Sny. Fragment książki „Nie zawiedź mnie, tato"

Data: 2024-05-24 14:22:03 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 8 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Nie zawiedź mnie, tato to drugi – po Zabij mnie, tato thriller ze Zdzisławem Mokryną w roli głównej!

Po dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce w Rykowie, emerytowany funkcjonariusz Biura Spraw Wewnętrznych Policji, próbuje odnaleźć wewnętrzną równowagę w domu na wsi. Gdy pewnego dnia dowiaduje się o pogrzebie osoby z bliskiej rodziny, wie jedno - w najbliższym czasie może zapomnieć o spokoju. Zwłaszcza, że tuż po przyjeździe do położonych na Podlasiu Czemian, Zdzisław Mokryna zostaje podejrzany o związek z zabójstwem krewnej. Niebawem dochodzi do kolejnej śmierci.

Czy ojcowskie niedopatrzenie było przyczyną serii zdarzeń wstrząsających podlaskim miasteczkiem? Jaką rolę w zagmatwanej sprawie odgrywa tamtejszy szef policji?

Emerytowany gliniarz rozpoczyna nieformalne śledztwo, rzucając w ten sposób rękawicę miejscowym układom. Jego znajoma sprzed lat, obecnie prokurator rejonowa w Czemianach, z pewnością zna odpowiedzi na wiele pytań. Mokryna chciałby uzyskać wsparcie dawnej sympatii, ale czy są na to jakiekolwiek szanse?

Nie zawiedź mnie, tato! Stefana Dardy grafika promująca książkę

Do lektury powieści Stefana Dardy zaprasza Wydawnictwo Czarna Owca. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Nie zawiedź mnie, tato. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Rozdział 1

Obudziłem się, gdy było jeszcze całkiem ciemno. Byłem niewyspany i miałem ochotę podrzemać jeszcze przynajmniej z godzinkę, ale rozsądek i doświadczenie podpowiadały, że nie powinienem przewracać się na drugi bok. Poprawiłem więc poduszkę pod plecami i usadowiłem się w pozycji półleżącej w oczekiwaniu na nadejście świtu.

W ostatnich miesiącach te sny wracały do mnie coraz częściej – i nie miałem pojęcia, co jest tego przyczyną. Przecież od wydarzeń z wiosny dwa tysiące piętnastego roku oddalałem się z każdym dniem, tych dni nakapało już tyle, że składały się na niemal cztery lata, ale…

Ale te sny.

Coraz bardziej przerażające i coraz bardziej realistyczne. Śnione w ostatnich tygodniach, zazwyczaj nad ranem, tuż przed pierwszym przebudzeniem, a potem, gdy zasypiałem jeszcze na moment, powracające ze zdwojoną siłą. Dławiące, koszmarne, nie do zniesienia. Czasem o świcie budziłem się z płaczem, czasem z krzykiem.

Dochodziła szósta. Zegar na ścianie cicho odmierzał sekundy zdychającej zimowej nocy, a ja starałem się zająć czymś myśli, aby nie myśleć o tych cholernych wizjach.

Bezskutecznie.

Czasem śnił mi się Pieniążek. Rozmawiałem z nim o jakiejś policyjnej sprawie, o dupereli bez znaczenia, którą przyszedł ze mną skonsultować. Gawędziliśmy w najlepsze, a ja miałem świadomość, że on ma odstrzeloną potylicę. Zachowywał się zupełnie normalnie, ale po prostu wiedziałem, że przyszedł do mnie prosto z toalety, w której przed chwilą włożył sobie do ust służbowego glocka i pociągnął za spust. Udawałem, że nic się nie dzieje, czekając, aż zacznie umierać, ale nic z tego. Żywo gestykulował, uśmiechał się szeroko i dziękował za pomoc. Czułem się wtedy jak szmata, jak ostatnie ścierwo, ale on mrugał do mnie okiem, oznajmiając, że dokładnie zna moje myśli i że przecież nic takiego strasznego się nie stało.

Ostatnio dość często śnił mi się też Kapo. Zazwyczaj siedziałem z nim i jego nowo poślubioną małżonką w sali widzeń intymnych zakładu karnego w Kalenicy. Ona mnie nie widziała, była odwrócona tyłem, ale on tak. To było tuż przed tym znanym na całą Polskę pocałunkiem, podczas którego Pokoć odgryzł swojej wybrance język. Kapo patrzył na mnie z drwiącym uśmieszkiem, ja próbowałem się ruszyć albo przynajmniej powiedzieć coś, żeby ostrzec tę Bogu ducha winną młodą kobietę, ale mogłem jedynie bezradnie przyglądać się całemu zajściu. On przykładał usta do jej ust, a po kilkunastu sekundach wypluwał kawałek mięsa na środek pomieszczenia. Spora część języka kobiety wciąż się poruszała, przywodząc na myśl jakieś obrzydliwe zwierzę, ale najgorsze było to, że ona w żaden sposób nie reagowała na to, co się stało. Powinna przecież krzyczeć, wyrywać się, szarpać, jednak tego nie robiła. Zamiast tego odwracała twarz w moją stronę, a ja ją poznawałem.

– I jak ci się to podobało, wujku? – pytała najstarsza córka Kamila, a fragment języka poruszał się na podłodze w rytm jej słów. – Mam nadzieję, że zgodzisz się zostać ojcem chrzestnym naszego dziecka…?

Chciałem coś zrobić, wyrwać Wiktorię z objęć tego obłąkańca albo chociaż wezwać strażnika, jednak zamiast tego z moich ust wydobywały się słowa: „Oczywiście, Wiki, to będzie dla mnie zaszczyt”, a potem zaczynałem płakać. Nie wiem, czy bardziej w wyniku narastającej we mnie furii, czy z bezsilności. Widząc to, Wiktoria się uśmiechała, a potem zwracała głowę w stronę Pokocia.

– Popatrz, Kaziu, jaki jest wzruszony – mówiła, podczas gdy jej język ciągle wił się na posadzce. – Nie sądziłam, że aż tak się ucieszy.

Zdarzały mi się także sny, w których główną rolę grała Ola. W jednym z nich siedziała na podłodze mojego mieszkania w Rykowie. Na ekranie telewizora dokazywali kolorowi bohaterowie bajek, a dziewczynka, w tym momencie może dziesięcioletnia, układała coś z rozrzuconych na dywanie klocków. Patrzyłem na nią z uśmiechem. Tak bardzo dumny i szczęśliwy, że Iza i Kamil zaufali mi na tyle, by zostawić pod moją opieką swoją najmłodszą córkę. Na chwilę odwróciłem głowę w stronę ekranu, najwyżej na pięć sekund, a gdy mój wzrok znów spoczął na córeczce mojego przyjaciela, zauważyłem, że trzyma ona w rączce nie klocek, a coś zupełnie innego. Zanim się zorientowałem, że jest to ogrodowy sekator, Ola zdążyła już sobie odciąć palec wskazujący lewej dłoni. Krzyknąłem z całych sił i… obudziłem się w swoim bieszczadzkim domu, wrzeszcząc, jak opętany.

To był właśnie jeden z tych koszmarów, które skłoniły mnie do niepoprawiania snów tuż przed świtem. Gdy to zrobiłem, wróciłem znów w to samo miejsce, a dziewczynka kończyła właśnie mocować się z kciukiem, który ostatecznie też odcięła. Podniosła okaleczoną, spływającą krwią rączkę i odwróciła ją grzbietem w moją stronę.

– Popatrz, wujku Dzisławie, widzisz? – zapytała głosem swojej o rok starszej siostry.

– Widzę – wychrypiałem.

– To dobrze, że chociaż teraz widzisz – oznajmiła Ola głosem Julki. – Szkoda, że wtedy, jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy jak pień.

Chciałem ją poprawić, że tak się nie mówi, ale w tym momencie dotarło do mnie, co tak naprawdę chce mi przekazać.

– Masz rację… Przepraszam. Byłem ślepy, gdy trzeba było widzieć.

– Wujku… Chodź, potrzebuję twojej pomocy.

– Zrobię wszystko, o co mnie poprosisz – zadeklarowałem, a potem wstałem, podszedłem bliżej i ukląkłem na dywanie obok dziewczynki.

– Popatrz, mam teraz dwie różne rączki – mówiła Ola już swoim głosem. – Chcę mieć takie same, a ja nie dam przecież rady… Obiecałeś, że zrobisz wszystko.

Podała mi sekator i wyciągnęła prawą dłoń w moją stronę.

I to nie był koniec snu… I właśnie ten koszmar sprawił, że postanowiłem nigdy już nie próbować zasnąć, gdy obudzę się przed świtem.

Raz śniła mi się Iza, ale to był niewyraźny sen. Jedyne, co zapamiętałem, to jej pełne bólu i beznadziei oczy.

Za każdym razem od chwili, gdy zaczęły mnie nękać te koszmary, bałem się, że wreszcie przyśni mi się też Julka, ale jak dotąd nigdy się to nie zdarzyło. I wcale nie wywoływało to u mnie uczucia ulgi. Przeciwnie. Każdego wieczoru bałem się coraz bardziej, nie mając wątpliwości, że te wszystkie dotychczasowe nocne okropieństwa okażą się jedynie tym, czym jest trzask kapiszona wobec wystrzału z armaty.

Nie wiedziałem czy to zniosę, ale spać przecież trzeba.

Zresztą… – myślałem za każdym razem, przykrywając się kołdrą przed snem – jeśli tego nie zniosę, to przecież nic takiego wielkiego się nie stanie.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Nie zawiedź mnie, tato. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Nie zawiedź mnie, tato cz. I
Stefan Darda0
Okładka książki - Nie zawiedź mnie, tato cz. I

Drugi po Zabij mnie, tato thriller ze Zdzisławem Mokryną w roli głównej! Po dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce w Rykowie, emerytowany funkcjonariusz...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Księga zaklęć
Agnieszka Rautman-Szczepańska
Księga zaklęć
Najukochańsza
Joanna Jagiełło
Najukochańsza
Strach ze strychu
Radek Jakubiak
Strach ze strychu
Draka na Antypodach
Katarzyna Ryrych ;
Draka na Antypodach
Nawiedzone kolonie
Rafał Witek
Nawiedzone kolonie
Nigdy za ciebie nie wyjdę
Magdalena Krauze
Nigdy za ciebie nie wyjdę
Ulice
Anna Skowrońska
Ulice
Dolina szpiegów
Robert Michniewicz
Dolina szpiegów
Pokaż wszystkie recenzje