Tak dobrze, że aż źle
spotkania z Jolantą Kwiatkowską

logo

Moje minusy przerabiane na plusy.
Notatkę dodano:2011-06-09 11:42:35

    Czwartkowych obiadów u króla Stasia nie pamiętam, ale czwartkową „wywiadową”

(http://pisanyinaczej.blogspot.com/2011/05/czwartkowa-kawa-z-jolanta-kwiatkowska.html)

kawę z Piterem Murphy muszę, co było już dla mnie oczywistością od razu po słowach Pitera: „……wyczuwa się, że masz duży dystans do siebie”. W tym momencie ogłuszył mnie przeraźliwie fałszywy śpiew dochodzący z wnętrza mojej głowy. Przepiłam kawą (bo nic innego nie było) suchy skurcz krtani i wydusiłam z siebie ogrom pretensji: „Dystans do siebie? Piotrze coś ty najlepszego zrobił? Rozmawiam z Tobą, a moje klepki śpiewają: „Dziadek spał, dziadek spał. A babcia nie spała. Bo dziadek nie wiedział, czego babcia chciała” i wystukują „bugi-ugi, dżez!” o wielorakim dystansie. Chcąc nie chcąc, będę musiała znów zmęczyć palce, żeby wklikując myślówki na blog, pozbyć się tego upiornego hałasu”. .

     Od tamtego spotkania dystansowa oczywistość taką mi wywierciła dziurę w głowie, że teraz już prawie pustą bolącą głowinę byle rozklekotana klepeczka doprowadza do szału. Czy ciągle pusta może być prawie pustą? Może, bo co do jednego i drugiego to moja subiektywna dystansowa ocena.

     Kiedyś ktoś tam, gdzieś tam, uczył mnie, że dystans jest (jak wszystko zresztą) wieloraki, bo dotyczy zarówno odległości w metrach, sekundach a nawet w jednostkach przestrzennych. (jakich, tych ostatnio przestrzennych, nie pamiętam, bo to bardzo dawno temu było i już a nie mam siły zasypywać pytaniami prof. Google). Definicja dystansu torowego była prosta jak drut, bo wymierzalna przy użyciu przymiaru liniowego w poziomie, w pionie a nawet w skosie. Dystans czasowy to pikuś nawet bez zegarka. Ale w niedługim czasie dotarło do mnie, że szeroko dystansowo nic nie rozumiem. Taki np. dystans społeczny stał się w ogóle nie do przełknięcia, gdy okazało się, że:

- partnerzy, narzeczeni, mężowie itp. stwory męskie zapewniają sobie od razu z otwarciem drzwi do domu niepodważalne prawo do dystansu społecznego w stosunku do partnerek, narzeczonych, żon itp. stworków (ślicznych, czarujących, kochających itp.) żeńskich. 

- kobieta do kobiety, żeby porozmawiać (najczęściej) podchodzi blisko. Do przyjaciela ciut bliżej (czasami duży, ale to nie w celu rozmowy) niż do zwykłego znajomego a nawet niezwyczajnego kolegi.

- mężczyzna do mężczyzny (najczęściej) zbliża się tak, żeby byli przynajmniej o trzy szpilkowe kroczki kobiece – oddaleni.  

     Po doczytaniu, że rodzice najczęściej rozmawiają z dziećmi właśnie w dystansie społecznym, czyli w takiej odległości jak obcy sobie ludzie, stanęło mi coś w gardle i ani w tą ani w tamtą nie chciało się torowo zdystansować. Brak dostępu świeżego tlenu zaskutkował niedotlenieniem moich szarych komórek (to minus) i już tylko cicho (to plus) myślowo stękały: siła rzutu zdystansowanej zamożności wykształceniowej jest mniejsza od siły wyrzutu zamożności materialnej, pomijając zamożność stosunkową i najwłaściwiej wazelinowo opcjonalną. Chłodny dystans może zablokować oficjalność, ale tylko ostrożny, bez emocjonalny stosunek może pomóc wspiąć się do drabinowego nieba i zaowocować stanowiskowo-karierową gwiazdką z tegoż.

    Niby słuchałam, ale bezdech musiał spowodować zczerwienienie mojej twarzy, bo chyba nie podświadomość szepcząca coś o dystansie „odstępnym”: „ Człowiek myśli, że został wydymany na centymetr, a tymczasem już go wydymali na wiele metrów”. Zdawałam sobie sprawę, że jeszcze kilka sekund dystansu czasowego a doświadczalnie doznam dystansu przestrzennego pozaziemskiego. Rozglądając się w panice za antydystansową pomocą spojrzałam na telefon: „No tak, zadzwoń do przyjaciela (plus)”. Od razu: „Bezsens, słowa nie wyduszę (minus). Potrzebuję innego koła ratunkowego (plus za logiczne myślenie, minus za brak pomysłu)”. Bezmyślnie zamknęłam wytrzeszczone gałki oczne i przed oczyma zobaczyłam czarny tunel, na końcu którego paliły się jasnym światłem żarówki z krwistoczerwonymi napisami: odstęp, oddalenie, przestrzeń, przestworze, dal, wolne miejsce…… Stojąc w miejscu, zmniejszałam torowy dystans do jasności. Moje ręce złapały się tej święcącej na samym końcu. Zaparłam się, uchyliłam powieki i wielki napis LUZ wniknął we mnie, po czym sam wrzucił na luz, przy okazji mnie waląc w plecy tak silnie, że głową uderzyłam o ścianę. Klepki się zaklinowały, krtań była odklinowana a ja…ja  pozbyta dystansowych rozterek, odetchnęłam z ulgą i z radości zaczęłam śpiewać: „Dobrze babci było kiedy dziadka miała, dookoła łóżka z dziadkiem się ganiała. Marysiu, Marysiu już jesteś po ślubie, wpuść ptaszka do gniazdka, niech sobie podziubie” (zespół Dystans)

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
pisanyinaczej.blogspot.com:
Jolu...jak ja Tobie zazdroszczę tej lekkości pisania i tego humoru...:-) Też tak chcę, a nie potrafię...:-)
c17dea4e68be48ee2ad319c402b3d0eaPotrafisz, tylko jeszcze na Twojej życiowej wadze, szalka z wieloznaczną cięzkością przeważa. U mnie po momencie równowagi,lekko drgnęła w górę ta druga. Potem ciutek jej pomogłam,podpierając i z ciutka zrobił się duży "humorzasty" ciut.:D

Autor:jolaKwiatkowska


weFQrLtABuyLYvi:
Artciels like this make life so much simpler.
ambipsinfesia:
Tak, prawdopodobnie tak jest

Licznik

Odsłon: 1959352
Osób: 1777508

Na Facebooku

Jolanta Kwiatkowska

jkJolanta Kwiatkowska

Urodziłam się jako płeć żeńska.
(tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce).
Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać).
Nie zdobyłam żadnego szczytu.
Nie odkryłam żadnego lądu.
Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam.
Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam.
Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham.
Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam.
Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie.
Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.

Wyślij wiadomość do autorki

Zostań fanem autorki w wortalu Granice.pl