Ballada Ptaków i Węży

Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2020-06-15
Kategoria: Dla młodzieży
Kategoria wiekowa: 15-18 lat
ISBN: 9788380087583
Liczba stron: 528
Tytuł oryginału: The Ballad Of Songbirds And Snakes
Język oryginału: język angielski
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska; Piotr Budkiewicz

Tom 0.1 cyklu Igrzyska Śmierci

Ocena: 5 (5 głosów)


W nowej książce przedstawione zostaną losy Coriolanusa Snowa, przyszłego prezydenta Panem, który w nowej książce Suzanne Collins ma dopiero... 18 lat!

Młody mężczyzna bierze udział w projekcie, w ramach którego wciela się w rolę mentora przy organizacji 10. edycji Głodowych Igrzysk, na 64 lata przed wydarzeniami z pierwszej części Igrzysk Śmierci. Od tego, jak poprowadzi swojego trybuta zależy jego dalszy los i planowana kariera.

Problem w tym, że owy los mu nie sprzyja, a do mentora Snowa przypisana zostaje trybutka pochodząca z biednego 12. Dystryktu. Od sprytu i podjętych przez Snowa w Kapitolu decyzji zależy życie dziewczyny, a jej wygrana jest przepustką do lepszego życia obojga.

UWAGA! Tytuł oryginalny powieści to: The Ballad Of Songbirds And Snakes. Tytuł Pieśń Ptaków i Węży to wolny przekład angielskiego tytułu. Faktyczne brzmienie polskiego tytułu może się zmienić.

Tagi: dystopia dla młodzieży katastrofa młodzieżowe antyutopia igrzyska śmierci katniss everdeen

Kup książkę Ballada Ptaków i Węży

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Ballada Ptaków i Węży

Gdzie się człowiek nie obróci, tam widzi okładkę „Ballady ptaków i węży”. Osacza, wyskakuje z najmniejszego zakątka Internetu, kusi, aby dać jej szansę. Jest promowana do tego stopnia, że wielu obawia się otworzyć lodówkę, by czasem tam nie ujrzeć tej książki (choć zapewne i tak by się ucieszyli z darmowego egzemplarza, bo ten swoje kosztuje), tym samym ciężko ją przeoczyć. No ale jak tu się dziwić, skoro jest to kolejne dzieło spod pióra Suzanne Collins, autorki poczytnej trylogii „Igrzysk śmierci”, która zdobyła znacznie większą sławę, kiedy świat ujrzały cztery filmy na jej podstawie. Tym samym pojawienie się „Ballady…”, gdzie głównym bohaterem został znienawidzony, a zarazem intrygujący Coriolanus Snow, przyszły prezydent Panem, aż rozpaliło ciekawość w fanach. Także ja sama nie mogłam doczekać się tego, co przygotowała dla nas kochana pisarka. Tylko czy ta cała ekscytacja okazała się słuszna?


SKORO MAMY JUŻ DESZCZOWE LATO, TO NA ŚNIEŻNE TEŻ SIĘ ZNAJDZIE MIEJSCE


Zacznę od tego, że „Ballada ptaków i węży” jest… inna. Choć usytuowana w dobrze znanym Panem, gdzie Kapitol trzyma dystrykty żelazną ręką, a doroczne Głodowe Igrzyska odbierają multum młodych, niewinnych istnień, wyraźnie odczuwa się różnicę. Cóż, dziwne, jakby było inaczej, skoro fabuła cofa nas o kilkadziesiąt lat. Do lat, gdzie cały zamysł mszczenia się na nieposłusznych, pragnących wolności ludziach dopiero raczkował, a podstawowe elementy krwawej jatki zaczęły w ogóle się pojawiać. Wraz z młodocianym Coriolanusem Snowem (zdajecie sobie sprawę z tego, że nie umiałam nauczyć się jego imienia i co rusz, machinalnie, przeobrażałam je w nazwę dobrze nam znanego paskudztwa?) mogłam przyglądać się temu „przedsięwzięciu”. Było mi dane zobaczyć, jak nabiera kształtów, zyskując na atrakcyjności w oczach znużonych Kapitolińczyków, którzy byliby skłonni inwestować w to wydarzenie. Nie powiem, działało to na mnie dezorientująco. Przyzwyczajona do zgoła innego systemu, czułam się nieco zakłopotana, gdy coś wyglądało inaczej. Ale nie ma tego złego. Dzięki temu (dziwnie to brzmi, naprawdę) było mi dane zobaczyć, jak w ogóle zdołały się rozwinąć Głodowe Igrzyska. Zrozumieć, co tak właściwie siedziało w głowach tych, co postawili na swego rodzaju luksusy, pozwalające uwierzyć trybutom, że jednak są oni najważniejsi, bo to, co przeżywali młodzi w tej książce… mroziło krew w żyłach. Transport, traktowanie ich jak bydło, zapewnienie „atrakcji”… Po prostu byli traktowani jako króliki eksperymentalne dla chorych z chęci zemsty Kapitolińczyków, upewnionych w swej wyjątkowości. Tym samym człowiek stawia sobie pytanie: „Czy aby na pewno Katniss miała od nich lepiej? Czy faktycznie podróżowanie nowoczesnym pociągiem oraz możliwość najedzenia się daniami z najlepszych składników okazały się lepsze od tego, co przygotowano dla jej poprzedników z Dziesiątych Głodowych Igrzysk?”. Nurtuje to, odbiera apetyt i nie pozwala zasnąć, byle tylko odnaleźć odpowiedź, która jest równie przerażająca, jak sam cel tej krwawej zabawy. Jak ono brzmi? Chyba każdy do tego dojdzie, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zaprzestać. Porzucić to i spróbować rozwiązać ten konflikt w inny sposób, gdzie tutaj każdy kolejny rok powodował coraz większą nienawiść. A już trylogia pokazała, czym może się to skończyć.

Na samym początku wydawało mi się, że ta książka będzie tylko i wyłącznie skupiać się na Głodowych Igrzyskach, gdzie niecodzienna relacja między mentorem a trybutem okaże się po prostu uroczym dodatkiem. Dodatkiem pozwalającym wyzwolić nikły uśmiech na twarzy, kiedy w oczach będą błądzić łzy. Nic bardziej mylnego! Co jak co, ale najważniejszy tutaj okazał się Coriolanus Snow, a raczej przemiana, jaka w nim zachodziła. Zdajecie sobie sprawę, jak ciężko przestawić umysł, aby móc oceniać tego człowieka nie przez pryzmat tego, co robił w głównej trylogii, a poprzez kroki wykonywane w tej książce? A każdy, kto miał do czynienia z „Balladą…” na pewno przeżył niemałe zaskoczenie z takiego obrotu spraw. Obserwacja Coriolanusa, dowiadywanie się o nim wielu nowych informacji, dawały to, czego dotąd nie mogliśmy dorwać – właściwej wiedzy. Stanowiące liczne zagadki zachowania przyszłego prezydenta Panem, niezrozumiałe przyzwyczajenia, odnalazły wreszcie źródło. Nie powiem, przemiana chłopaka w pewnym momencie wydała mi się zbyt gwałtowna, niemalże nierealna, to i tak odnalazłam zaczepienie pozwalające wyjaśnić sobie dane kwestie. Jego przeżycia, podejmowane decyzje oraz wahania kształtowały go, a widoczne gołym okiem rysy sugerowały, że była szansa. Szansa na to, aby historia potoczyła się inaczej, ale nie zawsze dostajemy to, czego chcemy od życia, czyż nie? Aczkolwiek, Suzanne Collins, poprzez jego historię, udowodniła, że to, iż ktoś staje się zły, nie bierze się znikąd. Ktoś lub coś musi ofiarować iskrę, aby ta wywołała niszczący wszystko na swojej drodze pożar.


SERCE CZY UMYSŁ – ZADECYDUJ


Jak już wcześniej wspomniałam, musiałam zapomnieć o późniejszym przedstawieniu Snowa, aby móc w pełni zaznajomić się z jego nastoletnim wizerunkiem. Było to nie lada wyzwanie, ale zwycięstwo pozwoliło mi odkryć, że Coriolanus wcale nie miał tak łatwego życia, jak nam to się wyobrażało. Wychowywany przez niewiele starszą kuzynkę Tigris oraz przesiąkniętą miłością do Panem i samego Kapitolu Panibabcią (bo zwykłe „babcia” do niej nie pasowało), starał się jak mógł ukrywać fakt, że choć jest przedstawicielem rodu Snowów, to tak naprawdę… nie posiada już tylu dóbr materialnych, co sprzed czasów rewolucji. I właśnie to nauczyło go sztuki perswazji. Walczący o każdy dzień, próbujący wspinać się po szczeblach kariery, posiadał w rękawie przyciasnej marynarki tyle asów, że tylko ktoś naprawdę spostrzegawczy dałby radę rozszyfrować jego prawdziwe zamiary. Nadmierna pewność siebie dawała mu poczucie władzy, a kreatywność pole do popisu, tym samym Lucy Gray, jego trybutka z Dystryktu Dwunastego, miała poniekąd lepszy start od pozostałych. Coriolanus dwoił się i troił, aby doskonale ją zaprezentować, lecz nie robił tego bezinteresownie. Wraz z promowaniem dziewczyny, wyraźnym zaznaczaniem, że to ona może zwyciężyć, przede wszystkim walczył o własną przyszłość. O możliwość dalszej edukacji, na którą nie byłoby stać. Nie przypuszczał jednak, że Lucy oczaruje nie tylko Kapitolińczyków, ale również jego samego. Wzajemna fascynacja doprowadzała do wielu nieprzemyślanych, gwałtownych ruchów, których skutki – prędzej czy później – odczuwali na własnych skórach. Zapatrzeni w siebie, gotowi uwierzyć w istnienie miłości od pierwszego wejrzenia, stracili głowy. Tylko że – jak dla mnie – Lucy nieco trąciła fałszem…

Choć pannie Baird nie można odmówić dobroci oraz altruizmu, w jej przypadku odczuwałam, że z nią jest coś nie tak. Nie umiałam w pełni jej zaufać. Imponował mi jej talent, tworzone przez nią piosenki trafiały w sedno i kradły serce, ale i tak nie byłam w stanie ofiarować jej tyle sympatii, ile z początku chciałam. Więcej cieplejszych uczuć posyłałam w stronę Tigris czy przyjaciela młodego Snowa, Sejanusa. W ich przypadku czuło się prawdę. Wszystko, co robili, było prawdziwe, nie tworzone pod publikę. Kochali i chcieli być kochani, co inni chętnie wykorzystywali. Jednakże największe uznanie w moich oczach zdobyła Mamuś. Kobieta naiwna, wierząca tylko i wyłącznie w dobro świata, stanowiła najjaśniejszy promyk tej książki. Gotowa nieść pomoc, dzieląca się tworzonymi przez siebie smakołykami, gotowa wszystkich traktować jak własne dzieci... Współczułam tej kobiecie. Ten świat był dla niej zbyt okrutny, za żadne skarby do niego nie pasowała. Pokazywała jednak, że niezależnie od tego, kim się jest, każdy zasługuje na to, by traktować go równo. Nie interesowało ją dzielenie społeczeństwa – chciała przede wszystkim lepszych dni.


Podsumowując. „Ballada ptaków i węży” to bestsellerowa powieść poczytnej autorki, która jednych zachwyca, a drugich rozczarowuje. Trudno się temu nie dziwić, gdyż ten prequel jest inny od głównej trylogii. Pełny przemyśleń, analiz oraz spraw sercowo-umysłowych, nie zezwala na pełnowymiarową akcję, wprost wyciekającą ze stron. Tutaj liczy się przede wszystkim ukazanie psychiki człowieka ślepo zapatrzonego w otaczający go system, wręcz życie nim i podążanie śladami tych, co zaczęli go tworzyć. Poniekąd przedstawia bolesny upadek kogoś, kto miał okazję coś zmienić. Wiadomo jednak, że to nie mogłoby mieć miejsca, bo wtedy Katniss Everdeen nie zyskałaby swojej szansy. Przyznam jednak, że nadal wiele spraw pozostało niewyjaśnionych, co sprawia, iż chciałabym kontynuacji, lecz bardziej zastanawia mnie, czy autorka nie podąży w tym kierunku i nie zacznie ukazywać innych bohaterów. Co jak co, ale nie obraziłabym się, gdyby zaserwowała czytelnikom historię młodego Haymitcha. Wręcz przeciwnie...

Link do opinii
Avatar użytkownika - wkp
wkp
Przeczytane:2020-09-19, Ocena: 4, Przeczytałem,

IGRZYSKA PRZESZŁOŚCI

Chociaż „Igrzyska śmierci” nie były zbyt odkrywczą serią, stały się międzynarodowym hitem. Sukces zagwarantowało im przeniesienie doskonale znanej miłośnikom fantastyki idei morderczej gry na młodzieżowy grunt, a także na pewno również kampania promocyjna oraz dopasowanie się do oczekiwań rynku, spragnionego podobnych dzieł po tym, jak „Harry Potter” przywrócił życie literaturze młodzieżowej. Nie zmienia to jednak faktu, że dzieło Suzanne Collins było całkiem niezłą lekturą. Cała opowieść ostatecznie zakończyła się na trzecim tomie i nic nie zapowiadało, że pisarska jeszcze kiedyś do niej wróci. A teraz, dokładnie dziesięć lat po wydaniu ostatniej części, fani dostają nową powieść z cyklu i chociaż nie jest to ciąg dalszy, a prequel znanych nam już wydarzeń, żaden miłośnik nie będzie zawiedziony.

Powieść zabiera nas ponad sześćdziesiąt lat w przeszłość, do dziesiąty Głodowych Igrzysk. Osiemnastoletni wówczas Coriolanus Snow jest mentorem i chce zdobyć sławę, pokonując innych mentorów. Rzecz w tym, że trafia mu się dziewczyna z najbiedniejszego dystryktu. Jeszcze trudniej robi się, kiedy pojawiają się uczucia…

https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2020/09/ballada-ptakow-i-wezy-suzanne-collins.html

Link do opinii
Avatar użytkownika - wi_ke
wi_ke
Przeczytane:2020-09-18, Ocena: 5, Przeczytałam, 26 książek 2020,
Avatar użytkownika - Valancy92
Valancy92
Przeczytane:2020-08-08, Przeczytałam, 26 książek 2020,
Avatar użytkownika - MariaAntonina
MariaAntonina
Przeczytane:2020-07-01, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, 26 książek 2020, 52 książki 2020,

Bardzo się bałam sięgnąć po tę książkę- myślę, że nie ja jedna. Podobała mi się trylogia Igrzysk śmierci- chyba jak żadna dotąd książka z gatunku science-fiction mnie nie wciągnęła. Nic dziwnego, że nie chciałam się rozczarować. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Collins na swoim poziomie ponownie zaprasza nas do Panem, gdzie odbywają się Głodowe Igrzyska. Poznajemy Snowa i jego drogę do władzy. Wreszcie możemy go ocenić, gdy już wiemy co przeżył w przeszłości. Otwiera to całkiem inne spojrzenie na trylogię. Warto chyba zacząć od tego prologu czytanie. Akcja wciąga, zaskakuje i ponownie stawia pytania dotyczące mechanizmów władzy. Jest to naprawdę wartościowa książka z ponadczasowym przesłaniem.

Link do opinii
Inne książki autora
Ballada ptaków i węży
Suzanne Collins0
Okładka ksiązki - Ballada ptaków i węży

Ballada ptaków i węży - nowa, czwarta powieść, która ukazuje się w bestsellerowym cyklu książek dla młodzieży, Suzanne Collins, Igrzyska śmierci i stanowi...

Gregor i Kod Pazura
Suzanne Collins0
Okładka ksiązki - Gregor i Kod Pazura

Wszyscy w Podziemiu robią, co mogą, by Gregor nie poznał Przepowiedni Czasu. Chłopiec podejrzewał, że jest w niej coś strasznego, lecz nie wyobrażał sobie...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Na tej samej ziemi
Katarzyna Kielecka;
Na tej samej ziemi
Usta mordercy
Artur Kawka, Monika Wysocka
Usta mordercy
Cyrkówka Marianna
Anna Fryczkowska;
Cyrkówka Marianna
Na Podlasiu. Antonia
Agnieszka Panasiuk;
Na Podlasiu. Antonia
Spowiedź doktora Mengele
Christopher Macht
Spowiedź doktora Mengele
Nawiść
Autor Nieznany (I)
Nawiść
Pieśni Zaginionego Kontynentu
Przemysław Hytroś
Pieśni Zaginionego Kontynentu
Epizody z życia mojej mamy
Iwona Żytkowiak
Epizody z życia mojej mamy
Pokaż wszystkie recenzje