skórę.

Luta na macie w 5 sekund poskładałaby większość facetów, a i w walce ulicznej poradziłaby sobie doskonale. Spójrzmy, swoją drogą, za naszą wschodnią granicę: tam też w wojsku pracują kobiety, walczą, są snajperkami, działają za linią wroga.

Decydując się na obsadzenie kobiety w roli głównej, chciał Pan się trochę odbić od innej swojej popularnej postaci, Igora Brudnego?

Trochę tak. Choć napisałem również kilka innych książek, to moje nazwisko kojarzone jest przede wszystkim z serią o Brudnym. Chciałem uciec od tych porównań, dlatego Luta i Igor to dwie zupełnie odmienne postaci, różni je płeć, charakter, historia, umiejętności…

Luta zarabia na życie, pracując na platformach wiertniczych. To nie jest – powiedzmy – najbardziej konwencjonalna praca?

Przepracowałem na platformach w Norwegii kilka lat i wydawca od dłuższego czasu suszył mi głowę, żebym jakoś to wykorzystał w książkach. Na razie musnąłem tylko ten temat, może w przyszłości go rozwinę. Natomiast na platformach – jak wszędzie – można również spotkać kobiety, choć są to jednostkowe przypadki. Pracują one tak samo, jak faceci, wykonują ciężką robotę, często fizyczną. Ta praca kształtuje charakter i dobrze mi pasowała do postaci Luty Karabiny.

Potrzeba jakichś szczególnych cech, by zdecydować się na tę robotę?

Na pewno trzeba być przygotowanym na ciężkie warunki, pracę na wysokościach, trudną pogodę… Na platformach jest bardzo, bardzo zimno. Tylko tam widziałem, że śnieg może padać nie tylko z góry, lecz także… od dołu. Trzeba być przygotowanym na zmiany, które mogą trwać nawet 12-16 godzin. I tak przez 2 tygodnie, dzień w dzień.

Jak Luta wyrobiła w sobie taką hardość charakteru?

Luta ma swoją historię. To postać, która nie miała lekko w dzieciństwie, za którą kroczą demony. Na przestrzeni lat jej charakter stopniowo tak się ukształtował. Na pewno pomógł w tym turecki dziadek, który sprawił, że wybrała taką, a nie inną drogę życiową. Więcej nie chciałbym zdradzać – czytelnicy historię Luty odkrywać będą podczas lektury.

Czytaj również: Przemysław Piotrowski - cytaty

Nie zdradzając tajemnic fabuły, zarysujmy punkt wyjścia: Luta pracuje – i tęskni, a gdy wróci, stara się nadrobić stracony czas. Tyle że podczas jednego z rodzinnych wyjść dochodzi do tragedii…

Luta na zmianę z mężem, który również pracuje na platformach wiertniczych, zajmuje się dziećmi. To praca rotacyjna, zmiana trwa 2 tygodnie, a potem są 3 tygodnie wolnego. To jasne, że podczas tak długich zmian pojawia się tęsknota – ja też ją odczułem i pewnie dlatego mogłem ją oddać, mam nadzieję, wiarygodnie. Tyle że podczas nadrabiania straconego czasu, podczas pobytu w parku rozrywki, porwana zostaje córka Luty. A że nasza bohaterka ma pewne predyspozycje i przeszłość, to może zrobić więcej niż tylko powiadomić policję. I rzeczywiście, zabiera się do roboty.

Utrata dziecka to największa tragedia, jaka może spotkać rodzica?

Z pewnością. Mnie coś takiego nigdy nie spotkało, ale było blisko. Kiedyś w Ustroniu Morskim zniknęła mi z oczu dwuletnia córka. Starałem się mieć ją na oku, ale tak się stało, że w pewnym momencie jej ręka wysunęła się z mojej i Lenka zniknęła. Poszukiwania trwały może 10-15 minut, ale w tym czasie moja wyobraźnia bardzo mocno pracowała. Na szczęście skończyło się na strachu, ale wiedziałem, że te emocje kiedyś będą musiały znaleźć ujście. Tak narodziła się ta historia.

