Premiera "Małżeńskiej fuzji"

Autor: slk
News - Premiera

Julietta Conte, piękna i chłodna kobieta sukcesu, prezes doskonale prosperującej firmy La Dolce Famiglia, żyje pracą. Upojne randki uznaje za mocno przereklamowane. 

 

Sawyer Wells, bogaty, przedsiębiorczy mężczyzna po przejściach, lubi kobiety i chętnie wdaje się w romanse, lecz nie wierzy w miłość. Korzystną fuzję ich przedsiębiorstw dopełnia wymuszone małżeństwo z rozsądku. Przyjaciele i rodzina komplikują im życie. Czy w takim związku jest miejsce na miłość? Bo seks to za mało! 

 

Akcja i finał jak z filmu. Małżeńska fuzja to gorąca komedia romantyczna z urokliwą Italią w tle. Warto się o tym przekonać. Warto sięgnąć po nową powieść Jennifer Probst, warto też wziąć udział w specjalnym konkursie, który jej własnie jest poświęcony. A my publikujemy dziś premierowe fragmenty powieści, której patronuje redakcja serwisu Granice.pl - wszystko o literaturze. 

 

Rozdział pierwszy

 

Stało się.

Zawiodła.

 

Julietta Conte patrzyła niewidzącym wzrokiem na kremowe ściany swojego mieszkania. Dziwne, że dotąd nie znalazła czasu, żeby je ozdobić zdjęciami lub obrazami. Nieskalane jasne powierzchnie zazwyczaj pomagały jej się zrelaksować i przywodziły na myśl życie, które wiodła: spokojne, uporządkowane. Dzisiaj ich dziewicza doskonałość sprawiła, że Julietta poczuła się zbędna. Jak intruz. Jak duch.

 

Z jej ust wyrwał się osobliwy dźwięk. Najważniejszy kontrakt, jaki zaproponowano dotychczas rodzinnej firmie piekarniczej La Dolce Famiglia, przeszedł jej koło nosa, ale mowy nie ma, żeby z tego powodu straciła rozum. Owinęła się ciasno jedwabnym szlafrokiem koloru gorącej czekolady, po mięciutkim dywanie przeszła do kuchni urządzonej zgodnie z najnowszymi trendami światowego wnętrzarstwa i napełniła kieliszek wybornym szampanem. Ściszony telewizor grał w tle, lecz poza tym dźwiękiem cisza w domu niemal świdrowała w uszach.

 

Julietta nie poznawała siebie tego wieczoru. Zdarzało jej się wcześniej stracić kontrakt, rzadko pozwalała sobie jednak na rozpamiętywanie porażek. Tego rodzaju doświadczenia mobilizowały ją do większego wysiłku, więc szybko zabierała się do pracy nad kolejnym zyskownym projektem. La Dolce Famiglia była w doskonałej kondycji finansowej, a dopięcie upragnionej transakcji nie było kwestią życia lub śmierci. Z drugiej strony jednak żałowała unikalnej sposobności do odciśnięcia swego piętna w świecie biznesu i w historii swojej rodziny. Taka okazja wcześniej się jej nie trafiła.

 

Usłyszała natrętne brzęczenie komórki. Sięgnęła po nią i spojrzała na ekran. Siostrunia. Znowu. Który to SMS tego wieczoru? Trzeci? Czwarty?

 

Zrobione?

 

Juliettę ogarnęło zniecierpliwienie. Najmłodsza siostra, poślubiona wreszcie ukochanemu, o którym marzyła latami, była przekonana, że swoje małżeńskie szczęście zawdzięcza miłosnym czarom. To one rzekomo przesądziły o jej zamążpójściu. Naiwniaczka! O ileż łatwiejsze byłoby życie, gdyby wystarczyło zrobić listę cech pożądanych u mężczyzny, spalić ją, zanosząc modły do wszystkich świętych oraz Matki Ziemi, a potem usiąść i czekać! Julietta taktownie próbowała dać siostrze do zrozumienia, że ślub nastąpił nie z powodu zastosowania rad zaczerpniętych z podrzędnej książczyny, lecz na skutek wzajemnej fascynacji dwojga ludzi, którzy byli dla siebie stworzeni. Karina nie uwierzyła.

 

Stanęło na tym, że wcisnęła Julietcie do rąk tomik oprawny w fioletowe płótno i kazała przysiąc na swą siostrzaną głowę, że kretyńskie zaklęcia miłosne zostaną przez nią wypróbowane. Karina była przekonana, że dzięki czarom właściwy kandydat na męża automatycznie stanie u drzwi starszej siostry i zmieni całe jej życie. Po wielogodzinnych namowach, w których głównym motywem był zarzut, jakoby prezeska wielkiej firmy piekarniczej, zapatrzona w arkusze kalkulacyjne, nie dbała o swoją przyszłość, Julietta zgodziła się dla świętego spokoju, przekonana, że Karina szybko zapomni o idiotycznej rozmowie i nie będzie do niej wracać.

 

Minęły dwa tygodnie. Przyszło dwadzieścia SMS-ów. Karina dzwoniła dwanaście razy. Nic nie wskazywało na to, że zamierza odpuścić.

 

Julietta wystukała odpowiedź.

 

NIE.

 

Delektowała się cierpkim owocowym smakiem wina. Otworzyła lodówkę, wyjęła kiść winogron i poirytowana wróciła do salonu. Dlaczego nikt nie chce przyjąć do wiadomości, że samotna kobieta może być szczęśliwa? Julietta wiodła dawniej cudowne życie. Cudowne jak cholera! Dopiero gdy ta kretyńska fioletowa książczyna wdarła się do jej świata, zaczęła się ustawiczna męka. Karina zarzekała się, że czary odprawione wcześniej przez Aleksę i Maggie, jej znajomą oraz obecnie bratową, też zadziałały, a dziewczyny znalazły dzięki nim wspaniałych mężów.

 

informacja nadesłana

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy