rozdział II

Autor: klaudiuszlabaj
Oczywiście dla każdego to będzie inna chwila. Nie koniecznie święta i niekoniecznie rodzice. Są ludzie, którzy taką chwilę muszą sobie wyobrazić. Smutne ale prawdziwe.
Dzieci łatwo zaskoczyć. A młodzież? Tą zbuntowaną, znudzoną, oszukaną, cierpiącą, niechcianą. Tą, która żyje na krawędzi, tych żołnierzy bez generała, którzy chcą walczyć dla samej walki, chęci buntu bez powodu, bez celu. Wychowani w papce kłamstw jakie im wcisnął niewrażliwy świat złej telewizji, Internetu i ulicy. Toną. Oni dosłownie toną. Czym ich zachęcić do pływania w tym gównie? Jak ma wyglądać prezent aby ich skusił?
Otóż papier wybierasz czarny z trupimi czaszkami albo bombami jako wzór dekoracyjny. Zamiast kolorowej kokardy, sznur ze stryczkiem a w pudełku atrapy i śmieci: prezerwatywy, narkotyki, alkohol, głośna muzyka, wściekłe okrzyki, rebelia, rock i coś czego się nie spodziewają. Czysta, bezinteresowna miłość w miejscu gdzie nie powinno jej już być. W miejscu gdzie umarła już cała nadzieja i wydawałoby się, że szaleństwo zwyciężyło.
Czy to dobry plan? Plan geniuszu czy przypadek sprzyjający szaleńcowi? Kto to ma ocenić jeżeli nie ona.
Jest. Mężczyzna poderwał się w fotelu jak poparzony. Już zasypiał, kiedy w rogu ekranu pojawiła się informacja: Sylwia jest dostępna.
Nareszcie. Z palcami uniesionymi nad klawiaturą zaczął się zastanawiać nad treścią wypowiedzi jaką chciał jej przekazać, ona go ubiegła. Niemal zaraz po informacji, że gdzieś po drugiej stronie sieci, jak na drugim końcu galaktyki, jest ona. Odległa niezbadana planeta. Przysłała mu wiadomość. Tak jak on siedzi przed komputerem i trzyma właśnie palce nad klawiaturą i gra przytłumioną nieregularną muzykę: klik, klik, klik.
- Cześć! Co tam? Zdrówko dopisuje?
Zadławił się własną śliną i zaczął kaszleć. Trzymając dłoń przy ustach wstał, podszedł do balkonu, rozsunął zasłony i otworzył na oścież okno. Do środka wpadło chłodne, nocne powietrze i hałas centrum miasta. Uspokoił się, zabrał ze stolika przepełnioną popielniczkę z petami i z niesmakiem wyrzucił ją do kosza.
-Tak. Wszystko w porządku. Czuję się doskonale. A ty?
- Interesuje cię stan mojego zdrowia? Na prawdę?
- Jestem mężczyzną. Ciało kobiety interesuje mnie bardzo. Zdrowa kobieta to atrakcyjna kobieta. Rozumiesz? - długa przerwa.
- Ha, ha, ha. Świntuch z ciebie.
- Przepraszam. Żartowałem przecież.
- Wątpię. Nieważne i tak nie mamy o tym pisać. Przeczytałam do końca.
Znowu długa przerwa. Robi to specjalnie? Woda jej się w kuchni na herbatę zagotowała? Dzieci jej przeszkadzają? Mąż molestuje? Mężczyzna nerwowo bębnił palcami w biurko już miał pytać wprost co myśli o jego pracy, kiedy padła odpowiedź.
- Od początku w ciebie wierzyłam. To było poznać po wierszach i opowiadaniach. Masz dobre pióro a całą powieścią przerosłeś samego siebie. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to jedno z najlepszych opowiadań jakie kiedykolwiek czytałam.
Mężczyzna w pierwszej chwili parsknął śmiechem, w pokoju odbiło się od ścian głośne i pełne zdziwienia ''co?!'' i wylądowało na balkonie niknąc w przestrzeni jedenastopiętrowego wieżowca. Uniósł brew i wklepał w klawiaturę kolejne litery. Niestety w tekście nie da się wyrazić emocji, nie widać twarzy a emotionkami można łatwo oszukać rozmówcę. Na żywo też można ale to trudna sztuka.
- Wystarczyło powiedzieć, że jest dobra. Tak długo zastanawiałaś się nad odpowiedzią?
- Tak, zastanawiałam się. Już dawno miałam ci to powiedzieć ale bałam się, że źle mnie zrozumiesz. Jesteś wyjątkowy na tym wortalu. Znacznie przekraczałeś poziom większości twórców. Nie chciałam ci tego mówić abyś nie pomyślał, że cię podrywam. Teraz muszę ci to powiedzieć. Jesteś geniuszem.
- Podrywasz? Ty - mnie? Nawet nie wiesz jak wyglądam.
- Czy ty czytasz to co piszę? Piszę oficjalnie, że jesteś geniuszem a ty urządzasz damsko-m

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy