Ten dom zmienił historię literatury. Powstał tu „Frankenstein” i tu narodził się pierwszy wampir
Data: 2026-07-08 13:01:17To nie zamek Drakuli ani laboratorium doktora Frankensteina, lecz elegancka willa nad Jeziorem Genewskim stała się miejscem narodzin dwóch najsłynniejszych potworów literatury. Wszystko zaczęło się od jednego wieczoru i niewinnego literackiego wyzwania.
Villa Diodati, fot. Robertgrassi - Own work, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4463463
Drodzy Czytelnicy, niniejszym Gotycka Agencja Nieruchomości otwiera swoje podwoje. Tym samym na łamach serwisu od czasu do czasu (trudno być specyficznym w tej materii, rynek nieruchomości nie jest przecież łatwym rynkiem) znajdziecie ogłoszenia tejże Agencji. Będą to prezentacje niezwykłych gotyckich nieruchomości. Czasami jednak (częściej niż rzadziej) posiadłości te staną się tylko pretekstem do opowiedzenia innej historii: ich mieszkańców lub budowniczych.
Obecnie Agencja, jako jednoosobowa działalność gotycka, ma na sprzedaż lub wynajem tylko jeden dom; za to jaki! Posiadłość w centrum Londynu, bogato wyposażona, ma tylko jeden malutki mankament… lokatorkę. Ale nie byle jaką, bowiem jest nią bogini Kali. Zainteresowanych zapraszam do lektury książki Dom Bogini Kali. A tymczasem pozostałych Czytelników zabieram do…
To musiał być iście gotycki wieczór
W Villi Diodati nad Jeziorem Genewskim wakacje spędzali wspólnie George Byron, Percy i Mary Shelley, John Polidori i Claire Clermont, przyrodnia siostra Mary i kochanka Byrona (wówczas w ciąży z tymże). Znaleźli się tam na skutek… wybuchu indonezyjskiego wulkanu Tambora sprzed roku. Erupcja Tambory wypuściła do atmosfery tak dużo pyłów, że na kilka lat zaburzyło to klimat na świecie (doprowadzając do klęsk głodu i epidemii), zaś rok 1816 przeszedł do historii jako rok bez lata, a Byron i Polidori przerwali swoje europejskie wojaże i zatrzymali się w Villi. Wkrótce dołączyło do nich małżeństwo Shelley’ów, uciekając przed paskudną aurą i ulegając wyraźnym naleganiom Claire Clermont.
Skoro w jednym miejscu znalazło się tyle kreatywnych umysłów, spodziewalibyśmy się artystycznego fermentu obfitującego w wielkie dzieła. I tak właśnie było, ale najpierw przyszła… nuda. Wielka, wszechogarniająca nuda. Spacery nie wchodziły w grę ze względu na ulewy, tak samo bale, konne wycieczki, polowania i inne rozrywki ówczesnej klasy wyższej.
To podobno lord Byron wpadł na pomysł wieczorka grozy, który przerodził się w rywalizację, czyja opowieść przerazi towarzystwo najbardziej. Dzięki temu małemu konkursowi powstały zaczątki dwóch dzieł, które później weszły do literackiego kanonu.
Z racji tego, że o Frankensteinie powiedziano już niemal wszystko, dzisiaj zajmiemy się tym drugim tworem – opowiadaniem lekarza Johna Polidoriego.

John Polidori, fot. F.G. Gainsford Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6369873
Lekarz o literackich ambicjach
John Polidori urodził się w 1795 roku w Westminsterze, w rodzinie włoskiego emigranta politycznego i angielskiej guwernantki. W wieku dziewiętnastu lat ukończył medycynę na Uniwersytecie w Edynburgu. Niestety prawo zabraniało praktykowania medycyny przed ukończeniem dwudziestego szóstego roku życia, nawet wybitnym jednostkom.
I wtedy to szczęście uśmiechnęło się do Polidoriego po raz pierwszy. George Byron chwilę wcześniej w dość nieprzyjemnych okolicznościach rozstał się wtedy ze swoją żoną Annabellą. Był doszczętnie załamany i znajomi poety obawiali się, że poeta może sobie coś w związku z tym zrobić. Stąd pojawiła się idea, by Byron zatrudnił prywatnego lekarza. Tym sposobem w niespełna rok po ukończeniu studiów John Polidori dostał tę odpowiedzialną funkcję, która wiązała się między innymi z towarzyszeniem swojemu sławnemu (i równocześnie niesławnemu ze względu na liczne romanse i hulaszczy tryb życia) pacjentowi w jego podróżach.
Zaraz potem szczęście uśmiechnęło się do Polidoriego po raz drugi. Ten niezwiązany w żaden sposób z literaturą młody człowiek dostał propozycję od wydawcy Byrona: otrzyma niebagatelną sumę 500 funtów w zamian za dzienniki dokumentujące europejskie wojaże słynnego poety. Nic dziwnego, że Polidori nabrał literackich ambicji.
Byron nie był łatwym pacjentem. Lekarz musiał znosić humory poety i jego cięty język, wymierzony w głównej mierze w teksty pisane przez Polidoriego. Wielokrotnie lord Byron czytał na głos w gronie znajomych dzienniki tworzone przez swojego lekarza, naigrywając się z niego i przedrzeźniając go. To jednak nie zraziło mężczyzny, by tworzyć dalej, w końcu czekała na niego bardzo przyzwoita sumka.
W końcu brzydka aura sprawiła, że Byron z Polidorim musieli zaszyć się w Villi Diodati w Szwajcarii. A gdy dołączyli do nich Shelleyowie i Clermont, stężenie pisarzy, poetów i osób o literackich ambicjach w posiadłości Byrona osiągnęło punkt krytyczny.
Krwiopijca-uwodziciel
Pewnego wieczoru w czerwcu 1816 roku znudzone do granic możliwości towarzystwo urządziło sobie wieczorek grozy. Czytali na głos opowiadania ze zbioru Fantasmagorie, czyli francuskiej antologii niemieckich opowiadań grozy z końca XVIII i początku XIX wieku. [Zbiór został wydany pod koniec ubiegłego roku nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Jeśli chcecie wczuć się w atmosferę wieczoru grozy w Villi Diodati, serdecznie zachęcam do sięgnięcia po to wydanie]. Wtedy to Byron wpadł na pomysł, by każdy ze zgromadzonych napisał własną mrożącą krew w żyłach opowieść. Każdy (za wyjątkiem Claire Clermont, o której nie wiemy, czy również przystąpiła do tego konkursu) podjął się wyzwania.
Spośród powstałych fragmentów i zaczątków opowiadań i powieści, dwie przeszły do historii literatury: Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz Mary Shelley i Wampir Johna Polidoriego. Gdy Frankensteina uważa się (zdaniem pisarza Briana Aldissa) za zapowiedź gatunku science fiction, Wampir określany jest prekursorem literatury wampirycznej.
Bohater dzieła, lord Ruthven, uwielbia siać zamęt, uwodzić niewinne niewiasty i poniżać innych. Czerpie z tego niesamowitą przyjemność. (Podobno był wzorowany na lordzie Byronie). Aubrey, który poznaje lorda na jednym ze spotkań towarzyskich, a następnie towarzyszy mu w podróży po Europie, czuje do niego i jego działań ogromną odrazę (czy widzicie lekkie podobieństwo do podróży Byrona i Polidoriego?). Zniesmaczony postępowaniem Ruthvena opuszcza go i wyjeżdża do Grecji, a tam zakochuje się. Miłość jego życia opowiada mu legendy o wampirach.
Jak się pewnie domyślacie, romans nie trwa zbyt długo — ukochana ginie z rąk nieznanego sprawcy, a Aubrey zostaje ranny i zapada na dziwną chorobę. Wtedy w opowieści powraca Ruthven, uzdrawia Aubreya, zaś ten czuje się zobowiązany towarzyszyć lordowi w jego dalszej podróży po Europie. Podczas wyprawy zostają zaatakowani i Ruthven ginie, ale wcześniej, przed wydaniem ostatniego tchnienia, wymusza na Aubreyu przysięgę, że ten nie zdradzi nikomu informacji o śmierci lorda przez rok i jeden dzień. Ja zaś nie zdradzę Wam, co zdarzy się dalej; zachęcam do przeczytania tej krótkiej nowelki.

Publikacja i załamanie
Zwolniony ze stanowiska prywatnego lekarza poety Polidori powrócił do Londynu. Jednakże wciąż był zbyt młody, by praktykować w stolicy kraju, dlatego też otworzył praktykę lekarską w Norfolk. Tam właśnie zdarzył się wypadek, podczas którego Polidori doznał urazu mózgu.
W trakcie rekonwalescencji stworzył esej o naturze przyjemności, który został dość brutalnie potraktowany przez Norwich Philosophical Society.
I wtedy to ukazuje się Wampir. Opublikowany w kwietniu 1819 roku w New Monthly Magazine bez zgody autora. Na domiar złego nowela została przedstawiona jako twórczość Byrona, nie Polidoriego (ku wielkiemu rozczarowaniu obu). Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, własną opowieść o wampirach, którą stworzył w Villi Diodati podczas pamiętnego wieczoru (Fragment), Byron opublikował tego samego roku. Zaś Polidori wielokrotnie żądał sprostowania w sprawie Wampira.
Lekarzowi z niespełnionymi literackimi ambicjami od tej pory nie wiodło się dobrze. Wpadał w coraz większe hazardowe długi, przygniatała go depresja. Zmarł w domu rodzinnym 24 kwietnia 1821 roku, w wieku zaledwie dwudziestu sześciu lat. I choć koroner stwierdził (zapewne by nie rzucać cienia na dobre imię rodziny) zgon z przyczyn naturalnych, rodzina podejrzewała samobójstwo (obarczone wtedy dużo większym ostracyzmem społecznym niż obecnie). John William Polidori prawdopodobnie celowo otruł się kwasem pruskim (cyjanowodorem).
Villa nad Jeziorem Genewskim
Villa Diodati nadal stoi nad Jeziorem Genewskim, stanowiąc wspomnienie Roku bez Lata i jego kreatywnych mieszkańców. Po śmierci Byrona stała się miejscem pielgrzymek fanów poety, w 1836 roku została uwieczniona w powieści Balzaca, a w 1945 roku na chwilę w jej murach zamieszkał francuski artysta Balthus. Od 2011 roku Villę podzielono na mniejsze, luksusowe apartamenty.