Bohaterowie czy zdrajcy? Sceny z życia polskich elit pod okupacją

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Bohaterowie czy zdrajcy? Sceny z życia polskich elit pod okupacją z kategorii Brak kategorii

Kiedy szalona epoka lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku z hukiem wystrzału z pancernika Schleswig-Holstein odchodziła w przeszłość, kończyło się coś więcej, niż tylko dwudziestolecie międzywojenne. Nowe rozdanie na mapie świata, upadek wielkich mocarstw dwadzieścia lat wcześniej, było pierwszym wstrząsem, który zachwiał i tak niespokojnym europejskim porządkiem. Pierwsza połowa stulecia, choć intrygująca i zawierająca w sobie wszystko, od wielkich nadziei po wielkie samobójstwa, była w rzeczywistości koszmarem. W ostatniej wypowiedzi profesora Pawła Kowala w tekście Polak bez skazy, analizując do czego służy nam historia, autor zwraca uwagę na mit II RP. Podkreśla, że wielu uważa, że gdyby nie rozpadły się trzy imperia, to i tak powstałaby na nowo Polska. Tymczasem sprawa jest dużo bardziej złożona, niż to się, w ogólnym rozumieniu, wydaje. Czasy międzywojenne zostały nie tylko zidealizowane, ale ich postrzeganie jest pokłosiem tego, do czego dążyli sami twórcy tej idealnej wizji. W konsekwencji tych działań wydarzenia od pierwszej do drugiej wojny światowej i podczas jej wybuchu pozostają wciąż w sferze gorących dyskusji. Ważnym w niej głosem jest książka Sławomira Kopra Piekiełko nad Wisłą. Sceny z życia polskich elit pod okupacją.

Dzisiaj łatwiej nam na te zagadnienia, już ze stosownej, dobrze opisanej przez politologów i historyków, perspektywy spojrzeć. Miłośnicy dobrej literatury, znajdą tam coś dla siebie, fani samochodów zapewne westchną z zachwytem na myśl o pojazdach, które były tak wytworne, jak już nigdy później, żądni przygód i sensacji pasjonaci zarabiania rozliczą w duchu wielki kryzys, a wszyscy pozostali dostrzegą mądrość chińskiego przekleństwa: Obyś żył w ciekawych czasach.

Czas wielkich zmian

Chyba nigdy już potem, może jeszcze w końcu lat osiemdziesiątych, gdy walił się Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, nie było w Europie takich emocji związanych z polityką. Tyle narodów uzyskało wolność i niezależność, zapowiadały się kolejne przetasowania na mapie świata, ludzie przesuwali się w hierarchii społecznej w górę i w dół. Przestawały obowiązywać stare porządki, kobiety, kraj po kraju, uzyskiwały prawa wyborcze, wierzono w zmiany, wszystko szło do przodu.

Dla rozwijającego się kraju wojna była dramatem. Po pierwsze dlatego, że Polska nie miała wiele czasu na scalenie się po czasach rozbiorów, które spowodowały trzy różne prędkości rozwoju ziem zamieszkanych przez jej obywateli. Dopiero raczkował plan zrównoważonego rozwoju gospodarczego, przemysłu i ekonomii dla młodego państwa. Tworzyły się nowe elity polityczne i naukowe. Dwudziestoletnia demokracja stanęła przed wyzwaniem, któremu nie sposób było sprostać.

Jedną z większych tajemnic kampanii wrześniowej było zachowanie polskich władz wobec sowieckiej inwazji z 17 września 1939 roku.

- Sławomir Koper, „Piekiełko nad Wisłą. Sceny z życia polskich elit pod okupacją"

Już od 1918 roku w Polsce ujawniały się zwalczające się siły polityczne, które w obliczu klęski wrześniowej stanęły przeciwko sobie. Gdy 3. września 1939 roku Anglia i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę, nad Wisłą zapanował entuzjazm. Jak się okazało, niesłusznie. Alianci nie zamierzali wspierać zaatakowanej Polski, spodziewając się sowieckiej agresji na nasz kraj. Gdy nastąpiła, opowiedzieli się po jednej ze stron polskiego sporu o władzę, przyglądając się stopniowej eliminacji przedwojennych polityków i polskiego rządu ze sceny. Nie wyrażali wyraźnego sprzeciwu przeciwko internowaniu w Rumunii polskich oficerów i polityków. Wskazany przez Ignacego Mościckiego na prezydenta Bolesław Wieniawa-Długoszowski, ambasador Polski w Rzymie, po jednym dniu sprawowania urzędu musiał ustąpić na rzecz Władysława Raczkiewicza. Kryzys polityczny szedł w parze z rozszerzającymi się wpływami nazistów na terenie okupowanego kraju.

Naturalnie taki kryzys nie był czymś charakterystycznym jedynie dla Polski. Jak pokazuje historia, w gronie polityków francuskich i angielskich w momencie zagrożenia inwazją i samej inwazji Niemiec na Francję i Anglię zachodziły podobne procesy. Tendencje do paktowania z Hitlerem czy próby wzmocnienia swojej pozycji politycznej nie były obce wielu europejskim politykom. Zatem to, co działo się w Polsce, powinno być rozpatrywane szerzej niż tylko w odniesieniu do polskiej sceny politycznej.

Książę ceniony przez komunistów

Tymczasem w okupowanym kraju pozostawieni bez władzy i wojska obywatele także usiłowali walczyć z najeźdźcą, niekoniecznie z bronią w ręku. Książę Janusz Radziwiłł, obywatel ziemski, konserwatysta, w przeciwieństwie do swego poprzednika, nieprzychylnie przedstawionego w Potopie przez Henryka Sienkiewicza, był postacią wybitną w każdym tego słowa znaczeniu.

Urodził się w bardzo zamożnej rodzinie. W 1918 roku, u progu odzyskania przez Polskę niepodległości, w przypadku, gdyby kraj miał się stać na powrót monarchią, Janusz Radziwiłł byłby kandydatem na polskiego króla. Spokrewniony z cesarzem Wilhelmem, brytyjską rodziną królewską i Habsburgami, wydawał się być idealnym następcą tronu Polski lub Litwy. Nie zasiadł jednak na żadnym z nich, poświęcił się natomiast dyplomacji. W 1939 roku miał już prawie sześćdziesiąt lat, zatem do czynnej czynnej wojskowej nie został przyjęty. W swoim majątku na Wołyniu stworzył szpital polowy i miejsce opieki dla uciekającej ludności. Zatrzymał się u księcia także prezydent Ignacy Mościcki w drodze do Rumunii. On sam, pomimo możliwości, nie opuścił kraju. I w tym momencie zaczęła się wojenna historia księcia. 

Książę Janusz oficjalnie przyznał się tylko do tego, że szef NKWD zaproponował mu, by czasem „napisał do niego” na adres pewnej nauczycielki we Lwowie.

- Sławomir Koper, „Piekiełko nad Wisłą. Sceny z życia polskich elit pod okupacją"

Dwóch jego synów, Janusza i Edmunda, uwięziono, a księcia zamknięto w Moskwie, w słynnym więzieniu na Łubiance. Przesłuchiwał go sam kat Ławrientij Beria. Jak łatwo się domyślić, zaproponował mu współpracę. Ponieważ akta do dzisiaj są utajnione, nie znamy w szczegółach przebiegu ani rozmowy, ani współpracy. Pozostają jedynie suche fakty.

W sprawie uwolnienia księcia i jego synów interweniowała Wielka Brytania i Hermann Göring, miłośnik polowań w majątkach Radziwiłłów. Nic więc dziwnego, że gdy książę powrócił do Warszawy, pojawiły się głosy o możliwości stworzenia pod jego przywództwem rządu kolaboracyjnego.

Kolejno Radziwiłł interweniował w sprawie uwięzienia w Sonderaktion Krakau krakowskich profesorów. Ostatecznie przeszło sto osób, głównie na skutek apelu Mussoliniego, wróciło z obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen do Polski.

Jako dyplomata Radziwiłł był przeciwny zbrojnemu przeciwstawianiu się Niemcom. Interweniował wiele razy u nazistów w sprawie odwetowego rozstrzelania w Palmirach przeszło stu osób. Po zabójstwie na zlecenie ZWZ kolaboranta, aktora Igo Syma, Niemcy postanowili zgładzić stu osiemnastu zakładników. Podobno Radziwiłł obniżył tę liczbę do dwudziestu jeden osób.

Jednym z największych osiągnięć księcia było stworzenie Rady Głównej Opiekuńczej – organizacji zajmującej się podstawową pomocą potrzebującym. Prowadzono stołówki, sierocińce i miejsca opieki medycznej dla terenie Generalnego Gubernatorstwa przy pomocy darów, napływających z Ameryki, przy wsparciu Niemieckiego Czerwonego Krzyża. RGO była legalną organizacją, zatem jej przywódcy musieli podjąć swoistą formę współpracy z okupantem, choć Hans Frank nie akceptował osoby Radziwiłła, gdy ten regularnie dojeżdżał na posiedzenia Rady z okupowanej Warszawy. 

