Trup na pierwszym miejscu. Wywiad z Anną Kańtoch

Data: 2022-09-22 11:01:02 Autor: Sławomir Krempa
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Trup na pierwszym miejscu. Wywiad z Anną Kańtoch z kategorii Brak kategorii

– Staram się, by trup i zagadka kryminalna były zawsze na pierwszym miejscu. Chcę, by moje książki były przede wszystkim powieściami gatunkowymi: by była to dobra rozrywka z pewną tajemnicą w centrum, z zagadką, którą rozwiązujemy razem z bohaterami. Nie lubię „udawanych” kryminałów, powieści psychologicznych czy społecznych, które udają ten gatunek i próbują wykorzystać jego popularność. Kryminał ma być kryminałem – mówi Anna Kańtoch, autorka trylogii o Krystynie Lesińskiej.

fot. Piotr Kamiński

Często znajduje Pani trupy na ulicy?

W wyobraźni nawet bardzo często. Kiedy spaceruję, mijane miejsca czasem oceniam nawet jako potencjalne miejsca zbrodni. Potrafię oczami wyobraźni zobaczyć trupa na huśtawce czy w malowniczym zakątku w lesie. Na szczęście w rzeczywistości nigdy zwłok nie znalazłam.

Wyobrażanie sobie zwłok to nie jest najbardziej konwencjonalna pasja. Nie chciałbym być niemiły, ale co poszło nie tak?

Może to kwestia czytania zbyt dużej ilości kryminałów? A może po prostu jestem tak silnie wyczulona na zagadki i tajemnice – zawsze bardzo je lubiłam, mam skłonność doszukiwania się drugiego dna, sekretów, zagadek w najzwyklejszych miejscach czy wydarzeniach.

Skoro tak dużo czyta Pani kryminałów, to czy zdarza się Pani po lekturze nieświadomie skopiować cudzy pomysł na powieść czy rozwiązanie fabularne?

Kilka razy zaczynałam tworzyć jakiś tekst, opracowywać pomysł, po czym orientowałam się, że zapożyczyłam go od jakiegoś kolegi czy koleżanki, że ktoś go już wykorzystał. Jeśli inspiracja jest zbyt duża, to rzeczywiście pierwotną koncepcję zmieniam, weryfikuję, modyfikuję. Ale kryminał generalnie jest gatunkiem, w którym wiele schematów się powtarza, więc niektóre „zapożyczenia” mogą zaowocować naprawdę oryginalnymi powieściami.  

Te schematy gatunkowe Pani nie ograniczają? 

Nie, ja nawet lubię pewne ograniczenia wynikające z tej konwencji. Zresztą świadomie wybrałam kryminał klasyczny – o ile to możliwe, jeszcze bardziej skodyfikowany niż większość pozycji, które dziś ukazują się na rynku. Działa to na zasadzie porozumienia między pisarzem a czytelnikiem, gdy i jeden, i drugi taką formułę lubią.

Okazuje się, że miłośników tej konwencji może być zaskakująco wielu. Spodziewała się Pani takiego sukcesu swojego cyklu o Krystynie Lesińskiej?

W moim życiu pisarskim były dwa szczególnie ważne momenty: pierwszy, gdy w ogóle zaczęłam pisać kryminały, drugi – kiedy zaczęłam wydawać tę trylogię. Wówczas odczułam, że zainteresowanie moją twórczością jest wyraźnie większe – zwłaszcza kiedy otrzymałam Nagrodę Wielkiego Kalibru, szczególnie wiele osób zaczęło zgłaszać się z prośbą o wywiad, z zaproszeniem na spotkanie autorskie, z wiadomością, że moja powieść się spodobała. 

W Pani cyklu o Krystynie Lesińskiej – trochę inaczej niż w klasycznym kryminale – to nie trup jest najważniejszy, lecz droga, jaką przebywa Pani bohaterka. 

I tu się trochę nie zgodzę, bo owszem, historia mojej bohaterki była dla mnie ważna, ale staram się, by to trup i zagadka kryminalna były zawsze na pierwszym miejscu. Chcę, by moje powieści były przede wszystkim powieściami gatunkowymi: by była to dobra rozrywka z pewną tajemnicą w centrum, z zagadką, którą rozwiązujemy razem z bohaterami. Nie lubię „udawanych” kryminałów, powieści psychologicznych czy społecznych, które udają ten gatunek i próbują wykorzystać jego popularność. Kryminał ma być kryminałem. Droga, jaką przebywa Krystyna, to tylko pewna otoczka.

