Philippe Gratin i Straż nocna

Wydawnictwo: Jacek Santorski
Data wydania: 2008
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 978-83-7554-019-2
Liczba stron: 141
Dodał/a recenzje: Damian Kopeć

Ocena: 0 (0 głosów)

Philippe Gratin, jego parszywa banda i słynny obraz Rembrandta

"Jak mówi mądle chińskie psysłowie: kto ma wiele imion, ma mało nazwisk(...)"

P.G. to nie skrót nazwy pewnej znanej światowej korporacji, to inicjały Philippe'a Gratina, najsłynniejszego złodzieja dzieł sztuki na świecie. Skradzionych dzieł sztuki. Nie znacie tej osobistości? Nie jest to aż tak zaskakujące, skoro nie obracacie się w odpowiednich kręgach. I skoro nie czytacie odpowiednich książek. P.G. jest znany i poważany lub dla odmiany, znany i nielubiany, zależnie od punktu widzenia. Dla niego wiele rzeczy jest prostych, zbyt prostych. Zabezpieczenia - bułka z masłem, alarmy - przysłowiowy pikuś, fotokomórki i czujniki ruchu - pstryk i po krzyku.

No dobrze, mamy tytułowego bohatera, poznajemy - dość w sumie przelotnie - jego piękną i umiarkowanie bystrą narzeczoną Proscillę. Ale gdzie tu kryminalna fabuła? Ano właśnie. Rudolph Maalander, prawdziwy bogacz związany z rynkiem diamentów, pragnie powrócić na drogę przestępstwa i nieuczciwości z której znani byli jego przodkowie. Robi się mu niedobrze od szacunku, nudnych zysków i poważania jakim jest darzony. Pierwszym krokiem na nowej drodze życia ma być kradzież Straży nocnej Rembrandta z Rijksmuseum. Pierwszym, lecz nie ostatnim. Zaufani współpracownicy garną się do wykonania tego zadania. Motywuje ich obietnica solidnych zastrzyków finansowych, która potrafi poprawić im krążenie, podnieść niskie ciśnienie, a nawet zabezpieczyć przed wirusem świńskiej grypy. Straż nocna znika. Pojawia się za to bilecik z niewybrednymi pogróżkami: "Co dzień jeden nos za policyjny donos." Na kłopoty zaś najlepszy jest... nie, nie Bednarski... nie, nie 007... nie, nie kapitan Kloss i jego wierny kompan Brunner, przydomek Tyświnio. Raczej P.G. i jego drużyna, czyli:
"Wielki wynalazca, geniusz matematyczny, doskonały strateg, zdolny poprowadzić drużynę i radzić sobie w najtrudniejszych sytuacjach, treser egzotycznych zwierząt, człowiek o przenikliwej inteligencji wprost proporcjonalnej do niewiarygodnej siły."
Ruszają, "cisi i zabójczy niczym łodzie podwodne". I chyba coś z tego pospolitego ruszenia wyjść powinno.

W powieści dominuje dość specyficzny humor, bardziej słowny niż sytuacyjny. Oparty o schematy, stereotypy, a nawet - jakże politycznie niepoprawne - uprzedzenia. Na szczęście pozbawiony bezinteresownej złośliwości. Jest to lekka, pełna momentami dość absurdalnego humoru (ryby gadające o frustrującym pływaniu) książka dla... starszych dzieci, średniej młodzieży i młodszych dorosłych. Bardziej wytrawnych czytelników, wiekiem i doświadczeniem, raczej nie będzie zbytnio bawić, choć kto ją tam wie?!

Wracając do stereotypów, mamy tu ładną i niezbyt rozgarniętą blondynkę. Niedowidzącego Chińczyka, który oczywiście zabawnie kaleczy mowę: "Ja tes będę miał duzo scęścia. Ludzie mówią, że wdepnięcie w kupę psynosi scęście." Mamy trochę bardziej i trochę mniej zabawnych myśli, sytuacji i dialogów. Postaci są charakterystyczne i zwariowane, podobnie jak zdarzenia. Celowo mocno przerysowane. Akcja biegnie i to dynamicznie, na dodatek do przodu. Jedno niezwykłe zdarzenie goni drugie, a potem razem gonią trzecie. Zwierzęta odgrywają tu dużą role, dość wspomnieć o rekinie w miejskich kanałach czy o wyrośniętych myszach uwielbiających śmierdzący ser.

Jak to się zatem stało, że ta książka trafiła do mych rąk. Po prostu, kilka zbiegów okoliczności.
"Zbieg okolicnosci? Być moze. Ale jak mówiła stala mądla Agatha Christie, zbieg okolicności to zbieg okolicności, dwa zbiegi okolicności to dwa zbiegi okolicności, ale trzy zbiegi okolicności to wskazówka."

 

Kup książkę Philippe Gratin i Straż nocna

Zobacz opinie o książce Philippe Gratin i Straż nocna
Inne książki autora
Philippe Gratin i Usta prawdy
Renzo Mosca0
Okładka ksiązki - Philippe Gratin i Usta prawdy

Jak odróżnić posąg autentyczny od podrobionego? To proste: wystarczy wziąć go z byka! To metoda, którą Nicolao Armato, emerytowany generał, najgłupszy...

Reklamy