Wiara w dobro i w drugiego człowieka to wartości ponadczasowe. Wywiad z Katarzyną Majewską-Ziembą

Data: 2026-02-16 14:16:15 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Wiara w dobro i w drugiego człowieka to wartości ponadczasowe. Wywiad z Katarzyną Majewską-Ziembą z kategorii Wywiad

– Wiara w dobro i w drugiego człowieka to wartości ponadczasowe, niezbędne w każdych okolicznościach i czasach. Zawsze będę podziwiała idealistów i oni zawsze będą potrzebni! Zdaję sobie sprawę z tego, że świata nie da się zmienić, ale da się zawalczyć o swój kawałek, o swoje podwórko. Być może tam jest głodne dziecko? – mówi Katarzyna Majewska-Ziemba, autorka książki Pod milczącym niebem.

Zacznę od inspiracji do napisania tej powieści. Mamy tu przedwojenną Warszawę i wiele pięknych zakątków… Ale jest to też Warszawa biedna, podzielona…

Warszawę traktuję jako moje miasto: skończyłam tam studia i kilka lat mieszkałam. A dwudziestolecie międzywojenne to mój ulubiony okres historyczny – nie jest łatwy, chociaż często bywa przedstawiany jako beztroski czas odzyskanej wolności. Tymczasem drugie oblicze miasta w tamtym czasie to ogromna bieda, problemy socjalne, bezrobocie i przestępczość. Całe dzielnice stolicy były wyspecjalizowane w czerpaniu zysków z kradzieży i nierządu, a władza wolała przymykać oczy, nie mając możliwości prewencyjnych. Na Pragę, Wolę, Nalewki czy Muranów porządny obywatel nie zapuszczał się po zmroku. W najlepszym razie był sprawiony przez szopenfeldziarza (drobny złodziejaszek) lub doliniarza (kieszonkowiec), w najgorszym – poczęstowany majchrem.

Opisuje Pani problem sieroctwa, z którym państwo sobie nie radziło. Czy może Pani więcej o tym opowiedzieć? Dlaczego dzieci stawały się sierotami, co się z nimi działo?

W wolnej Polsce młoda władza nie umiała stawić czoła problemom. Do stolicy napływały fale bezrobotnych w poszukiwaniu pracy, a tej nie było. Bezrobocie pociągało za sobą kolejne patologie, takie jaki alkoholizm, przestępczość i niewydolność wychowawcza. Pijani rodzice nie byli zainteresowani losem dzieci, które lądowały na ulicy, trudniły się drobną przestępczością, żebrały i same padały ofiarą przestępstw.

Dużym problemem były też ciąże pozamałżeńskie, presja wstydu i grzechu – to był czas, kiedy lepiej było pokątnie usunąć ciążę lub w jakikolwiek sposób pozbyć się dziecka niż przyznać do posiadania bękarta. Zresztą dla panny to był wyrok; rodzina się odsuwała, pracodawca zwalniał, a ksiądz potępiał. Kobieta zostawała sama. Popyt rodził podaż, dlatego powstała nowa profesja fabrykantki aniołków. Z jej pomocą, za odpowiednią opłatą, można było pozbyć się dziecka, narodzonego lub nie. Jedną z prostszych metod było pozostawienie go na ulicy.

Skupmy się na chwilę na głównej bohaterce. Czy Lucyna, wybierając życie zakonne, staje się kimś innym? Czy dalej jest sobą?

Lucyna, wybierając zakonny habit, była bardzo młoda. Za murami klasztoru dojrzała – z młodej, nieszczęśliwej dziewczyny zmieniła się we wrażliwą kobietę, otworzyła oczy, przestała się skupiać wyłącznie na sobie i zobaczyła potrzeby i pragnienia innych. Widząc je, nie mogła pozostać obojętna.

Czy bieda i podziały społeczne mogą być usprawiedliwieniem dla przemocy, tej rozgrywającej się w czterech ścianach?

Problemem tamtych czasów było milczenie. To nie był jeszcze moment, w którym kobiety miały głos, ich byt i los zależał od mężczyzn, którym musiały się podporządkować.

Zmorą tamtych czasów były gwałty pomocy domowych, których dopuszczali się panowie we własnych domach. Molestowali kucharki, służące i praczki, kobieta wykonująca zawód służebny stawała się praktycznie ubezwłasnowolniona. Jeśli chciała zachować pracę, nie mogła się skarżyć. Pani domu nigdy nie stanęła po stronie krzywdzonej, zresztą – co mogła zrobić? To mężczyzna był panem losu i królem życia, lepiej było udawać, że się o niczym nie wie. Potępienie i oburzenie było prostsze niż realna pomoc.

Jak pracowała Pani nad opisywaniem życia domu sierot? Mocną inspiracją była zapewne działalność Janusza Korczaka, który również pojawia się w powieści.

Korczak inspirował mnie od czasu moich studiów pedagogicznych – zresztą, moje nauczycielskie doświadczenia bardzo mi się przydały przy kreowaniu postaci podopiecznych, nawet za bardzo nie musiałam wysilać wyobraźni. Proszę mi wierzyć, że osobiście poznałam pierwowzór Rączki. Byłam wtedy opiekunką na obozie letnim dla dzieci z domu dziecka i mały Włodzio wyjątkowo przypadł mi do serca. Opisując Rączkę, miałam przed oczami tamtego chłopca, który z każdego spaceru wracał z wypchanymi kieszeniami (śmiech).

Janusz Korczak pojawia się jako postać bardzo ważna i poruszająca, a relacja z siostrą Benedyktą ma opierać się na wspólnym celu mimo różnic religijnych. A kim dla Pani jest Janusz Korczak?

Janusz Korczak jest dla mnie absolutnym autorytetem pedagogicznym. Jego poglądy wychowawcze były bardzo nowatorskie a on sam był nieco ekscentrycznym idealistą. W życiu prywatnym był trochę zagubiony, nieporadny i mało wymagający, za to w kontakcie z dziećmi otwierał się, stawał się uważny, słuchający i cierpliwy. Był dla podopiecznych, często pozbawionych wzorców, absolutnym autorytetem.

A jaką inspiracją była Stefania Wilczyńska?

Pani Stefa, jak nazywali ją podopieczni, była przeciwieństwem Doktora – i chyba dlatego tak się uzupełniali. Była poważna, milcząca, skupiona na rozwiązywaniu problemów, a nie na emocjach. Wydaje mi się, że była bardziej surowa i pilnująca zasad oraz dyscypliny, ale ktoś musiał to robić. Oczywiście, to moja ocena na podstawie przeczytanej literatury, wydaje mi się, że razem byli trochę jak dobry i zły policjant, ale to naprawdę działało.

Każde dziecko jest osobną historią w tej książce. Jak udało się Pani stworzyć tak wyraziste sylwetki?

Jak już wspominałam, wzorowałam się na moich podopiecznych. Pracowałam w świetlicach terapeutycznych, w których spotykałam dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Wykorzystałam moje doświadczenie do stworzenia tych postaci, wiedziałam, jak reagują w określonych sytuacjach, o czym marzą i jak potrafią się dostosowywać, żeby przetrwać.

Opowiada Pani o tym, że istnieje przyjaźń ponad podziałami. Podopieczni domu sierot to udowadniają?

Wydaje mi się, że wszystkie dzieci to udowadniają, wtedy i dzisiaj. Między dziećmi nie ma podziałów, dopóki my, dorośli, im ich nie uświadomimy. To droga w jedna stronę, bo kiedy dzieci już sobie uświadomią istnienie podziałów, nie potrafią wyjść poza schematy.

Pisząc o tym, przypominam sobie scenę z filmu Chłopiec w pasiastej piżamie, kiedy dzieci grają w szachy. Nie istnieją dla nich druty, kominy, podziały...

W powieści pojawia się wiara w dobro i drugiego człowieka. Jak bardzo tego potrzebujemy, także teraz?

Wiara w dobro i w drugiego człowieka to wartości ponadczasowe, niezbędne w każdych okolicznościach i czasach. Zawsze będę podziwiała idealistów i oni zawsze będą potrzebni! Zdaję sobie sprawę z tego, że świata nie da się zmienić, ale da się zawalczyć o swój kawałek, o swoje podwórko. Być może tam jest głodne dziecko?

Obecnie mieszka Pani w Wielkiej Brytanii. Czy pochylanie się nad historią Polski i pisanie o Polsce zbliża Panią do kraju?

Czuję bardzo silne więzi z krajem i to się nigdy nie zmieniło. Często słyszę komplementy: Pani tak pięknie pisze o tęsknocie. Pewnie tak jest dlatego, że ja ją czuję na co dzień. Piszę po to, żeby pokazać ludzką stronę  bohaterów. Cechuje ich nie ponadprzeciętna siła czy niezwykle lotny umysł, ale ogromna wrażliwość, która motywuje do działania. Być może czytelnicy znajdą taką siłę w sobie, żeby zmieniać swój mikroświat?

To pierwszy tom sagi i pojawia się nadzieja na kontynuację. Czego możemy się spodziewać? Może Pani coś zdradzić?

W kolejnym tomie nadciąga wojna, która zburzy to, co zbudowała Benedykta i jej podopieczni. Rączka i Jurek są młodymi mężczyznami, z głowami pełnymi ideałów, wyniesionych z Domu Wyjątkowego. Oczywiście nie mogą być bierni, nie tak ich wychowano. Starają się sprostać wyzwaniom – tyle mogę zdradzić. Przed czytelnikami jeszcze dwa tomy tej historii.

Książkę Pod milczącym niebem kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.