Wątkiem łączącym wszystkie trzy powieści było odkrywanie tajemnicy zaginięcia brata Krystyny, które miało miejsce przed laty. Tyle że drogę do jej wyjaśnienia opisuje Pani niejako au rebours - od końca.

Pomysł był taki, by opisać życie bohatera od młodości po emeryturę. Powiedziałam „bohatera”, bo początkowo miał to być mężczyzna. A zaczęłam tę historię od końca, bo wcześniej dla Wydawnictwa Czarne pisywałam kryminały, których akcja osadzona była w latach 80. XX wieku i nie chciałam od razu wracać do tak zamierzchłych czasów. Krystyna była młoda w latach 70. – pomyślałam więc, że zacznę od współczesności, opisując moją bohaterkę jako osobę starszą. Tak powstała Wiosna zaginionych.

A potem okazało się, że stworzenie satysfakcjonującego finału – czyli właściwie początku tej historii – jest trudniejsze, niż mogłoby się wydawać?

To prawda. Po napisaniu drugiej części cyklu, czyli Lata utraconych, sama byłam ciekawa, jak wybrnę z wyjaśnienia tajemnicy zaginięcia brata mojej bohaterki. Ale kiedy już usiadłam do pracy, pomysł przyszedł sam.

Trylogię, w której chronologia wydarzeń jest odwrócona, jest zdecydowanie trudniej pisać niż klasyczną – choćby ze względu na ilość faktów z życia bohaterów, które w poszczególnych częściach cyklu po prostu muszą się zgadzać. Ważne jest też to, by czytelnik mógł uwierzyć, że bohaterka mogła wyewoluować w taką postać, jaką ostatecznie się stała. Dla mnie pewnym ułatwieniem były bardzo duże przeskoki czasowe pomiędzy akcją poszczególnych tomów cyklu. W pierwszym tomie Krystyna ma ponad 70 lat, w drugim – właśnie przekroczyła pięćdziesiątkę, w ostatnim zaś jest ponaddwudziestoletnią dziewczyną. Na przestrzeni tylu lat człowiek mocno się zmienia, mogłam więc pokazać tę samą osobę na różnych etapach życia, niekoniecznie skupiając się na jej ewolucji, na tym, jak Krystyna dokładnie się zmieniała.

Zastanawiała się Pani nad tym, czy to właśnie zginięcie brata sprawiło, że Krystyna została policjantką?

Oczywiście. I myślę, że było to dla niej wydarzenie bardzo ważne, ale niezależnie od niego pewnie wybrałaby taką właśnie ścieżkę kariery. W Jesieni zapomnianych widzimy, że Krystyna już jako młoda dziewczyna miała dużo cech, które predysponują ją do tego rodzaju pracy.

Właśnie – bo Jesień zapomnianych to opowieść niejako o „pierwszej sprawie” Krystyny. Główna bohaterka pomaga lokalnemu dziennikarzowi dotrzeć do osób związanych ze śledztwem w sprawie śmierci młodych mężczyzn. Krystyna nie jest jeszcze policjantką, nie ma doświadczenia związanego z prowadzonymi śledztwami. Jedynym jej atutem jest to, że niektórych zmarłych znała, dlatego ich bliscy wolą otworzyć się przed nią niż przed dziennikarzem?

To ważny jej atut – ale na pewno niejedyny. Tym bardziej że Krystyna nie ma jeszcze zbyt dużego doświadczenia w rozmowach z ludźmi i często popełnia błędy. Zależało mi na tym, by pokazać, jak osoba, która potrafi kombinować, dedukować, łączyć fakty, radzi sobie w nowej sytuacji i odkrywa, że mogłaby się tym w życiu zajmować.

Co jeszcze jest siłą Krystyny?

Na późniejszym etapie – znajomość ludzi, umiejętność rozmawiania z nimi. W Jesieni… dopiero się tego uczy, z czasem jednak staje się mistrzynią w wyłapywaniu z rozmów pozornie niewinnych drobnostek i w łączeniu faktów.

„Jesień zapomnianych" to bardzo solidne domknięcie trylogii Anny Kańtoch. To godne dopełnienie jednego z najlepszych cykli kryminalnych ostatnich lat

- recenzja książki „Jesień zapomnianych"

Myśli Pani, że dziś jest jeszcze miejsce na klasyczne śledztwo?

W rzeczywistości – coraz mniej. Rozwijająca się błyskawicznie technologia wciąż zmienia sposób prowadzenia śledztwa, zmienia też literaturę – bo wydaje się dziś coraz mniej klasycznych kryminałów w typie Agathy Christie. Można powiedzieć, że znalazłam tu pewną niszę – ale to moja nisza i bardzo cieszę się, że wciąż znajdują się odbiorcy podobnych historii.

Do tej książki research dotyczący pracy policji czy milicji nie był Pani tak bardzo potrzebny, natomiast sporo uwagi musiała Pani poświęcić psychologii swoich postaci, która ważna jest też w innych Pani powieściach. Lubi Pani to „babranie się” w brudach ludzkiej psychiki?      

Bardzo lubię, lubię też czytać książki psychologiczne poświęcone psychopatom i seryjnym mordercom, których autorzy starają się znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego właściwie ludzie robią takie rzeczy. Oczywiście nigdy nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie, nigdy nie wyjaśnimy wszystkich przyczyn, nigdy nie zrozumie tego człowiek, który podobnych rzeczy nie robi, ale dla mnie jest to zjawisko fascynujące.

Praca nad opisywaniem psychologii czy sposobu działania morderców wpływa na Panią? Musi Pani odrywać się od pisania? Albo w ramach „odtrutki” obejrzeć Bridgertonów na Netflixie?

Podczas pisania nie potrafię się odciąć – żyję książką, fabułą, jeśli już coś oglądam lub czytam, to podobne w klimacie historie. Bridgertonów widziałam w przerwie między pisaniem kolejnych książek. Gdybym sięgnęła po nich w trakcie pracy nad książką, wybiłoby mnie to z rytmu, nie potrafiłabym się skupić na oglądanym właśnie serialu. Kiedy tworzę, oglądam głównie seriale kryminalne – w dodatku wyłącznie takie, których akcja toczy się w konkretnej porze roku. Bardzo mi to pomaga nie wychodzić z opisywanego świata, ze stanu zanurzenia w powieść.

A potem wychodzi Pani z domu i wkracza w sam środek postindustrialnego, trochę apokaliptycznego krajobrazu Katowic, gdzie osadziła Pani akcję Jesieni.... Oczywiście żartuję, ale ten Pani PRL-owski Śląsk jest mocno przerażający.    

Śląsk ma bardzo wiele twarzy. Jest zielony, nowoczesny, modny, ale są też tu porzucone pokopalniane budynki, które w czasie, gdy pisałam Wiosnę zaginionych, okazały się dla mnie znakomitym miejscem zbrodni. Z kolei Drugie Szopienice niedaleko Sosnowca zmieniły się niewiele – dlatego wybrałam je jako miejsce akcji Jesieni…

Wiem, że będą Panią o to nękać czytelnicy, więc wyjaśnijmy to tutaj: z Krystyną już Pani skończyła?

Tak, cykl o Krystynie jest raczej zamkniętą całością i póki co nie planuję do niego wracać.

Ale w kolejnej powieści powróci Pani na Śląsk?

Na Dolny Śląsk, w okolice Strzelina. Piszę właśnie thriller psychologiczny, którego głównym bohaterem jest osoba niezwiązana z policją, która trafia w środek intrygi kryminalnej. Ale proszę nie spodziewać się jej w zapowiedziach wydawniczych zbyt szybko. Samo pisanie nie zajmuje mi wprawdzie zbyt wiele czasu – gdy jestem gotowa, potrafię w 3 miesiące skończyć książkę – ale zanim się za to wezmę, bardzo długo pracuję nad koncepcją, muszę pomysł przemyśleć, wszystko musi dojrzeć. Realnie skończenie książki zajmuje mi co najmniej pół roku, a do tego dochodzi jeszcze sam proces wydawniczy.

Powieść Jesień zapomnianych kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.