rozdział II

Autor: klaudiuszlabaj
ęskie pogaduszki.
- Wiem kim jestem i przesadzasz w ocenie ale nie rozumiem dlaczego miałbym myśleć, że mnie podrywasz.
- Bo każdy facet tak myśli, jeżeli jest atrakcyjny to kobieta chce iść z nim do łóżka.
- Wow! Na to jeszcze się nie zgodziłem ale kawę możemy przecież razem wypić. Wiesz takie spotkanie dwóch poetów.
- Pisałam ci już. Mam rodzinę, obowiązki. Nie mam czasu, nie mogę.
- A przez dwie godziny możesz ze mną czatować bez chwili przerwy. Kogo ty okłamujesz? Boisz się mnie?
- Dobranoc...
FeministkaSylwia wylogowana. Znikła ze świata. Mężczyzna uderzył wściekle dłonią w powierzchnię biurka gdzie dopiero co zniecierpliwiony delikatnie bębnił palcami. Nagle zmienił swój nastrój o sto osiemdziesiąt stopni. Zerwał się z krzesła i znów zaczął ubijać stopami ścieżką w dywanie, chodząc tam i z powrotem jeszcze szybciej niż czekając na swoją internetową znajomą.
- Kurwa mać! - wykrzyczał jakby miała ona go usłyszeć na swej planecie na drugim końcu galaktyki - I co z tego, że książka jest genialna? Dałem z siebie wszystko ale robiłem to tylko dla ciebie. Nic nie miało dla mnie sensu póki nie przeczytałem twych wierszy, to ty mnie natchnęłaś a nawet cię nie dotknąłem. Chryste! I nigdy cię nie zobaczę!?
Padł na kolana w środku swego zakurzonego, ciemnego pokoju. Skrył twarz w dłoniach i przytulił się do dywanu. Wyglądał jak muzułmanin modlący się do Allacha umarły w chwili oddania pokłonu. Zastygł. Wreszcie się uspokoił albo zmęczył emocjami i nie miał już sił dalej krzyczeć więc padł w miejscu gdzie się zatrzymał. Mijały minuty, kwadrans, pół godziny. Leżał tak aż ciemność powoli ustąpiła światłości. Pierwsze promienie słoneczne skradając się od balkonu, rozsunęły firankę, przegoniły cienie i dotknęły jego zmęczonej twarzy. Pieszczotami zmusiły do otworzenia oczu w chwili kiedy w drzwi pokoju ktoś zastukał żywo.
- Konrad? Wstajesz? Zrobiłam ci śniadanie. Chodź zjejść bo nie będziasz miał sił w pracy. A pracować trzeba żeby żyć!
- Tak mamo. Już idę. Zjem co dasz. - Wykrzyczał do drzwie a na końcu dodał bardzo cicho, tylko do siebie i do słońca które go obudziło. - Bo trzeba żyć.    

- Kochałeś ją?
- A ty nie kochasz matki?
- Chodzi mi o tamtą dziewczynę z netu!
- W dzieciństwie wywróżono mi, że miłością mego życia będzie kobieta o imieniu Sylwia. Poznałem ją w Internecie miała pseudo feministkaSylwia.
- He, he. I chcesz mi powiedzieć, że wierzysz w jakieś andrzejkowe wróżby?
- W coś trzeba wierzyć. A ty wierzysz w cokolwiek?
- Nie wierzę nawet w to, że tu jestem i z tobą gadam.
- Ooo. To smutne. Ignorujesz mnie a ja tak ci zaufałem. Widzisz wierzyłem w to, że ją w końcu spotkam. Przez kilkanaście lat jej szukałem, znalazłem i utraciłem...
- Jezus! Maria! Cz ty to widzisz!?
- A tak owszem. Zawsze się pokazuje z przygnębiającymi myślami. To Cerber.
- I mówisz to tak spokojnie! Przecież to potwór! Warczy wściekle, ślina cieknie mu z pyska i śmierdzi. Na boga! Ten wilk jest ogromny!
- Nie przesadzaj! Przecież mówiłeś, że nie wierzysz iż tu jesteś więc ten strażnik nie może ci nic zrobić. To tylko strach. Musisz się przyzwyczaić.
- Chyba żartujesz! Co robisz? Nie zbliżaj się do niego! Odgryzie ci rękę jednym kłapnięciem!
- Nie panikuj. Kiedy przebywasz z potworem na co dzień z czasem on przestaje być dla ciebie czymś przerażającym. Widzisz? Chodź, pogłaszcz go. Lubi kiedy go drapię za uchem. Dotknij jego sierści, jest bardzo miekka.
- Nie ma mowy!
- Kolega się wystraszył. Nie miej mu tego za złe ''misiaczku'' ludzie już tacy są. Boją się nieznanego. Też taki byłem na początku i... szczerze za tym tęsknię, bo życia trzeba się bać aby je cenić. Nie prawda panie dziennikarzu? Ja przestałem się bać i mimo tego iż miałem dobre intencje, naprawdę chciałem dobrze, nie ty

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy