Fragment nowej powieści Katarzyny Mlek

Autor: madak
News - Fragment nowej powieści Katarzyny Mlek

Gdzieś pod Łodzią powstaje megalopolis, w którym spełniają się wszystkie czarne wizje przeciwników klonowania i GMO. Liczba ofiar – tych, które stają na drodze postępu czy też muszą się poświęcić w imię nauki – sięga tysięcy. Tak w skrócie przedstawia się fabuła nowej powieści Katarzyny Mlek Jeden Bóg, która właśnie trafia do księgarń.


Za Genesis, bo tak nazywa się korporacja, wokół której powstaje imperium, stoi jeden człowiek: zdolny genetyk Miran Zieliński. Sfrustrowany brakiem rozwoju w dotychczasowej pracy w Austrii, wraca do Polski. Korzystając z pomocy finansowej zamożnego kochanka, tworzy firmę, której celem jest przedłużanie w nieskończoność ludzkiego życia. Bezwzględny, zdeterminowany, cechujący się nieprzeciętną inteligencją i wiarą we własne możliwości, nie cofnie się przed żadnym drastycznym eksperymentem. Zadziwiające jest jednak to, że nikt mu w tym nie przeszkadza. Ludzie zachowują się biernie, wierzą, że jest ich wybawcą. Szalony genetyk zmienia świat, który znamy. A rzecz dzieje się w Polsce, która staje się światową potęgą w przemyśle biotechnologicznym, dzięki czemu bogacą się wszyscy mieszkańcy.


Zaskakujące zwroty akcji i liczne odniesienia do odkryć naukowych prowadzą czytelnika w stronę kuszącej, przerażającej, a jednocześnie bardzo prawdopodobnej wizji przyszłości, w której jednej korporacji udaje się zdobyć niemal nieograniczoną władzę nad światem. Zapraszamy do przeczytania nowej powieści Katarzyny Mlek Jeden Bóg. Dziś publikujemy jej premierowy fragment: 

 

Dreamliner przechylił się ponownie i obniżył lot o kolejne metry. Był już blisko docelowego pasa. W oddali widać było fioletowo-szare, przypominające gwiazdę logo lotniska, umieszczone na czole hali przylotów. Miran oparł głowę o zagłówek i zamknął oczy. Nie lubił lądowań, zawsze bolały go wtedy uszy. Słysząc w nich uporczywe stukanie, zorientował się, że maszyna opada coraz szybciej, aby nagle uderzyć kołami o ziemię. Rozległ się huk przeciwnego ciągu i samolot gwałtownie zwolnił. Kilka osób zaczęło klaskać. „To się chyba nigdy nie zmieni u Polaków” – pomyślał i pokręcił głową. 

 

Gdy tylko zatrzymali się przy rękawie, wstał i sięgnął do schowka po teczkę. Siedząca po przeciwnej stronie przejścia Satia – w Genesisie szefowa do spraw badań – zrobiła to samo. Miran musiał przyznać, że w pewnym stopniu zaskoczyła go szybką decyzją o porzuceniu poprzedniej pracy. Zdawał sobie sprawę, że czuła się w niej niedoceniana, może nawet poniżana, i że pragnie zmian, ale nie był świadomy, jak wysoko sięgają jej ambicje. A może marzenia pojawiły się w głowie Satii dopiero wtedy, gdy poczuła, jak dobrze mieć pieniądze, których jej nie żałował, odkąd przeszła do Plantinium? A może chodziło o poczucie władzy? Albo po prostu trafiły się jej warunki sprzyjające ujawnieniu ambicji. „Ability must meet opportunity” – uznał Miran, przypominając sobie słowa pewnego przedsiębiorczego Libańczyka, którego poznał na niedawnej konferencji w Toronto. 

 

Po Satii wstali pozostali naukowcy, których Miran zabrał ze sobą z TransGenu. Wybrał dwóch Słowaków i Litwina, Rosjanina i Słowenkę – utalentowanych, młodych i posługujących się w podstawowym zakresie językiem polskim. Stanowili najmocniejsze ogniwa zespołu badawczego Mirana. Zatrudnił ich zaraz po przejęciu Plantinium, gdy tylko dostał od Grupy Pięciu wolną rękę. Obawiał się, że będzie ich musiał namawiać, ale podobnie jak Satia zgodzili się bez wahania – być może dlatego, że zaoferował znacznie lepsze warunki. W TransGenie złożyli wymówienia tego samego dnia, którego Miran obiecał im pracę w Genesisie.

 

W ciągu dwóch tygodni od przejęcia Plantinium nowi pracownicy przenieśli się wraz z nim z Austrii do Stanów Zjednoczonych. Gdy tylko uporali się z jet lagiem, wkroczyli do laboratoriów Plantinium i pod kierunkiem Satii przystąpili do inwentaryzowania bieżącego stanu prac. Następnie mieli wskazać procesy badawcze, które należałoby ich zdaniem przerwać jako nierokujące – czy to zbyt kosztowne, czy to obarczone dużym ryzykiem. Potem należało raz jeszcze zweryfikować zestaw kontynuowanych projektów i przygotować procedury pozwalające na przeniesienie wszystkiego co niezbędne do kolejnej przeprowadzki. Tym razem do Polski, gdzie właśnie wylądowali. Gdzie Miran nie był od wielu lat. 

 

Za granicą nie tęsknił za krajem, ale teraz zabrał bagaż podręczny i jako pierwszy wymaszerował z samolotu. Był ciekaw, co poczuje, gdy znów znajdzie się w ojczyźnie.

 

– Do widzenia, dziękujemy za wspólną podróż! – pożegnała go uprzejma stewardesa pierwszej klasy. Nie odpowiedział. 

 

Po szybkiej odprawie przeszedł wraz z ludźmi do hali przylotów. Nie poczuł tam niczego, o czym czytał u polskich wieszczów: żadnego drżenia serca, żadnego uniesienia. „Widać, nie jestem typem patrioty” – zaśmiał się w duchu i rozejrzał wokół siebie. Wśród kłębiącego się tłumu skromnie ubranych oczekujących, na tle których jego elegancki zespół ściągał pełne zazdrości spojrzenia, zauważył szofera z tablicą „Genesis”. Sekretarka zamawiała go jeszcze w Nowym Jorku. Miran podszedł do kierowcy i zanim zdążył się przedstawić, mężczyzna ukłonił się.

 

– Witam, szefie. Proszę za mną! – wskazał w stronę wyjścia. – Walizkami zajmie się ktoś od nas – obiecał i ruszył w stronę szklanych drzwi, za którymi czekały firmowe, czarne jak należy bmw. Miran uśmiechnął się. „I to jest odpowiednie powitanie” – pomyślał, udając się w ślad za kierowcą. 

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy
Recenzje miesiąca
Sankofa. Nie zmarnuj życia
Tomasz Gaj OP, Magdalena Pajkowska
Okładka książki - Sankofa. Nie zmarnuj życia
Elementarz dla rodziców
Jacek Mycielski
Okładka książki - Elementarz dla rodziców
Pensjonat pod Świerkiem
praca zbiorowa
Okładka książki - Pensjonat pod Świerkiem
Frida Kahlo prywatnie
Suzanne Barbezat
Okładka książki - Frida Kahlo prywatnie
Detektyw Bzik
Anna Paszkiewicz
Okładka książki - Detektyw Bzik
Pokaż wszystkie recenzje