Byle nie "pan ojciec". Rozmowa z Barbarą Stenką

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Byle nie

Tatuś czy ojciec? 

Byle nie „pan ojciec”. Dostępny. Przyjazny.

Może mieć garnitur w kancik albo zakurzone dredy, fotel na biegunach lub laptopy w hurtowej ilości, chińskie klapki na białych skarpetkach frotte lub tytuł profesora, nawet zwyczajnego. Co za różnica. Niech tatuje jak umie, byle z dobrą wolą bez daty ważności.  

Pytam, bo w dzisiejszych czasach, gdy w kulturze masowej wciąż oglądamy kolejne wcielenia „wiecznych chłopców”, wielu tatusiów jakby nie bardzo chce dorosnąć…

I bardzo dobrze. Cała nadzieja w tym, że dorośli jednak nie do końca dorosną. To nie wyklucza właściwego sprawowania opieki nad dzieckiem (nie mam na myśli sytuacji, gdy tatuś zawodzi na całej linii z wdziękiem rozpieszczonego chłopczyka i tupaniem nóżką) - za to ubarwia ją, czyni znośną dla dziecka. Ludzie często pochopnie oceniają tę „dorosłość” - wystarczy, że ktoś wystaje poza schematy, ma pasję, potrafi mocniej niż inni cieszyć się i martwić, zaszaleć z córką czy synkiem, strzelić gafę  -  już przypinają mu etykietkę „dzieciaka” - i nie jest to komplement. A ja przekornie powiem – nie macie racji. Jeśli jest miłość – nie należy przesadzać z powagą. 

 

Tacy właśnie - raczej barwni niż poważni - tatusiowie dominują w Pani książce. A to piszą książki dla dzieci, w wolnych chwilach przebierając się za Mikołajów, a to kolekcjonują nocniki czy trenują do maratonu...

 Zauważyłam, że dobrze jest mieć pasję, bzika czy fascynację – razem z dzieckiem robić coś ciekawego – to klucz do dobrej współpracy i radości. Zamiast pouczać, straszyć, upokarzać, porównywać – lepiej entuzjastycznie razem działać. Znam wiele takich wesołych par „tatuś – dziecko”. Niech będzie ciekawie. Niekoniecznie codziennie, ale niech żyje nadzieja na coś pasjonującego. Często to się udziela dziecku. A jeśli nawet nie – i tak jest płaszczyzna do wesołego porozumienia. 

A porozumienie zaowocować może tym, że tatusiowie poradzą sobie z opieką nad dziećmi równie dobrze jak mamy…  

Dlaczego by nie?!

Proszę nie oczekiwać, że będę uogólniała – nie mam do tego prawa. Piszę o tym, co wiem na pewno. Nie wszystkie mamy dają radę emanować ciepłem, dobrocią i zaradnością. Nie wszyscy tatusiowie. 
Ja się skupiam na tych, którzy dają radę. W mediach jest dostatecznie dużo informacji o tatusiach-potworach, to sterowanie zainteresowaniami ludzi. Portale toną w fotografiach (dobra rozdzielczość) mord upiornych tatusiów i zbezczeszczonych ciałek ich ofiar (równie dobra rozdzielczość).

Chciałam napisać o dobrych - tych, których jest więcej, których znam i podziwiam.   

Porozmawiajmy przez chwilę o stereotypach. Przeczytałem kiedyś taką opinię, że gdyby tylko ojcowie zajmowali się niemowlakami, wiele dzieciaków nigdy nie nauczyłoby się mówić. Ale gdyby tylko mamy opiekowałyby się dziećmi, nigdy nie nauczyłyby się one niczego poza mówieniem… 

Często zastanawiam się, czy mówienie aby na pewno jest takie potrzebne i czy więcej z niego dobra, czy zła. Najlepiej dogaduję się ze zwierzętami, a one po ludzku nie mówią. Więc może lepiej poprzewalać się z tatusiem na murawie niż w galowej bluzce reprezentować ambitną mamusię przed znajomymi? Ale tu też posłużyłabym się stereotypami. Bo istnieją i nadambitni tatusiowie.  


A czy nie jest tak, że to ojcowie dają dzieciom więcej luzu, swobody? Pozwalają, by uczyły się one na własnych błędach, by przewracały się do woli, brudziły...

Nie ma reguł, istnieją kobiety chętnie brudzące się z dziećmi lub bez (na przykład ja – baba jaskiniowa), ale chyba więcej mężczyzn jest dobrych w tej dyscyplinie sportu. Choć znam i takiego tatusia, który dostaje ataku wrzasku i agresji, gdy córka nadepnie butem (zamiast kapciem) na wypieszczony dywan. Takie nieszczęścia też się dzieciom przytrafiają.  


Kiedyś było inaczej niż dziś? To znaczy: ojcowie byli od dyscyplinowania tylko w wyjątkowych sytuacjach, na co dzień zajmując się głównie pracą na utrzymanie domu, a mamy od kochania? Czy to tylko kolejny stereotyp? 

To chyba nie jest stereotyp, tylko czarna prawda. Wiem z literatury, że na przykład w starożytnym Rzymie ojcowie zajmowali się wyłącznie synami. Dbali, by mieli oni odpowiednią wiedzę o świecie i umieli walczyć. Ojcowie wymierzali kary, mogli synów chłostać batem, a nawet sprzedać! Córkami zajmowały się mamusie.  Gotowanie, pranie, szycie, taka to była nauka... Kochania chyba za wiele w tym nie było.

W kilku innych epokach ojcowie też byli bardzo surowi. Można było zwracać się do nich tylko w najważniejszych sprawach. Mówiło się do nich „panie ojcze”. Kłaniało się, całowało w rękę, padało do stóp i prosiło o prawo głosu. Nie wolno było siedzieć podczas rozmowy, ani się podpierać. Ojciec wybierał swoim dzieciom mężów i żony. Nie wolno było się sprzeciwiać.

Brrrrr!

Mam nadzieję, że były wyjątki, bo jednak paru dobrych ludzi udało się tym ojcom wychować. 

A jak wyglądała sytuacja w Pani rodzinie? Czy Pani ojciec przypominał któregoś z bohaterów Tataxa

W tej loterii wyciągnęłam szczęśliwy los. Mój tata był najlepszym przykładem na często niedocenianą moc łagodności i spokoju. Uśmiechnięty stoik, świetnie potrafił cieszyć się z drobnych uroków życia: ze słodkiej czereśni, zapachu sosen na działce, wygodnego tapczanu, zielonych spodni dresowych, tostów. Był domatorem, co uwielbiałam, bo codziennie BYŁ. Choć był także magistrem ekonomii i wiceprezesem dużej firmy. To się u niego pięknie uzupełniało.

Zawsze czułam przy nim bezpieczeństwo i luz, nie ograniczał, nie straszył, nie wymuszał, nie podnosił głosu. Mogłam rozwijać skrzydła. Przyznaję, że nie zawsze byłam grzeczną córką i nieraz (już jako dziecko) uznawałam po wybrykach, że ja bym na jego miejscu porządnie siebie zbiła, bo nie ma na mnie innego sposobu. Czułam, że źle postępuję i nie należy mu się takie wredne córkowe postępowanie:-). Ta świadomość powodowała poprawę zachowania – mojego i młodszego brata. Sprytna tatowa taktyka.

Bardzo lubiliśmy razem oglądać serial „Czterdziestolatek” – tak samo to uwielbiałam gdy miałam 6 lat, 20 i 40. W kółko to samo, a zawsze tak samo ekscytujące i zabawne. Bo razem! Ot i sedno sprawy. Proste?

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy