Dzień wagarowicza

Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2020-06-16
Kategoria: Horror
ISBN: 978-83-8188-067-1
Liczba stron: 276

Ocena: 4.4 (5 głosów)

Raz, dwa, trzy, w lesie zginiesz ty...

Chciał uciec i się ukryć, ale od zabijania nie ma ucieczki.

Dla byłego lekarza Armii Krajowej gęste mazurskie lasy są idealnym miejscem, aby nie rzucać się zanadto w oczy władzom nowej, komunistycznej Polski.

Mazury to też nowa ziemia obiecana dla polskich osadników. Pierwsi z nich zaczynają się osiedlać. Jednak coś wywołuje w nich ciągły lęk. COŚ niezwykle silnego i okrutnego rozszarpuje w puszczy kolejne ofiary…

Tymczasem w Moskwie referat Nikity Chruszczowa ujawnia bezmiar zbrodni Stalina. Zszokowany Bolesław Bierut umiera na miejscu. W Warszawie rozpoczyna się gra o władzę między „betonem partyjnym" a zwolennikami reform.

To wszystko jednak mało interesuje Ingę Ochab, córkę najważniejszego człowieka w państwie. Nastolatka wraz z przyjaciółmi planuje szalony wyjazd nad jezioro Śniardwy, aby uczcić Dzień Wagarowicza.

Wilkołaki czy „ruskie” z pobliskiej tajnej bazy? Kto jest sprawcą krwawej masakry w mazurskich lasach? Tylko wyklęty Roman „Trop” Kielecki wie, że prawda jest jeszcze bardziej przerażająca. Aby ratować bananową komunistyczną młodzież, dzieci znienawidzonych wrogów,  będzie musiał sobie przypomnieć wszystko, co wie o zabijaniu…

Tagi: horror

Kup książkę Dzień wagarowicza

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Dzień wagarowicza

Avatar użytkownika - inthefuturelondo
inthefuturelondo
Przeczytane:,

Powieści grozy są dla mnie czymś niezwykle atrakcyjnym i jeśli na rynku pojawia się pozycja, która należy do tego właśnie gatunku - kwestią czasu jest to, że ją przeczytam. Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach, że będzie wychodzić horror spod pióra polskiego pisarza – nie mogłam pozostać obojętna. Jednak czy książka ta zasługuje na uwagę, czy jednak niekoniecznie?  

Niedaleko mazurskiego lasu zaczynają osiedlać się kolejni ludzie. Ich spokój jest jednak coraz częściej zakłócany przez wilki, które wyją nocami do księżyca. Ponadto, coś zaczyna bestialsko mordować kolejnych mieszkańców... Mało interesuje ten fakt Ingę, córkę najważniejszego człowieka w państwie. Wraz z przyjaciółmi postanawia uczcić dzień wagarowicza i udać się nad jezioro Śniardwy. Nie wie jednak, że będzie to wyjazd pełen strachu i niepewności... 

Jak zawsze, zacznę od tego, co uważam na temat bohaterów. Jednak muszę tu podkreślić fakt, iż tych postaci było tutaj tak dużo, że nie do końca potrafię określić, które były postaciami pierwszo-, a które drugoplanowymi. No ale! Pragnę opowiedzieć kilka słów na temat Ingi, czyli córki tego wysoko postawionego człowieka, który pełni rolę głowy państwa. Otóż ta bohaterka od początku zraziła mnie do siebie swoim podejściem. Specjalnie grała przed swoim ojcem niewiniątko i taką, dla której praca taty jest najważniejsza. Wiadomo, że skoro miała tak duże poparcie swojego ojca, to i nie mógł on dopuścić do tego, żeby jego księżniczka cierpiała. Przepraszam, nie chcę brzmieć zawistnie, ale wyglądało to dla mnie właśnie tak, jakby ona podlizując się, liczyła na same korzyści dla samej siebie. Nie przepadam za takimi ludźmi, więc nie dziwne, że i ta bohaterka nie zdobyła mojej sympatii.

O znajomych Ingi mogę napisać niewiele, ponieważ nie wryli mi się oni w pamięć. Byli, bo byli, ale czy to coś zmienia? Dla mnie niekoniecznie, choć gdyby nie ich obecność, to zabrakłoby tutaj tego klimatu. Chciałabym jednak wspomnieć jednym słowem o kobiecie, która wynalazła pewne serum... Otóż ta postać wzbudziła we mnie strach, ale i podziw. Wymyśliła coś tak genialnego i strasznego jednocześnie, że czapki z głów.

Kiedy byłam już po kilkudziesięciu stronach tej książki, uznałam, że autor zrobił coś, co niekoniecznie wyszło mu na dobre. Na samym początku zostałam zarzucona dużą liczbą nowych postaci, przez co niekoniecznie mogłam zapamiętać każdą z nich. Lubię, jak jest dużo bohaterów, jednak nie przepadam za tym, by mnie nimi wszystkimi zarzucać na jeden raz. Z upływem kolejnych stron dowiedziałam się, dlaczego autor tak postąpił i no cóż. Muszę zwrócić mu honor, bo ten zabieg jest zrozumiały.

Nie można odmówić tej powieści klimatu, który towarzyszył mi przez cały czas, jaki poświęciłam na lekturę. Napięcie i strach, że coś czai się tuż za rogiem, były obezwładniające i no cóż, sama czułam ciarki na plecach. Mazurskie jezioro, mnóstwo ofiar, pani naukowiec i stworzenie, które nie wiadomo czym i skąd pochodzi. Czy to nie brzmi wystarczająco przerażająco?

Robert Ziębiński ma niewątpliwy talent, jeśli chodzi o tworzenie wcześniej wspomnianego klimatu, a także, jeśli chodzi o przedstawienie wymyślonej przez siebie historii. Zrobił to bardzo obrazowo, dzięki czemu nie miałam problemu, by wyobrazić sobie ciemny i straszny las... Na szczęście mogłam spać w nocy, więc nie mogę obwinić autora o swoją ewentualną bezsenność. Ponadto Dzień wagarowicza czyta się bardzo szybko i przyjemnie.

Jeżeli lubicie powieści z wątkiem grozy, to koniecznie musicie sięgnąć po tę pozycję. Polecam Wam ją czytać zwłaszcza późnym wieczorem – doznania podczas lektury będą jeszcze silniejsze. 😉

Link do opinii
Avatar użytkownika - KarkaReads
KarkaReads
Przeczytane:2020-07-18, Ocena: 5, Przeczytałem,

“Upadł na ręce. Podnosząc się, znów to usłyszał. Tym razem nie było to mruczenie, a warkot. Dźwięk brzmiał groźnie. A jego źródło było blisko. Coś czaiło się w mroku. A potem z drugiej strony dobiegł go inny odgłos. Wyższy, mniej gardłowy. Otaczali go”
Roman był lekarzem Armii Krajowej. Po wojnie zamieszkał na mazurach, gęste lasy to dla niego idealne miejsce, w którym może mieszkać i nie rzucać się w oczy władzom nowej, komunistycznej Polski. Okazuje się, że życie w małej miejscowości na Mazurach nie jest takie idealne jakby się wydawało. Coś silnego i dużego zabija w puszczy kolejne ofiary. Natomiast w Moskwie ujawnione zostają zbrodnie jakich dopuścił się Stalin. Zszokowany Bolesław Bierut umiera na miejscu, a w Warszawie zaczyna się walka o władzę. Polityka jednak nie interesuje Ingę Ochab, która jest córką najważniejszego człowieka w państwie. Nastolatka planuje wyjazd nad jezioro Śniardwy. Razem z przyjaciółmi chcą tam spędzić Dzień Wagarowicza. bazie nieopodal lasu przeprowadzane są eksperymenty, czy to co zabija uciekło stamtąd?
“Dzień Wagarowicza” to horror napisany przez Andrzeja Ziębińskiego. Coś zabija w bezkresnych Mazurskich lasach. Giną zarówno ludzie, jak i zwierzęta. Jak sam autor podkreśla powieść jest napisana na zasadach rządzących horrorem w latach 50tych, natomiast fabuła jest osadzona w polskich realiach. Andrzej Ziębiński zabiera czytelnika na Mazury, gdzie w lasach czai się wielkie niebezpieczeństwo.
Na początku nie mogłam się wkręcić w historię przedstawioną w “Dniu wagarowicza”, jednak z każdą stroną wciągałam się coraz bardziej. Zabrakło mi trochę tego dreszczyku emocji. To był horror przy którym się nie bałam, ale czytając bawiłam się bardzo dobrze.

“Obaj mężczyźni umarli, nie wiedząc co ich zabija. Dwa ciebie. Napadły na nich dwa cienie”

Link do opinii

Ależ to było dobre – straszne, makabryczne, wciągające – przeczytane prawie na raz!

Jest tu wszystko co lubię – ciekawi, niebanalni bohaterowie, przerażające COŚ, co straszy i zabija w lesie, a do tego akcja dzieje się tuż po II wojnie na Mazurach. Świetnie oddane realia czasów powojennych sprawiają, że fani retro znajdą tu coś dla siebie. Zadowoleni będą też miłośnicy mocnych wrażeń i plastycznych opisów – tych w „Dniu wagarowicza” nie brakuje! Wątek „potworów” i tego, skąd się wzięły bardzo mi się podoba – nieczęsto spotykałam się z takim lub podobnym (być może dlatego, że mało horrorów czytam 😉), jestem pod wrażeniem!

