Tegoroczna Nagroda Literacka Nike trafiła do...

Autor: slk
News - Tegoroczna Nagroda Literacka Nike trafiła do...

Wielkie doroczne święto litetarury. W rolach głównych: statuetka Nike i czek o wartości 100 000 zł. Grażyna Borkowska i Adam Michnik wręczyli przed chwilą Nagrodę Literacką Nike Marianowi Pilotowi za książkę "Pióropusz"

 

W laudacji uzasadniającej wybór tej właśnie książki, przewodnicząca jury, Grażyna Borkowska mówiła: O "Pióropuszu" jeden z jurorów, Jan Gondowicz, napisał, że to nie jest książka miła, ponętna, szykowna i glamour. Jest kunsztowna, zamaszysta. Formuła bardzo trafna, w języku powieści zyskuje siłę. Mieszają się tu różne konwencje gatunkowe, konwencja powieści o dzieciństwie, szczątki sagi rodzinnej, zręby fikcjonalności. To szalony i obolały fajerwerk słów. Inwencja słowotwórcza autora jest odwrotnie proporcjonalna do statusu bohaterów. "Pióropusz" to świat biedy wyjętej spod prawa. Nieszacownej, złodziejskiej. Tutaj biografia musi się obronić opowieścią. Słowo jest orężem, jak pióropusz jest szczególnego rodzaju totemem. 

 

Historia „Pióropusza” dotyczy powojennego dzieciństwa zadziornego bohatera pochodzącego z rodziny wiejskich „biedniaków” i złodziei. Niepiśmienny ojciec za eksces z nauczycielem oraz kradzież i zniszczenie tablicy szkolnej zostaje – jako wróg ludu – zamknięty do stalinowskiego więzienia. Chłopiec i jego matka dochodzą sprawiedliwości. Paradoksalnie, konieczność pisania podań w tej sprawie rodzi w bohaterze kult słowa pisanego. Symboliczny dar od ojca – kradzione pióro ze złotą stalówką – przesądza o jego dalszych losach. 

 

- Gdybym wiedział, że się tak sprawy obrócą, to bym mojego kolegę, doświadczonego laureata Nike, Wiesława Myśliwskiego, poprosił o instrukcję, jak się zachować należy, ale że nie przyszło mi to do głowy, pozwolę sobie zachować się tak, jak mi dyktuje serce - mówił Marian Pilot po otrzymaniu nagrody. - To znaczy chciałbym uciec się do prywaty w tym sensie, że na samym początku pragnę podziękować mojemu przyjacielowi, który tej książki, która miała ciężki los jeśli idzie o sprawy wydawnicze, który o nią walczył i właściwie wydanie jej książki i ta uroczystość jest jego sukcesem. Myślę o moim przyjacielu Klemensie Górskim, który był niejako człowiekiem, który tę książkę zdołał przekazać pani Annie Zarębie-Michalskiej, która z kolei zaryzykowała dużo, bowiem mój status literacki jest dość szczególny - jestem pisarzem dość leniwym, wydaję książkę mniej-więcej raz na dziesięć lat i potem zostaję zapomniany. Już nawet doświadczeni krytycy kilkakrotnie traktowali mnie jako debiutanta. Tutaj też znalazłem się w sytuacji debiutanta. Książka, jak Pańśtwo słyszeli, jest napisana dość szczególnym językiem, niekoniecznie zrozumiałym dla wszystkich Polaków i trudno było liczyć na handlowy duży sukces. Stąd prezes Wydawnictwa Literackiego zdecydowała się na spore ryzyko, wydając ją, za co dziękuję ogromnie. 

 

Na tym kończę prywatę, może - jeśli mi wolno - powiem dwa słowa o rodzinnej wsi mojej, gdzie toczy się akcja powieści. Toczy się bardzo dawno temu, stąd nieliczni tylko dzisiejsi mieszkańcy pamiętają cokolwiek z opisywanych przeze mnie czasów. Wtedy wieś miała lampę naftową i sołtysa, teraz ma nie dość, że telewizję, ale i Internet oraz własnego europosła, stąd różnica jest ogromna. Warto wspomnieć mieszkańców i pozdrowić ich, po czym zachęcić do lektury tej książki. Powinni wiedzieć cokolwiek o dawnych dziejach swojej wsi. 

 

Wcześniej, w ramach prezentacji "Pióropusza" jako jednej z nominowanych książek, Marian Pilot mówił: 

- "Pióropusz" napisałem, bo nękała mnie postać znanego dobrze wioskowego buntownika przeciwko wszystkiemu, nawet przeciwko szkole, przeciw uczeniu się czegokolwiek, dla którego swoje życie poświęcił jego syn. Syn ten potrafił dla swojego ojca prowadzić nawet taki statek powietrzny, jak wiatrak. Myślę, że amerykański reżyser potrafiłby z tego zrobić wystrzałowy film. 

 

Swoich czytelników chciałbym przekonać że jest możliwa nieco inna polszczyzna niż powszechna, że jest możliwa polszczyzna podobna do tej znanej z Kochanowskiego, podobna do słowa ludowego, do mowy, jakiej używało się jeszcze pół wieku temu, a więc mowy zawierającej taki potencjał, że wydaje mi się, że te słowa dawne mogłyby zastąpić wiele słów zapożyczonych na żywca z angielskiego." 

 

Nike czytelników otrzymał Sławomir Mrożek, autor pierwszego tomu "Dziennika". Urodzony w 1930, prozaik, autor zbiorów opowiadań, dramatopisarz, satyryk, rysownik. Posiada obywatelstwo polskie. Wiele lat na emigracji, mieszkał we Włoszech, Francji, Ameryce, Meksyku. Od 1996 w Polsce, w Krakowie. W 2008 wyprowadził się do Francji, do Nicei, bo - jak mówił - "tam jest ciepło". Zaskakuje, prowokuje, ukazuje świat zniekształcony i groteskowe zachowania ludzi. Jak podkreślił jeden z uczniów prezentujących tę książkę podczas gali: "Mam go w lekturach, ale słyszałem, że nie jest aż taki zły". Potwierdziła to nagroda czytelników "Gazety Wyborczej", jaką w tym roku jego książka otrzymała. 

 

W jury Nagrody Literackiej Nike zasiedli: profesor Edward Balcerzan, literaturoznawca; prof. Grażyna Borkowska, historyk literatury, przewodnicząca jury; prof. Przemysław Czapliński, literaturoznawca; Tomasz Fijałkowski, krytyk literacki; Jan Gondowicz, eseista; Inga Iwasiów, pisarka; Adam Pomorski, tłumacz literatury, prezes polskiego PEN Clubu; Iwona Smolka, krytyk literacki; Joanna Tokarska-Bakir, antropolożka kultury. 

 

Od początku istnienia nagrody, od 15 lat, gala jej wręczenia transmitowana była na antenie TVP 2. Werdykt zawsze budził spory i dyskusje. Tak stało się między innymi wówczas, gdy w ubiegłym roku Nagrodę Literacką Nike zdobyła "Nasza klasa" Tadeusza Słobodzianka. Od tego momentu z jednej strony sztuka ta trafiła na deski teatralne, z drugiej zaś strony - wywołała szeroką dyskusję i krytykę - zarówno ze strony lewicy, jak i prawicy. W momencie przyznania jej Nagrody Literackiej Nike książka praktycznie nie była dostępna na rynku. Nagroda nie tylko to zmieniła, ale też sprawiła, że sztuka teatralna została przeczytana przez chyba tak wiele osób, jak jeszcze nigdy w historii. Czy podobny sukces rynkowy odniesie niełatwa, nagrodzona w tym roku książka? O tym przekonamy się wkrótce.

 

 

Tegoroczni nominowani:

 

Justyna Bargielska, "Obsoletki". 34 lata, dwójka dzieci. Jest pisarką, poza tym zajmuje się prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci. Autorka wierszy dla dorosłych i książki "Obsoletki". Napisała tę książkę - jak podkreślała podczas gali - dla koleżanek, które dzieliły podobny problem jak ona, które dzieliły z nią traumatyczne przeżycia związane między innymi z poronieniem, które podobnie jak ona wychowują dzieci i zajmują się domem - by mogły się odnaleźć, by mogły odkryć, że nie są same.

 

 

Ignacy Karpowicz, prezentując "Balladyny i romanse", mówił: "Sam autor to postać złapana między aborcją a eutanazją. "Balladyny i romanse" to zaś fabularyzowana historia o bogach, to tekst postbiblijny, ale o ile w Biblii Bóg pojawia się dość rzadko, o tyle w "Balladynach..." bogów jest znacznie, znacznie więcej. Jedno i drugie to opowieść czy fabularyzowany tekst o obecności Boga na ziemi. "

 

 

Wojciech Nowicki "Dno oka. Eseje o fotografii". Sam autor podczas gali zaprezentował siebie w sposób następujący: Mężczyzna w czarnej marynarce na pierwszym planie, w nieokreślonym wieku. Za nim ulica Nowa, Kazimierz w Krakowie, budynki, jakie były tutaj zawsze - nie do końca czyste, odrapane, niedomalowane. Mało ludzi, głównie jeżdżą samochody. Można przypuszczać, że to początek XXI wieku - pewności nie ma, jak to często ze zdjęciami bywa. 

 

"Dno oka" to książka, którą sam bym chciał przeczytać, której brakowało, gdy ją pisałem. Mówi między innymi o zdjęciach, które trudno oglądać, bo nie ma ich ani w muzeach, ani w galeriach, o zdjęciach, które mają zostać unicestwione, które są wyrzucane, kiedy umierają przodkowie, a które najwięcej chyba mówią o nas samych. 

 

Czasem trafiam na takie fotografie, które niemal nie dają mi spać. OStatnio w Krakowie natknąłem się na targu na zestaw kolorowych zdjęć ze Stanów Zjednoczonych. Na nich - członkowie Ku Klux Klanu. Myślę o drodze, którą musiały przebyć, o ludziach, którzy wysłali je do Polski. Kim byli? Jaka była ich historia? Może kiedyś się tego dowiem... 

 

 

Joanna Bator, opowiadając o "Chmurdaliach", których tytuł zaczerpnęła z wiersza Bolesława Leśmiana, samą siebie zaprezentowała w następujący sposób: "To pisarka i biegaczka. Pisze tak jak biega - na długich dystansach i samotnie, od wielu lat w podróży, teraz - w Japonii. Lubi być daleko, powoli poznawać obce miejsca i ludzi, ale zawsze wraca. 

 

Podróżuję, żyję w podróży. Słucham opowieści i snuję opowieści. To, czym napotkany w podróży człowiek się ode mnie różni, jest dla mnie najbardziej interesującą rzeczą. To jakby otwarcie na różnicę, na inną opowieść, rytm, logikę, to dla mnie najważniejsze w spotkaniu z drugim człowieku. Nigdy nie myślę o ludziach, myślę zawsze o pojedynczym człowieku. Jestem wybitnie niegrupowa, niekolektywna, natomiast każdy pojedynczy człowiek ma szansę opowiedzieć mi swoją historię." 

 

Bator uważa, że istnieją dwa rodzaje dobrych książek. "Pierwsze w interesujący sposób opisują to, co znamy. Głaszczą. Są bestsellerami. Mamy po ich lekturze podobne wrażenie, jak po dobrym posiłku. Drugie niosą z sobą zadrę. Za ich sprawą coś w naszym życiu zostaje przesunięte, przestawione. Mój wysiłek jako pisarki polega na tym, by pisać te drugie". 

 

 

Ostatnim z tegorocznych finalistów Nike był Andrzej Stasiuk, którego wyróżniono za "Dziennik pisany później". To  niesamowicie głębokie przemyślenia na temat polskości, religii, podróżowania, kultury masowej, naszej tożsamości i człowieka, który ma takie same problemy jak my - pisała nasza recenzentka, Katarzyna Wójcik. 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy