Pewne historie mogą wydarzyć się tylko w określonych miejscach. Wywiad z Jolantą Kosowską

Autor: Sławomir Krempa

– Pewne historie mogą wydarzyć się gdziekolwiek, inne tylko w określonych miejscach. Są takie miejsca, gdzie prawda lubi się mieszać z wyobraźnią, świat realny z tym wymyślonym – mówi mieszkająca w Dreźnie polska pisarka, Jolanta Kosowska. Akcja jej najnowszej powieści, Wielkie włoskie wakacje, toczy się w Asyżu i nad Zatoką Neapolitańską, we Florencji i w Wenecji. To historia obyczajowa z nutą tajemnicy, a zarazem niezwykła literacka podróż do Włoch. 

Dlaczego Drezno? 

Z bardzo wielu powodów. Z Drezna niedaleko do Polski, do rodzinnego Wrocławia, do bliskich. Drezno to jedno z najpiękniejszych miast Europy.  Historycznie jest bardzo związane z Polską. Koronę polską można zobaczyć na wielu budowlach, a Augustowi Mocnemu zawdzięcza Saksonia większość zabytków: urokliwych pałaców, zamków, twierdz i barokowych ogrodów… Tutaj historia Polski przeplata się z historią Saksonii. O Polsce mówi się dobrze i często. Nie czuję się tutaj obco. 

Wyjechałam przed laty, ponieważ mam niepełnosprawnego synka. W Polsce nie potrafiłam  zapewnić mu odpowiedniej opieki. Piotruś potrzebuje do życia dużej ilości sprzętu, żyje dzięki urządzeniom, wymaga dwudziestoczterogodzinnej opieki pielęgniarskiej. Pracowałam jako lekarz w trzech miejscach, cała rodzina nam pomagała, a długi rosły w oczach.  Z dnia na dzień było coraz ciężej. Z dnia na dzień narastały frustracje, beznadzieja i poczucie przegranej. Miałam wrażenie, że jestem nieudacznikiem, który nie potrafi pomóc swojemu dziecku. Nie potrafię zakładać fundacji, nie potrafię prosić. Wtedy Polska weszła do Unii Europejskiej. Pojawiły się nowe możliwości. Wyjechaliśmy. Udało się. Pracuję, jako polski lekarz w Niemczech. Drezno to miał być taki krótki przystanek na życiowej drodze, taki na załapanie oddechu, na przetrwanie, na wymyślenie czegoś innego. I tak już zostało... Ale bywają dni, że bardzo tęsknię.

Dlatego pisze Pani po polsku?

Nie może być inaczej. Znam dobrze język niemiecki, ale nie wyobrażam sobie pisania książek w tym języku. Myśli potrafię wyrażać, ale nie potrafię wyrażać uczuć. Wydaje mi się, że uczucia są tak subtelne, delikatne i ulotne, mają tysiące barw i odcieni, że potrafię je wyrazić tylko w języku ojczystym.

Pracuje Pani w przychodni przyjaznej imigrantom... 

Przyjmujemy pacjentów z całego świata. Czują się u nas dobrze. Ja jestem z Polski, mój kolega jest Niemcem, ale studiował i pracował w Anglii.  Oboje wiemy, co to znaczy czuć się gdzieś obco. Z czasem nasz zespół rozrósł się. Od niedawna pracują z nami inni koledzy. W sumie mówimy wieloma językami – po polsku, niemiecku, rosyjsku, angielsku, hiszpańsku, włosku, ale myślę, że nie to przyciąga do nas pacjentów, ale nasze podejście.  Spotkanie różnych kultur i różnych religii jest zawsze ciekawe, chociaż nie zawsze jest łatwe…

To nie jest temat na powieść? 

Oczywiście, że jest. Może kiedyś… Wśród pacjentów mam grupę uchodźców. Wielu z nich pochodzi z Syrii, Afganistanu, Iraku, Erytrei… Historie ich życia mogłyby stać się inspiracją do napisania niejednej książki.

W swoich książkach często „ucieka Pani" za granicę, żeby odetchnąć od tej „prozy życia"?

Nie tylko w książkach, w życiu również. Bardzo lubię podróżować.  Podróże towarzyszyły mi zawsze, odkąd sięgam pamięcią. W pewnym sensie moje życie biegnie od jednej do drugiej podróży. Wracam z wyprawy i zaczynam planować następną.

I pewnego dnia zakochała się Pani we Włoszech.... 

Zakochałam się we Włoszech ponad dwadzieścia pięć lat temu i ta miłość do Włoch traw nadal. Jeżdżę tam bardzo często, bywam długo, mam tam ukochane miejsca, do których wracam. Uwielbiam wtapiać się w ich atmosferę. Znam ludzi, historię, zabytki, kulturę, język, muzykę, potrawy, trunki i zapachy… Są miejsca, w których czuję się jak w domu.

I czasem zabiera Pani do nich swoich czytelników...

Rzeczywiście, akcja kilku moich książek rozgrywa się we Włoszech. W Deja vu” zabieram czytelników do Wenecji, w W labiryncie obłędu i w Drugiem dnie do Toskanii, w Wróć do Tiory do Ligurii, w Trzy razy miłość nad Lago di Garda. Pewne historie mogą wydarzyć się gdziekolwiek, inne tylko w określonych miejscach. Są takie miejsca, gdzie prawda lubi się mieszać z wyobraźnią, świat realny z tym wymyślonym. Akcja Wielkich włoskich wakacji rozgrywa się w Asyżu i nad Zatoką Neapolitańską, we Florencji i w Wenecji…

Podobno ta książka zaczęła się od pewnej bramy...

Pomysł na napisanie tej książki powstał parę lat temu. Szłam wąskimi uliczkami Asyżu i nagle moją uwagę przykuła brama, do której prowadziły cztery kamienne stopnie. Tuż przy schodkach rosły okazałe białe i różowe malwy. To właśnie te kwiaty przyciągnęły moją uwagę. Chciałam zrobić im zdjęcie, przybliżyłam obraz i nagle zobaczyłam z bliska bramę. Wrota były szerokie, drewniane, ozdobione metalowymi ćwiekami, miały dużą klamkę. Klamka kończyła się głową lwa. Ten lew przypominał trochę lwa świętego Marka z Wenecji. Lew świętego Marka w Asyżu wydał mi się czymś dziwnym i nielogicznym. W połowie wysokości bramy zawieszona była sporych rozmiarów kołatka. Zastukałam i ku mojemu zdziwieniu, rozległ się donośny dźwięk przypominający bicie dzwonu… Serce zabiło mi mocniej. Niesamowita była ta brama. Niepowtarzalna.

Nie przekroczyła Pani jednak jej progu? Nie czekało tam na Panią podwórko sprzed lat? 

Otworzyłam tę bramę. Zobaczyłam podwórko i stający z tyłu dom, dwie studnie zdobione płaskorzeźbami z motywem tańczących kapłanek rzymskiej bogini ogniska domowego, Westy, kamienną ławkę, drzewa otoczone niewysokim murkiem… To podwórko i ten dom nie pasowały do średniowiecznego Asyżu, przypominały raczej bogatą willę z czasów Imperium Rzymskiego.

Wybierzmy się po Włoszech śladami bohaterów Wielkich włoskich wakacji. Początek podróży to niezwykła brama w Asyżu... 

I pewne wydarzenie, które zapadło w mojej pamięci na zawsze, o pewnym zachodzie słońca. Zapraszam na misterium zachodu słońca obserwowane sprzed schodów prowadzących do bazyliki Świętego Franciszka. Wyobraźcie sobie, że wieża świątyni płonie w promieniach zachodzącego słońca. Jak okiem sięgnąć widać pagórki, a na nich pojedyncze domy, gaje oliwne, rozłożyste pinie, zielone łany traw, gdzieniegdzie polne drogi znaczone rzędami wysokich cyprysów. Gdzieś w dole królują nad niskimi domami kopuły bazyliki Matki Bożej Anielskiej. Po pomarańczowo-żółtym niebie płyną, niczym gonione przez wiatr żaglowce, szare, ciężkie obłoki ze złotą obwódką z promieni zachodzącego słońca. Po chwili niebo zaczyna ciemnieć. I nagle za plecami rozlega się dźwięk dzwonów. Silny, donośny, niesamowity. W domach na wzgórzach zapalają się kolejne światła. Po chwili wydają się one gwiazdami zawieszonymi w połowie drogi pomiędzy niebem i ziemią. Dzwony przestają dzwonić i do waszych uszu dochodzi dźwięk werbli. Dobiega z dołu, jakby od strony miasta. Dzwony, niesamowite barwy zachodu słońca, zapach świeżo skoszonej trawy, pojedyncze światła na wzgórzach… Niesamowity, magiczny Asyż.

Następnie zmierzamy w stronę Pompejów. Udało się je Pani zwiedzić – jak Klaudii – bez towarzystwa tłumów turystów? 
 
Nie było źle. Na przestrzeni kilkunastu lat byłam trzykrotnie w Pompejach.  Zawsze było to w maju. Nie ma tam wtedy jeszcze tłumów turystów. Jest spokojnie i cicho. Ja znam Pompeje właśnie takie – spokojne, ciche, zadumane, tajemnicze…

Czuć tam atmosferę dawnych wieków czy raczej wszechobecną komercję?

Ja czułam zdecydowanie atmosferę dawnych wieków. Opłata ze wejście nie jest wygórowana. Każdy turysta dostaje broszurę, w której podzielono Pompeje na obszary i w każdym z nich zaznaczono obiekty godne obejrzenia. Wędrówka ulicami uśpionego kiedyś pod lawą miasta trwa godzinami. Pompejańskie domy, forum, bazylika, świątynie Apolla, Izoldy, Wspazjana, Teatr Wielki i Teatr Mały, Dom Wetijów, Dom Fauan, Dom Poety Tragicznego, termy, Dom Efeba, prowadzące do miasta bramy, położona na uboczu Willa z misteriami… Cisza, spokój, zaduma.  Komercja zaczyna się za bramą Parku Archeologicznego. Podobnie jest  pobliskim Herkulanum.

Najpiękniejszą drogą w Europie udało się Pani przejść, czy musiała Pani ją przejechać, jak Klaudia?

Kiedyś przeszłam, w ubiegłym roku przejechałam. Wąska droga położona jest na półkach skalnych, dość wysoko ponad poziomem morza. Zakręt, serpentyna, przepaść, zakręt, serpentyna, przepaść i tak bez końca. Widoki zapierały dech w piersiach, ale ja miałam żołądek w klatce piersiowej. Ta droga to swoisty koktajl złożony z przepięknych widoków zmieszanych z piskiem opon. Miałam wrażenie, że na serpentynach przednimi kołami wiszę nad przepaścią. Spotkanie na zakręcie z autobusem odbierało mi oddech. Po powrocie znad Zatoki Neapolitańskiej musiałam wymienić tarcze hamulcowe w samochodzie. Dużo spokojniej podziwia się Zatokę Neapolitańską po wjechaniu kolejką linową z miejscowości Castellammare di Stabia na szczyt Monte Faito. Przepiękny widok jest też ze szczytu Wezuwiusza.

O Wenecji słyszy się wyłącznie skrajne opinie. Albo: że jest strasznie tłoczno i potwornie śmierdzi. Albo – że to jedno z najpiękniejszych miast świata. 

Kocham Wenecję. Byłam w niej kilkanaście razy. Byłam wiosną, latem i jesienią, o świcie, w pełnym słońcu i o zmroku… Dla mnie zawsze jest wyjątkowa. Dla mnie to takie miasto z pogranicza snu i rzeczywistość, tak nierealne i wyjątkowe, że aż może wydawać się teatralne i sztuczne. Czas tam biegnie jakby zupełnie niezależnie, setki lat splatają się ze sobą, tworząc niepowtarzalną atmosferę tego miasta. Dla mnie Wenecja jest niesamowita, wyjątkowa, zaczarowana i magiczna. Laguna to czarodziejka, ożywia barwy, odbija wizerunki pałaców, zwodzi i mami. Nie przeszkadzają mi sznury z suszącą się bielizną, odpadające tynki, zapach stęchlizny i śmieci w bocznych kanałach, nieprzyjemne wiatry i duchota. Nie są w stanie przyćmić piękna tego miasta. Nie zabierają mu jego wyjątkowości.

W Wielkich włoskich wakacjach ten piękny, pełen świateł obraz kontrastuje z quasi-sensacyjną intrygą i niepokojem odczuwanym przez główną bohaterkę... 

Tajemnicze kroki, splecione ze sobą litery, powracające obrazy z przeszłości, narastająca niepewność... Trochę legend, trochę wspomnień, trochę rzeczywistości. Intryga, przekręt, a może coś zupełnie innego…

Chciała Pani spróbować sił w kryminale? W końcu jeden z bohaterów powieści jest byłym gliniarzem. 

Nie tym razem. Wielkie włoskie wakacje to powieść obyczajowa. Może kiedyś napiszę kryminał. Świetnie bawiłam się przed laty, pisząc thriller W labiryncie obłędu. Może będzie tak samo, kiedy będę pisała kryminał.

Bohaterkę obdarzyła Pani pasjami, które sama Pani podziela. Podobno chciała Pani studiować historię sztuki – jak Klaudia.

To prawda. Pod pewnymi względami jestem podobna do Klaudii – chciałam studiować historię sztuki, kocham konie, uwielbiam psy, w Parku Archeologicznym w Pompejach mogłabym spędzić kilka dni, uwielbiam podróże, bardzo lubię fotografować, zauroczył i zaczarował mnie Asyż…

W powieści pojawia się też wątek „koński". A zwierzęta te również są Pani bliskie.