Polecam miłośnikom mocnych wrażeń, wypadających wnętrzności i tym, którzy lubią się bać!

Link do opinii
Avatar użytkownika - MonikaOlga
MonikaOlga
Przeczytane:,

Literatura grozy? Zazwyczaj nie sięgam po taki gatunek, ale tym razem postanowiłam uczynić wyjątek. Dlaczego? Dlatego, że to polska literatura grozy. A do tego … 


Na początku autor wyjaśnił przyczyny, z których ten gatunek literacki pojawił się u nas tak późno… A raczej dlaczego pojawił się u nas dopiero wtedy, gdy w wielkim świecie już przemijał. Robert Ziębiński postanowił nie tylko napisać horror, ale jakby chcąc nadrobić stracony czas wpadł na pomysł, aby akcję przenieść w czasie. Przenieść ją do lat, w których to w Stanach Zjednoczonych fantastyka i groza biły rekordy popularności. I to najbardziej mnie przekonało. Umiejscowienie akcji w roku 1956! 


Rok 1956. PRL. Żołnierze wyklęci nadal ukrywają się w lasach. Nadal walczą. Nadal niepogodzeni z powojennym porządkiem zaprowadzonym w Polsce. A w Polsce rządy sprawują komuniści ściśle wykonujący polecenia Moskwy. Tak, Związek Radziecki to sojusznik! To przyjaciel! To bratni kraj! 


12 marca 1956 roku. Umiera Bolesław Bierut. Ten budowniczy Polski Ludowej.


14 marca 1956 roku. Inga Ochab (tak, córka tego Ochaba) wraz z grupą przyjaciół opuszcza pogrążoną w żałobie Warszawę i ma zamiar wyśmienicie bawić się na Mazurach. Z dala od żałoby narodowej, z dala od partyjnych rozgrywek o władzę. Mają do dyspozycji rządowy ośrodek wypoczynkowy. Mogą oddawać się zabawie, mogą świętować Dzień wagarowicza jak na prawdziwych wagarowiczów przystało. Tylko śmiech, śpiew, wyskokowe napoje i … wolność! Tak, będą sami bez żadnego nadzoru w tym mazurskim raju aż do 22 marca! Nie wiedzą jeszcze tylko, że właśnie trafili do piekła… 


Roman Kielecki. Żołnierz wyklęty. Zajął jeden z opuszczonych mazurskich domów. Cichy, spokojny, nie rzucający się w oczy. Kiedyś lekarz, a teraz… Przez społeczność mazurską zaakceptowany i pełniący rolę kogoś na pograniczu lekarza i znachora. Dlatego jako jedyny, gdy znaleźli zwłoki Michała, zaczął odczuwać niepokój. I ten niepokój nie ustępował, a wręcz przeciwnie. Przybierał na sile! Czyżby popadał w jakiś obłęd? I te tajemnicze zniknięcia. I te przerażające obrażenia. I ten skowyt dobiegający z lasu. Złowieszczy skowyt. I te bananowe dzieciaki, które przyjechały tu w najmniej odpowiednim momencie. Może uda mu się ich ocalić. 


Ale w tej grze biorą udział i inni uczestnicy. Nie tylko podejrzewający coś przeokropnie niewyobrażalnego Roman, nie tylko niczego nieświadomi mieszkańcy miejscowości czy resortowi turyści. Są jeszcze Rosjanie w pobliskiej bazie. Rzecz jasna ściśle tajnej bazie. To przede wszystkim radzieccy naukowcy opętani szaleńczą myślą, aby stworzyć super armię. Nie spostrzegli się jedynie, że eksperyment nieco wymknął im się spod kontroli… 


To wszystko sprawia, że "Dzień wagarowicza" czytałam z zapartym tchem. Tak, bałam się! Tak, miałam nadzieję, że Romanowi jego nowa misja się powiedzie. Tak, trzymałam kciuki i czekałam kiedy Rosjanom powinie się noga. 


Muszę oddać autorowi, że pomysł na fabułę miał przedni. Ale to nie jest jedynie krwawa jatka. Jak zawsze z dobrej powieści płyną i morale. A jaki morał płynie z tej książki? Jesteśmy "tylko" ludźmi. "Tylko" w tym znaczeniu, że jesteśmy zbyt maluczcy, gdy stajemy w szranki z potężną i niezbadaną do końca przez nas naturą. Niebezpiecznie jest igrać z eksperymentami, bo możemy stworzyć coś groźnego, coś strasznego, coś, nad czym nie będziemy mieli kontroli. 

Link do opinii

W mazurskich lasach ktoś lub coś zabija ludzi. Nikt nie wiem, czy to zilki czy też ruskie, które nieopodal mają tajną bazę i Bóg wie, co tam robią. Roman ,,Trop" Kielecki, niegdyś lekarz, później żołnierz AK, a teraz jeden z mieszkańców wsi, usiłuje rozwikłać tę zagadkę.

Tymczasem w te piękne mazurskie lasy wybiera się Inga Ochab, córka najważniejszego człowieka w państwie (po śmierci Bieruta). Wraz z grupą przyjaciół ma zamiar świętować dzień wagarowicza paląc ognisko, popijając winiak i beztrosko spędzając czas. Nieprzygotowani na to, co czeka na nich, będą zdani na pomoc Romana, jednego z żołnierzy wyklętych.

 

Filmy w stylu american monster nie są mi obce. Jednak z tego typu literaturą było to moje pierwsze spotkanie. I muszę przyznać, że pewnie nie ostatnie.  Książkę przeczytałam wyjątkowo szybko. Podobnie jak szybko ginęli bohaterowie. A trochę ich było. Już na samym początku autor niemal zasypuje nimi czytelnika. Jednak zabieg ten jest przemyślany i konieczny. W końcu czyjąś krew trzeba przelać. A leje się ona strumieniami. Ofiary rozszarpywane są niczym papier na urodzinowych prezentach. Ale o to właśnie chodzi w tek książce.

Jedynym mankamentem jest to, że była fabuła jest przewidywalna. Co nie sprawia, że czytelnik się nudzi. Tempo akcji jest szybie, ale nie ,,dostaniemy zadyszki". Na pochwałę zasługuje ciekawe umiejscowienie czasowe wydarzeń. Mazury, komunizm i naukowe eksperymenty, które wymknęły się spod kontroli. To nie może skończyć się dobrze...

Link do opinii
Avatar użytkownika - wkp
wkp
Przeczytane:2020-06-27, Ocena: 4, Przeczytałem,

KOMUNISTYCZNY MONSTER SLASHER

Robert Ziębiński powraca z nową powieścią. Co prawda lepiej od pisania fikcji wychodzi mu literatura faktu, o czym mogliśmy się niedawno przekonać czytając jego monografię „Stephen King: Instrukcja obsługi”, ale i z beletrystyką radzi sobie nieźle. „Dzień wagarowicza” zaś to niezła lektura, osadzona co prawda w realiach PRL-u, które są już tak wyeksploatowane przez polskich twórców, że już na samo ich wspomnienie można dostać wysypki i niestrawności (w tym wypadku jest to w pewnym sensie umotywowane, ale motyw to nie do końca przekonujący), jednak na tyle udana, że nawet one nie są w stanie zepsuć przyjemności płynącej z zanurzenia się w świat powieści.

Jest rok 1956. W Dzień wagarowicza Inga Ochab, córka najważniejszego człowieka w kraju, wraz z przyjaciółmi postanawia wybrać się nad jezioro Śniardwy by uczcić to święto. W tle dzieją się co prawda ważne wydarzenia historyczne, ale nastolatków one nie obchodzą. Chcą się zabawić, chcą się rozerwać, wkrótce jednak przekonają się, że z tej wyprawy mogą nie wrócić żywi. Coś czai się w mazurskich lasach i zabija ludzi. Coś, z czym mierzy się pewien żołnierz wyklęty, który teraz będzie musiał zaryzykować wszystko, by ocalić dzieci ludzi, uważanych przez siebie za wrogów…

https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2020/06/dzien-wagarowicza-robert-ziebinski.html

Link do opinii
Inne książki autora
Stephen King. Instrukcja obsługi
Robert Ziębiński0
Okładka ksiązki - Stephen King. Instrukcja obsługi

Co łączy Stephena Kinga z księżną Dianą? Co wspólnego mają ze sobą młotek, pornosy i jego opowiadania? Której swojej powieści Król...

Metro
Robert Ziębiński0
Okładka ksiązki - Metro

Nowy thriller autora ,,Zabawki" i ,,Lockdownu". Korupcja polityczna ze skutkiem śmiertelnym. Podczas budowy trzeciej linii warszawskiego metra dochodzi...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Domek na końcu świata
Danuta Noszczyńska
Domek na końcu świata
Kilka niedużych historii
Katarzyna Wasilkowska
Kilka niedużych historii
Dobry chłopak
Iwona Wilmowska
Dobry chłopak
Sercem i rozumem
Wojciech Sobina
Sercem i rozumem
Bez opamiętania
Paulina Wysocka-Morawiec
Bez opamiętania
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy