Auschwitz stało się dla mnie miejscem przeklętym. Wywiad z Niną Majewską-Brown

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Auschwitz stało się dla mnie miejscem przeklętym. Wywiad z Niną Majewską-Brown z kategorii Brak kategorii

– To, co działo się w obozach koncentracyjnych, przekracza możliwości naszej wyobraźni czy jakąkolwiek literacką fikcję. Nie ma potrzeby ubarwiać tych historii, nie wolno ich przekłamywać – mówi Nina Majewska-Brown, autorka książki Anioł życia z Auschwitz, inspirowanej życiem Stanisławy Leszczyńskiej, obozowej położnej.  

Justyna Sobolewska napisała w „Polityce": Rynkowe zainteresowanie literackimi relacjami z Auschwitz zaprowadziło nas w stronę trywializacji: obozy zagłady stały się właśnie wygodną i modną scenerią dla tandetnie napisanego romansu.

I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, patrząc na listę nowości wydawniczych z pierwszych tygodni tego roku. Tyle, że ja nie piszę romansów z Zagładą w tle i nie traktuję tego tematu przedmiotowo.

Nie szukałam też tych historii, same do mnie przyszły. Pierwsza – Tajemnica z Auschwitz za sprawą mojej niemal osiemdziesięcioletniej przyjaciółki, Ewy Budniak, której mama trafiła do obozu jako zakładniczka za męża. Ewa prosiła mnie, żebym opowiedziała jej historię czytelnikom, sama nie czując się na siłach, a uważając, że świat powinien ją poznać. Przez 3 lata wahałam się, zastanawiałam i przygotowywałam do napisania tej książki. Miałam wątpliwości, czy mam prawo poruszać tak tkliwe struny we wspomnieniach Ewy i rozdrapywać na nowo stare rany. Rozmawiałam też ze świadkami i badałam archiwa, by podejść do tematu jak należy.

Auschwitz stało się dla mnie miejscem przeklętym, które oplotło mnie swymi mackami.

Po wydaniu Tajemnicy z Auschwitz pojawiły się rodziny kolejnych więźniów obozów z prośbą, by udokumentować ich historie. Żeby ocalić je od zapomnienia. W ubiegłym roku w uroczystościach rocznicowych w Auschwitz wzięło udział ponad 500 osób blisko związanych z tym miejscem. W tym roku było ich tylko 200. Wraz z nimi odchodzi część prawdy o tym miejscu. Bezpowrotnie tracimy historie, które zasługują na opowiedzenie. Nie mogłam pozostać obojętna na prośby części z nich. Dlatego powstał Anioł życia z Auschwitz, choć napisanie tej książki kosztowało mnie bardzo dużo. Wspomnienia, materiały źródłowe, zdjęcia niosą taki ładunek emocjonalny, że musiałam skorzystać z pomocy psychoterapeuty, by sobie z nim poradzić.

Nie wydaje jednak Pani książek popularnonaukowych czy zapisów rozmów z osobami naznaczonymi piętnem Auschwitz...

Bazuję na relacjach, wspomnieniach czy zapiskach, ale opowiadam te historie w formie zbeletryzowanej. Zależy mi na tym, by opowiedzieć o Auschwitz czytelnikom, którzy nie mają możliwości dotarcia do materiałów źródłowych lub dla których ich lektura mogłaby okazać się zbyt sucha. Obudowuję więc emocjonalnie historie moich bohaterów, pomagam zrozumieć dramat osób, które trafiły do obozu. W książce Anioł życia z Auschwitz, inspirowanej życiem położnej Stanisławy Leszczyńskiej i doktor Koniecznej, obozowej lekarki, zamieściliśmy też kilkanaście oryginalnych relacji więźniarek. Są to opowieści, które robią ogromne wrażenie, ale nie są to historie najbardziej drastyczne. W Auschwitz, o czym może nie wszyscy wiedzą, oprócz dostępnego dla wszystkich zainteresowanych archiwum, są także zbiory zamknięte, zawierające szczególnie bolesne relacje. Te mogą zostać ujawnione dopiero po śmierci ich autorów lub po wielu latach, jeśli w ogóle. W IPN znajduję księgi ludzi spisywanych w czasie łapanek, fotograficzne relacje, które klatka po klatce ukazują masowe egzekucje. To odbiera oddech.

O Auschwitz nie wszystko jeszcze zostało powiedziane?

Przeciwnie – myślę, że znamy jedynie szkielet, bardzo ogólny zarys historii tego miejsca. Każda z opowieści byłych więźniów niesie mnóstwo dodatkowej wiedzy. Gdy oni umrą, znikną wszystkie drobiazgi, szczegóły. Pozostanie sucha statystyka.

Liczby, choć szokujące, nie robią już na nas takiego wrażenia, jak choćby opowieści o tłustych, napasionych ludzkimi ciałami szczurach, przed którymi matki musiały chronić swoje nowonarodzone dzieci.

Jak historia o tym, że w ramach cichego buntu więźniarki wiązały na głowach chustki w sposób inny niż zalecony przez oprawców. Myślałam, że po Tajemnicy z Auschwitz powrócę do pisania współczesnych powieści obyczajowych. Ale szybko zorientowałam się, że nie mogę zwlekać. Nie ma na to czasu. Przypomniała mi o tym jedna z rozmówczyń, która wyraziła żal, że nie nagrała rozmów więźniarek, które regularnie spotykały się w domu jej mamy. Ich historii już nie poznamy. Ja mogę ocalić te, które pozostały.

Liczy się Pani z tym, że nie wszystkie muszą być prawdziwe? Nie tylko dlatego, że pamięć ludzka jest ulotna, a w Auschwitz dużo było dezinformacji wśród więźniów...

Podczas researchu bardzo ostrożnie podchodzę do każdej z relacji czy opowieści, zawsze bardzo dokładnie sprawdzam je i weryfikuję fakty. Obecnie zajmuje się pamiętnikiem jednego z więźniów, który nie jest może bardzo obszerny, ale wymaga mnóstwa pracy, by skontrolować, czy fakty w nim opisane znajdą potwierdzenie w archiwum Auschwitz. Tu trzeba dodać, że bardzo wiele opowieści więźniów początkowo sprawia wrażenie niewiarygodnych, trudno uwierzyć w pomysłowość i brutalność niemieckiej fabryki śmierci. Dopiero w zestawieniu z relacjami innych okazuje się, że tak mogła wyglądać rzeczywistość. Bywa też tak, że jedna więźniarka opisywała swoje doświadczenia wielokrotnie na przestrzeni kilku lat. I każda z jej opowieści różniła się nieco szczegółami.

Ale zdarzają się też niesamowite historie, które pokazują, że to, co robię, robię dobrze. Po wydaniu Tajemnicy z Auschwitz odezwało się do mnie kilka osób, które znały Stefanię i uzupełniły jej historię. Nie wszystkie jestem w stanie zweryfikować, ale udało się na przykład odnaleźć kobietę, która opiekowała się córkami mojej bohaterki po tym, jak ojciec pozostawił je same w leśniczówce. Otrzymałam zdjęcia dzieci z tego okresu – takie spotkania wywołują ciarki na plecach.

Opowieści z Auschwitz nie potrzebują fikcji literackiej, by zainteresować czytelnika?

To, co działo się w obozie, przekracza możliwości naszej wyobraźni czy jakąkolwiek literacką fikcję.

Daję sobie prawo do pomyłek, ale nie do zakłamywania historii. Chociaż więc piszę powieści, a nie biografie, nie wyobrażam sobie, bym o którejś z autentycznych postaci napisała nieprawdę. Staram się też ich nie oceniać. Z dzisiejszej, bezpiecznej perspektywy bardzo łatwo potępić niektóre decyzje postaci historycznych. Dość przywołać trwający do dziś spór o zasadność Powstania Warszawskiego, trudno nam też wyobrazić sobie, że w Auschwitz niektóre kobiety zabijały własne nowonarodzone dzieci, bo uważały, że śmierć jest lepsze niż trwanie w obozowym piekle. Uważam, że trzeba byłoby stanąć przed ścianą, nad przepaścią, by móc powiedzieć, że samemu niczego podobnego by się nie zrobiło. Nie chcę, by życie mnie sprawdzało, nie będę więc ferować wyroków. Warto też pamiętać, że każda historia inaczej wygląda z różnych perspektyw. Inaczej wygląda Auschwitz widziane oczami żony, inaczej – oczyma męża, a jeszcze inaczej, gdy podobną historię opowiadają dzieci.   

Dzieci, które również trafiały do Auschwitz...

Najbardziej dramatyczną kartą niemieckiego obozu w Auschwitz jest historia dzieci, które trafiały tam bądź rodziły się w tym piekle. Które przychodziły tu na świat, by zaledwie na chwilę zachłysnąć się życiem. To dramat matek, którym wyrywano niemowlęta, na oczach których dzieci umierały wycieńczone głodem i chorobami, i wreszcie rozpacz matek, których dzieci brutalnie oddawano na zniemczenie.

„Anioł życia z Auschwitz" to książka m.in. o tym, że dla Niemców nawet noworodki stawały się wrogami narodu

W dotychczasowych publikacjach widzimy głównie kobiety i mężczyzn, który trafili do obozu. Trudno nam wyobrazić sobie, by ktoś podobny los zgotować mógł noworodkom. Tymczasem wiele kobiet trafiało do Auschwitz będąc w ciąży. W samym obozie trudno było zajść w ciążę, bo z uwagi na fatalne warunki do życia kobiety zazwyczaj zupełnie przestawały miesiączkować, w dodatku obóz podzielony był na lagier męski i żeński. W niektórych relacjach znajdujemy także informację, że kobiety, które odstawiły serwowaną w obozach zupę, by jeść wyłącznie żywność dostarczaną im w paczkach od bliskich, odzyskiwały okres, co mogłoby świadczyć o podawaniu im środków działających antykoncepcyjnie. Ale to tylko niepotwierdzona, choć od czasu do czasu powtarzana hipoteza. Natknęłam się także relację dwojga ludzi, którzy poznali się w obozie, zakochali w sobie, znaleźli księdza, który udzielił im ślubu i poczęli dziecko, które urodziło się w głębokim sekrecie. I to właśnie jedna z tych historii, która wydaje się niemożliwa, a która zdarzyła się naprawdę.

Los jednak większości noworodków był zupełnie inny niż w tym przypadku.

Do 1943 roku wszystkie dzieci, które rodziły się w Auschwitz, były mordowane. Czuwały nad tym m.in. schwester Klara i schwester Pfani, które po porodzie mordowały dzieci, topiąc je w wiadrach z wodą, fekaliami. Istnieje relacja, według której schwester Klara płacze po dokonaniu takiego mordu, mówiąc, że po pierwsze wykonuje rozkaz, ale też topiąc dziecko, ratuje życie matki. Nie sposób o tym spokojnie mówić.

W 1943 roku sytuacja nieco się zmieniła. Po raz pierwszy dano noworodkom szansę na przeżycie, od razu ich nie zabijając. Tej możliwości pozbawione jej były natomiast dzieci żydowskie, które zgodnie z rozkazem nie miały prawa żyć. Nie wolno było ani ich karmić, ani pomagać matce. Ponadto Niemcy starali się, by kobiety w ciąży nie trafiały do Auschwitz. Zdawali sobie sprawę, zwłaszcza po klęsce pod Staliningradem, że coraz bardziej potrzebować będą taniej siły roboczej – czyli rąk do pracy pochodzących z obozów koncentracyjnych. Ciężarne czy kobiety w połogu były zupełnie nieprzydatne

W dodatku w 1943 r. postrach ciężarnych kobiet – Schwester Klara (najprawdopodobniej była to Klara Kerkow, nr obozowy 837) zachorowała na tyfus i w obozie szukano osoby na zastępstwo. Jej miejsce zajęła Stanisława Leszczyńska, która trafiła wówczas do Auschwitz jako więźniarka. Jej również wydano rozkaz mordowania noworodków, na co odpowiedzieć miała: „Nie wolno zabijać dzieci". Choć została za to pobita, słowa te stały się jej filozofią życiową, mottem podczas pracy w Auschwitz. Jednak nawet, jeśli noworodek przeżył poród, szanse na przetrwanie w obozie były minimalne. Matki nie miały pokarmu ani pieluszek, o ubrankach nie wspominając, w obozie panowały tyfus i biegunka, nie można było zadbać o higienę. Tak naprawdę największe szanse na przeżycie miały małoletnie dzieci, odbierane rodzicom i wywożone do ośrodków germanizacji w Łodzi czy Nakle. Bywało też, że niemieckie rodziny przyjeżdżały do obozu, by adoptować noworodka. Oczywiście jego matka nie miała w tej kwestii nic do powiedzenia. Ciekawe jest to, że najdłużej przy życiu utrzymywały się dzieci rosyjskie. Rosjanki były też najsilniejsze i są udowodnione przypadki, gdy stawały się mlecznymi mamkami dla innych dzieci, ratując im tym samym życie.

Podobno na rękach Leszczyńskiej nie zmarł żaden noworodek...

Trudno ten fakt zweryfikować w stu procentach, ale wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście tak było. Istnieje relacja rozmowy Stefanii Leszczyńskiej z jednym z niemieckich lekarzy, który był zszokowany, że na jej „oddziale" w rewirze nie było wypadków śmiertelnych wśród dzieci czy matek, co było nie do osiągnięcia nawet w najlepszych klinikach w III Rzeszy, nie było też gorączki połogowej. Być może ciała więźniarek były zbyt kiepską pożywką dla bakterii, jak sama Leszczyńska wyznała?

Stanisława Leszczyńska we wspomnieniach pisze o odebraniu ponad 3000 porodów w Auschwitz. Udokumentowanych jest, niestety, zaledwie 700 takich przypadków. Co ważne, na potrzeby mojej książki raz pierwszy (na postawie posiadanych dokumentów) przeliczono, ile dzieci urodzonych tu przeżyło i dotrwało do dnia wyzwolenia obozu. Było ich najprawdopodobniej 69. Nie da się ukryć, że to, że żyją, w dużej mierze zawdzięczają niezwykłym lekarkom i położnym, takim jak Stanisława Leszczyńska, która musiała być bardzo silną osobą. Żyjąc w Auschwitz, myślała pewnie: „jestem w piekle, ale mam tu do spełnienia ważną misję". I po prostu wzięła się do pracy.

Pomogła jej wiara?

Na pewno. Dbała o to, by każdego noworodka ochrzcić, co robiła bez względu na wiarę matki, chrzcząc nawet żydowskie dzieci i oddając je w opiekę patronowi. Przed przystąpieniem do odbierania porodu zawierzała się też Marii, mówiąc: „Przybądź chociaż w jednym pantofelku". Można te słowa potraktować nawet jako wyzwanie rzucone Matce Boskiej, parafrazując: „rzuć wszystko i chodź, bo potrzebuję pomocy". Tak, wiara dawała jej dużo siły.

Myśli Pani, że musimy dziś mówić o Auschwitz w nowy, inny sposób?

Oczywiście. Do dziś pamiętam zorganizowany w szkole wyjazd do Auschwitz. Pokazano nam wówczas cały obóz, ale nikt nie zajął się nami od strony psychologicznej. A przecież nawet osoby dorosłe wychodzą z tego miejsca z traumą. 

