Recenzja książki: Strach przed diabłem. O przezwyciężaniu lęków i przesądów

Recenzuje: Damian Kopeć

Przestań się lękać. Bóg jest z Tobą.
 
Samo pojęcie diabła wywołuje różne reakcje. Od uśmiechu politowania, poprzez przemożny lęk, aż po niezdrową fascynację. Od negacji i niewiary w jego istnienie, poprzez fobię, aż po satanizm teoretyczny i praktyczny czyli po oddawanie demonowi czci. Zdaniem doświadczonego egzorcysty, księdza Gillesa Jeanguenina, autora Strachu przed diabłem, demon istnieje, ale jego rola i znaczenie wydają się być bardziej związane z atmosferą danych czasów i jakością wiary niż z samymi przejawami jego wpływów. Diabeł zdaje się uosabiać różnorakie lęki owych czasów. Te, które pojawiają się w chaosie gwałtownie następujących przemian czy dewastacji istniejącego stanu rzeczy, systemu wartości (wojny, rewolucje) za którymi społeczeństwo i jego członkowie nie nadążają. Według egzorcysty określone czasy niosą wyjątkowe nasilenie niepokoju i niepewności, a poprzez to sprzyjają rozkwitowi wielorakich lęków, w tym demonofobii – chorobliwego lęku związanego z demonami.

Takimi trudnymi czasami był okres w XVI i XVII wieku kojarzony z określeniem „polowania na czarownice”. To wtedy ludzie, nękani brutalną rzeczywistością dziesiątkujących społeczeństwa epidemii, wieloletnich wyniszczających wojen, przemocy, stałego zagrożenia życia i niepewności dnia codziennego, zaczęli usilnie szukać wytłumaczenia owego wyjątkowego nagromadzenia nieszczęść, jakie ich tak dotkliwie dotykały. Odnaleźli je – w zdecydowanej większości – w mocy diabła. Kościoły (nie tylko Kościół Katolicki, ale i protestanckie) wykorzystywały wyolbrzymiony strach przed szatanem do prób sprowadzenia wiernych na drogę cnoty, pojedynczy ludzie – do osiągnięcia doraźnych celów (na przykład wymuszenia pieniędzy, zaszkodzenia wrogowi), władza świecka – do podporządkowania sobie ludzi i skanalizowania trapiących ich powszechnych lęków w określony sposób. Do zapanowania nad niepokojami trapiącymi większość ludzi, dając im proste, a jednocześnie trudne w weryfikacji wyjaśnienie. To od opisu tych właśnie czasów zaczyna się książka Strach przed diabłem. Kolejnym etapem jest przejście do czasów współczesnych i ukazanie – w krytycznym ujęciu – diabolicznej strony nowoczesności. Swoistego rozpropagowania diabła przez kulturę masową, która – w większości przypadków – ukazuje zwykle demony, groteskowo obficie korzystając z dawnych przesądów i wyobrażeń. Jeanguenin nie lekceważy demonów i nie namawia do takiego podejścia. Stara się raczej wyjaśnić ich – uzasadnioną nie tylko biblijnie – ograniczoną rolę i możliwości. Tłumaczy, jak diabeł może wykorzystywać lęki pojawiające się w życiu człowieka do kreowania radykalnych postaw opartych na przesądach, magicznym rozumieniu religii czy nadawaniu mu znaczenia, którego nie ma (dostrzeganiu w nim ogromnej siły, zmieniającego świat buntownika). W swoim spojrzeniu na rolę diabła w życiu Jeanguenin korzysta z wiedzy i doświadczenia egzorcysty, jak i tej z zakresu psychopatologii klinicznej. Sądzi, że wiele osób uważających, że są pod wpływem diabła tak naprawdę ma przede wszystkim problemy z samymi sobą i próbuje je desperacko uzasadnić czynnikami zewnętrznymi. Zdają się to potwierdzać doświadczenia innych egzorcystów, że przed poszukiwaniem wpływów diabła należy wykluczyć u człowieka problemy bądź nawet chorobę psychiczną.

Powrót fascynacji diabłem i związanej z nim demonofobii z pewnością jest znakiem czasu. Ale nie różni się zasadniczo od tego, co już znamy z historii. Współcześnie, podobnie jak w przeszłości, lęki społeczne wytwarzają atmosferę zagrożenia i reaktywują swoiste demoniczne imaginarium. A kiedy lęki ujawniają się na nowo, zwykle wydobywają na powierzchnię również to, co pozostawało stłumione, czyli wszystkie negatywne emocje i zjawiska społeczne, takie jak: nienawiść, frustrację, transgresję, jednostkową i zbiorową przemoc.

Początkowe rozdziały książki cechuje pewien chaos w rozumowaniu, brak jasności wywodu, mieszanie pojęć i odmiennych sytuacji. Zarówno fascynacja diabłem, jak i demonofobia są ukazane jako różne formy tego samego – irracjonalnego lęku człowieka. Wydaje się jednak, że satanizm nie jest wcale prostym wyrazem lęku. Raczej formą uznania mocy diabła, poddania się mu, docenienia jego istnienia, roli, metod działania. Satanizm, niewiarę w diabła i demonofobię można jednak uznać za swoiste zwycięstwo tego ostatniego. Dlaczego? Satanizm jest oddawaniem czci diabłu, często w sposób agresywny wobec innych ludzi czy religii. Niewiara w diabła, lekceważenie go może być furtką do wpuszczenia go we własne życie. Skoro nie istnieje, to nie może zaszkodzić. Racjonalność nie chroni przed uleganiem złudzeniom i wierze w nieracjonalne rzeczy (np. nieśmiertelność człowieka, idealny świat bez zła). Szukanie we wszystkich niepowodzeniach diabelskich śladów może zaś być próbą zrzucenia na czynnik zewnętrzny własnych błędów i problemów. Wygodnym wytłumaczeniem wszystkiego, co złe, własnej nieporadności, niezaradności, braku sukcesów, zadowolenia z życia. Jest również wyrazistym objawem braku dojrzałej wiary, która wszak mówi o tym, że to Bóg jest Mocą, która panuje nad wszystkim, a więc również nad demonami. Jest – nie zawsze w pełni uświadomionym – uznaniem heretyckiego poglądu, że szatan ma moc porównywalną z mocą Boga, że jest mu równy.

Pamiętajcie: diabeł boi się ludzi szczęśliwych.

Zdaniem Jeanguenina – potwierdzanym wprost przez Biblię i różnorakie autorytety Kościoła – diabeł tak naprawdę niewiele może. Demony mogą szkodzić tylko temu, kto im na to w jakiś sposób pozwala. Nie mogą nikogo do czegoś zmusić. Mogą omamić, zmanipulować, ale nie bezpośrednio skrzywdzić fizycznie (temu poglądowi zdają się jednakże przeczyć doświadczenia innych egzorcystów). Diabeł wkrada się m.in. przez furtkę lęków, wykorzystując je i podsycając. Lęki i fobie oznaczają bowiem brak zaufania nie tylko do samego siebie, ale również wobec Boga. Ufając Bogu, nie można bać się demona. Egzorcysta na przykładach wybranych świętych pokazuje, jak radzili sobie oni z pokusami demonów, jak stosowali wobec nich skuteczną broń, czyli ufną wiarę i humor. Z drugiej strony pokazuje też, jak niektórzy ulegali swoistej demonofobii – podaje tu znamienny przykład znanego reformatora religijnego, Martina Lutra, który miał obsesję na punkcie diabła (sporo cytatów z pism człowieka reformacji). Antidotum przeciwko lękowi, demonofobii jest zdrowy dystans, poczucie humoru, a przede wszystkim wiara i zaufanie Bogu

(...) złe duchy nie mogą w swoich działaniach przeciwko człowiekowi wykraczać poza to, co zostało dopuszczone przez Boga: ich zdolność do wyrządzania nam szkody jest zatem ograniczona

Zdaniem autora Strachu przed diabłem różnoracy wróżbici, jasnowidzowie, guru twierdzący, że mogą pośredniczyć między światem ludzi a światem duchów to oszuści (zarówno ci dawniejsi, jak i współcześni). Ciekawe w tym kontekście jest uznanie ich działalności przez nowoczesne państwa. Pozwalając takim ludziom czerpać zyski z oficjalnie zarejestrowanej działalności gospodarczej, na przykład przepowiadania przeszłości, uwiarygadnia się ich. Uznaje, że nie są to oszuści i kombinatorzy. Racjonalny świat uznaje nieracjonalne, skądinąd (niby) wyśmiewane działania za realne. W reklamach wróżek, wróżbitów, tarocistów nie ma żadnej informacji, że jest to tylko kosztowna zabawa. Są obietnice poznania przyszłości, rozwiązania problemów zdrowotnych, finansowych, rodzinnych.

Kiedy ludzie przestają wierzyć w Boga, to nie znaczy, że nie wierzą w nic, ale zaczynają wierzyć we wszystko (Gilbert Keith Chesterton).

Dużo miejsca poświęcono w książce zjawisku „polowania na czarownice”. Gilles Jeanguenin zdaje się wiązać je głównie z religią. Wydaje się jednak – co poświadcza historia ludzkości – że jest to pewien ogólny mechanizm społeczny. Jak wiadomo, ten mechanizm został wykorzystany (i jest nadal wykorzystywany) chociażby w opartej o materializm antyreligii, jaką jest komunizm. To bowiem w komunizmie (przykład ZSRR, Chin) kreowano i wyolbrzymiano społeczny lęk wobec wrogów ludu, grup społecznych, takich jak kapitaliści, kułacy, zdrajcy, kler. Tropiono ich, organizowano masowe nagonki i „polowania”. Unowocześnionymi i nawet bardziej bezwzględnymi metodami niż przysłowiowa inkwizycja wydobywano zeznania, zmuszano do przyznawania się do dowolnych czynów, których nie popełniono. Krystalizowano, podsycano i ukierunkowywano lęki prywatne i społeczne w pożądanym kierunku. Nie odwoływano się przy tym do religii, kierując się nawet swoistym antyDekalogiem. Efekty były podobne do tych przy „polowaniach na czarownice”: niesłuszne podejrzenia, oskarżenia, nieludzkie tortury, egzekucje. Podsycano wiarę w stałą obecność wroga klasowego (odpowiednika diabła), który tylko czyha, by zniszczyć tworzony z takim trudem „raj na ziemi". Działaniami wroga tłumaczono wszystkie niepowodzenia i klęski (na przykład stonka niszcząca uprawy została niby zrzucona przez wrogich kapitalistów).

Czy należy bać się diabła? Zdaniem Gillesa Jeanguenina tak – ale nie wolno się go lękać. Strach jest pożytecznym mechanizmem obronnym, lęk zaś – destrukcyjnym. Dobrze pojęty strach zabezpiecza, lęk – obezwładnia.

Bać się niekoniecznie oznacza być słabym czy pozbawionym odwagi! Człowiek waleczny, to raczej ten, kto zna swoje obawy, akceptuje je i potrafi się z nimi zmagać mądrze i bez utraty nadziei i optymizmu.

Kup książkę Strach przed diabłem. O przezwyciężaniu lęków i przesądów

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Strach przed diabłem. O przezwyciężaniu lęków i przesądów
Recenzje miesiąca
Ta, która musi umrzeć
David Lagercrantz
Ta, która musi umrzeć
Bezmiar
Grzegorz Kapla
Bezmiar
Asiunia
Joanna Papuzińska
Asiunia
Bo trzeba żyć. Apolonia
Ewa Szymańska
Bo trzeba żyć. Apolonia
Bachor
Katarzyna Ryrych;
Bachor
Sekret antykwariusza
Paweł Jaszczuk;
Sekret antykwariusza
Łapy i ogony
Magdalena Podbylska
Łapy i ogony
Pokuta
Anna Kańtoch
Pokuta
To nie koniec świata
Ewa Maja Maćkowiak;
To nie koniec świata
Pokaż wszystkie recenzje