- Literatura pozwala zetknąć się z problemami, które mogą nas spotkać w życiu codziennym. Wywiad z Aleksandrą Struską-Musiał

Autor: Magdalena Galiczek-Krempa

– Dzięki książkom możemy wraz z bohaterami przeżywać emocje i sytuacje, z którymi kiedyś zmierzymy się „na żywo”. Lektury na pewno mogą być doskonałym punktem wyjścia do rozmów z dziećmi na ważne tematy. Wzorce zachowań wynosimy między innymi z literatury, choć kluczowy jest dom rodzinny – mówi Aleksandra Struska-Musiał, autorka książek z cyklu Ulica Pazurkowa. Właśnie do księgarń trafiła kolejna odsłona serii – Nowi lokatorzy.

Lubi Pani odwiedzać ulicę Pazurkową?

Oczywiście! Żeby ją w ogóle stworzyć, sięgnęłam pamięcią do swojego dzieciństwa, wakacji, koleżanek i kolegów z osiedla. Są to w większości dobre, ciepłe wspomnienia, pełne przygód i czasu spędzanego w gronie przyjaciół na świeżym powietrzu. Ale zauważyłam, że współczesne dzieci również z wypiekami na twarzy słuchają opowieści o mieszkańcach ulicy Pazurkowej – może jest w nich jakaś tęsknota za przedstawionymi w książce więziami, zażyłymi relacjami? A już z całą pewnością za własnym domkiem na drzewie!

Po wydarzeniach opisanych w pierwszej części Ulicy Pazurkowej i związanych z poszukiwaniem Ogryzka mieszkańcy kamienicy bardzo się ze sobą zaprzyjaźnili. Był ślub, zbudowano domek na drzewie dla dzieci, jedzono wspólnie obiady. Taka sąsiedzka zażyłość i wzajemna, bezinteresowna pomoc to wciąż powszechne zjawisko?

Obraz sąsiedzkiej wspólnoty przedstawiony w Ulicy Pazurkowej faktycznie odzwierciedla raczej doświadczenia mojego pokolenia. Długie godziny spędzane na dworze w towarzystwie dzieci z sąsiedztwa były na porządku dziennym, podobnie jak pożyczanie od sąsiadów na przykład szklanki mleka do ciasta czy oglądanie „wieczorynki” w mieszkaniu obok, kiedy w domu popsuł się telewizor. Sąsiedzi z jednej klatki wiedzieli o sobie nawzajem naprawdę dużo, a dziś czasem z trudem rozpoznają twarze mijanych na korytarzu osób. Dawniej więzi sąsiedzkie zacieśniały się chyba bardziej automatycznie, bo budowała się wspólnota wielopłaszczyznowa: dzieci bawiły się razem na podwórku i jednocześnie chodziły razem do szkoły; ich rodzice robili zakupy w tych samych osiedlowych sklepach, spotykali się też na wywiadówkach. Dziś dzieci często dowożone są do odległych szkół, po lekcjach nawet nie mają okazji spotkać się z kolegami z klasy. Sąsiedzi pozostają tylko sąsiadami. Pracujemy też w znacznie mniej zunifikowanych godzinach niż kiedyś (pamiętam z dzieciństwa w moim niewielkim miasteczku dźwięk syreny o godzinie piętnastej oznaczający koniec pracy), co nie sprzyja zacieśnianiu relacji sąsiedzkich.

Do mieszkania przy ulicy Pazurkowej wprowadzają się nowi mieszkańcy. Tytułowy nowy lokator to dla dzieci szansa na nowe przygody i nową przyjaźń?

Zdecydowanie tak. Najmłodsi mieszkańcy ulicy Pazurkowej od dawna niecierpliwie wypatrują nowych lokatorów – przecież w końcu ktoś musi „oswoić” puste mieszkanie po pani Ćwierkalskiej. I wreszcie wprowadza się tam rodzina. Ku uciesze małych obserwatorów, wypatrujących „nowych” z domku na drzewie, członkiem tej rodziny jest chłopiec – potencjalny towarzysz zabaw.

Tylko co zrobić, jeśli niektórych przygód nie można – z różnych względów – wspólnie przeżywać?

Właśnie to pytanie trapi Franka, Milkę, Mikrusa, Wojtka i Marysię, którzy odkrywają, że Karol – ich nowy sąsiad - jest niewidomy. Domek na drzewie okazuje się dla niego nieosiągalny.