Pobyt obu Radziwiłłów wywołał w Warszawie niemałą sensację, tym bardziej że z powodu uszkodzenia pałacu przy ulicy Bielańskiej rodzina zatrzymała się w Hotelu Europejskim. Kwaterowali tam głównie wyżsi oficerowie, więc na mieście pojawiły się plotki o współpracy księcia z hitlerowcami.

- Sławomir Koper, „Piekiełko nad Wisłą. Sceny z życia polskich elit pod okupacją"

Tymczasem w warszawskim pałacu Radziwiłłów przy Bielańskiej organizował się ruch oporu, dokarmiano żydowskie dzieci. Po upadku powstania warszawskiego książę był raz to zakładnikiem Niemców, raz Sowietów. Jego koligacje i znajomości były tak mocne, że przeżył wszystkie aresztowania i więzienia, by w końcu trafić na zesłanie do Krasnogorska, gdzie wraz z innymi prominentnymi więźniami czekał na rok 1947, by wrócić do kraju.

I tu znalazł się w nowej rzeczywistości. Utracił wiele tysięcy hektarów wraz z majątkami, które pozostały na Kresach. Przepadł Nieborów, a pałac na Bielańskiej był w ruinie. Rozsądny arystokrata zamienił się z ówczesnymi władzami, oddając pałac za dwupokojowe mieszkanie w Warszawie. Po śmierci dwadzieścia lat później władza ludowa wyprawiła mu pogrzeb, co było raczej niespotykane z uwagi na pochodzenie i poglądy księcia.

Austriak, który postanowił zostać Polakiem

Nie tylko Radziwiłł był przeciwnikiem czynnej walki z okupantem. W innym zakątku okupowanej Polski, we Lwowie, pochodzący z austriackiej rodziny profesor Rudolf Weigl stworzył instytut, w którym opracowano i produkowano szczepionkę przeciwko tyfusowi plamistemu.

Tyfus plamisty to bardzo niebezpieczna, ale jednocześnie powszechna w dużych skupiskach ludzkich, choroba. Rozprzestrzenia się szybko tam, gdzie jest brudno. Nieleczona może prowadzić do śmierci. Jak łatwo przypuszczać, największe armie świata były przez nią dziesiątkowane. Podczas II wojny światowej tyfus stanowił śmiertelne zagrożenie zarówno dla Niemców jak i dla Sowietów, nic więc dziwnego, że obaj okupanci Lwowa okazywali profesorowi Weiglowi szczególne względy. Był im potrzebny.

Ten Austriak, który postanowił zostać Polakiem, dosyć swobodnie podchodził do kwestii praw autorskich. Docierał do prawdy, ale nieszczególnie dbał o jej poprawny zapis. Oprócz szczepionki przeciwko tyfusowi opracował też m.in. usprawnienie sprzętu laboratoryjnego, na którym inni zrobili majątek. 

Niemcy panicznie bali się tyfusu i Weigl przypuszczał, że będą chcieli znacznie rozbudować instytut.

- Sławomir Koper, „Piekiełko nad Wisłą. Sceny z życia polskich elit pod okupacją"

Profesor ożenił się z kobietą, której ojciec pozostawił w kasynach spory majątek. Pracowała z mężem w insytucie, wspierając Weigla na każdym polu. Zwany w rodzinie Pimem, ten solidny naukowiec był w rzeczywistości niezwykle barwną postacią. Doskonale gotował i z chęcią sam przyrządzał oryginalne potrawy, ale nie tolerował obżarstwa, które uważał za obrzydliwe. Nie znał się na sztuce ani na muzyce i nie cenił ich, co często doprowadzało do kłótni w rodzinie.

Był uczonym, biologiem, przeglądał z wnukiem atlas anatomii człowieka i uczył go na pamięć nazw narządów ludzkich po polsku i po łacinie. Jednak, gdy poruszono sprawę uświadomienia chłopca, rodzina zamarła. Okazało się, że Rudolf Weigl zupełnie nie wiedział, jak się do tego zabrać. 

Nie tolerował żadnej dyskryminacji, nie uznawał podziałów rasowych, religijnych ani światopoglądowych. Z tego samego powodu polityka wydawała mu się czymś dziwnym i lekko podejrzanym. Gdy studenci na jego wykładzie próbowali zastosować tzw. getto ławkowe wobec kolegów pochodzenia żydowskiego, oburzony profesor sam przystał do szykanowanych.

Jak wspomina wnuk profesora, Rudolf Weigl był człowiekiem obsesyjnie uczciwym i szczerym. Być może te cechy, dzisiaj pewnie rozumiane jako swoista naiwność, przyczyniły się do tego, co się z uczonym stało po zakończeniu II wojny światowej.

Zanim jednak do tego doszło, podczas działań wojennych Weigl pracował nad szczepionką przeciwko tyfusowi. Jak już wspomniano, profesor nie pałał miłością do regularnych zapisków swoich osiągnięć. Był pedantem, ale na swój, specyficzny sposób. Choć pozornie rzeczy i materiały naukowe mogły wydawać się porozrzucane, miał swój system, niezawodny, który zawsze skutkował odnalezieniem potrzebnej rzeczy. Nie oznaczało to, bynajmniej, że był roztargniony. Jako znany uczony, badacz, zajmował się tak wieloma sprawami, że chwilami przestawał dostrzegać drobne niuanse, decydujące o porządku. 

I tak zdarzyło się, że zapracowany profesor, po raz kolejny nocując w instytucie, wstał rano, narzucił fartuch i poszedł do laboratorium. Woźny zdążył go jeszcze dogonić i wręczyć spodnie, których zajęty rozważaniami nad wynikami badań Weigl nie założył.

Produkował dużo i szkolił wielu naukowców. Dzięki Weiglowi Chiny miały swoją szczepionkę, wytwarzaną przez przeszkolonego we Lwowie doktora Tchanga. Wysyłał preparaty do Afryki i Ameryki Południowej. Dążył do ostatecznej likwidacji siedlisk choroby w Polsce. Uzyskał za swoją pracę szereg odznaczeń i nagród.

Gdy nastała wojna, Sowieci przekazali profesorowi budynek gimnazjum świętej Jadwigi. Działalność naukowa, dalsze prace nad szczepami bakterii i produkcja szczepionek były kluczowe dla powodzenia ZSRR w razie ewentualnej wojny. Wszak wiadomo, wojsko zarażone tyfusem, nie nadaje się do niczego. A jak już wspomniano, choroba ta nie wybierała, atakując wszystkich, poza tymi, którzy już to chorowali na tyfus, już to byli przeciw niemu zaszczepieni. Dyrektor instytutu dyskretnie nadzorował prace profesora, dbając o jak największą dostawę do armii.

Austriak, który nie współpracował z nazistami

Po ataku III Rzeszy na ZSRR i zajęciu przez Niemcy Lwowa zmieniła sytuację profesora. Miał do wyboru samobójstwo lub współpracę z nazistami. Pamiętajmy, że z urodzenia był Austriakiem, jednak nie zgodził się na podpisanie volkslisty. Gdy w Krakowie powstał Instytut do Walki z Tyfusem pod kierownictwem Hermanna Eyera, dawnego znajomego profesora, sytuacja nieco się poprawiła. Eyer rozumiał, że ma do czynienia ze specjalistą światowej sławy. Przymknął oko na niejedno działanie instytutu Weigla, dzięki czemu profesor mógł pomagać ludziom na niespotykaną skalę. 

Już sama produkcja szczepionki i jej dystrybucja ocaliła setki tysięcy osób przed okropną śmiercią. Dalsze decyzje Weigla były co najmniej brawurowe. A jednak przyniosły nieoczekiwane skutki.

Weigl nie poniósł żadnych konsekwencji – również wtedy, gdy odmówił udziału w bankiecie na cześć Hansa Franka. Profesor wiedział, że Niemcom wyjątkowo zależy na sprawnej produkcji szczepionki dla Wehrmachtu i starał się to wykorzystać.

- Sławomir Koper, „Piekiełko nad Wisłą. Sceny z życia polskich elit pod okupacją"

Po pierwsze: odmówił Niemcom przystąpienia do tworzonego w Berlinie ośrodka badawczego. Nie zamierzał, jak już wspomniano, deklarować przynależności do III Rzeszy. Zatrudnił u siebie większość inteligencji i żyjących uczonych, zwolnionych z przedwojennych polskich uczelni. Dostawali oni specjalne uprawnienia, dodatkowe racje żywnościowe i byli na swój sposób bezpieczni. Oni, a także ich rodziny. Nie sposób policzyć, ile osób ocalił. Oprócz tego, profesor produkował znaczne dawki szczepionki, która była przekazywana do getta i oddziałom partyzantów.

Zatrudnieni u Weigla ludzie głównie służyli do karmienia krwią wszy. Metoda naukowa profesora, w dużym uproszczeniu, polegała na zarażaniu wszy zarazkiem tyfusu, preparowaniu ich wnętrzności i pozyskiwaniu przez to bakterii uodparniających. Nadzór nad tym procederem prowadzili Niemcy, ale jak się okazuje, czasami przymykali oni oczy na fakt, że w instytucie działała AK, bo dalsza produkcja leku była znacznie bardziej istotna dla Niemców niż walka z kontrolowaną przez nich (jak się wydawało) jednostką wroga.

A jednak pomimo swojej postawy Rudolf Weigl po wojnie został okrzyknięty kolaborantem. Odrzucił propozycje pracy dla Niemców i dla Sowietów, pozostał w Polsce. Dawny współpracownik Eyera, Przybyłkiewicz, napisał negatywną recenzję pracy habilitacyjnej Weigla. Nie kto inny jak Przybyłkiewicz często podnosił sprawę domniemanej kolaboracji profesora z Niemcami. Weigl nie został członkiem Polskiej Akademii Nauk i nie dostał za swoją pracę nagrody Nobla. Przeciwko jego kandydaturze występowali także Niemcy, którzy nie zapomnieli, że jako Austriak nie zamierzał podpisać volkslisty.

Na domiar złego, władze odsunęły profesora od produkcji szczepionki, powierzając jego pracę Przybyłkiewiczowi. Po śmierci Weigla jego żonie odebrano służbowe mieszkanie, a następca-uzurpator, kontynuował oskarżenia o kolaborację z Niemcami.

Jak widać, różne były sposoby walki z wrogiem, nie zawsze jednoznacznie proste i szlachetne, czasami o ich wyborze decydowała skuteczność, czasami względy osobiste. Po bez mała osiemdziesięciu latach od tamtych wydarzeń wciąż do końca nie możemy jednoznacznie ocenić, po czyjej stronie była racja. Sporo dokumentów, polskich i brytyjskich nadal nie zostało odtajnionych, co tylko podsyca atmosferę nieufności, rodzi nowe spory, kolejne pytania o właściwe postawy w przededniu wojny, a także podczas jej trwania. Przedstawione w tej krótkiej notatce dwa życiorysy są zaledwie papierkiem lakmusowym całego problemu. Pamiętać należy także, że nie sposób oceniać postępowania ludzi, którzy działali w zupełnie odmiennej od naszej rzeczywistości. Nie pokusimy się tutaj o jednoznaczne opinie, po czyjej stronie była prawda, tę każdy musi wybrać sam. A jednak postać księcia Janusza Radziwiłła, dzisiaj już prawie zapomniana, jak również profesora Rudolfa Weigla, którego osoba dopiero niedawno zaczyna być odkrywana na nowo wskazują, że problem współpracy ludzi podczas okupacji ciągle jeszcze pozostaje tematem trudnym i jego zgłębienie będzie miało wiele odsłon.

Książkę Piekiełko nad Wisłą kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-11-15 08:30:43
0 +-

Zaciekawiła mnie ta książka.

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2019-11-11 20:01:13
0 +-

Bardzo ciekawy post. 

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-11-11 19:11:21
0 +-

Nie moja kategoria literacka, ale... ciekawy artykuł.

Avatar użytkownika - Hardy
Hardy
Dodany: 2019-11-11 17:54:21
0 +-

O profesorze Weiglu słyszałem, natomiast o księciu Januszu Radziwille nie. Teraz trochę wiem.

Avatar użytkownika - Justyna641
Justyna641
Dodany: 2019-11-11 17:21:19
0 +-

Książkę już kupiłam. Mam w planach przeczytać.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-11-11 15:25:51
0 +-

Ciekawe...

Avatar użytkownika - natanna
natanna
Dodany: 2019-11-11 14:55:19
0 +-

Bardzo ciekawie ksiązka się zapowiada.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-11-11 13:17:19
0 +-

Ależ to były czasy!

Książka
Piekiełko nad Wisłą
Sławomir Koper

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Pod tym samym niebem
Katarzyna Kielecka;
Pod tym samym niebem
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
Niedzielna dziewczyna
Pip Drysdale
Niedzielna dziewczyna
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Zawsze i na zawsze
Jenny Han
Zawsze i na zawsze
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
Pokaż wszystkie recenzje