Pierwsze relacje obozowe Grzesiuka były ocenzurowane, dopiero dziś otrzymujemy ich pełną wersję. Dopiero współcześnie mówi się o puffie  (burdelu) na terenie Auschwitz. Takich tematów zresztą jest więcej – prawie nikt nie pisze o tym, co działo się po wyzwoleniu Auschwitz, gdy mieściło się tam polskie więzienie. Historia Auschwitz jest jak cebula – musimy stopniowo obierać ją i docierać do kolejnych warstw. I opowiadać. Żeby ludzie pamiętali. Nie zgadzam się też z zarzutami, że powieść beletryzowana jest mniej wartościowa od opracowania dokumentalnego. Dokumenty, po pierwsze, nie oddają emocji, po drugie: w większości przypadków są mniej interesujące i tym samym mniej osób po nie sięga. A jeśli dobra powieść, oparta na faktach i napisana ze starannością, trafia do ludzi i przybliża im piekło Auschwitz czy innych obozów, popularyzując temat i uświadamiając do czego prowadzą nietolerancja, nienawiść i jak potworną machinę stworzyli naziści, to uważam, że takie książki powinny powstawać.

Myśli Pani, że te opowieści nas zmienią? Że coś w nas po nich zostanie?

Mam taką nadzieję, ale raczej nie mam złudzeń. Kiedy nasz sąsiad niespodziewanie umiera na zawał, zawsze robi to na nas ogromne wrażenie. Deklarujemy, że zaczniemy o siebie dbać, zmienimy dietę i sposób życia. Ale bardzo szybko o wszystkim zapominamy, wracając do dawnych nawyków. Mam natomiast nadzieję, że może dzięki mówieniu o Holokauście, obozach nikt nie będzie miał odwagi stworzyć już tak perfekcyjnej machiny śmierci. Choć z drugiej strony wystarczy się rozejrzeć, by dostrzec, ile mimo wszystko jest w nas nietolerancji i nienawiści, która popycha niektórych w bardzo złym, zradykalizowanym kierunku. I, szczerze, właśnie radykalizmu boję się najbardziej. 

Tak czy inaczej, życzę sobie i wszystkim nam, by już nigdy Auschwitz się nie powtórzyło. 

Książka Anioł życia z Auschwitz dostępna jest w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - JolaJola
JolaJola
Dodany: 2020-02-19 08:39:08
0 +-

Sięgam po literaturę obozową. 

Avatar użytkownika - asiaczytasia
asiaczytasia
Dodany: 2020-02-15 21:03:03
0 +-

Nie czytałam tej książki

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2020-02-13 15:18:06
0 +-

Ciekawy wywiad. jestem zainteresowana przeczytaniem książki.

Avatar użytkownika - Justyna641
Justyna641
Dodany: 2020-02-12 22:21:23
0 +-

Najlepsza książka o Austwitz to "Z otchłani" Zofii Kossak. Do innych mnie jakoś nie ciągnie.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2020-02-12 16:42:54
0 +-

Oj tak, żadnej wojny i żadnego więcej Auschwitz ani temu podobnych.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2020-02-12 13:45:29
0 +-

Interesujący wywiad, książkę mam w planach przeczytać...

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2020-02-12 13:26:06
0 +-

Niezwykły wywiad. Książka zapewne też taka jest. 

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2020-02-12 12:08:26
0 +-

Ten trend jest przerażajacy :(

Avatar użytkownika - Joannate
Joannate
Dodany: 2020-02-12 11:50:16
0 +-

Autorka zwróciła uwagę na niebezpieczny trend: wykorzystywania tematyki obozowej do sprzedawania trywialnych historii. Wywiad bardzo ciekawy, ta książka wydaje się wartościowym głosem. 

Książka
Anioł życia z Auschwitz
Nina Majewska-Brown

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Czwarta władza szóstej B
Adam Studziński;
Czwarta władza szóstej B
Zośka. Dopóki biło serce
Anna Stryjewska;
Zośka. Dopóki biło serce
Warstwy
Marta Szloser
Warstwy
Pokaż wszystkie recenzje