Nawet bardzo. Od ośmiu lat mamy konia – Celtę. Zdobyła nasze serca i stała się członkiem naszej rodziny. Dla mnie konie mają w sobie coś wyjątkowego. Koją zmysły, powodują, że myśli biegną wolniej, leniwiej, że wiele rzeczy widzi się inaczej, a wiele nie ma już żadnego znaczenia. Konie leczą duszę. Pozwalają z dziesiątek spraw wybrać te najważniejsze. Czas spędzony w siodle jest czymś niepowtarzalnym. Można poukładać sobie wszystko w głowie. Z samym sobą dojść do ładu, wyciszyć się i uspokoić. Pod tym względem konie są niezastąpione…

Często czytelnicy pytają Panią o „ciągi dalsze"? O opowieści o dalszych losach bohaterów Pani książek? 

Bardzo często. Mnie zwykle też trudno jest rozstać się z bohaterami. Kończę pisać, a oni zostają ze mną jeszcze na jakiś czas, czasami na parę miesięcy. Nie mogłam się rozstać z bohaterami powieści W labiryncie obłędu, dlatego powstała powieść Drugie dno, która jest kontynuacją losów bohaterów.

Ale Wielkie włoskie wakacje traktuje Pani jako zamkniętą całość? 

Myślę, że kiedyś pojawi się ciąg dalszy. Ale na pewno jeszcze nie teraz…

Wkrótce zatem napisze Pani o...

Właśnie przed paroma dniami skończyłam pisać kolejną powieść. Jeszcze parę kosmetycznych poprawek i odeślę ją do wydawcy. Powieść nosi roboczy tytuł Prosto w serce. To powieść o szalonym uczuciu i o konsekwencjach dokonywanych w życiu wyborów, a wszystko okraszone zapachami, kolorami, smakami i dźwiękami Prowansji. Zabiorę czytelników w podróż pełną burzliwych emocji. Cienka linia oddziela mistyfikację od rzeczywistości, teatr od życia, prawdziwe uczucia od tych udawanych. Prowansja w powieści czaruje, kusi i przyciąga. Obiecuje wiele. Zatańczę z bohaterami pod mostem w Awinionie, napiję się wina, przejdę po bambusowym lesie, pobrudzę trampki ochrą w Roussillon, napiję się wina w Le Café Van Gogh w Arles, posiedzę na stromym dachu kościoła Noter-Dame-de-la-Mer i pogalopuję na dzikich siwych koniach po bagnach Camarque… Może uda nam się uciec przed marami przeszłości... Może nas nie dopadną…

Zdjęcia z Włoch, a także fotografia klaczy Celty pochodzą z archiwum Jolanty Kosowskiej i przedstawiają miejsca opisane w jej najnowszej powieści. Książkę Wielkie włoskie wakacje kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Emma9
Emma9
Dodany: 2020-02-22 18:02:08
0 +-

https://filmvod.pl -
----------------------
To Największa wyszukiwarka legalnych filmów i seriali online!
Znajdziesz tam filmy takie jak: 365 Dni (2020) Czy Legiony 2019

Setki filmów w jednym miejscu a to wszystko z dożywotnim dostępem.
Polecam jak najbardziej!

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2020-02-20 23:05:32
1 +-

Chciałabym mieć więcej czasu na czytanie... 

Avatar użytkownika - JolaJola
JolaJola
Dodany: 2020-02-19 08:36:58
0 +-

Bardzo lubię autorkę. 

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2020-02-18 22:59:21
1 +-

Ja podziękuję...

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2020-02-18 12:13:19
0 +-

Łączy mnie kilka rzeczy z autorką. A na włoskie wakacje piszę się już dziś.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2020-02-18 08:15:38
0 +-

Tak mało czasu, tak dużo książek ;)

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2020-02-17 21:09:37
0 +-

Uwielbiam włoskie klimaty. Na pewno przeczytam :D

Książka
Wielkie włoskie wakacje
Jolanta Kosowska

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Dzieci, których nie ma
Renata Piątkowska;
Dzieci, których nie ma
Raptus
Magdalena Kulus
Raptus
Zamieć
Gabriel Dylan
Zamieć
Złodziejka truskawek
Joanne Harris
Złodziejka truskawek
Piętno dzieciństwa
Katarzyna Kielecka;
Piętno dzieciństwa
Indigo
Patrice Lawrence
Indigo
Baba Blaga
Joanna Wachowiak
Baba Blaga
Nasz azyl
Marta Józefczyk
Nasz azyl
Pokaż wszystkie recenzje