Czy przyjaźń przezwycięży te ograniczenia?

Przyjaźń potrafi przezwyciężyć wiele ograniczeń. Jednak z drugiej strony, pewne ograniczenia – w tym przypadku niepełnosprawność – bywają przeszkodą w nawiązaniu relacji. Doświadczenie inności często skutkuje poczuciem wyobcowania i chęcią wycofania się z życia towarzyskiego, schowania się w swojej strefie komfortu.

Czasem jednak ograniczenia mogą stać się impulsem do wymyślania nowych zabaw, rozbudzać kreatywność i pomysłowość...

O tak! Czytelnicy Nowych lokatorów przekonają się, że mali mieszkańcy ulicy Pazurkowej potrafią być bardzo kreatywni. Niepełnosprawność nowego kolegi okazuje się być dla nich nie tyle przeszkodą, ile wyzwaniem. Na przykład prosta gra w skojarzenia może nabrać zupełnie nowego smaku. Z kolei domek na drzewie może równie dobrze stać się domkiem pod drzewem, czyż nie?

Niepełnosprawność to trudny temat – zwłaszcza jeśli dotyka ona dzieci. Jednak by ją oswajać, ważna jest też pomoc i zrozumienie ze strony otaczających ludzi, czego dowód dają mieszkańcy ulicy Pazurkowej...

Mieszkańcy ulicy Pazurkowej po raz kolejny stają na wysokości zadania i podejmują wspólne działania – tym razem, by umożliwić Karolowi i jego rodzinie poczucie się pełnoprawnymi członkami ich wspólnoty. Sięgnęłam po ten temat, aby oswoić dziecięcych czytelników z tematem inności, zasygnalizować problemy, jakie mogą przeżywać ich rówieśnicy, którzy pomimo swej inności mają te same potrzeby. Być może jest im nieco trudniej te potrzeby zrealizować – na to właśnie chciałabym uwrażliwić czytelników.

Niepełnosprawność może wywołać strach i nieśmiałość - zwłaszcza u dzieci?

Z jednej strony może wywoływać u osoby niepełnosprawnej lęk przed odrzuceniem ze strony rówieśników i, co za tym idzie, nieśmiałość. Z drugiej – w kontakcie z osobą niepełnosprawną pełnosprawni mogą czuć onieśmielenie czy niepewność; często obawiają się, że zachowają się nie tak, jak powinni. Relacje bywają zatem trudne dla obu stron.

W dzieciach drzemią ogromne pokłady empatii? Dorośli powinni brać z dzieci przykład?

Ze wzruszeniem obserwuję, jak dzieci żywo reagują na krzywdę innych. Z czasem uczą się chyba – niestety, od dorosłych – wyciszać w sobie głos empatii i stają się mniej wrażliwe na potrzeby innych. Żeby podtrzymać przy życiu płomień empatii, trzeba regularnie „dorzucać do ognia”.

Literatura może pomóc przełamać takie ograniczenia i uprzedzenia?

Literatura pozwala zetknąć się w teorii z wszelkimi problemami, które mogą nas spotkać w życiu codziennym. Dzięki książkom możemy wraz z bohaterami przeżywać emocje i sytuacje, z którymi kiedyś zmierzymy się „na żywo”. Lektury na pewno mogą być doskonałym punktem wyjścia do rozmów z dziećmi na ważne tematy. Wzorce zachowań wynosimy między innymi z literatury, choć kluczowy jest dom rodzinny.

Na kartach Pani książki, oczywiście, nie mogło zabraknąć czworonogów. Jednak tym razem przyglądamy się towarzyszowi nowych lokatorów - psu o uroczym imieniu Pieróg...

Od dziecka mam słabość do psów. Koty chodzą własnymi ścieżkami – jak Ogryzek, a psy są niezastąpionymi towarzyszami ludzi. Dlatego też na towarzysza niewidomego chłopca wybrałam psa przewodnika, który nie odstępuje swojego pana na krok.

Czy będziemy mieli szansę odwiedzić ulicę Pazurkową po raz trzeci?

Jeśli tylko czytelnicy będą mieli ochotę wracać na ulicę Pazurkową, na pewno znów uchylę drzwi do domu wielorodzinnego numer 1. Zdradzę, że czasem tam bywam i trochę się dzieje...

Książkę Ulica Pazurkowa. Nowi lokatorzy kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.