Słowa mogą być narzędziem wojny lub pokoju. Wywiad z Tanyą Valko

Autor: proszynski

– Książki mogą dostarczać nam niezwykłych doznań, ukazać nieznaną rzeczywistość i zainteresować nią, ale też stać się elementem kształtującym uczucia i zapatrywania. Każdy pisarz powinien pamiętać, że słowo może być zarówno bronią, jak i gołąbkiem pokoju w jego ręku. Dlatego trzeba być nieziemsko ostrożnym – mówi Tanya Valko, autorka książki Arabska Żydówka.

Jest Pani zabieganą osobą?

Przez długie lata byłam nie tyle zabieganą, ile zaharowaną osobą. Pracowałam w Polskiej Szkole w Trypolisie, a później jako asystentka polskich ambasadorów w Libii, Arabii Saudyjskiej i Indonezji. W Trypolisie łączyłam pracę w szkole z tą w ambasadzie, prowadziłam kółko języka angielskiego i dawałam prywatne lekcje – byłam typową osobą na dorobku. W Rijadzie i Dżakarcie rano biegłam do ambasady, a popołudniami, wieczorami, a szczególnie nocami pisałam. Miałam wypełnioną każdą godzinę, wręcz każdą minutę dnia. Jednak nigdy nie rezygnowałam z mojej pasji, jaką jest zdrowy styl życia, a co za tym idzie uprawianie sportów.

Po powrocie do Polski w 2018 roku coś się w Pani codziennym trybie zmieniło?

Odpadła mi praca u kogoś, ale sama zapychałam mój kalendarz do granic możliwości. Wstawałam późnym rankiem bez budzika, oczywiście chodziłam na fitness lub do lasku na nordic walking, pisałam lub czytałam, ale też miałam całe mnóstwo spotkań autorskich. Przemierzałam Polskę wzdłuż i wszerz, bo w końcu mogłam się spotkać z moimi Czytelnikami, w końcu byłam na miejscu. Przeklęty rok 2020 przerwał moje działania. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nasza normalność powróci i ponownie zobaczę uśmiechnięte twarze moich fanów w każdym zakątku Polski.

Z wykształcenia jest Pani orientalistką-arabistką. To pomaga w pisaniu powieści?

Moje wykształcenie to podstawa, baza do napisania wiarygodnych i poprawnych merytorycznie książek. Bez niego mówiłabym jak ślepy o kolorach (śmiech). Ważnym dla mojej twórczości jest też fakt, że mieszkałam w krajach Orientu przez ponad dwadzieścia lat i nie jest mi obca muzułmańska codzienność i mentalność, wręcz znam je od podszewki. Doskonale poznałam Koran, tłumacząc jego fragmenty na język polski jeszcze podczas studiów, a jest on wyrocznią dla każdego muzułmanina. Wiem też, w jaki sposób przestrzega się, omija lub interpretuje zawarte w nim zasady. Zatem odpowiednie wykształcenie i osobiste doświadczenia nie mogą w niczym przeszkadzać, lecz przeciwnie – to najcenniejsze narzędzia w rękach pisarza.

Arabska Żydówka, która na rynku pojawi się w maju, jest trzynastym tomem orientalnej sagi. Skąd według Pani tak wielka popularność tej serii?

Książka ta jest kontynuacją bestsellerowych powieści pod znanymi tytułami: Arabska żona, Arabska córka, Arabska krew, Arabska księżniczka, Okruchy raju, Miłość na Bali, Arabska krucjata, Arabski mąż, Arabski syn, Arabski raj, Arabski książę i Arabska wendeta. W 2010 roku, kiedy pojawiła się Arabska żona, była ona pierwszą powieścią mówiącą o związku mieszanym Polki i Araba i ukazywała życie w kraju arabskim bez żadnych osłonek, choć też bez schematyzmu i rasistowskiego nacechowania. Zawsze kreowałam postaci złych, ale też dobrych Arabów, dlatego moich wrażliwych Czytelniczek nie dręczył fakt piętnowania jakiejś nacji. Krytykuję i potępiam złe czyny i podłe postępowanie, a nie wyznawców innej religii czy ludzi o odmiennym kolorze skóry. Moje fanki mają za każdym razem, przy każdej premierze, rozdarte serca, tak samo jak zakochane w Arabach Polki. Kochać czy nienawidzić? - oto jest pytanie.

Czym tym razem zaskoczy Pani Czytelniczki?

Wiele elementów Arabskiej Żydówki będzie szokujących – zarówno bohaterowie, wydarzenia, jak i podejście do tematu. Mam nadzieję, że nikogo nie urażę, bo zawsze staram się przedstawić dwie strony medalu, być obiektywna, nie generalizować i nie trzymać się narzuconych schematów i kryteriów. Izraelsko-palestyńskie problemy polityczne wydają się nie do rozwiązania przez tęgie głowy i wytrawnych polityków, więc nie będę podawała żadnego złotego środka, lecz będąc pacyfistką, zawsze twardo stoję za pokojowym rozwiązaniem konfliktów i wszelkich animozji. W powieści jest mnóstwo zwrotów akcji i występują nowe postaci, także jedno mogę moim Czytelnikom zagwarantować – na pewno nie będą się nudzić.
- Skąd czerpie Pani pomysły do swojej sagi?
- Moje powieści w znakomitej części powstały w oparciu o moje doświadczenia i przeżycia. Twierdzę, że życie pisze najlepsze scenariusze i to jest szczera prawda. Mój mąż czy dzieci nie chcą czytać moich książek, gdyż twierdzą, że nie mają zamiaru studiować mojego pamiętnika (śmiech). Jednak kiedy się pokuszą, to zaraz mówią: „O, tu byliśmy, wadi Jefren, góry Gharianu, nasza ulubiona restauracja Bahsali…” „Czy Malika to czasami nie doktor Fatma? - dobrze, że nie zna polskiego, bo mogłaby się obrazić.” Z samego parunastoletniego pobytu w Libii nadal zachowałam w pamięci setki historii, w których uczestniczyłam, byłam bacznym obserwatorem, o których czytałam w lokalnej arabskiej prasie, czy słyszałam podczas polonijnych ploteczek. Pozostaje mi tylko wysunąć szufladkę i umiejscowić taką przygodę w kokonie literackiej fikcji.

Coś jeszcze Panią inspiruje?

Moim źródłem są też bieżące wydarzenia. Trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Pisałam o arabskiej wiośnie w krajach arabskich, która doprowadziła je do ruiny oraz o powstaniu kalifatu i pseudo Państwa Islamskiego, co stanowiło dla Syrii i Iraku wisienkę na tym tragicznym orientalnym torcie. Potem zaintrygowała mnie fala uchodźstwa, która dotarła aż do Europy. Starałam się ukazać Czytelnikom, skąd się wzięła, i otworzyć serca Polaków na biedę i nędzę szukających u nas pomocy Arabów. Co chwilę w arabskim tyglu coś się dzieje, a ja ze swej strony staram się przybliżyć Polakom ten odległy i jakże fascynujący, niezrozumiały i groźny świat.

W jaki sposób przygotowuje się Pani do pracy?

Jeśli idzie o strategię pisania, to oczywiście zawsze ją mam, choć podczas pracy pomysły wielokrotnie ewoluują. Będąc nauczycielką języka polskiego zawsze tłumaczyłam uczniom, że zanim zabiorą się za pisanie wypracowania, muszą napisać dobry, klarowny i przejrzysty plan. To podstawa sukcesu. Dla mnie takim planem jest spis treści. Kiedy już mam go przynajmniej w zarysie, to następnie rozwijam poszczególne rozdziały, na początku zapisując główne myśli, które chcę w nich zawrzeć lub nawet dialogi, żeby mi nie „uciekły”. Tak powstaje streszczenie, które ma przeważnie około pięćdziesięciu stron. W mojej pracy jest może dość nietypowe, że najpierw piszę prolog, a zaraz potem epilog. To klamra spinająca utwór. Muszę wiedzieć dokąd zmierzam i w jakim kierunku podąża fabuła powieści. To dla mnie kluczowe ramy.

Czy w ciągu dnia pisze Pani określoną liczbę stron?

Jeśli idzie o narzucenie sobie ilości stron, które muszę „wyprodukować” dziennie, to absolutnie nic nie zakładam, nie zmuszam się. Kiedy mam wenę, słowa, zdania, strony sypią się jak z rękawa i płyną szeroką rzeką. Kiedy nie mam pomysłu na ciąg dalszy, nie siadam do komputera. Bogu dzięki rzadko to się zdarza. Jedyne, do czego dążę, to aby książka była obszerna i pełna, musi liczyć co najmniej sześćset-siedemset stron, bo wtedy moi fani są zadowoleni i usatysfakcjonowani, gdyż dwa-trzy dni mają wypełnione swoją ulubioną lekturą.

Wierzy Pani, że książki pomagają zmieniać świat na lepsze?

Tak. Mogą dostarczać nam niezwykłych doznań, ukazać nieznaną rzeczywistość i zainteresować nią, ale też stać się elementem kształtującym uczucia i zapatrywania. Każdy pisarz powinien pamiętać, że słowo może być zarówno bronią, jak i gołąbkiem pokoju w jego ręku. Dlatego trzeba być nieziemsko ostrożnym. Poruszane przeze mnie orientalne tematy są bardzo drażliwe i nieraz czuję, jakbym stąpała po cienkim lodzie. Dlatego też zawsze i za wszelką cenę staram się być obiektywna i nigdy nie przedstawiać tylko złych i podłych muzułmanów, Arabów czy Azjatów, bo byłoby to krzywdzące i dawałoby mylny obraz nacji, a przede wszystkim mogłoby wywołać rasistowskie emocje.

W jaki sposób się to Pani udaje?

Żyjąc długie lata w krajach islamu oczywiście stykałam się z ludźmi podłymi, zaślepionymi religią czy chorą ideą, ale w znakomitej większości byli to zwyczajni obywatele swojego kraju, czasami bardzo nieszczęśliwi, że muszą się borykać z taką, a nie inną rzeczywistością. Dlatego też staram się w moich powieściach ukazywać odległe strony, inny, nieznany, czasami szokujący świat, pouczać i ostrzegać, ale nigdy nie nastawiać negatywnie, choćby dookoła działy się same złe rzeczy.

Jest Pani optymistką? Osobą szczęśliwą?

Nie wiem, czy jestem stuprocentową optymistką, ale na pewno szczęśliwą osobą i umiem tchnąć optymizm i chęć działania w innych. Potrafię podbudować załamanych, pocieszyć chorych czy strapionych. Wszyscy twierdzą, że mam niespożytą energię i prę do przodu, nie przejmując się niepowodzeniami. Może wywodzi się to stąd, że urodziłam się z wrodzoną wadą serca, którą teraz usuwa się operacyjnie u dzieci rocznych, maksymalnie dwuletnich, a ja musiałam czekać na swoją szansę aż do dziesiątego roku życia. W latach siedemdziesiątych zeszłego stulecia takie operacje były wykonywane tylko w dwóch szpitalach w Polsce i, niestety, przeważnie się nie udawały. Każdy dzień życia był dla mnie darem, każdy oddech dostawałam w gratisie, a każda przyjemność, czy radość doprowadzała mnie do euforii. Wiele moich szpitalnych koleżanek zmarło, więc kiedy mnie udało się w końcu wyzdrowieć, starałam się, by każdy dzień był ważny i niezwykły. Czerpałam z życia pełnymi garściami i tak mi zostało do dziś.

Mimo trudnych czasów zachowała Pani w sobie radość życia?

Obecne pandemiczne czasy są dla mnie bardzo trudne, jednak całe moje życie za granicą w krajach o najwyższym stopniu zagrożenia terrorystycznego przygotowało mnie do obecnej sytuacji. Ileż to razy w Libii, Rijadzie czy Dżakarcie otrzymywaliśmy informacje, żeby nie wychodzić z domu, nie przebywać w dużych skupiskach ludzkich, uważać, bo terroryści nasilili swoją aktywność. Także lockdown nie jest dla mnie niczym nowym, a pociesza mnie fakt, że to tylko izolacja i zamknięcie i nikt nigdzie nie podkłada bomb, ani nie zamierza mnie zabić.

Czy gdyby mogła Pani cofnąć czas, zmieniłaby coś w swoim życiu, poszła inną drogą?

Niczego, ale to absolutnie niczego bym nie zmieniła. Popełniłam wiele błędów, ale to chyba normalne, moja droga życiowa nie była usłana różami, ale to ukształtowało mój charakter. Jestem szczęśliwa i zadowolona z życia, choć nadal czasami błądzę, miewam lepsze i gorsze dni. Moim największym życiowym sukcesem jest oczywiście orientalna saga i jej długi żywot, ale uszczęśliwia mnie też posiadanie rodziny, kochanego syna i cudownej wnuczki, jak i już od prawie czterdziestu lat udany związek. Bez tego, bez wsparcia familii i jej miłości, nie byłoby Tanyi Valko.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej części sagi?

W listopadzie 2021 roku pojawi się w księgarniach kolejna moja powieść Arabska korona. Jak pandemia COVID-19 ogranicza mieszkańców najbogatszych arabskich krajów? Czy buntują się oni przeciwko zamknięciu i noszeniu maseczek? Czy mają do tego prawo? A może przeciwstawią się godzinie policyjnej i zakazowi modłów w meczetach, do których wcześniej byli zobligowani pięć razy dziennie? Czy życie w bogatym, roponośnym kraju daje bezpieczeństwo i gwarantuje opiekę zdrowotną wszystkim obywatelom? Czy wszyscy są szczęśliwi i pławią się w luksusach, czy są tacy, którzy marzą, żeby tylko stamtąd uciec? Na te i wiele innych pytań znajdziecie Państwo odpowiedź jesienią w powieści Arabska korona.

Książkę Arabska Żydówka kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.