Rodzinne tajemnice, wielkie namiętności i zakazana miłość. „Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami" Katarzyny Majgier

Data: 2022-02-22 12:50:07 | Ten artykuł przeczytasz w 7 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Rodzinne tajemnice, wielkie namiętności i zakazana miłość, a w tle XIX-wieczny Kraków z jego malowniczą bohemą, blichtrem, ale i ciemnymi zaułkami, gdzie toczy się prawdziwe życie.

Zbuczyna pod Krakowem, rok 1890. Zosia, młoda służąca z podkrakowskiego dworku, zostaje zwolniona z pracy. Spodziewa się dziecka swojego pracodawcy, dziedzica Karola Rozchodowskiego, którego wściekła żona wyrzuca biedną dziewczynę na bruk. Zosia nie ma czego szukać w domu rodzinnym, postanawia więc poprosić o pomoc swą mieszkającą w Krakowie ciotkę Antoninę, która przed laty była w podobnej sytuacji, a teraz razem ze swoją nieślubną córką Franciszką prowadzi dobrze prosperujący zakład krawiecki. Ciotka przyjmuje krewną z otwartymi ramionami. W ten sposób zaczyna się krakowska przygoda młodej Zosi...

Kraków, ulica Grodzka. Bogaty krakowianin, Teodor Lutoborski, spisuje testament, a następnie popełnia samobójstwo. Po otwarciu dokumentu okazuje się, że Lutoborski cały majątek rozdzielił pomiędzy wiernego służącego Marcela i swego dalekiego kuzyna - Floriana, pięknoducha marzącego o karierze artystycznej. W jaki sposób niespodziewanie odziedziczone bogactwo wpłynie na życie tych dwóch bohaterów? Czy ich losy splotą się z losami Zosi i Franciszki?

Obrazek w treści Rodzinne tajemnice, wielkie namiętności i zakazana miłość. „Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami" Katarzyny Majgier [jpg]

Do lektury powieści Katarzyny Majgier Gra pozorów, która otwiera cykl Kuchennymi drzwiami zaprasza Wydawnictwo Słowne. Dziś na naszych łamach przeczytać możecie premierowy fragment książki: 

Człowiekiem, który nie spał tej nocy, był Teodor Lutoborski. Pisał testament, a raczej dopracowywał jego ostateczną wersję.

Sporządzenie testamentu to poważna sprawa, gdy ma się pieniądze albo pazernych krewnych. Teodor Lutoborski miał jedno i drugie, więc podszedł do sprawy z należytą starannością. Chciał jak najlepiej rozdzielić swoje dobra, nagradzając prawych i karząc niegodziwych. Poświęcił dużo czasu, aby zorientować się, kto jest jaki…

Lutoborski odziedziczył duży majątek, który jeszcze pomnożył. Nie miał dzieci i wiedział, że na samą myśl o tym wielu jego krewnych mimowolnie się uśmiecha. Jego żona zmarła przed niemal dwudziestoma laty, pozostawiając mu w spadku niemały posag, i Teodor wiedział, że ta myśl również wywołuje błysk radości w niejednym oku. Odczuwał pewną satysfakcję, wyobrażając sobie, jak zgasną błyski w tych oczach i mimowolne uśmiechy, gdy zostanie odczytany jego testament.

Z częścią krewnych poszło mu łatwo. Listę tych, którym chciał przytrzeć nosa, otwierały dwie kuzynki: Jaruntowska i Marcinkowska. Obie krążyły wokół niego jak kruki nad padliną, nieustannie intrygując przeciwko sobie nawzajem. Po śmierci żony próbowały z nim zamieszkać, aby „prowadzić mu dom”. Kiedy to im się nie udało, nachalnie go odwiedzały i śledziły, czy nie szuka nowej żony, z którą spłodzi spadkobierców. Dobrze wiedział, że zrobiłyby wszystko, by taką kandydatkę przepędzić na cztery wiatry. Teodora trochę nawet bawiło obserwowanie kuzynek. Po śmierci ukochanej żony nie myślał o znalezieniu jej następczyni. Owszem, lubił kobiety, jednak uważał, że aby napić się mleka, nie trzeba kupować krowy.

Dla kuzynek przygotował odpowiednie zapisy w swoim testamencie. Portret prababki Salomei, według rodzinnych podań namalowany przez samego Bacciarellego, o który zabiegała kuzynka Jaruntowska, zapisał Marcinkowskiej. Z kolei rodowe srebra, które upodobała sobie Marcinkowska – Jaruntowskiej. Gdyby miały dość rozumu, dogadałyby się i wymieniły, ale Teodor był pewien, że każda będzie pilnować swojego zapisu – na złość tej drugiej.

Z pozostałymi potencjalnymi spadkobiercami sprawa nie była taka prosta. Sporządził dokładny spis wszystkich krewnych i zdziwił się, jak liczna jest jego rodzina. Rozrysował dokładne drzewo genealogiczne, zebrał informacje z ksiąg parafialnych, rodzinne historie i głęboko skrywane tajemnice.

Pomagał mu w tym wierny Marcel, wypytując służbę, wścibskie sąsiadki i sąsiadów skorych do plotek, gdy posmakują trunku. Tak znaleźli troje nieślubnych dzieci kuzynów Lutoborskich. Bazyli miał córkę z dawną służącą, a Tymoteusz dwóch synów z jakąś chłopką. Obaj wyparli się tych dzieci, odmawiając im wsparcia, ale uchodzili za wzorowych ojców dzieci, które spłodzili z prawowitymi małżonkami. Teodor pominął w testamencie obu wiarołomców, wyposażając dzieci, które oni zaniedbali.

Pominął też wielu, którzy mieli na sumieniu coś, co zdaniem Teodora sprawiało, że nie zasługują na wsparcie. Pocieszało go jednak, że ma też krewnych, z których może być dumny. Każdego z nich odwiedził w ostatnich miesiącach, aby zorientować się, jak żyją, i odpowiednio rozdzielić majątek. Uwzględnił w testamencie także przyjaciół i służbę. Przepisując go na czysto, miał nadzieję, że nawet jeśli niektórzy po śmierci go przeklną, więcej będzie tych, którzy będą wspominać go z wdzięcznością.

Najtrudniejszym zadaniem okazało się znalezienie głównego spadkobiercy, któremu mógłby zapisać majątek w Korczycach i dom w Krakowie, przy Grodzkiej, w którym spędził tę bezsenną noc. Długo nikt spośród znanych mu krewnych nie wydawał mu się odpowiedni, aż poznał Floriana Stawskiego, syna kuzynki, swego czasu praktycznie skreślonej przez krewnych z rodzinnych annałów.

Aniela Lutoborska, pochodząca z uboższej gałęzi rodu, miała szczęście – rodzina zaplanowała dla niej całkiem przyzwoitą przyszłość u boku starzejącego się ziemianina, który mimo pięćdziesiątki na karku pozostawał kawalerem z powodu zaburzeń psychicznych mogących zniechęcić potencjalne żony. Jednak panna z tak skromnym posagiem nie powinna kręcić nosem, przeciwnie, oczekiwano wręcz, że będzie wdzięczna. Kuzynka Aniela nie była.

Odmówiła, a ponieważ nikt nie wziął tego poważnie, bo kto by słuchał, co opowiada roztrzepana młoda dziewczyna, pewnego dnia po prostu wymknęła się z domu i nie wróciła. Potem poślubiła jakiegoś artystę bez grosza, ale nie uszło jej to płazem. W tej rodzinie od dziesięcioleci nie było skandalu – każdą brudną sprawę szybko przysypywano ziemią albo groszem.

Aniela wcześnie owdowiała i niewiele później umarła, pozostawiając dorastającego syna. Florian wychował się w surowych warunkach, nauczył się więc znosić trudy i nieszczęścia. Gdy Teodor usłyszał jego historię, wysłał chłopca do szkoły, gdzie ten bardzo dobrze sobie radził. Po zakończeniu nauki znalazł pracę w urzędzie i gdy niedawno Teodor poznał go bliżej, spodobał mu się. Zarabiał na siebie, w dodatku żył skromniej, niż musiał, w wynajętym pokoju na Zwierzyńcu, bo oszczędzał na własne mieszkanie.

Teodorowi przypadł do gustu rozsądek i zaradność Floriana, a także jego poczucie humoru i fantazja połączona z trzeźwym spojrzeniem na świat. Obaj mieli szerokie horyzonty i wiele wspólnych zainteresowań, więc się polubili.

Któregoś wieczoru, przy winie, Florian wyznał wujowi, że choć pracuje w urzędzie, zarabia i oszczędza, bo chce mieć własny kąt, to gdy tylko będzie go na to stać, zajmie się sztuką.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Gra pozorów. Powieść Katarzyny Majgier kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami
Katarzyna Majgier5
Okładka książki - Gra pozorów. Kuchennymi drzwiami

Rodzinne tajemnice, wielkie namiętności i zakazana miłość, a w tle XIX-wieczny Kraków z jego malowniczą bohemą, blichtrem, ale i ciemnymi zaułkami, gdzie...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Nawiedzone kolonie
Rafał Witek
Nawiedzone kolonie
Nigdy za ciebie nie wyjdę
Magdalena Krauze
Nigdy za ciebie nie wyjdę
Nowe życie Kariny
Marta Nowik
Nowe życie Kariny
Times New Romans
Julia Biel
Times New Romans
Formuła Elli
Agnieszka Rautman-Szczepańska ;
Formuła Elli
Śpiew morzycy
Jagna Rolska ;
Śpiew morzycy
Nasze światy
Claudia Moonever
Nasze światy
Pokaż wszystkie recenzje