Pisze Pan w swojej książce o handlu żywym towarem. To proceder w Polsce mocno rozpowszechniony i zakrojony na szeroką skalę?

Handel ludźmi jest bardzo powszechny na całym świecie, zwłaszcza w krajach mniej rozwiniętych, w krajach trzeciego świata. W Polsce, na szczęście, jest dużo lepiej, ale i u nas rocznie znika niemal setka dzieci. Nie wiadomo, co się z nimi dzieje – część udaje się odnaleźć, po części nie zostaje nawet ślad. Natomiast handel kobietami to już problem na naprawdę dużą skalę, także w Europie. Powszechnie dostępne są dane Interpolu – rocznie ginie nawet kilkaset tysięcy kobiet, z których wiele trafia do domów publicznych. To współczesna forma niewolnictwa, której nie zauważamy albo nie chcemy zauważyć. Gdy wyjeżdżamy za miasto, często widzimy przy drogach wylotowych panie, zachęcające, by skorzystać z ich usług. Nie zastanawiamy się raczej nad tym, dlaczego właściwie to robią – a część z nich może być przecież ofiarami handlu ludźmi.

Swojej walki Luta nie mogłaby wygrać, gdyby nie całkiem spore grono sojuszników. Wśród nich są osoby trenujące sztuki walki, ale też trenerzy. W rzeczywistości to też środowisko tak bardzo zintegrowane?

Tak, ci ludzie są jak rodzina i kiedy któryś z nich ma problem, może liczyć na pomoc pozostałych. Sam chodzę do klubu i lubię czasem potarzać się na macie. Trenerzy, których opisałem, również inspirowani są prawdziwymi ludźmi.

Ale w Pańskiej powieści jest to też środowisko bardzo mocno powiązane ze światem przestępczym…

Nie są to ludzie ze szkółki niedzielnej, a część z nich sztuki walki wykorzystuje w niekoniecznie legalnej pracy. Ale na pewno nie jest to większość. Często rozmaite środowiska oceniamy przez pryzmat nielicznych należących do niego „czarnych owiec". Kolarstwo zawsze kojarzyło nam się z przetaczaniem krwi, podnoszenie ciężarów – z dopingiem, a piłka nożna – z korupcją. Podobnie jest z trenującymi sporty walki – dla części stają się one sposobem na ucieczkę z nie do końca czystego środowiska, z którego się wywodzą, inni zaś na zawsze pozostają z nim związani.

Inny sojusznik głównej bohaterki to Zygmunt Szatan, gliniarz – również po przejściach.

W moich powieściach lubię obsadzać duety śledczych czy głównych bohaterów. W poprzednim cyklu byli to Brudny oraz Zawadzka, tu stworzyłem zupełnie inną parę. Luta i Zygmunt różnią się diametralnie, dzięki czemu nieustannie między nimi iskrzy. Chciałem, by tak było, by cały czas się coś działo. Chciałem opisać swego rodzaju pojedynek charakterów, postaci, które obierają wspólny cel i mimo różnic starają się „dotrzeć", dogadać.

Postaci te przejdą jeszcze więcej podczas poszukiwania córki Luty – ale o tym przeczytać już można w powieści. A później – powrócą?

Mam pomysł na drugi tom, jednak na razie czekam na to, jak historię Luty odbiorą czytelnicy. Jeśli polubią tę postać, na pewno na jednej powieści się nie skończy.

Tymczasem pracuję nad zupełnie inną książką. Ma ona opowiadać o Luisie Garavito – jednym z najbardziej przerażających seryjnych morderców w historii, człowieku, który ma na sumieniu kilkuset młodych chłopców. Udowodniono mu ponad 200 zabójstw, nazywano – „Bestią". Pomyślałem, że jeśli już biorę się za true crime, to wezmę na warsztat numer 1 na liście najgorszych zabójców świata. Tym bardziej, że to postać stosunkowo mało znana, nie wyeksploatowana jeszcze tak bardzo przez popkulturę. Na pewno będzie to mocna historia.

Powieść Prawo matki kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.